Dawid Klachacz: Płeć wszelaka, czyli "Ballada o Lee Cottonie" Christophera Wilsona
Dodane przez swewa dnia 04/12/2008
Dawid Klachacz "Płeć wszelka" [Christopher Wilson: Ballada o Lee Cottonie. Wydawnictwo Niebieska Studnia. Warszawa 2007].



„Całe życie prześladują mnie za niewłaściwy kolor skóry, płeć, umawianie się z nieodpowiednimi osobami albo za to, że mieszkam nie tam, gdzie trzeba. Nikt nie jest tym, kim się urodził — jesteśmy tym, kim chcemy być. Dlatego pozwól, że sama wybiorę sobie płeć. Będę ubierać się tak, jak chcę. Będę robić, co mi się podoba. Będę kochać, kogo zapragnę. Będę mówić, co chcę i kiedy chcę”.

Niewątpliwe trzymam w ręce książkę, która nosi znamiona powieści biograficznej, gdzie życiorys bohatera, niepozbawiony wyraźnych akcentow psychologicznych, przyciąga i szokuje zarazem. Uczciwie dodam jednak, że powyższy „zaczep” klasyfikacyjny nie definiuje dostatecznie gatunku, do którego należy omawiana proza. Mało tego, jest to na tyle synkretyczna powieść, że nie będę nawet silił się na próby ściśle teoretycznego ujęcia. Osią powieści jest historia głównego bohatera, ale obok tej centralnej figury powieściowej uwagę skupia refleksja na temat społeczeństwa, z którym główny bohater został (dosłownie) zderzony.

Opowieść zaczyna się trochę w stylu dickensowskiego Davida Copperfielda, wydaje się zatem, że powinna dysponować siłą przyciągania czytelnika. Lee Cotton rodzi się i sam relacjonuje ten fakt: „Wreszcie udaje mi się wyśliznąć na zewnątrz. Płacząc wniebogłosy, rozglądam się i widzę, że mama już cierpi przeze mnie — krzyczała z bólu i przeklinała przez siedemnaście godzin. Potem uspokoiła się na chwilę, ale kiedy mnie ujrzała, zaczęła zawodzić jeszcze głośniej. […] A wszystko przez mój idiotyczny, budzący grozę wygląd, bo przecież nie tak powinno wyglądać murzyńskie dziecko”.

Daliśmy się złapać? Chyba tak. Któż bowiem chciałby czytać balladę o Lee Cottonie, w której tytułowy bohater już na wstępie jawiłby się jako mało obiecująca postać. Dlatego też, mimo typowego zabiegu literackiego, autor mocno chwyta za gardło czytelnika, zapoznając go z rodzącym się Lee, i nie puszcza, oddając głos bohaterowi, który staje się jednocześnie narratorem zwierzającym się z intymnych spraw swojego życia. Rodzi się więc Lee, główny bohater, a zatem rodzi się główny problem powieści — obecny stan rzeczy powoduje, że mam chęć go poznać.
Cotton rodzi się w Eurece — małej miejscowości w stanie Missisipi. Jego czarnoskóra matka poznaje marynarza — Islandczyka — i ta przygodna znajomość sprawia, że Lee rodzi się jako biały chłopak. Mimo to, jest wychowywany przez matkę w tradycji czarnoskórych ludzi z Południa, a więc z surowymi baptystycznymi zasadami i wartościami opierającymi się na Biblii. Już w tym momencie widać odmienność Lee — „białego murzyna”, jak o sobie mówi — który balansuje między dwoma światami: białych i czarnych. Jako że Lee urodził się w 1950 roku, a więc w czasach, kiedy w Stanach Zjednoczonych boleśnie daje o sobie znać rasizm i działalność Ku Klux Klanu, następuje systematyczny proces wyobcowania bohatera z obydwu tych społeczności. Z jednej strony, nie jest do końca akceptowany przez otoczenie czarnoskórych, gdyż jako „biały” wywołuje lęk, natomiast „biali”, wiedząc, że jego matką jest „murzynką”, dyskryminują go w ten sam sposób, co „czarnych”. Śledząc ten okres życia Lee, ma się wrażenie, że od urodzenia chłopak porusza się po „czarno-białej” rzeczywistości jak po szachownicy, z której szybko może zostać wyeliminowany.

Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że Lee to bohater bardzo dynamiczny. Jednakże ten dynamizm to, paradoksalnie, ruch w drugą stronę, powrót do korzeni, cofanie się do ukrytej prawdy. Cottona już od dziecka cechowała otwartość, wyjątkowa tolerancyjność i dojrzałość myślenia, posiadał również zdolność odczytywania cudzych myśli. To połączenie intelektualne i duchowe z ludźmi budowało jego tożsamość i odkrywało prawdę o nim samym. Chociaż zmienia się w życiu bohatera prawie wszystko: miejsce zamieszkania, pracy, płeć i kolor skóry, trzon jednak pozostaje ten sam. Kiedy Cotton ulega wypadkowi samochodowemu, zostaje zoperowany, a lekarz decyduje się na zmianę płci, gdyż nie jest w stanie uratować jego męskich narządów płciowych. Po kilku latach dają o sobie znać geny babci i matki bohatera, ponieważ kiedy sam staje się kobietą, ciemnieje jego skóra i wygląda jak mulatka.

Lee przemieszcza się po Stanach Zjednoczonych, służąc w wojsku, pracując w szpitalu jako salowy, w pubie za barem i jako modelka podczas sesji zdjęciowych. Transformacji — przemieszczeniu — ulega również mapa jego ciała: zmienia płeć i kolor skóry. Bohater oscyluje wokół przestrzeni życia czarnych i białych, wokół świata kobiet i mężczyzn oraz różnych orientacji: heteroseksualnej, biseksualnej i homoseksualnej. Podczas jednej z operacji po wypadku jego mózg zostaje rozdzielony na dwie półkule pracujące niezależnie od siebie. W związku z tym pojawia się pytanie o płeć mózgu bohatera, o płeć narracji i kolor” literatury. Oczywiście, nie ma jednej płci, koloru i orientacji. Historia Lee Cottona — „historia doświadczeń jego ciała, osobowości i ducha — to zgłębianie psychologii człowieka oraz synteza dwudziestu lat historii Stanów Zjednoczonych, a więc różnych obyczajów, przekonań, uprzedzeń i przemian kulturowych.

Z tej perspektywy interesująca wydaje się scena, kiedy Lee po wielu latach spotyka się z matką, która w ciele kobiety dostrzega swego syna. Bohater pokazuje, że nie należy zafiksowywać się na swym ciele, bo ono się zmienia. Podobnie jest z seksualnością. Krytycznie zatem potraktowani są tu ludzie postrzegający innych przez pryzmat ciała — koloru skóry, płci, wyglądu zewnętrznego czy orientacji seksualnej. Sam bohater reinterpretuje swój stosunek do rzeczywistości. Balansowanie na wielu płaszczyznach pozwala mu na weryfikację poglądów i tożsamości, a zatem w pewnym sensie na powrót do prawdy.

Zwróćmy uwagę na fakt, że Lee zaczyna interesować się feminizmem jako nurtem nowego oglądu relacji międzyludzkich w kulturze. Zmiany, jakie zaszły w jego ciele, sprawiły, że mógł doświadczyć różnic w traktowaniu mężczyzn i kobiet, w podejściu do „kolorowych” i białych, a w konsekwencji — ukształtować w sobie nowe możliwości postrzegania w rozumienia rzeczywistości.

Bohater(ka) stwierdza: „Jeszcze tego nie rozumiem, brakuje mi słów i wiedzy, żeby wyrazić jasno swoje poglądy, ale już w tym okresie zaczynam sympatyzować z ruchami feministycznymi. Wtedy jednak myślałam, że rozwój kobiet ogranicza się do lekcji gotowania, doboru odpowiedniego tuszu do rzęs, nauki seksu oralnego, czytania poradników o wychowaniu dzieci i magazynu «Rodzina» oraz dopasowania właściwych podpasek do obfitości krwawienia. Wszystko to już wkrótce miało się zmienić. Życie miało dać mi kolejną nauczkę, nagle i bez ceregieli”.

Pod względem literackim jest to świetnie napisana książka. Płeć bohatera przylega do zmieniającej się płci narracji. Autor umiejętnie posługuje się dyskursem „męskim” i „żeńskim”, dekonstruuje stereotypy i zabójcze dla człowieka konstrukty myślowe; wydobywa je na światło dzienne za pomocą w mistrzowski sposób użytej ironii. Błyskotliwy i prześmiewczy, nierzadko okraszony wulgaryzmami język zmusza do ciągłej weryfikacji przedstawionej za jego pomocą wizji świata. Czytelnik, chcąc towarzyszyć nieustannie zmieniającemu się bohaterowi, musi zmieniać swoje nastawienie, musi być sam otwarty. Myślę, że Ballada o Lee Cottonie dzięki dobrze sfunkcjonalizowanemu kontekstowi kulturowemu ma szansę wpisać się do kanonu literatury feministycznej czy też okołoqueerowej, dzięki dobrze użytemu kontekstowi kulturowemu.

["re: presja" 2008, nr 2 (2)]