Dziwka de Sade, Maria Czekańska
Dodane przez swewa dnia 26/08/2018
Maria Czekańska

Dziwka de Sade



Biorę do ręki tomik Bohdana Zadury: „Nocne życie”. Czytam sprytnie przekręcony imperatyw kategoryczny Immanuela Kanta w utworze „Tak wolę”: „prawo moralne nade mną/ i niebo gwiaździste we mnie”.

Podpisać pod tym mogliby się wszyscy słynni przedstawiciele rewolucyjnego, szczególnie pod względem społecznym, okresu libertynizmu, tacy jak: Marquiz de Sade czy Leopold Sacher-Masoch. Uczestniczyli oni w wyzbywaniu się człowieczego rozsądku i podążaniu za swoim zwierzęcym instynktem, cieszyli się groźną i nieznającą oporu wolnością, a niejednokrotnie odnosiło się wrażenie, że sprzedali diabłu swoje ego na rzecz czystego id. Gdyby nasi dziadkowie żyli w tamtych czasach, zapewne mówiąc: “kiedyś było lepiej”, mieliby na myśli: “kiedyś było ciekawiej”.

Dziś mamy do czynienia z inną rewolucją: rewolucja naszego polskiego społeczeństwa, w której sama uczestniczę. Od jakiegoś czasu obserwuję, jak pruderyjność naszych rodaków przeplata się z niewyżytymi seksualnie „owocami Tindera”. Tak, jest to amerykańska aplikacja do bzykania, ale nie tylko - nie będę jednak robić z kobiet świętych... My też chodzimy do łóżka na pierwszej randce i nie ma w tym nic złego. W końcu mężczyźni nie kochają się sami z sobą (przynajmniej większość z nich), jeśli mówimy o kontaktach heteroseksualnych.

Zamiast jednak przechodzić do zamkniętych (lub nie) drzwi sypialni (albo kuchni, łazienki, jak kto woli), napiszę o tym momencie, kiedy siedzimy sobie w knajpie, a niezręczną ciszę zabijamy uśmiechami i, jeśli nam się poszczęści, rozmowami. Traktujemy wtedy o naszych zainteresowaniach i pasjach, które są (a przynajmniej powinny być) ważną częścią życia każdego człowieka. Jako że fraza: “czym się interesujesz” znajduje się w klasycznym zestawie pytań na pierwszym spotkaniu, mnie również nie udało się jej uniknąć.

Często, kiedy ktoś zadaje mi to pytanie, zaczynam rozprawiać o libertynizmie, de Sade, Sacher-Masochu, granicach... Niestety, kiedy ten temat wypływa na pierwszych randkach, mężczyzn nie interesuje to, co mnie fascynuje - a więc psychologiczny aspekt tego przedziału historii. W ich głowach automatycznie pojawia się fantazja, że w torebce noszę kajdanki, a pod golfem skrywam obrożę. W momencie przyklejają mi etykietkę “puszczalskiej”, “chętnej”, “zdzirowatej” i “otwartej na wszelkie perwersje”.

Pojawiają się tu dwie kwestie: utożsamianie z fascynującymi nas tematami oraz pogląd, że kobiecie na temat seksu i jemu bliskich chyba po prostu... mówić nie wypada. Inaczej - możemy korzystać z różnych aplikacji randkowych, ale opowiadając o zagadnieniach okołoerotycznych, musimy liczyć się z tym, że zostaniemy potraktowane z góry jako służebnice tureckiego haremu. Prowadziłam wiele dysput na ten temat i zdarzyło mi się nawet usłyszeć zdanie: “Jak powiedziałaś, że interesowałaś się Markqizem de Sade, od razu pomyślałem o tym, że się wpraszasz do łóżka, rozważałem, czy jestem pierwszym facetem, z którym się dziś spotkałaś...?”.

Ktoś by pewnie doradził, aby kobiety po prostu przestały mówić o swoich zainteresowaniach utrzymujących się w tematyce okołoerotycznej, jeśli takowe posiadają. Czemu nie warto skorzystać z tej rady? Odpowiedź jest prosta. Trzeba czekać na kogoś, kto wyniesie się ponad tę całą stereotypizację. Ja sama nigdy nie chciałabym umawiać się z kimś, kogo cechuje wąskie pole widzenia.

Stwierdzeniom typu: “Kobiecie nie wypada” pokażmy środkowy palec.



obraz autorstwa Priyesh Soni