Barbara Janas Dudek
Dodane przez joanna fligiel dnia 09/02/2012
Barbara Janas Dudek - chorzowianka. Rocznik 76. Ukończyła Wyższą Śląską Szkołę Zarządzania. Pasjonatka sztuki, psychologii, podróży i słowa. Związana z Klubem Literackim Barwy, a także z Klubem Promocji Poetyckich Macieja Szczawińskiego. Członek Stowarzyszenia promocji Sztuki „Łyżka Mleka”. Laureatka kilku konkursów poetyckich. Gość „Artystycznych Spotkań” w radio Katowice. Zadebiutowała w 2009 r. tomem wierszy "Oczy na uwięzi", z którego już dawno przestała być dumna. W 2011 r., nakładem Zaułku Wydawniczego Pomyłka ukazał się arkusz poetycki "Alfabet Lęku". Jej teksty ukazały się również w kilku almanachach poetyckich „Toposie”, „Kwartalniku” i „Szafie”. Współorganizator chorzowskich imprez literackich „Port Poetycki” Współpracuje z Nieregularnym Pismem Kulturalnym "Kwartalnik"


TWÓRCZOŚĆ:


urojenie

ulało się z niej było szaro-sepii
źrenice niesymetryczne szerokie i wąskie usta
czasem otwarte z dźwiękiem sowy płaczącej

pilnowała go drżąc o każde słowo czasem
wyrwał się z niej gest nierozważny grymas
ukrywała je pod radością w sukienkach
kapeluszach miodowych czerwonych pantofelkach

udawała że nie widzi dziewczynki
która nachalnie ciągnęła ją za spodnie
najpierw była nią oczarowana później
wprowadziła się w przestrzeń jej znaczeń

zrobiła to tak żeby nie zachwiać
teraz już wie że jej nie ma i nigdy nie było
że musi ją mijać rozważnie z przymrużeniem
i nie wchodzić do pustej windy – nigdy nie wchodzić

ulało się z niej na widok zwłok
były żeńskie z brzuchem zadartym ku niebu
ciemnogranatowym skopanym u wylotu bramy
na ulicy Żelaznej Rachela rozwieszała pranie

to ta mała z grzywką na turkusach ją tam zabrała
miała nie pójść miała wrócić drogą pamiętania
lecz ten obraz przejaskrawił się w niej
gołębie poderwały do lotu z gniazd nie upierzonych




rzeczo wnik I

coraz częściej przyglądając się rankom
strukturze skóry białym krwinkom w moczu
schodzę na kolejne poziomy włókien i kości


krzesło na którym mnie przewieszono stoi tutaj 45 lat
lite drewno klejone wbijane tapicerowane siedzenie
jedna noga za krótka a może podłoga krzywa
punkt odniesienia zależy od tego czy spadam
czy siadam rzadko udaje się stanąć na dwóch łapach
mam wyostrzony zmysł nierównowagi mimo to
wchodzę na drzewa oddając ciało młodym pędom
jabłoni




rzeczo wnik II

nieobliczalne staje się obcowanie z rzeczą

ogarnia mnie drewno najbardziej drzwi
kontur ciała otwiera się i zamyka
papier ścierny i pył który wchodzi w nozdrza
spłaszczone sęki pokryte przeźroczystą
warstwą bejcy najbardziej ochra
i wszystkie odcienie cynamonu
lite frezowane ręcznie wgłębienia
statyczne futryny i ruchome skrzydła

najbardziej ciężko zaparte o mnie




rzeczo wnik III

to nie przypadek że stanęłam w kącie
łagodnie dotykając ściany


tapeta o strukturze naskórka
koloru afrykańskiego z domieszką
niewiadomego pochodzenia beżu
przyległa nachalnie
wiązanie kleju do czasu ponownego
ścielenia powinno wytrzymać
tymczasem gdzieniegdzie odchodzą rogi
ujawniając powierzchnię tynku
jest spękany i głuchy
dotykam to jedyny moment na intymność
zdejmując ubranie spostrzegam
że beż trzyma najmocniej

skóra staje się biała i szorstka
przenika ją niemożliwe




Odpowiedź na wiersz Różewicza „Lament”

niech cię nie zmyli jej dziewczęca niewinność. są psy o szklanych oczach, miękkiej sierści, które piją krew. nie zwiedzie uśmiech. śmieją się białe fale przypływów podtapiając lądy. niech cię nie zmyli gładkość skóry. gładkie są góry lodowe i ostre w nich wnęki. jest stara niczym najstarsze gnijące jabłko w sadzie stworzenia. módl się za nią i płacz. głaszcz miedziane stopy. bóg umarł a nowy Charon zawrócił rzekę słowem i słowem stało się jej królestwo. niech cię nie zmyli kontur piersi urwanego oddechu. bioder rozedrganie to tylko ogień życia. doczesny chleb i wino dla świętych cielców. niech cię nie zmyli czystość jej słów. czyste są okna mordercy i równo upięte firanki. co pięść.