sam seks
Dodane przez swewa dnia 26/02/2018
Zaczynamy!


nr 1

Magdalena Gałkowska

lady in fire

czasem jara się jak świeżo odpalony joint,
idzie jak w dym, z rąk do rąk, próbowana,
podawana dalej. ta kolejka się nie kończy,
bo zawsze jest ktoś, kto czeka, by nabrać

w płuca i odliczyć, aż zasili krwiobieg,
uderzy, sponiewiera - nazwij to jak chcesz,
byle zapomnieć, nie wiedzieć skąd spada
światło i dlaczego nagle objawia się bóg

i mówi językiem, którego nie zna, a który
rozumie? wciąż sprawdza ile jeszcze może
unieść w sobie. rozpalić, wypalić, wypełnić
po brzegi, a tak naprawdę - po nic.




nr 2

Marcin Sas

ostatni czerwiec, powiedziała

jest tak duszno, aż zostaliśmy zmuszeni do bezwzględnej miłości
tyle w niej ciebie, co ciebie we mnie, wchodzisz
już w progu nucąc melodię podwiniętej sukienki
duszno i zostaliśmy sami
z powodu prostej pobudki,
z powodu osobistej porażki,
czerwiec ścieka
w przepaść..


wiersz z tomiku Bajka na godziny





nr 3

Joanna Fligiel

* (MÓJ PRADZIAD PODOBNO BYŁ SZWEDEM)

Mój pradziad podobno był Szwedem
Podobno zgwałcił moją prababkę
i teraz wyglądam jak ta blondyna
z zespołu ABBA

Mój brat wyjechał do Szwecji
Dopóki się nie odzywa wszyscy myślą
że to prawdziwy Wiking
Mój brat w ogóle mało się odzywa
jak prawdziwy Wiking
A jeśli już to na pewno nie do nas

Siedzimy z mamą i oglądamy serial
Absurd goni absurd Choć
reżyser utrzymuje że oparł film
na faktach Autentyczna zabawa
z widzem który ma nudne życie
lecz chętnie sam by kogoś zabił

Mało seksu ale to dobrze
bo z rodziną kiepsko przeżywa się sceny
erotyczne Budzą dużo wspomnień
które dają zbyt dużo
powodów do wściekłości

Zdecydowanie za mało się kochałam
kiedy jeszcze dużo myślałam o seksie
W zasadzie bez przerwy myślałam
że to coś złego

Patrzę na mamę od Wikingów
i nienawidzę za swoje myśli
a jednak kocham za to że nas urodziła
na pewno po seksie Uśmiecham się
z czułością jak to ja
w niefortunnym momencie
bo na ekranie właśnie
córka podcina gardło matce

więcej autorki: Link






nr 4

January Skorupa

Sierpień w Wiedniu

Matematyk i filozof kładą papę na dachu domu mechanika
mechanik ma otyłą żonę
gapimy się na nią wulgarnie
odpowiada uśmiechem... natury nie można oszukać.

Po pracy jesteśmy trochę pijani
idę do klubu na Riemergasse
po drodze kupuję małą butelkę Passporta
potem zamawiam tylko wodę i kawę
siedzę, a Ona kołysze się do I Loves You, Porgy.

Niski pianista zaczyna Round Midnight
przy kolejnym E mol
dryfuje w Cry Me a River a Ona śpiewa
ma nogi jak wyścigowy koń
i głos który głaszcze mnie od środka.

Vesna - wszystkie Serbki z moich wspomnień noszą to imię
skończyła belgradzkie Konserwatorium
trenowała lekkoatletykę i kochała jazz
w 1999 twórcy jazowych standardów
zbombardowali jej miasto.

Przychodzę codziennie i gwałcę ją wzorkiem
rozrywam jej intymność a ona pozwala mi
trawmy tak w oczekiwaniu
zamawiam jej whisky z amaretto i mlekiem
rozmawiamy o Słowianach i Germanach

Na schodach kamienicy przy Rosenbursenstrasse pękam
rwę jej spódnicę, przyciskam do ściany, cały jestem chceniem
widzę oczy, jakąś prośbę, wstyd
na udach i brzuchu ma blizny po oparzeniach
zamieram, spódnica zsuwa się, cofam dłoń.

W spożywczym na rogu kupuję butelkę polskiej wódki
za chwilę poznam Marię
Maria jest gładka i pachnie
jeszcze tej nocy będziemy się kochać... natury nie można oszukać.


1. I Loves You, Porgy / 1935 I.Gershwin
2. Round Midnight / 1944 T. Monk
3. Cry Me a River / 1953 A. Hamilton
4. Klub na Riemergasse nazywał się Porgy & Bess





nr 5

Karolina Kułakowska

1970 Luchino Visconti otrzymał list od Horsta

Chłodne szkło i skupione spojrzenie. Mój drogi, na zdjęciu
nie widać zgrabnych opuszków, którymi gładziłeś pośladki
(w domyśle secesyjny sygnet na palcu lewej dłoni).

Pamiętam twoją opaloną skórę, włosy wstające pod wpływem
emocji. Krzaczaste brwi, tweedową marynarkę i jedwabny szal
w grochy połyskujący odcieniami czerni.

Mieliśmy własne faktury i barwy, mój drogi Luchino. Myślę
o miejscach nam danych; ogrodzie pełnym tygrysich lilii,
wiktoriańskim portalu po drugiej stronie.

To jak powrót do początku; mokre błony, puste kolory.



nr 6

Michał Świątek

Modlitwa za kochanki

Ojcze nasz.
Patrzyłem na nią, kiedy leży naga i kompletnie nie wie, czego się spodziewać. Wcześniej zacząłem od czarnej bluzki, kolejne rozpięcia następowały po chwili.
Ojcze nasz, całowałem jej włosy, ciągnąłem ją za włosy, kiedy mi ciągnęła. Za ucho też. Muskałem nosem jej policzki, dotykałem dłonią, całowałem i gryzłem szyję.
Chwała cipa nie.
Dotykałem delikatnie, niemalże muskając, później chwyciłem za szyję i zacząłem z całej siły rżnąć. Przerwałem, wyszedłem z niej i znów delikatnie całowałem całą. Czułem ją, smakowałem i mocno pieprzyłem. Wyszedłem z niej powoli i włożyłem jej go do ust, aby poczuła jak smakuję. Później smakowałem ją.
Chwała cipa nie.
Również za to, że mogłem dotykać jej pleców, że palcami sunąłem po linii jej kręgosłupa i dotykałem ud jej i wszystkiego tego, co związane z udami.
Ojcze Nasz, ona tak cudownie smakuje.
Chcę już przez wieczność sunąć językiem w dół jej ciała, być absolutnie wszędzie w niej, być przy niej myślą, słowem i uczynkiem. Chcę czuć jak drży, głaskać ją delikatnie, kiedy ją pieprzę a ona głośno krzyczy.
Ojcze nasz, chcę ją, tak mocno chcę. I dałeś mi ją. Wymodliłem ją swoim brakiem wiary.

Więcej kobiet nie pamiętam. Za każdą serdecznie dziękuję.




nr 7

Kamila Łyłka

MT I VI

myślami wracam do palców zaplątanych we włosy 
zaczynam rozumieć wieszczów romantycznych i futurystów 
bo odkrywasz przede mną pierwotne tajemnice 
w sposób którego wcześniej nie znałam 

zatrzaskuję oczy gdy wnikam w twoje ciepło
język tak łatwo przykleja się do karku
kiedy tulę piersi do rozgrzanych policzków
wszystkie mięśnie kurczą się jak na dźwięk skrzypiec 

pozwól mocniej zacisnąć krawat na nadgarstkach 
wtedy nie pomagasz sobie rękami 
szyją płyną strugi tego czym cię karmię 
egzotyczne owoce maczane w zimnej wódce 

nie wygram kostką lodu z twoim spojrzeniem
leżę na plecach znów niewiele rozumiem 
wydaje mi się że przeniosłaś mnie pod sufit
abym spojrzała na to co się dzieje z innej perspektywy 

nie dajesz nam czasu na słowa lepiej ugryzę się w język 
ale najpierw twój dziewczyno
jeśli ryzykuję i spotka mnie los tańczącego jastrzębia 
to rozpacz będzie miała tandetne zakończenie





nr 8

Piotr Macierzyński

Szkoła pisania wierszy

że się onanizowałem
mama rozpoznawała po moich czerwonych uszach
jako katoliczka musiała zapomnieć o miłosierdziu
i karać mnie za pomocą klapsów i zmuszania
do modlitwy na różańcu

bardzo wcześnie odkryłem onanizm
dlatego Boga postrzegałem jako faceta zwalczającego samogwałt
wmówiono mi że Jezus został ukrzyżowany
ponieważ zabawiam się siusiakiem

gdy byłem starszy mama zaczęła zawstydzać mnie przy gościach
znowu bawiłeś się ptaszkiem
i ciekawskie oczy podnosiły się znad sałatek
a wujkowie na chwilę odstawiali kieliszki

uciekałem do swojego pokoju
i nie chciałem się nawet pożegnać
siedziałem w kąciku i wiecie co robiłem
nie miałem już nic do stracenia

teraz gdy uprawiam seks najbardziej lubię
być przyłapanym

ktoś kto przez to przeszedł
nie będzie się wstydził
mówić prawdy w wierszach




nr 9

Ilona Witkowska

psychodeliczna papużka

nie mogłem spać w nocy, więc wstałem,
zjadłem ziemniaki z cebulą,
a później pieściłem twoje piersi i łono.
rozłożyłaś nóżki jak piesek;

bardzo cię kocham.

nie czuje się wygrana,
czuje się oszukana.

nie czuję się wygrana,
czuję się oszukana.






nr 10

Janusz Solarz

powtórka z architektury

jej nogi jak kolumny jońskie,
w udach wysmukłe, w łydkach wąskie;
jej piersi krągłe jak rotundy
w stylu romańskim, na dwie rundy;
jej dłonie jak strzelisty gotyk—
rozpala mnie jej zimny dotyk;
całuje mnie bez konwenansów,
wszechstronnie, w stylu renesansu;
jej biodra, okolice kroku
są wprost z rokoko i z baroku,
mieszają przepych ze złudzeniem
i podniecają światłocieniem;
gdy idzie kręcąc tyłkiem ślicznie,
nastraja mnie klasycystycznie;
jest w tym zalotność i zepsucie,
zapowiedź dekadenckich uciech—
choćbym się zżymał albo wściekł,
ona jest czasem jak fin de siècle,
jednak gdy pasja mnie ogarnie,
chcę wielbić ją totalitarnie—
dla mnie, na trzeźwo i na rauszu,
jej ciało godne jest Bauhausu,
dając świadectwo naszym grzechom
jak w środku miasta gmach Art Deco—
lecz nie byłbym do końca syty
bez pieszczot w ścianach z wielkiej płyty




nr 11

Elżbieta Lipińska

Rozmyślania Tiranta Białego na uczcie u króla Francji


„Król, Królowa oraz Infantka spożywali posiłek przy osobnym stole, i mogę rzec wam bez żadnego zmyślenia, panie, że kiedy Infantka czerwone wino piła, przez niezwykłą białość jej skóry było widać, jak przełykiem jej spływa. I podziwiali to wszyscy, którzy tam byli.”*

Widząc, jak przez jej półprzezroczystą, delikatną skórę przeziera czerwień wypitego wina, jąłem marzyć. Ach, jak pięknie z tą mlecznobiałą skórą harmonizowałoby, połyskując lekko, nasienie, gdyby mi ust swoich dla rozkoszy użyczyć zechciała! Ach, jak pięknie wyglądać by musiał jej brzuch mną wypełniony! Od tych obrazów kręcić mi się zaczęło w głowie mocniej, niż bym wina czerwonego cały antałek jednym haustem pochłonął. A przecież nie o tym winienem był myśleć. „Pas od miecza, który ciało rycerza spina w połowie, oznacza, że tak samo czystością rycerz winien być spięty”. Bardzo chciałem wstąpić do zakonu rycerskiego, lecz – myślałem – czy sił mi wystarczy na tę czystość, na uduchowienie? Bo że sił mi do walki stanie, tego mogłem być pewien. Moje młode ciało wyrywało się do walki, silne i pewne zwycięstwa. Tak samo, jak wyrywało się teraz do Infantki, a przedtem do każdej hożej dziewki, napotkanej w drodze. Ale com się znów nieco rozmarzył, przed oczyma stawał mi zacny pustelnik i słowa, jakiem do niego wyrzekł: Och! Miałbym się za nikczemnika i tchórza pozbawionego ducha, jeślibym wahał się śluby rycerskie przyjąć z powodu niewygód i prac, jakie zakon nakłada! Słów tych zamierzałem z całego serca dotrzymać, alem już widział, że proste to nie będzie. A Infantka wciąż piła wino.

Ja zaś jąłem marzyć. Co by się stało, gdyby jej spojrzenie padło na mnie? Co, gdyby dostrzegła skroś tłumu moją twarz, a w niej to, o czym marzyła podczas samotnych dziewiczych nocy – bezmierne oddanie tym zabawnym ruchom? Bezmierną chęć służenia jej nauką ze wszystkich sił i umiejętności? Gdyby znalazła w niej obietnicę spełnienia?

Wysoko sięgasz, Tirancie – pomyślałem, wysoko, mogą cię skrócić o głowę! Wszak infantka lada chwila ma zostać królewską żoną! A co tom ja gorszy od tych elegancików, od tych wymuskanych dworzan, z których każdy mieni się być jej równym? Przecieżem szlachcic, a że niebogaty…Ale za to przez naturę szczodrze obdarzon. Skoro nie mężem, przynajmniej kochankiem zostać mogę. Chciałem w myślach opisać ową szczodrość, aby – jakowymś sposobem wdarłszy się w infantki myśli – zachwycić ją i przekonać, że mógłbym konkurować z opisywanymi jej cichcem przez dwórki Negrami.

Aliści, kiedy już dobrałem odpowiednie słowa, kiedy natężyłem swą wolę do białości, znów wtrącił się pustelnik:
Widzę, żeś niedaleki od decyzji o porzuceniu zakonu. Wszystko przez te dziewki! Co też one takiego w sobie mają, bom już zapomniał? Pamiętaj jednak, com ci powiadał o tym, jak rycerz prawa zakonu traci: Powiada Król: ”Niech z wielkim potępieniem zostanie wyrzucony i wydalony ze wszystkich naszych ziem i królestw ów rycerz nikczemny, który chciał pogardzić wysokim zakonem rycerskim”. Twoje prawdziwe imię od teraz i na zawsze będzie brzmiało: zdrajca”. Ależ czcigodny ojcze, zaprotestowałem, co inkszego porzucenie zakonu, a co inkszego czystości dotrzymanie, które dla rycerza niezmiernie jest ciężkim. Ja zakonu porzucać nie myślę. I w głowie mojej zobaczyłem wówczas, jak pustelnik z niedowierzaniem głową swą kręci. Ale zamilkł. A ja do swoich marzeń wróciłem.

Wypędziwszy na koniec – i jak błędnie mniemałem – raz na zawsze – pustelnika ze swych myśli, jąłem rozglądać się po sali biesiadnej. Zabawa wrzała w najlepsze, gdy mnie na marzeniach miast hulanek czas upływał, aliści pewne znaki wskazywały, że powoli ku końcowi zmierza. W imaginacji swojej ujrzałem puste obszerne łoże i dreszcz mię przeszedł. Nie myślałem w tych zimnych murach nocy przepędzać sam. Ale też i marzenia o infantce i powabach jej przezroczystej skóry odebrały mi z kretesem chętkę na figle z hożymi kuchennymi dziewkami. Wiedziałem, że moje sny ziścić się nie mogą, a już na pewno nie tego wieczoru. Jednak wciąż miałem ją przed oczami, a moja nieusłuchana wyobraźnia poczęła płatać mi figle, którym folgując wraz poczułem, że mi się pantalony przyciasne uczyniły. Westchnąłem ciężko na myśl, że może będę musiał własnoręcznie im ulżyć, gdy nagle wzrok mój padł na jedną z dwórek, w bezpośredniej bliskości infantki siedzącą. Była to bliska krewna infantki, Agnes, córka księcia Berri. Śmiała się wesoło, ukazując ząbki, niby perły jakoweś. Strzelała przy tym czarnymi oczami na wszystkie strony. Jedna z tych strzał i mnie ugodziła, a po raz pierwszy chyba nie tylko w przyrodzenie, ale i prosto w serce. Agnes niechybnie zoczyła moje zachwycone spojrzenie, bo zaśmiała się znowu i jęła szeptać coś infantce w ucho. Ta uśmiechnęła się leciutko i przez stół zawołała: a chodźcież tu do nas rycerzu, chcielibyśmy osobiście poznać dzielnego młodzieńca , co służbie zakonowi swoje życie poświęcić pragnie. Poderwałem się na te słowa, a głowę skłaniając nisko zdążyłem jeszcze dojrzeć cień, który zasnuł śliczne oczy Agnes na wieść o zakonnym moim powołaniu. Nie martw się, śliczna panno, nie taki zakon straszny, jak go malują – pomyślałem. Dziś jeszcze będziesz moją, a da Bóg, to i na zawsze.

– A Ty mi Boga do swoich chuci sprośnych nie mieszaj – ozwał się znowu w głowie mej pustelnik, alem ani myślał go słuchać. Oczami duszy widziałem był już chętną dwórkę w swoim łożu, jej czarne loki na poduszce rozsypane, jej czarne oczy rozkoszą przymglone, której dać jej zamiarowałem bez granic, nie szczędząc sił i talentów, com je od Stwórcy otrzymał, a w licznych zamtuzach udoskonalił. Skłaniając głowę przed Królem i infantką odczułem z nagła, że jej przezroczysta skóra jakoś mniej pożądaną mi się zdaje, niźli śniade liczko dwórki. Wspomniał żem też opowieści, iże kobiety o takiej skórze gorętsze ponoć od bladawców bywają. Na potwierdzenie opowieści tych zoczyłem w oczach Agnes ten błysk, który kazał mi odtąd myśleć tylko o jednym: niechby się już ta uczta skończyła!

Tymczasem infantka coś do mnie mówiła (czego niestety nie wspomnę), na koniec tylko usłyszałem: Agnes, moja krewna i przyjaciółka. Klęknąwszy zatem przed Agnes na gołej ziemi, tak zacząłem prawić: „ – Jako że słynne są, pani, Twoje cnoty, ród i wielka uroda, a także wdzięk i mądrości oraz inne zalety, które odkryć się dają w postaci twojej, bardziej podobnej aniołom niż ludziom, pragnę ci służyć. Dlatego błagam, pani, o łaskę, byś w życzliwości swojej zechciała podarować mi tę piękną broszę, którą na piersi nosisz. I jeśli w łaskawości swojej dasz mi ją, przyjmę i będę nosił chętnie ku twojej czci. Przysięgam na świętości ołtarza służyć ci i pozwać jednego z rycerzy do walki pieszej lub konnej, na śmierć i życie, w zbroi lub bez, na taki sposób, jaki uzna on za najlepszy. – Ach, broń Panie Boże! – zawołała piękna Agnes. – Przez tak błahą i niewielkiej wartości rzecz chcesz na zamknięte pole wchodzić i walczyć na ostre, niepomny niebezpieczeństwa śmierci albo zranienia, na jakie się niechybnie narazisz? Lecz bym nie została zganiona przez damy i panny oraz zacnych rycerzy godnych największych honorów, chętnie się na to zgodzę w obecności Pana naszego, Króla i [wkrótce] małżonki jego, Królowej, żeby nie odebrano Ci nagrody za piękne czyny oraz rycerskiego honoru. Weź więc tę broszę własnymi dłońmi.”

Bardzo byłem kontent z odpowiedzi pięknej Agnes. „A że brosza splątana była z wiązadłami sukni, nie dało się jej odpiąć inaczej, jak rozplątując sznurki, a rozplątując je, dotknąć musiałem rękami piersi panny.” Wtem zagrały rogi, król z infantką wstali, a wszyscy biesiadnicy takoż, aby ich pożegnać. Wtedy z ust infantki spłynęły błogosławione słowa: Chcielibyśmy prosić was, mości rycerzu, byście naszą ukochaną Agnes bezpiecznie do jej komnat odprowadzili, skoroście już do niej na służbę przystali.

Skłoniłem się na tyle głęboko, na ile pozwalały mi z minuty na minutę ciaśniejsze pantalony, ująłem smagłe ramię Agnes i zaprowadziłem ją bezpiecznie wprost do swego łoża. Panna zdziwioną się być nie wydawała, ledwośmy jednak figlować poczęli, w mojej głowie zadźwięczał głos pustelnika: Ho, ho, jeśli w boju, jak w łożu będziesz sobie poczynał, rycerz z ciebie będzie, co się zowie, a i zakon się ciebie nie powstydzi. A zamilczże, paskudny voyeurysto, jęknąłem i z całą mocą skupiłem się na zaczętym dopiero co dziele, do którego i ona z nie mniejszą od mojej ochotą się zabrała. („Zwykłem zdobywać panny jeno w tajemnej komnacie, a jeśli taka jest wonna i pachnie cybetem, tym więcej mam przyjemności.”) A choć okazała się być dziewicą, co mnie zdziwiło niepomiernie, jednakowoż naturalnym talentem do pieszczot się odznaczając, niewymowną rozkosz swymi usteczkami, jako róże, a takoż smukłymi paluszkami mi uczyniła. Widać prawdę o tych smagłych gadali…
Świt zastał mnie zmęczonym, lecz skorym do nowych wyzwań, a pannę jeszcze po stokroć piękniejszą, niż się nocą zdawała, z wygładzonymi rozkoszą rysami, pełną chęci do nowego oddania. Co z radością spełniłem.

(*wszystkie cytaty – Joanot Martorell, „Tirant biały”)






nr 12

Grzegorz Malecha

dzień seksu

choć nienawidzę udawania
kolejną noc spędziłem na oglądaniu
płatnych kanałów

rano w sklepie
trochę w innym świetle spojrzałem
na nasza ekspedientkę
(nikt tak soczyście nie rzuca mięsem)

po sposobie w jaki mówi
"czym mogę służyć "
wiem że podjęła grę





nr 13

Renata Iwaniec

obszary niezaznane, czasem

wtedy ciało stało całe w kolorach
przechodziliśmy z siebie na mnie i na tobie
były wszystkie moje myśli
jakby zebrane w jedną całość

bez różnic głęboko wymarzone
dokładnie zaplanowane zaszyfrowane
z dokładnością „szwajcarskiego zegarka”
i jak byliśmy, już wtedy

powiedziałeś mi: „tak bardzo o tym marzyłem”
a słowa stały się banalne, i po co?
było nam wyszczególnianie wszystkich miejsc
w których z tobą będę

pomiędzy mną, a moją wyobraźnią
„z precyzją szwajcarskiego zegarka”




nr 14

Genowefa Jakubowska-Fijałkowska

Pod prysznicem

całą noc trzymałeś ją od tyłu

zasypiałeś wypuszczałeś z ramion
spadała w twoje stopy

zasnęła zimna nad ranem

ty stałeś dalej pod rosą wody
miałeś coraz bardziej kamienne oczy

ona miała sen o Wenus z Milo

z odciętymi rękami
w tym greckim śnie

kikutami rąk obejmowała twoje uda
całowała usta

zmywała makijaż permanenty
do krwi



foto Sabina Bogdanowicz

nr 15

Łucja Dudzińska

Odwilż. Sztuka kochania


Teatralny gest oznacza niezadowolenie. Nieważne,

że innych może wpędzać w poczucie winy. Padają

zaklęcia, zmieniane w rytuał tańca, w indiańskie

modły wykrzyczane, wymamrotane niby prośba do

bogów o deszcz. O małe ukłucia gorących kropli,

gdy będziemy nadzy. Mówią: to szaleństwo.



Nasze ciała nabiorą innych znaczeń. To struktura

budowana wbrew logice (chaotyczny stan). Kiedyś

przymarzną do siebie, lód stopnieje do wewnątrz.

Raz po raz związane palcami zamierają w bezruchu,

szukają rytmu i pieśni podskórnej wody na dobranoc.






nr 16

Anna Tomaszewska

WARSZAWA WSCHODNIA

Na ostatnim peronie wagony czekały na otwarcie,
kochaliśmy się w załomie muru, w pośpiechu, czas
nawijał na szpulę sekundy, pisk szyn kiedy hamował osobowy.
Pod pachami ciemniała kurtka, w którą wsiąkał wieczór,
włosy pachniały psią sierścią, obcy głos zapowiadał
"Winą jest, jeśli cokolwiek winą jest: wolności kochanej
nie powiększać o wszystkie wolności, które się ma"
W tle łoskot lokomotywich kół i ty blady jak księżyc na nitce,
i ja, jeszcze ciepłe pisklę obok wagonu czekającego na otwarcie.





nr 17

Anna Dwojnych

Transgresje

uda, brzuch i szyja zostały zapisane
alfabet był słony i nie uczono go w szkole
punkty styczne przez chwilę dawały złudzenie
całkowitego zrozumienia
wymiana wydawała się uczciwa

po wszystkim złowiliśmy rybę
przerażona tańczyła w naszych palcach
możliwość ucieczki była pozorna
przeczytaliśmy kiedyś że miłość
wiąże się ze śmiercią




nr 18

Dorota Nowak

ogniwo

czuwa by kosmyk
ten czule zakręcony na palcu
nie burzył spokoju

wczoraj znów onieśmielał
gdy niesfornie wymknął się
z dłoni rozgrzewał

spogląda przez okno
otwiera je zamyka niezdarnie
gdy tęskni



nr 19

Regina Misztela

Nikt bez tego nie wytrzyma

To tylko chwilowa depresja -
zanik mięśni i myśli.



składasz nogi. Jakby nikt nie miał tam już prawa
zamieszkać, prócz twoich miękkich palców.
Ani zatrzymać się po kilku nieudanych próbach
rozmowy z twoim ciałem, które przecież kiedyś umiało
słuchać.

Składasz nogi jakby nikt
nie miał prawa tam mieszkać
oprócz twoich słabych i miękkich
palców.

Ani zatrzymać się po wytrwałych
rozmowach z ciałem, które w środku
było bardziej muzykalne
niż każdy twój instrument.

Teraz przestałaś reagować
na własne dźwięki i zapach
wilgoci w ustach.

Wczoraj zrobiłaś mi zbyt
dużą nadzieję, skradając się do łóżka
na kolanach cała pokryta gorącym
potem.

modliłaś się jakbym już przestał
być dla ciebie bogiem.






nr 20

Roma Jegor

***

Najbardziej lubiłam obściskiwać się z tobą
w betonowym basenie,
na działkach pełnych naci i porzeczek.
Oplataliśmy się sobą jak dwa delfiny.
Przelewaliśmy się w siebie, wnikaliśmy w szczeliny
razem z wodą która pachniała ziołami.
Zmywała z nas stare grzechy.
Opadały na dno kiedy suszyliśmy sobie plecy
na grządce z marchewką.
Wiedzieliśmy, że o trzeciej przyjdzie bóg
i będzie zły.
Odbierze nam nagość, zamknie raj.
Będzie z zacięciem skubał kurę
i każe nam przynosić drwa,
kroić jarzyny na szarej desce.
A potem powie że seks to nie wszystko.
Bo niebo... jest w gębie.




nr 21

Marek Przybyła

Ścieżka lewej ręki XI

Penseta z brązu w moich rękach czyniła cuda, zaś język Kleo wokół napletni Milo jeszcze je zwielokrotniał. Moje zabiegi wokół brody Milo, jakąś niewidoczną klamrą łączyły to, co Kleo robiła z jego podbrzuszem. Więc Milo posykiwał, kiedy mozolnie i pieczołowicie przerzedzałam jego brodę – powieki miał przymknięte i pojękiwał rozkosznie, kiedy Kleo jadła go tam na dole. Potem zmieniłyśmy się i Kleo z twarzą poplamioną krwią i nasieniem, kończyła depilację, a ja pochłaniałam napoczęty penis Milo. Przez resztę popołudnia goliłyśmy okolice naszych muszelek, bo uznałyśmy, że meszek jest już zbyt duży. Kleo znowu się zacięła, co było słodką okazją do tamowania krwi językiem. Długo lizałam to miejsce, wymawiając się – jak zawsze przed pójściem do gaju po świeży liść babki, bo suszony jak wiadomo jest do innych ran. Kiedy ją tak lizałam i ssałam Kleo namiętnie szeptała – Porcellino! Porcellino!... Trzeba w końcu naostrzyć brzytwę! Bo lustra wypolerowałyśmy wyśmienicie!!! Nienagannie wypucowane lustra, ciekawe na jak długo! I pomyśleć, że Kleo była mi kiedyś obojętna! Kiedyś Kleo wyjawi mi swoją zachciankę zaproponuje, aby skubać częściowo nasze łona pensetą – zamiast je ogolić, ale oczywiście wtedy, gdy będziemy dostatecznie gorące, kiedy ból depilacji będzie już tylko rosnącą rozkoszą. Bo ja marzę o tym od dawna i umieram, z każdą chwilą oczekiwania, aż moje pragnienie zakiełkuje w jej duszy.




Rysunki


1 ilustracja - Z książki unikatowej "Mujer de Magia Negra" M.Przybyły
2 ilustracja - Bóstwa w pozycji Yab-yum. Rysunek z unikatowej księgi M.Przybyły pt. "Sang de dragon"