DOBRANOCKA
Dodane przez swewa dnia 11/09/2018
Roma Jegor


Dobranocka otwierająca


Tak, mam zdjęcie w kapeluszu. Ewenement. Zazwyczaj we wszystkich nakryciach głowy wyglądam jak bezdomna albo żona stracha na wróble, albo jakiś uciekinier po srogich przejściach. Cóż, taka uroda. A przy tym, najbardziej podobają mi się kapelusze z duuużym rondem , choć może niekoniecznie takie, o których pisała kiedyś Magdalena Samozwaniec („ Zielony, aksamitny kapelusz z bażancim ogonem…”). W podcieniach dużego ronda, niestety, gubi się moja mała głowa i wszędzie musiałabym wchodzić dwa razy, żeby mi choć raz ktoś odpowiedział na „dzień dobry”.

Z kapeluszami jest jak ze wszystkim - kluczowe jest tu słowo „kompromis”, bo nie każdej z nas dane jest wyglądać w kapeluszu jak BB, albo MF, albo moja rodzona ciotka Marianna. Nie każda może przebierać, jak król Gargamel z wiersza dla dzieci, co to „pomysły miewał niesłychane”: ( może w berecie, albo bez, albo niech szalik, albo fez… – tak jakoś to szło).

Nadchodzi znów uroczy czas kapeluszowy, czapkowy, berecikowy, szalowy. Znów będę w tych nakryciach wyglądała jak Janko muzykant. Ale trzeba się zmierzyć z czasem i przestać wystawiać gołą głowę na zimność, deszcze i wichury. Starać się nie przeziębić żadnej myśli, ani słowa. Podobno przez głowę ucieka 70 procent ciepła! I jak później wykrzesać jakieś ciepłe spojrzenie, zatrzymać gorące uczucie, żarliwie składać obietnice i żarliwie je wypełniać, płomienne teksty pisać.

Nieoceniona Magdalena Samozwaniec (ach, któż jeszcze pamięta jej świetne humoreski, prześmiewcze i pełne kpiny, wyśmiewające babskość, babsztylność, kołtuństwo i drobnomieszczaństwo ?),.. No więc Magdalena Samozwaniec ma na to złoty sposób – wsiąść w czerwony automobil ( na korbę) i otulić się „ futrem z prawdziwych śmierdzieli” , które na nas czeka w środku. Ach, te lata trzydzieste! Dzisiaj, Magdaleno, ani „automobila na korbę” , ani futer z prawdziwych śmierdzieli, bo prawdziwych śmierdzieli żal (i pod ochrona są wszystkie szlachetne śmierdziele, uwierzysz?).

No więc ( tak wiem, że nie powinnam, jak i nie powinnam o tych nieszczęsnych kapeluszach ) – zostałoby mi tylko umrzeć z zimna i zimnych uczuć, bez futra i stosownego nakrycia na tę nową jesień, ale zakrzyknę tylko jak Stefcia, w opowiadaniu Samozwaniec z książki „Moja wojna trzydziestoletnia” : Bosko jest umierać z tobą (jesieni ) ale bosciej byłoby żyć!
Bo o to przecież chodzi w każdej porze, czyż nie?

Dobrych snów. Mogą być o tamtym czasie, kiedy kobieta była pod (męską) ochroną, a śmierdziele drżały na jej widok. Dobranoc.







Roma Jegor -

Mieszka i pracuje w Mikołowie.
Członek ZLP – Oddz. w Krakowie, oraz Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego w Katowicach. Laureatka konkursów poetyckich i autorka czterech tomików wierszy: „Wieczór w kocim futrze”, „Bieleją księżyce paznokci”, „Salamandra” i „Tatuaż na jabłku”.
Wiersze przedstawiane były w Akancie, Śląsku, SosnArcie, Arkadii, Migotaniach, Znaj, Lamelli, Hybrydzie, Literacie Krakowskim, LiryDram, a także w antologiach, oraz na internetowych stronach PKPzin, Polis2008, Fragment, Parnas, Modowo, Poeci Po Godzinach, sZAFa, zlp-kraków-pl, Poeci.pl i w Śląskiej Strefie Gender. Również w audycjach poetyckich Macieja Szczawińskiego, na antenie Radia Katowice i Radia Kraków.