Alicja Podbielska o erotyzmie i cielesności we współczesnej literaturze obozowej...
Dodane przez swewa dnia 18/07/2009
Alicja Podbielska: "I była miłość w Auschwitz...".


[…] ryzykując życie za możliwość szybkiego wstrząsu, otarcia się dwóch wychudzonych miednic, krótkiego kontaktu ciał, zawszonych i ogolonych. Zrobił na mnie silne wrażenie ten niemożliwy erotyzm, którego przeznaczeniem była śmierć pod podkutymi butami strażników, czysta odwrotność — w swej beznadziei — wolnego, promiennego, nieokiełznanego erotyzmu bogaczy, lecz który może również krył w sobie podstępną i upartą prawdę, że każda szczera miłość jest nieuchronnie zwrócona ku śmierci i w swym pożądaniu nie zważa na nędzę ciał 1.



Współczesna literatura o Holokauście nasycona jest erotyzmem. W Lektorze Bernharda Schlinka rozliczenie się Niemców z nazistowską przeszłością łączy się z historią młodzieńczej miłości i erotycznej fascynacji starszą kobietą. Niekochana Arno Lustiga to fikcyjny dziennik 15-letniej Perły Sch., prostytutki w gettcie w czeskim Terezinie (Theresienstadt). Bent Martina Shermana wprowadził na scenę, a później w obszar kultury popularnej 2, długo pomijane całkowitym milczeniem zagadnienie prześladowań homoseksualistów, więźniów obozów koncentracyjnych, oznaczonych różowym trójkątem. Eros i Tanatos splatają się w Łaskawych Jonathana Litella, mrocznej opowieści SS-mana — homoseksualisty i kazirodcy.

Jednak podobna tematyka w literaturze o Zagładzie, jak również badania nad seksualnością w obozach koncentracyjnych oraz posługiwanie się kategorią gender Holocaust studies, to zjawiska stosunkowo nowe. W polskiej kulturze literatura dotycząca II wojny światowej zawsze funkcjonowała na specjalnych zasadach. Ze względu na swój wyjątkowy przedmiot zarówno fikcja — jak i wspomnienia — podlegały licznym tabu i zostały ukształtowane w ramach określonych, powszechnie obowiązujących konwencji. Maria Janion wyróżniła wśród nich dwa podstawowe schematy: formę westernową oraz martyrologiczną, wywodzącą się z mesjanistycznego paradygmatu romantycznego. Literatura „kacetowa” oraz dotycząca Holokaustu należy do drugiego z tych nurtów, jest projektowana i odczytywana przez pryzmat bohatersko-ofiarniczy, w dużej mierze zsakralizowany.

Takie ujęcie tematu wykluczało dostrzeżenie i przyznanie znaczenia tematyce związanej z cielesnością i seksualnością — zarówno przez samych piszących, jak i przez ich interpretatorów. Jak zauważa Bożena Karwowska:

Ciężar tematu był tak wielki, że rzeczywistość obozów koncentracyjnych należało opisywać w ramach kategorii wysokich, a tym samym duchowych, intelektualnych (i symbolicznie przyporządkowanych mężczyźnie). Innymi słowy, cielesność doświadczenia musiała zostać najpierw przełożona na doświadczenie intelektualne, które z kolei opisywano (przepuszczając jednocześnie przez światopoglądowe filtry) w ramach istniejących wzorów literackich 3.

Oceny moralno-etycznej życia obozowego dokonywano przy pomocy abstrakcyjnych kategorii „zewnętrznych”, posługiwano się przy tym charakterystyczną dla zachodniej kultury patriarchalnej binarnością opozycji, zdecydowanym przeciwstawieniem „wysokiego” i „niskiego” oraz „moralnego” i „niemoralnego”. Tematami „uprawnionymi”, posiadającymi społeczną legitymizację, były więc przede wszystkim przeżycia duchowe i religijne, tęsknota za rodziną, uczucia patriotyczne. Wykluczano zaś codzienność i cielesność — kojarzone kulturowo z kobiecością. I choć obok rozważań nad problemem teodycei czy kondycją człowieka musiały pojawiać się tematy ściśle splecione z egzystencją czysto biologiczną, takie jak głód, zimno czy ból, to jednak istniały również takie, które w żaden sposób nie mogły zmieścić się w ramach patriotyczno-martyrologicznego decorum. Przemilczenia dotyczyły faktów uznanych za niechlubne lub wstydliwe, mało poważne, nienadające się do postawienia na narodowym cokole. Dlatego też opis doświadczenia krańcowego został zubożony o takie aspekty, jak aktywność seksualna w obozie, w tym homoseksualizm oraz przemoc seksualna i prostytucja.

Poruszane problemy i sposób ich ujęcia były jednocześnie podstawą wartościowania literatury i wyznacznikiem jej pozycji w narodowym kanonie. Inga Iwasiów wyróżnia w historii powojennej literatury polskiej znajdującą się w centrum „stronę Herlinga” oraz umieszczoną na marginesie „stronę Pankowskiego”. Jest to system dwójkowy, w którym na szczycie hierarchii znajdują się „[…] etyczne wysokie loty […] dowartościowanie nieskażonego głosu ofiar, których arcyprzewodnikiem jest Gustaw Herling-Grudziński, przeciw immoralistom takim jakim Leo Lipski, Marian Pankowski” 4.

Jak zauważa Iwasiów, do kategorii „podejrzanych” zaliczano nawet Tadeusza Borowskiego, który zdecydowanie sprzeciwiał się uwznioślonej wizji obozowej egzystencji:

[…] bez patosu; nie za Ojczyznę, nie za honor, lecz po prostu za wyczerpane ciało, za wrzody, za tyfus, za spuchnięte nogi […]. Nie walczyliśmy w obozie o pojęcie Ojczyzny albo o przebudowę wewnętrzną człowieka, walczyliśmy o miskę zupy, o miejsce do spania, o kobiety, o złoto i zegarki z transportów 5.

Szczecińska badaczka przypuszcza, że Borowskiego „uratowało” samobójstwo, z pewnością znaczenie miał również jego osobisty udział w opisywanych wydarzeniach, pozycja świadka dająca prawo do zabierania głosu. Na znaczenie elementu autobiograficznego zwraca uwagę Anna Nasiłowska pisząc o Marianie Pankowskim, którego drażliwa w powszechnym odbiorze wizja obozów byłaby na zupełnie straconej pozycji, gdyby nie uwiarygodniający ją życiorys. Badaczka, pisząc o konwencjach obowiązujących w pisaniu o Holokauście, przywołuje pojęcie dyskursu w rozumieniu ukształtowanym przez Michela Foucault’a:

Porządek dyskursu podlega w każdym społeczeństwie kontroli, jest efektem i odzwierciedleniem władzy w jej najogólniejszym sensie, nie zogniskowanej w konkretnej instytucji, ale przyjmowanej bezdyskusyjnie w danej zbiorowości pod postacią reguł mówienia, sytuacji. Reguły dyskursu określają na przykład łączliwość lub rozłączność pewnych tematów, wytyczają sfery milczenia i szczególnych napięć, kolizji różnych systemów, definiują całe obszary, tak jak sposób reprezentacji seksu czy idee na temat męskości i kobiecości. Temat „Holocaust” z całą pewnością wobec przyjętych reguł dyskursu sfery publicznej, dominującej, nie powinien być łączony z opowieścią o seksualnej wyobraźni 6.



„Szara strefa”


Inga Iwasiów wskazuje na świadomość istnienia w obozach koncentracyjnych więzi erotycznych, w tym szczególnie związków lesbijskich, jako na jedno ze ścisłych tabu naszej kultury 7. Przekracza je Zofia Posmysz, była więźniarka Auschwitz, w powieści Wakacje nad Adriatykiem (1970). Rama kompozycyjna ukazuje narratorkę podczas spędzanych razem z mężem tytułowych wakacji. Mimo szczęśliwego małżeństwa, relacja z mężczyzną znajduje się na bardzo dalekim planie, całość emocji kobiety skupia się w przeszłości, „tam”, w obozowych związkach i zależnościach. w retrospekcjach powracają żyjące w homoseksualnym związku blokowa i jej zastępczyni. Narratorka przypadkowo poznaje ich pilnie strzeżoną przed SS tajemnicę:

Jestem swoja od tamtego dnia, kiedy posłana przez strażniczkę Grupy Błoto otworzyłam drzwi do Izby Starszej po jednorazowym zaledwie zastukaniu. Rozrzucone uda i głowa w górnej krawędzi pryczy, rozrzucone uda i głowa w dolnej krawędzi — błogosławiona chwila, mego kolonijnego żywota punkt zwrotny8.

Berta i Leo odtwarzają tradycyjny podział ról genderowych, dzielą między siebie funkcje mężczyzny i kobiety, męża i żony. Berta zajmuje się „domem”: wiesza w izbie różowe firanki, przygotowuje posiłki, czeka na powracającą z „pracy” na terenie obozu Leo.

Berta odkłada pomidory, raptem znów zatroskana: „Nie wiem, co robić. Leo zamówiła na kolację kartofle smażone z kiełbasą, ale wobec tego niepokoju w Kolonii…” […] wybucha goryczą: „Jakby człowiek nie miał prawa do tej odrobiny gotowanej strawy! Tak ciężko jak pracuje Leo… […] słychać stuk drewnianej zasuwy i gruby głos Leo „To ja”. Berta podbiega do drzwi, otwiera je na całą szerokość, lecz nie wychodzi na zewnątrz, czeka w progu. Ciężki chód spracowanego robotnika jest coraz bliższy, kończy się wycieraniem obuwia starannym, skrupulatnym, pochylona sylwetka z głową podaną do przodu staje na progu. Leo zrywa chustkę i nierozwiązaną wiesza na gwoździu wbitym w drzwi, niczym czapkę ją wiesza, stawia w kącie lagę, całuje Bertę w oba policzki: „Martwiłaś się, mamusiu, co?” Rozpina i ściąga skórzany pas i męską kurtkę, wiesza je na drugim gwoździu, daje Bercie w nos lekkiego szczutka. „No, nareszcie człowiek w domu”, palcami przeczesuje rzadkie, krótkie, mysiej barwy włosy, siada ciężko na zydelku, nogi wyciąga przed siebie. „Niech to szlag trafi” mówi bez złości. Berta promienieje, krząta się raźno, czystą szmatką przeciera dopiero co wymytą miednicę, nalewa wody ciepłej, zimnej, łokciem sprawdza temperaturę. […] wyjmuje z szafy domowe pantofle, męski szlafrok w pasy, do kieszeni szlafroka wkłada czystą chustkę. […] Leo staje przy miednicy […] Berta stoi tuż obok z ręcznikiem przerzuconym przez ramię. „Tu masz jeszcze mydło i tu”, dotyka palcami miejsc nie dość dokładnie spłukanych, nabiera wody w dłoń i polewa kark Leo, potem podaje jej ręcznik. Leo wyciera się. „Dobra z ciebie kobieta, wiesz, czego trzeba człowiekowi” oddaje ręcznik, a oddając szczypie Bertę w pierś, ujmując miedzy dwa palce wskazujący i serdeczny, potem strzepuje nimi, śmieje się. Berta zerka na mnie z zawstydzeniem nie wolnym od dumy9.

Choć relacja ta wiąże się z pozycją w obozowej hierarchii, wydaje się, że chodzi w niej nie tyle o zaznaczenie swojego statusu i przewagi wobec innych więźniarek, co o stworzenie pewnej namiastki domu, rodziny, ciepła. Ponowne uporządkowanie świata dokonuje się nie poprzez przywrócenie relacji władzy i podległości, ale przez próbę zbudowania stosunku emocjonalnego.

Kontrapunktem dla tego związku jest relacja narratorki i więźniarki nazywanej przez nią Ptaszką. „Wtajemniczone” więźniarki uważają je za kochanki, czemu narratorka nie zaprzecza, umiejętnie czerpiąc korzyści z solidarności, jaka istnieje między tą szczególną obozową wspólnotą:

[…] Starsza Bloku podchodzi, nachyla twarz ku mojej twarzy, całkiem blisko, mówi półgłosem: „Gdybyś chciała, możesz zostać u swej przyjaciółki dłużej. Uprzedzę obsługę, żeby wam nie przeszkadzały”. Nie okazuję zdziwienia, nic po sobie nie okazuję, nie drgnęła mi powieka, nie umknęły w bok oczy, cień rumieńca nie zabarwił policzków. Nie pierwszy raz słyszę podobną zachętę, Starsza Bloku chętnym okiem widzi związki tego rodzaju, patronuje im nawet, a kto wie, czy i nie kojarzy? w czas jakiś po wyniesieniu moim do godności Sekretarki poprosiłam o przeniesienie Ptaszki na górną półkę. Spytała wówczas: „To twoja przyjaciółka”? Potwierdziłam, a wtedy padło z jej ust jeszcze jedno słowo: „Intymna?”, brzmienie jego nie było mi obce, jednakże niezbyt jasno uświadamiałam sobie co znaczy, mimo to dałam odpowiedź twierdzącą, na wszelki wypadek, czując, że spełnię oczekiwanie Starszej Bloku […] 10.

Niespodziewanie dla siebie samej narratorka odkrywa w sobie jakieś powinowactwo z „nimi”. To, co odkryła, nie budzi w niej odrazy; raczej zrozumienie, mimo, że nie mówi o tym przyjaciółce:

[…] wolałam oszczędzić jej wiedzy o dziwnej miłości, której nie znałyśmy z literatury, ani ona, ani ja, ale która to wiedza we mnie musiała być, niepojęte skąd, ale jednak być musiała, skoro spojrzawszy w głąb izby i zobaczywszy to, co zobaczyłam, nie doznałam ani szoku, ani nawet jakiegoś szczególniejszego zdziwienia. Otwarcie drzwi na Ósemce nie było właściwie odkryciem, ale jakby tylko przypomnieniem, jakby właśnie tylko otwarciem drzwi, których istnienia, jeśli o nim nawet nie wiedziałam, musiałam choćby przeczuwać […] 11.

Posmysz nie przeciwstawia sobie tych dwóch relacji jako „niemoralnej” i „moralnej”, lub wyrachowanej i altruistycznej. Ukazuje raczej występującą między nimi subtelną analogię, jaką jest emocjonalny związek z drugim człowiekiem, zdobycie się na uczucia i troskę. w powieści nie ma bowiem manichejskiego podziału na złe Niemki — więźniarki funkcyjne, współpracujące z nazistami i szlachetne Polki — więźniarki polityczne. Brutalna na co dzień, okrutna dla „muzułmanek” Leo sama jest więźniarką polityczną, skazaną za działalność komunistyczną; pokazana zostaje również w chwili załamania, przypływu „ludzkich uczuć”. Wszystkie opisywane przez Posmysz kobiety mieszczą się w rzeczywistości nazwanej przez Primo Leviego „szarą strefą”, w „[…] materii opierającej się wszelkim próbom przypisania odpowiedzialności, w której splata się i ciągnie długi łańcuch spajający ofiarę z oprawcami” 12.



„Pseudopatriotyczne grymasy” i homoseksualizm


Tym, co w twórczości Mariana Pankowskiego najbardziej radykalnie sprzeciwia się polskiej formie pisania o przeżyciach obozowych, jest znaczenie przyznawane cielesności i seksualności. Po raz pierwszy w twórczości Pankowskiego temat obozu koncentracyjnego pojawił się w napisanym oktawą poemacie Auschwitz z debiutanckiego tomu poezji Pieśni pompejańskie (1946). Nic z jego patosu nie pozostało w opublikowanym w 1968 roku dramacie Teatrowanie nad świętym barszczem. Utwór ten dotyczy w dużej mierze funkcjonowania pamięci o Auschwitz w powojennej rzeczywistości. Pankowski w groteskowej karykaturze ukazuje środowisko obozowych „kombatantów”, z Prezesem w „elegancko zaprasowanym pasiaku” na czele. Jest krytyczny zarówno wobec wykorzystywania pamięci do celów politycznych, do prowadzenia antyniemieckiej propagandy, jak i wobec samych byłych współwięźniów. Przyjęli oni wyznaczone im przez państwowe instytucje role — w przenośni i dosłownie, na zamówienie „społeczeństwa” odgrywają bowiem scenki z kacetu na rocznicowych akademiach. Jednak nie wszystkie wspomnienia nadają się do pokazania na scenie:

— To co? Przykuwamy? Zdobywamy? Czymś gorącym? Hm?...
— Można by im tego doktora pokazać… wiesz, co się szkopów nie bał. […] Pamiętasz go?
— Yhm… To ten, co chorych podmacywał i spośród najładniejszych zapaleń płuc przyszłych sanitariuszy wybierał.
— śmieje się Znowu scena… w sam raz na scenę! Tyle, że sytuacja nietypowa, bo wyjątkowa.
— Nietypowa?! a kapo z pierwszego? a krawcy? a kucharze?
— sponad kieliszka Tak, ale nie po zapaleniu płuc
13.

Satyra Pankowskiego celuje w tych, którzy samowolnie mianowali się dysponentami jedynej obowiązującej wersji pamięci. Autor Rudolfa przeciwstawia jej historię obozowej miłości między Polakiem a niemieckim kapo. Ich związek jest również częścią wspomnień byłych więźniów, ale musi zostać z nich wyparty, gdyż nie pasuje do oficjalnej, czarno-białej wersji wydarzeń. Na tle karykaturalnego środowiska kombatantów to właśnie W.3 i Kapo są jedynymi autentycznymi postaciami:

Para, którą przedstawiam w Teatrowaniu nad świętym barszczem jest właściwie parą wyidealizowaną. Tak mi się napisało: że kapo jest zbrodniarzem, dusicielem i strasznym wrogiem Polaków, ale pod wpływem tego uroczego chłopca, syna prokuratora polskiego, pomału następuje w nim przemiana. Cała sprawa kończy się bardzo boleśnie, patetycznie i bardzo romantycznie. […] zagubione kilkunastoletnie dziecko broni honoru Polski, tam — pod ciosami obozowego kapo na początku czy w objęciach kapo pod koniec 14.

Bohaterów dzieli narodowość, wykształcenie, wiek, kultura, doświadczenie. To miłość „spoza tradycji”. Według słów Mariana Pankowskiego również literackiej. Choć przedstawiony w dramacie związek może przypominać model genetowski, Pankowski podkreśla, że transgresyjność w kulturze zachodniej nadeszła później. Pierwotnym doświadczeniem i źródłem inspiracji było to, co widział podczas pobytu w obozie:

Homoseksualizm, tak samo jak okrucieństwo, tak samo jak przyjaźń — te sprawy poznałem w kacecie dogłębnie i tak autentycznie, że wszystko inne było dla mnie literaturą w cudzysłowie, to znaczy czymś drugoznacznym i mniej ważnym 15.

Role genderowe w tym związku rozkładają się podobnie jak w relacjach opisanych przez Grzesiuka. Młody Polak pełni funkcję „kuchareczki”, smaży placki kartoflane, przygotowuje przyjęcie imieninowe. Hans chwali się swoim „Dżiszu” przed innymi kapo, udziela ojcowskich porad na temat techniki bicia w twarz, zapewnia ochronę, poklepuje po pośladkach i karmi zdobyczną czekoladą. Razem snują marzenia o Brazylii, gdzie kapo miałby być kapitanem statku a Polak jego „nieodłącznym młodym zastępcą”.
W rozmowie z Krystyną Rutą-Rutkowską Pankowski podkreślił, że jest to przykład zaczerpnięty z jego własnego doświadczenia, z obserwacji codziennego życia w obozie. Podobnie jak Grzesiuk, pisarz przyznaje, że w obozie dokuczała mu samotność seksualna:

[…] faktem jest, że jednak pojawiały się pokusy homoseksualne, to znaczy myśl o tym, bo byliśmy przecież świadkami tych zbliżeń i pieszczot. […] Byłem świadkiem tych miłości, cudzych emocji i mówiąc szczerze — zazdrościłem im tych doznań, choć nie śmiałem włączyć się do tego trybu życia16.

Zmierzeniem się ze stereotypami obozowej literatury jest również dokumentacyjno-kreacyjny tekst z Auschwitzu do Belsen (2000), opatrzony prowokacyjnym podtytułem Przygody. Narracją rządzi w nim zasada nie-uwznioślania. Pankowski podkreśla, że w obozie toczyło się również życie — „ludzkie, ludzkie”, a nie tylko bycie-przeciw-śmierci. Jego nieodłączną częścią była fizyczność, bachtinowski „dół cielesny”, którego dowartościowanie łączy się u Pankowskiego z pochwałą autentyczności i indywidualizmu. Seksualność jest tu ekspresją niezbywalnej podmiotowości jednostki. Taką manifestację stanowi zarówno niezwykły, poetycki opis aktu onanizmu w z Auschwitzu do Belsen, brawurowa scena seksu z esesmanką w opowiadaniu Moja SS Rottenführer Johanna, jak i związek więźnia i kapo w Teatrowaniu nad świętym barszczem.

Pankowski, uchylając się od wszechwładzy dyskursu, inaczej definiuje sam obszar seksualności. Nie jako sferę tajną i wąską, zogniskowaną wokół heteroseksualnego aktu. Erotyczność jest nieoczekiwana, pojawić się może we wszystkich właściwie relacjach międzyludzkich, rozciąga się na odczuwanie przyrody i obejmuje oczywiście stosunek do własnego ciała. Nie jest to sfera zamknięta lub osobna, izolowana od „reszty” 17.

W obozie koncentracyjnym ciało to często jedyna prywatna przestrzeń, jaka pozostaje więźniowi, a i ono zostaje zredukowane do roli przedmiotu. w tej sytuacji „[…] seksualność zniewolonych staje się ich jedyną fizyczną i biologiczną ekspresją inności”18.

Podobną postawę, akceptującą wszelkie przejawy ludzkiej seksualności jako wyraz podmiotowości, a więc zachowanie człowieczeństwa i gest antytotalitarny odnajduje Anna Nasiłowska w łagrowych wspomnieniach Barbary Skargi Po wyzwoleniu, opublikowanych pod pseudonimem Wiktorii Kraśniewskiej. Stosunek Kraśniewskiej do łagrowej moralności seksualnej, obejmującej takie fakty jak seks za jedzenie lub inne przysługi, brak intymności, gwałty, masowe aborcje, oddawanie dzieci do sierocińców, przypadkowość, wyrachowanie i przemoc w związkach, Nasiłowska przeciwstawia podejściu Beaty Obertyńskiej (W domu niewoli, 1946) i Gustawa Herlinga Grudzińskiego, które oparte jest na sztywnym, abstrakcyjnym systemie wartości. w przypadku Obertyńskiej jest to perspektywa religijna, katolicka, która jednoznacznie ocenia łagrową rzeczywistość jako zdegenerowaną moralnie. Dla Herlinga-Grudzińskiego miłość może być chwilą duchowego zmartwychwstania, ale tylko podniosły stan zakochania usprawiedliwia seks. Autor Innego świata traktuje przy tym kobiecość symbolicznie, jako ocaloną dla zachodniej kultury „rosyjskość” przeciwstawioną „sowieckości”. Nasiłowska zauważa, że jedynie dla Kraśniewskiej seksualność jest po prostu jednym z wymiarów tożsamości i postawę tę łączy ze stosunkiem do ciała, zakładającym ścisłą integralność człowieka: „Kraśniewska widzi we wszystkich przejawach miłości wyraz ludzkiej potrzeby posiadania kogoś bliskiego, a więc w rezultacie — gest antytotalitarny, świadczący o podmiotowości” 19.

Co charakterystyczne, podejście to nie obejmuje tak naprawdę „wszystkich przejawów miłości”,wykluczony z tej wspólnoty zostaje homoseksualizm: „ Jedynie miłość homoseksualna budzi sprzeciw Kraśniewskiej, uważa ją za wynik izolacji płci i nie akceptuje egzaltowanych form, częstych u lesbijek”20.

Nasiłowska zauważa, że kwestia etyki seksualnej, choć poddawana tak odmiennym interpretacjom, ma swoje stałe miejsce we wspomnieniach z łagrów, nie posiada natomiast odpowiednika w literaturze fikcyjnej i dokumentalnej dotyczącej obozów koncentracyjnych. Tłumaczy to faktem, że literatura łagrowa, jako ukazująca się na emigracji i w drugim obiegu, nie była instytucjonalnie sterowana, a przez to nie musiała wpisywać się w utrwalone martyrologiczne schematy i klisze.




PRZYPISY:


1. J. Littel: Łaskawe. Przeł. Magdalena Kamińska–Maurugeon. Kraków 2008, s. 917.
2. Przedstawienie na Broadwayu z Richardem Gerem i film z Clive’m Owenem (reż. Sean Mathias, USA 1997) w roli głównego bohatera.
3. B. Karwowska: Obozy zagłady jako doświadczenie cielesne — przypadek Stanisława Grzesiuka. „Przegląd Humanistyczny” 2006, nr 2, s. 65.
4. I. Iwasiów: Gender dla średniozaawansowanych. Wykłady szczecińskie. Warszawa 2004, s. 53.
5. J. Nel-Siedlecki, K. Olszewski, T. Borowski: Byliśmy w Oświęcimiu. Warszawa 1958, s. 6–8. Cyt. za: B. Karwowska: Obozy zagłady...., s. 64.
6. A. Nasiłowska: Łagierna moralność. „Odra” 2001, nr 12, s. 34.
7. Zob. I. Iwasiów: Gender dla średniozaawansowanych..., s. 178.
8. Z. Posmysz: Wakacje nad Adriatykiem. Warszawa 1980, s. 262.
9. Tamże, s. 304-306.
10. Tamże, s. 271-272.
11. Tamże, s. 277-278.
12. G. Agamben: Co zostaje z Auschwitz. Archiwum i świadek (Homo sacer III). Warszawa 2008, s.18.
13. M. Pankowski: Teatrowanie nad świętym barszczem. W: tegoż: Teatrowanie nad świętym barszczem. Wybór utworów dramatycznych. Kraków 1995, s. 120.
14. Polak w dwuznacznych sytuacjach. z Marianem Pankowskim rozmawia Krystyna Ruta-Rutkowska. Warszawa 2000, s. 131–132.
15. Tamże, s. 131.
16. Tamże, s. 39, 131.
17. Tamże, s. 147.
18. H. J. Spillers. Cyt. za: B. Karwowska: Obozy zagłady..., s. 76.
19. A. Nasiłowska: Łagierna moralność..., s. 35.
20. Tamże.

["re:presja" 2009, nr 1(3)]