Katarzyna T. Nowak - wywiad
Dodane przez joanna fligiel dnia 28/08/2012
Katarzyna T. Nowak - ur. 13 lutego 1964 w Krakowie - dziennikarka i pisarka, córka Doroty Terakowskiej, pasierbica Macieja Szumowskiego, siostra Małgorzaty Szumowskiej i Wojciecha Szumowskiego. Dwukrotnie musiała zmieniać liceum z powodu udziału w proteście uczniowskim w 1980. Studiowała religioznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim, na trzecim roku zrezygnowała ze studiów i wyjechała do Chicago. Po powrocie do kraju, w 1990, zaczęła pisać artykuły do Gazety Krakowskiej. Współpracowała także z czasopismami Przekrój (od 1995), Życia, a także Twój Styl ( od 2000). Po śmierci rodziców, w 2004, porzuciła dziennikarstwo i rozpoczęła karierę literacką.




Joanna Fligiel: Książka „Moja mama czarownica” – zaczyna się zaskakująco, szesnastoletnia dziewczyna spędza nieprzyjemną noc na komisariacie milicji, bo miała zamiar uprowadzić samolot. „Kaśka – porywaczka” – ile w tym legendy, a ile prawdy?

Katarzyna T. Nowak: Rzeczywiście w wieku 16 lat, w 1980 roku próbowałam razem z 4 kolegami uprowadzić samolot do Berlina Zachodniego (uśmiech). Tyle razy mnie o to pytano, że już nie mam siły odpowiadać, opisałam całą historię w tej książce, o której mówisz, był także dokument w TVP Kraków (jest dostępny w internecie i na moim blogu) pt.: „Bombowa historia. „ To dość skomplikowane. Powiem tylko: na szczeście próba porwania się nie powiodła.




J.F: Byłaś zbuntowaną nastolatką?

K.T.N: Tak. Nie znosiłam szkoły, zmieniałam kilka razy liceum z powodu nagannego zachowania (paliłam papierosy i wagarowałam, nie chodziłam na poranne lekcje, nie znosiłam rygoru szkolnego). Wcześnie próbowałam narkotyków, na szczęście nie uzależniłam się, byłam ciekawa co to jest. Wtedy naiwnie myślałam, że narkotyki są tylko na Kubie (uśmiech). Nikogo nie słuchałam, byłam arogancka i pyskata. Świetna z języka polskiego i angielskiego, za to miałam największa ilość dwój z matematyki, chemii i fizyki, bo uważałam, że te lekcje nie są mi potrzebne , więc się po prostu nie uczyłam. Korepetytorzy zmieniali się niemal co dwa tygodnie, bo nie wytrzymywali ze mnę. Ale pamiętaj, że to była szkoła w głębokiej komunie. Choć teraz też pewnie bym się buntowała. I cieszę się, że mam za sobą okres buntu. Takiego gówniarskiego buntu, bo niektórym odwala po czterdziestce. Zawsze będę buntowniczka, bo mam taką naturę, ale nie jestem już gówniara. Dojrzałam.




J.F.: Najwcześniejszy obraz z dzieciństwa?

K.T.N.: Ogromny pokój pełen książek, błyszcząca, wypolerowana drewniana podłoga, babcia z włosami spiętymi w kok i ja szalejąca na podwórku. Miałam swoją ulubioną zabawę w tak zwany „sekret”. Nie powiem, na czym polegała. Opisałam ją w powieści „Kobieta w wynajętych pokojach”. Moja Kasika, bohaterka mojej trzeciej książki pt. :„Kasika Mowka” ma inne zabawy, ale tak właśnie nazywałam siebie w dzieciństwie. Musze się przy okazji pochwalić, że – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem – ta książka zostanie sfilmowana, mamy już scenariusz, zdjęcia najprawdopodobniej rozpoczną się wiosna w Krakowie.




J. F.: A jakim byłaś dzieckiem? Chłopczycą, czy księżniczką?

K.T.N.: Chłopczycą.





J.F.: Wspomnienie, które powraca?

K.T.N.: Ja nie żyje wspomnieniami. Chyba nigdy nie żyłam. A od nagłej śmierci mamy ( i zaraz potem mojego wieloletniego ojczyma Maćka) nauczyłam się żyć dniem dzisiejszym. Choć niekiedy wraca do mnie spacer z moja mama i z naszym ukochanym psem Mrowa.



J. F.: Pierwsza miłość?

K.T.N.: Hmm…raczej pierwsze zakochanie. W szkole podstawowej, w koledze z klasy. Ze wzajemnością dopóki nie namalował sobie w swoim pokoju w domu na ścianie wielkiego wampira. Powiedziałam: albo on albo ja. Wybrał jego (uśmiech). Nie przejęłam się szczególnie. Prawdziwą miłość dopiero odkrywam. Mam nadzieję. Zakochana byłam wiele razy, ale to zupełnie coś innego.




J.F.: Kiedy i jak zaczęłaś przygodę z literaturą?

K.T.N.: Dużo pisałam w dzieciństwie i przez cały okres szkoły i liceum, głównie opowiadania , jakieś potworne dramaty koniecznie w 3 aktach i dzienniki, które rozrzucałam po całym domu. To była przygoda. Bo pisanie trudno nazwać przygoda. Naprawdę zaczęłam pisać po śmierci mojej mamy, niejako poprzez jej śmierć. Właśnie zaczęłam nową powieść.




J.F.: Czytałaś szkolne lektury?

K.T.N.: Ani jednej.




J.F.: Dużo piszesz?

K.T.N.: Chyba nie. Zaczęłam po czterdziestce i wydalam trzy powieści, ale ja książkę piszę około roku. Paradoksalnie najkrótsza, bo licząca zaledwie 114 stron - "Kasike Mowke" pisałam trzy lata. Była bardzo wyczerpująca psychicznie. Zatem chyba dużo nie pisze, ale stawiam na jakość a nie na ilość.




J.F: Nad czym obecnie pracujesz?

K.T.N.: Dopiero zaczełam, nie umiem opowiadać, streszczać tego co mam w zamyśle, wiem tylko, że musi to być lepsze od mojej poprzedniej powieści. W innym wypadku lepiej zmienić zawód. Na pewno będzie sporo o komercjalizacji naszego życia, o zakłamaniu i hipokryzji, których nienawidzę.



J.F.: Proces pisania to ... ?

K.T.N: Niesamowita adrenalina. Z niczym nie da się tego porównać. Ale i nerwica.




J.F.: Istnieją granice wstydu dla pisarki?

K.T.N.: Nie powinno ich być.





J.F.: Co czułaś, gdy po raz pierwszy zobaczyłaś swoje słowa drukiem?

K.T.N.: Tego sie nie da opisać.




J.F.: Wybitni pisarze?

K.T.N.: Wielu. Czasami wybitna jest tylko jedna książka danego pisarza, czasami wszystko. Trudno mi wymieniać. Dostojewski, Bułhaków, Capote, Saint Exupery....i jeszcze kilkunastu innych. Wielu jest utalentowanych, ale jak mawiał Capote jest różnica miedzy talentem a utalentowaniem i ja się z tym zgadzam.




J.F.: Credo artystyczne?

K.T.N : Nie wiem. Staram się pisać najlepiej jak umiem, po prostu piszę. Słowo „ staram się tu nie pasuje.




J.F.: Czy w Polsce można żyć spokojnie z pisania? Czy Tobie się udaje?

K.T.N.: Nie.




J.F.: Lubisz spotkania z czytelnikami?

K.T.N.: Bardzo lubię! To mi daje sile do pisania i sprawia, że czuję się dowartościowana. Mam w sobie wiele samokrytycyzmu, skłonności do wątpienia w siebie. Czytelnicy mi pomagają.




J.F.: Wiesz czym jest miłość?

K.T.N.: Szaleństwem, lojalnością, przyjaźnią.




J.F.: Wolność?

K.T.N.: Życiem.




J.F.: Satysfakcja?

K.T.N: Darem.




J.F.: Spokój?

K.T.N: Marzeniem, ale spokój nie służy pisaniu.




J.F.: Twoi domownicy to również koty. Kochasz wszystkie zwierzątka?

K.T.N: Niee, no skądże. Nie znoszę gadów i robaków.




J.F.: Boisz się pająków?

K.T.N: Panicznie.




J.F.: Jakich wybierasz przyjaciół?

K.T.N: Przyjaciół się nie wybiera. To nie supermarket. Ale mam przyjaciół niewielu, bo ich nie ma się zbyt wielu. Wielu można mieć znajomych.




J.F.: Przyjaźnisz się z kobietami?

K.T.N: Z jedną.





J.F.: Jaki mężczyzna ma u ciebie szanse?

K.T.N: Opiekuńczy, wyrozumiały, czuły, mądry, lojalny i wierny. Musi mnie akceptować, a ja muszę akceptować jego. Przepraszam: wolę słowo : „chcieć” niż „musieć”.




J.F.: Jesteś optymistką?

K.T.N: Chyba mimo wszystko tak.




J.F.: Co widzisz z okien swojego domu?

K.T.N: Bardzo często zmieniam mieszkania. Teraz widzę cyprysy i ogródek. I fajnie gdyby tak pozostalo.




J. F.: Sprzątasz zanim zaprosisz gości? (uśmiech)

K.T.N: Nie. Ale nie jestem bałaganiara. Poza tym zapraszam przyjaciół i u mnie jest samoobsługa. Chcę by czuli się jak u siebie w domu.




J.F.: Ulubione miejsce?

K.T.N.: Fotel przed komputerem i łóżko. Aha i wanna.




J. F.: Marzenia?

K.T.N.: Zdecydowanie. Człowiek pozbawiony marzeń nie żyje.





J.F.: Kasia Nowak prywatnie …

K.T.N: To po prostu Kaśka, jak mnie wszyscy nazywają, zwariowana, ale i „normalna”, zwykła.




J.F.: Czego można życzyć Katarzynie T. Nowak?

K.T.N.: Miłości. Napisania kolejnej naprawdę dobrej powieści.

J.F.: Tego życzy tobie (i sobie), Kasiu, cała Śląska Strefa Gender!