Nauczyciele są ważni
Dodane przez swewka dnia 17/04/2019
cz1.




Małgorzata Rychert-Kita


Strajk nauczycieli i Pippi – czyli za wolność waszą i naszą!



Pamiętasz Pippi Langstrumpf, bohaterkę cyklu powieści dla dzieci Astrid Lindgren? Ta dziewczynka jest dla mnie symbolem wolności, siły i niezależności. Niepodatna na wychowanie, często obnażała hipokryzję dorosłych, którzy dbają o zewnętrzne pozory bardziej niż o prawdziwe idee i wartości. Pippi – rozczochrane, „trudne” dziecko, piegowate i rude, w zbyt dużych butach. Dziecko nie poddające się tresurze.

Byłam nauczycielką przez 10 lat. Kochałam swój zawód całym sercem. Trafiłam do niezwykłej szkoły, która miała Misję.



Trudne dzieci, czy dzieci, którym jest trudno?

Pracowałam z “trudnymi dzieciakami” i ze wspaniałymi nauczycielami. Robiliśmy wszystko, by uratować i wyciągnąć te dzieci znad krawędzi. Czasem się udawało. Czasem nie. Podczas tych 10 lat poznałam specyfikę zawodu dość dobrze. Poznałam też skalę niewydolności systemu, upolitycznienie edukacji, przemocy w kształceniu nauczycieli i przemocy w szkole. Nie tylko dzieci wobec siebie. Ale także, a może przede wszystkim, przemocy systemu wobec wszystkich – dzieci, nauczycieli i rodziców. Ale najbardziej dotykała mnie przemoc nauczycieli wobec dzieci. Do naszej placówki trafiały dzieciaki poranione przez życie i szkoły – pamiętam szok, jaki przeżyłam, słuchając kolejnych opowieści o losach moich uczniów.
Przemoc w domu, przemoc rówieśnicza, zaniedbanie. Brak zaspokojenia podstawowych potrzeb, jak poczucie bezpieczeństwa, potrzeby fizjologiczne, potrzeba afiliacji. Te dzieciaki, sadzano siłą w ławkach i oczekiwano, że się dostosują i będą grzeczne. Nie były. Bardzo nie były. I odpowiedzią na ich braki w szkołach była przemoc dorosłych i dzieci. Wyzwiska, oceny, wyśmiewanie i krytyka. Udawanie, że nie ma problemu. I próby zwalenia odpowiedzialności na innych. W każdej szkole, w każdej klasie był taki Jaś, czy Staś. Poradnie psychologiczno- pedagogiczne wystawiały opinie, od czytania których jeżył mi się włos na głowie. Diagnozowano u tych dzieci upośledzenie – a one nie były upośledzone, tylko zbuntowane, głodne, nie współpracujące. Najbardziej lubiłam diagnozy robione metodą “kopiuj-wklej”. Trzymałam w rękach dokumenty dwójki dzieci, które nie różniły się niczym. Ani jedną kropką. Nie miał ich kto bronić, nie miał kto o nie dbać.



Przemoc rodzi przemoc

System nie miał narzędzi, żeby się tymi dziećmi zająć. I ten pojedynczy w każdej klasie Jaś, czy Staś – agresja, wagary, środki psychoaktywne i wiele innych - trafiał do nas. Mieliśmy całe klasy pełne dzieci z trudnym życiem. I dlatego te dzieci były trudne. Trafiały do gimnazjum, często bez podstawowych umiejętności. Bez umiejętności czytania i pisania. Przerażone i agresywne. Zajęło mi sporo czasu, zanim znalazłam swój sposób docierania do nich. Program nauczania mówił jasno, co mam robić w każdej minucie mojej pracy. Kochanowski, Mickiewicz, gramatyka, ortografia… A oni nie umieli czytać. Nie mieli siły i motywacji do życia, a co dopiero do nauki! Każdego dnia musieliśmy gasić pożary…



(Nie)przygotowanie pedagogiczne

Nauczyciel trafia do szkoły kompletnie nieprzygotowany do wykonywania zawodu. Miałam ostatnio okazję posłuchać o sposobie nauczania przyszłych nauczycieli. Trudno było w to uwierzyć… Ile manipulacji, braku wiedzy, świadomości i zwyczajnego braku ludzkiej życzliwości doświadczali studenci podczas praktyk. Ocen, krytyki, wyśmiewania. Komentarzy pełnych przemocy. I takie praktyki studenci zaniosą do szkół… Scenariusze lekcji i metody nauczania sprzed króla Ćwieczka. Metoda podająca, polegająca na wykładaniu wiedzy, jako podstawa prowadzonych przez studentów lekcji. Wyniki badań są bezlitosne – tylko niewielki procent uczniów jest w stanie przyswoić wiedzę w ten sposób. Pedagogika na studiach opiera się wciąż o pruski model edukacji.



Pruski dryl w szkole?

Pruski model edukacji to przeżytek. Powstał w XIX wieku (!) i miał za zadanie stworzyć zdyscyplinowanych obywateli i urzędników. A wciąż trzyma się świetnie… Nauczanie nie istnieje. Nie da się kogoś czegoś “nauczyć”. Bycie nauczycielem daje nam iluzję władzy i kontroli. Pozwala mieć poczucie panowania nad procesem. Proces nauki u każdego dziecka zachodzi inaczej. Każde ma inne potrzeby i inne możliwości. Każde w życiu będzie potrzebowało czegoś innego. Wiedzy tzw. podstawowej i ogólnej w ostatnich latach przybyło tyle, że dzieciaki nie wychodzą ze szkół. Po szkole odrabiają lekcje. Nie ma miejsca na ruch, rozwój zainteresowań, na zwykłą radość i lenistwo. Na zabawę. Na bycie z bliskimi. Rodzice zamknięci w pracy. Dzieci zamknięte w szkołach. Daliśmy się ugotować jak te podgrzewane w garnku żaby… Zabrano nam wolność. Oddaliśmy ją bez walki i bez refleksji.



Edukacja to relacja!

Jedyny możliwy model edukacyjny, na nadchodzące czasy i na obecny stan wiedzy, to edukacja oparta o relację. W tym modelu dorośli i dzieci mają równe prawa, potrzeby wszystkich są widziane i brane pod uwagę, a szacunek i komunikacja stanowią wartość najwyższą, ponieważ tylko w ten sposób proces nauczania ma szansę zaistnieć. Jeśli nie weźmiemy pod uwagę tych potrzeb, szkoły będą pustoszeć. Dzieciaki będą się buntować. Nauczyciele frustrować. Wiedza zdobyta w szkołach przestanie być adekwatna do życia. W zasadzie, to już nie jest. Musimy odświeżyć swoją wiedzę o nauczaniu i o podstawach wiedzy. Dydaktyka, procesy poznawcze, neurologia i neurodydaktyka, psychologia – czy tego uczą na studiach przyszłych nauczycieli? Najbardziej podążają za przemianami i potrzebami Skandynawowie. Ich system edukacji najbardziej rokuje. Są najodważniejsi w dostosowywaniu się do realiów życia.



Summerhill

Jedną z najważniejszych książek jakie czytałam, jest “Summerhill” Alexandra Neila, założyciela pierwszej szkoły demokratycznej. Pamiętam zachwyt jaki wiele lat temu poczułam, gdy pierwszy raz dotknęłam tej idei. Edukacja bez przemocy. Szacunek dla potrzeb. Nie przypuszczałam wtedy, że wiele lat później, sama będę zajmować się edukacją demokratyczną. Dziś wspieram edukację demokratyczną całym swoim gestaltowskim sercem i umiejętnościami, facylitując procesy budowania społeczności i prowadzenia szkoły. I nie przestanę, dopóki pozostanie choć jedno dziecko traktowane przemocowo, manipulacyjnie i bez szacunku. Pedagogika Gestalt i edukacja demokratyczna, to wspaniały duet. Edukacja demokratyczna daje ramy, w których świadomość dorosłych i odpowiedzialność każdego z członków społeczności za siebie są punktem wyjścia do działań edukacyjnych. Pedagogika gestalt wypełnia te ramy treścią dającą poczucie bezpieczeństwa.



Strajk

W retoryce medialnej nauczyciele chcą kasy… Nie ma słowa o tym, że system jest niewydolny, że nauczycieli zabija biurokracja, przepełnione klasy, bzdurne egzaminy, brak systemu wsparcia, edukacji i szkoleń. Praca w szkole jest trudna. I będzie coraz trudniejsza. I o tym powinien być strajk. O upolitycznienieniu edukacji. O tym, że my wszyscy – dzieci, rodzice, nauczyciele – jesteśmy marionetakimi w rękach systemu. Szkoła powinna być świecka i demokratyczna. I wiem, że dla moich przyjaciół-nauczycieli w istocie o tym jest odejście od tablicy.



Wolność kocham i rozumiem

Całym sercem wspieram strajk nauczycieli-obywateli. Nie ten o kasę… a ten o wolność. Niech to będzie strajk o wolność i demokrację!
Paranoiczna potrzeba kontroli, brak zaufania. Obsesja władzy. Manipulacja. Tym dziś żyjemy. Wszyscy. To robią nam i to robimy my innym
Błagam. Nie dajmy się szczuć na siebie. Nie jesteśmy przecież przeciw sobie. Chcemy spokoju, stabilności i przewidywalności. Bądźmy dla siebie w tych dziwnych czasach życzliwi. Wciąż pytam: czy ludzi dobrej woli jest więcej?



Nauczyciele są ważni?

„Szacunek oddany klasie nauczycielskiej jest miarą oświaty narodu, bo im więcej naród jest oświecony, tym wyżej ceni tych, którzy mu światło przynoszą.” (Eliza Orzeszkowa).

Przypomina mi się taka historia. Dojrzały mężczyzna opowiadał, jak nauczyciel przemocowo go potraktował przed wielu laty. Poszarpał go przy tablicy i sięgnął po linijkę, która wtedy często spełniała rolę dyscyplinującą.

- Nie byłem łatwym dzieckiem – mówił łamiącym się głosem – ale dziś już nie wiem, czy to ja nie byłem łatwy, bo tak mnie traktowano, czy tak mnie traktowano, bo ja nie byłem łatwy. Nie znosiłem tych lekcji i tego nauczyciela. I do dziś pamiętam jego pełen nienawiści wzrok. Kiedy po raz kolejny sięgnął po linijkę, wyrwałem mu ją z ręki i niewiele myśląc, złamałem ją na jego ramieniu. Uderzyłem go… Nie da opisać się piekła, które się rozpętało. Pamiętam wstrząśniętych nauczycieli, dyrektora, który plując się, darł się o szacunku do nauczyciela. Powiedziałem wtedy – na szacunek trzeba sobie zasłużyć! Wyrzucili mnie ze szkoły. Do dziś czuję tę nienawiść. Dziś wiem, że szacunek to jest coś, co należy się po prostu. Wszystkim. Szacunek i życzliwość.
Wszystkim. Nauczycielom. Dzieciom. Rodzicom. Ludziom. Bez względu na wiek, kolor skóry, orientację, wyznanie czy jego brak.


Nauczycielu. Jesteś ważny. Jesteś ważny w życiu dziecka. Odgrywasz ogromną rolę w jego procesie stawania się sobą. Kształtujesz jego szacunek dla samego siebie. Nie niesiesz już kaganka oświaty… Ale możesz pomagać dzieciom rozpalać ich własne światło. Zmiana w procesie edukacji wymaga zrozumienia, że nie jesteś przewodnikiem, ale towarzyszem w drodze. Szacunek i zaufanie to wartości, których możesz uczyć tylko mając je uwewnętrznione. Dając je dzieciom, możesz być pewien, że wrócą one do Ciebie. Jesteś ważny – pamiętaj o odpowiedzialności, która za tym idzie.



***

Małgorzata Rychert-Kita

Od 15 lat zajmuje się psychoterapią Gestalt dorosłych i młodzieży. Wspiera rodziców, rodziny patchworkowe i nauczycieli. Propaguje edukację demokratyczną i pedagogikę Gestalt. Wspomaga zespoły i facylituje procesy grupowe. Redaguje i pisze teksty o tematyce psychologicznej i rozwojowej. Prowadzi blog Notatki spod Jabłoni.
www.gestalt-jablon.pl



cz.2

Krzysztof Kasprzyk


Anatomia strajku


Anatomia strajku cz. 1

Syn zapytał mnie, dlaczego Robert Janowski nie prowadzi popularnego programu Jaka to melodia. Proste, wydawać by się mogło, pytanie zakończyło się wykładem o trójpodziale władzy Monteskiusza, definicji 4 władzy oraz propagandzie (z cytatem o kłamstwie powtarzanym 1000 razy włącznie). Dopiero teraz mogłem odpowiedzieć na pytanie dlaczego Robert Janowski...

To jest jedna z wielu, wielu przyczyn leżących u podłoża powstania nauczycieli. Sprowadzenie TVP do roli służalczego głosu partii, sprowadzenie poziomu językowego do języka prostego, by nie powiedzieć prostackiego, nachalność propagandowa, podawanie kłamstw jako prawdy. I w końcu muzyka z dominacja tej najmniej przeze mnie lubianej. Dlatego, synu, nie ma Roberta Janowskiego. Dlatego, jako nauczyciel, nie mogłem już.

Robert Mariusz Janowski (ur. 22 marca 1961 w Inowrocławiu) – polski piosenkarz, kompozytor, poeta, aktor, prezenter telewizyjny i dziennikarz radiowy. Z wykształcenia lekarz weterynarii. W latach 1997–2018 prowadził teleturniej TVP1 Jaka to melodia?
Norbi, właść. Norbert Dudziuk (ur. 2 maja 1972 w Ostródzie) – polski piosenkarz oraz prezenter telewizyjny i radiowy.




Anatomia strajku cz.2

Definicję nauczyciela tworzą dwie przesłanki: empiryczna (każdy miał jakiegoś nauczyciela, więc wie, kto zacz) i mityczna (nieszczęsny mit Siłaczki). Przy czym część wspólna to pole nauczania. Skrótowo: nauczyciel - naucza. Dziś już zaczynamy się zastanawiać, ba, dyskutować, czy bardziej naucza czy uczy. Bo dziś nauczyciel jest na zupełnie innej pozycji niż 50 lat temu. Nauczyciel nadal wie, ale Google wie więcej, nadal naucza, ale YouTube też jest w tym niezły. To delikatne przesunięcie znaczenia przez pozbycie się przedrostka na- ma swoje konsekwencje, z których ja i wielu nauczycieli zdajemy sobie sprawę, ale MAZ już niekoniecznie. Powód - wydaje się oczywisty. Znany i coraz bardzie nielubiany paradygmat szkoły pruskiej zastąpiony został matrycą narodową. Ja znowu mam nauczyć, że "Słowacki wielkim poetą był", bohaterami byli Żołnierze Wyklęci, zaś najlepszymi lekturami są te budujące poczucie wspólnoty narodowej. Kilka pozycji ze spisu lektur: „Chłopcy z Placu Broni”, „Katarynka” (sic!), w klasach 7-8 tylko jedna pozycja obowiązkowa jest autorstwa zagranicznego pisarza, ale pozostającego w kanonie narodowym (katolickim) - Dickens z "Opowieścią wigilijną"... Co więcej, uczniowie mają rozpoznawać po fragmentach co to za utwór, kto go napisał i o czym jest w całości! I mam to robić niczym Bozowska, tyle że w dwa lata, bo Stasia w 3 zmarła...

I o to właśnie jest ten strajk. Odideologizowanie szkoły. Bozowską na półkę, a z półki zapraszam znanego mi „Pana od przyrody” Zbigniewa Herberta

Pan od przyrody
Nie mogę przypomnieć sobie
jego twarzy
stawał wysoko nade mną
na długich rozstawionych nogach
widziałem
złoty łańcuszek
popielaty surdut
i chudą szyję
do której przyszpilony był
nieżywy krawat
on pierwszy pokazał nam
nogę zdechłej żaby
która dotykana igłą gwałtownie
się kurczy
on nas wprowadził
przez złoty binokular
w intymne życie
naszego pradziadka
pantofelka
on przyniósł
ciemne ziarno
i powiedział: sporysz
z jego namowy
w dziesiątym roku życia
zostałem ojcem
gdy po napiętym oczekiwaniu
z kasztana zanurzonego w wodzie
ukazał się żółty kiełek
i wszystko rozśpiewało się
wokoło
w drugim roku wojny
zabili pana od przyrody
łobuzy od historii
jeśli poszedł do nieba -
może chodzi teraz
na długich promieniach
odzianych w szare pończochy
z ogromną siatką
i zieloną skrzynką
wesoło dyndającą z tyłu
ale jeśli nie poszedł do góry -
kiedy na leśnej ścieżce
spotykam żuka który gramoli się
na kopiec piasku
podchodzę
szastam nogami
i mówię:
-dzień dobry panie profesorze
pozwoli pan że mu pomogę
przenoszę go delikatnie
i długo za nim patrzę
aż ginie
w ciemnym pokoju profesorskim
na końcu korytarza liści.




Anatomia strajku cz. 3

1000 zł
14.10.2010
Podczas wręczenia nagrody w Kuratorium w Katowicach rozmawiam z Wiceminister Szumilas na temat narracji historycznej, która jest, a jakoby jej nie było. Obiecuje, że przyjrzy się sprawie;)
30.11.2011
W związku z absurdalnością terminu egzaminu gimnazjalnego piszę do Kuratorium w Gliwicach maila. Dostaję odpowiedź, którą można streścić w następujący sposób - uważaj nauczycielu, bo my tu widzimy, że sobie nie radzisz z realizacją podstawy programowej /screeny w komentarzach/ :)
2016
Ruszają konsultacje społeczne. Można wysłać maila, zadzwonić, przyjść na spotkanie. Wybieram opcję formularz kontaktowy (śladu po nim nie mam...) Piszę, że gimnazja nie powinny być likwidowane... Nie dostaję żadnej odpowiedzi.
Co więcej - w konsultacjach uczestniczą prawdziwie tęgie głowy edukacji. Nic.
7.12. 2016
Piszę do ZNP, bo ZNP rozmawia z MAZ... Ale MAZ nie rozmawia z ZNP...czyli Nic
Rok 2019
1000 zł
MAZ odsunięta, premier Szydło w odwodach (spotkanie w wolną! niedzielę), prezydent zabiera głos, premier proponuje okrągły stół...
Co zrobić, żeby nauczyciel był zauważony?
1000 zł.
Co zrobić, żeby Szkoła była lepsza?
Wysłuchać nauczyciela!




Anatomia Strajku cz.4

Przed nauczycielem od zawsze stawiano jakieś cele. W starożytnej Grecji oczekiwano uczenia do konkretnego działania, w Rzymie – do pełnienia w przyszłości zadań w państwie (urzędnicy i żołnierze). Średniowiecze stawiało na wychowanie do przestrzegania nauk i cnót chrześcijańskich, zaś humanizm, jak na humanizm przystało, oczekiwał rozbudzania ambicji i chęci poznawania wiedzy. Fryderyk Wilhelm I wrócił do celów rzymskich, ale poza karnymi urzędnikami kazał kształcić posłusznych obywateli... Marszałek Józef Piłsudski oczekiwał odrodzenia dusz, które się w niewoli splugawiły i znikczemniały.

Nauczyciel realizuje owe jawne cele edukacyjne, bo innego wyjścia nie ma. Jest jednak coś nieuchwytnego w pracy nauczyciela, co Piłsudski intuicyjnie opisał. O czym doskonale wiedzieli przywódcy III Rzeszy i ZSRR. Coś tak ważnego, tak niebezpiecznego dla najeźdźców, że doprowadziło do Intelligenzaktion i Katynia. Na świadków, że to ważne Coś jest, pozwolę sobie przywołać nauczycieli zamordowanych w Katyniu. Nie wszystkich, bo jest ich za dużo na jedną noc...
Niech zamknięte szkoły otworzą ludziom oczy
https://www.ogrodywspomnien.pl/index/historia,2,Katyn/0//1

----------------------------------------------------

1. Achtelik Paweł
2. Andruszkiewicz Jan
3. Andrzejewski Bogdan Leszek
4. Andrzejewski Henryk Leopold
5. Anton Konstanty
6. Antoniak Józef
7. Antonowicz Stefan
8. Arcichowski Jan
9. Arendarski Jan Antoni
10. Arcimowicz Zeneon
11. Astapczyk Adolf
12. Babuchowski Marian
13. Babicz Rudolf
14. Bakuła Stanisław
15. Bałachowski Witold
16. Banach Czesław
17. Bandarowicz Wincenty
18. Bandurek Michał
19. Baraniecki Kazimierz
20. Baranowski Marian
21. Baranowski Kazimierz
22. Baranowski Józef
23. Baranowski Jarosław
24. Bartnik Stefan
25. Batko Jan Józef
26. Bączkowicz Szymon Konrad
27. Bednarek Leon
28. Bejgier Jan
29. Bensch Julian Karol
30. Biały Tadeusz
31. Bicz Aleksander Józef
32. Bielejec Józef
33. Bieńkowski Stanisław
34. Bieńkowski Leopold
35. Biliński Bogusław Eacław
36. Binder Stanisław Ludwik
37. Blacha Wilhelm
38. Bochenek Mieczysław
39. Bolechowski Jan
40. Bona Bronisław
41. Borczyński Edmund
42. Borek Ludwok
43. Boroński Wacław
44. Borowiec Lucjan
45. Borusewicz Benedykt
46. Borzuchowski Tadeusz
47. Brus Paweł
48. Buchcik Robert
49. Budzicz Bolesław
50. Budziński Aleksander
51. Bugajski Władysław Romuald
52. Bulicz Włodzimierz Ignacy
53. Buniakowski Bronisław
54. Burakowski Michał
55. Buratyński Walerian
56. Burba Józef
57. Bursa Stanisław
58. Caliński Kazimierz
59. Cerekwicki Szczepan
60. Chaniewski Henryk
61. Chełchowski Tadeusz Marian
62. Chojnacki Bohdan
63. Cholewiak Władysław
64. Celmer Feliks
65. Ciołkowski Piotr
66. Ciepluch Wincenty
67. Cieślik Bolesław
68. Ciołkowski Piotr
69. Czajka Stefan
70. Czajkowski Hieronim
71. Czapliński Antoni
72. Daniuk Władysław
73. Dulas Antoni
74. Dzierżak Mieczysław
75. Geronis de Libuschn Józef
76. Halarewicz Stanisław
77. Hoppe Edward
78. Janczar Józef Karol
79. Janikowski Zygmunt Jan
80. Jaźwierski Józef
81. Knasiak Bolesław
82. Lesiuk Stefan
83. Ludwiczak Edward
84. Majewski Franciszek
85. Majster Jan
86. Mazurkiewicz Stefan
87. Mikołajczyk Stanisław
88. Nahrebecki Karol
89. Najdzicz Bronisław
90. Olszowy Aleksander
91. Potrykus Jan
92. Raczkowksi Bogusław Bartłomiej
93. Riebschlaeger Aleksander
94. Sebyła Władysław
95. Stasiak Stanisław
96. Stawin Michał
97. Wilczyński Henryk Feliks
98. Wilk Władysław
99. Żochowski Edmund
100. Życiński Gustaw
101. …



Anatomia Strajku cz.5

Po 8 kwietnia nic nie będzie już takie, jak było...

Pierwszy dzień strajku był taki zwykły. Nie dla nauczycieli, bo ci strajkują rzadko (rok 93, 1 dzień w roku 2016...) i mocno przeżyli dzień bez uczniów, z widmem egzaminów, z tętniącą moralnością. Był to tez dzień podnoszenia głowy, głośnego mówienia, że jest się Nauczycielem. Czy ktoś spodziewał się, że w rozpoczętej lekcji będzie brała udział większa część społeczeństwa? Że krótkie przerwy między lekcjami zostaną zniesione? Że Polska stanie się Szkołą?

Typową polską szkołą. Z lizusami (prowokacja z telewizji Szczecinek, w roli głównej Kuba,), uczniami lubiącymi szkołę, tak po prostu tęskniącymi za nauczycielami (moja córka – Kinga, lat 7, która, jak mówi, chce się już przytulić do swojej wychowawczyni...), z uczniami z ostatniej ławki, którzy sobie patrzą i mają wakacje. Z rodzicami – przychylnymi (#muremzanauczycielami), obojętnymi i tymi zwanymi roszczeniowymi („macie pracować i uczyć, wychowywać..."). Z Dyrektorem przychylnym, odważnym. Z Dyrektorem bojaźliwym jak zajączek. Z rzeszą ekspertów, jak mamy uczyć... Z brakiem sprzętu, kartek – z obojętnością systemu! Taka wielka społeczność szkolna, z którą nauczyciel ma do czynienia w swojej szkole, pracując ze swoją klasą. Taka ogromna lekcja życia i, niespodziewanie, na tak wielką skalę, lekcja demokracji! I nie mam na myśli prawa do strajku.

Państwo opiera się na prawie. Najważniejszym dokumentem jest Konstytucja. Potem Ustawy, Ratyfikowane Umowy Międzynarodowe, Rozporządzenia, Zarządzenia, Uchwały. Tak uczymy w szkole, w której realizujemy reformę Minister Edukacji Narodowej, reformę regulowaną Ustawą o systemie oświaty. Drugim dokumentem w państwie. Dokumenty niższego rzędu nie mogą być w sprzeczności z zapisami dokumentów wyższego rzędu. Chyba, że złamiemy prawo... A prawo łamie permanentnie Minister Edukacji Narodowej. Rozporządzeniem wprowadza leśników na egzamin, księży do komisji, kworum Rad Pedagogicznych próbuje zastąpić jednoosobowym składem w postaci Dyrektora...

Ryba psuje się od głowy. Jedno z liceów katolickich podjęło uchwałę (najniższy rangą z dokumentów), że kończą rok szkolny w środę 19 czerwca, mimo że Rozporządzenie mówi dokładnie o dacie 24. „Ale podjęliśmy uchwałę” - przekonuje mnie moja rozmówczyni. Czekam, kiedy kółko różańcowe podejmie uchwałę o ..., a ekipa mojego syna zbierze się pod moim oknem i podejmą uchwałę o...

Lekcja demokracji. Lekcja człowieczeństwa. Lekcja odwagi! Lekcja, sprawdzania, ile wiemy o sobie. Nauczycielem stają się sytuacje.

Po 8 kwietnia nic nie będzie takie, jak było. Oby było lepsze. Oby.

A ty dokąd,
tam już tylko dym i płomień!
- Tam jest czworo cudzych dzieci,
idę po nie!
(…)
Tyle wiemy o sobie,
ile nas sprawdzono.
Mówię to wam
ze swego nieznanego serca

[Wisława Szymborska]



cz.3

Justyna Skolicka



Magistra

Pewnego dnia o świcie widziano kobietę schodzącą z gór. Szła ostrożnie stokiem, tuż nad kolanem rzeki, przy drodze zabezpieczonej barierkami. Było w niej coś ekstra, jakiś naddatek stylu. Kok w kolorze miedzi wysmuklał twarz, przeniesioną z głębi lat pięćdziesiątych bez bagaży, w czystym wyrazie młodości; kreska na powiece schodziła w szaloną, szóstą dekadę; bluzka z kołnierzykiem, rogowe okulary, srebrna biżuteria, zegarek na cienkim przegubie – czytelne znaki nauczycielskiej - profesji odsyłały w lata siedemdziesiąte, dekadenckie i szykowne. Osiemdziesiąte zostawiły ledwie pieprzyk na jej twarzy, ledwie metaliczny połysk szminki. Baza prześwitywała pod zmarszczkami. Niosła to z gór, na niebotycznych obcasach, z torebką na ramieniu i siatką, w której było trochę książek. Przyzwyczajona do ciężaru, pochylona na bok jak ukośnik, rozglądała się za dawnymi lokalami. Łowiła zapachy, mimo że nie było tu już kawy ni cukierni, a miejsce zajęła agencja finansowa. Deptakiem wyminęła hotel. Ten się nie zmienił, chociaż odnowiony. Całe miasteczko odnowione, świecił wymyty kamień a przy chodnikach świeciły woskowane, nowe auta.

Minęła park, budynek szkoły, wieżę zboru, brukowany rynek. Obcasy stukały miarowo, kiedy biegła pod arkadami. Wspięła się po schodach, zadarła głowę i jednym ruchem poprawiła okulary. Kino nie grało, od lat nie istniało wcale. Ale ona widziała płachty plakatów. Być może dlatego uczennice też się ukazały. Trzymały się za rękę, włosy miały naelektryzowane i miękkie od mgły. Na afiszu wisiał trzewik z biało - czerwonym sznurowadłem. Jedno sznurowadło związane, drugie rozwiązane - tytuły także były dwa, jakby podwójne życie. Być może dlatego dziewczyny niezbyt spieszą się do środka.

Krzyżują ręce i kręcą się, złączone uściskiem palców na nadgarstkach. Kręci się dom z arkadami, faluje augsburgsko - ewangelicki zbór, artykuły metalowe i witryna sklepu społem. Kręci się salon gier, parking i kiosk. Kręcą się w krótkim promieniu młynka; głowy odchylają się na karkach, ciężkie od powietrza i wiru, jakby miały zaraz odpaść i przefrunąć nad zborem. I jak tu się nie śmiać. Jak tu zachować powagę. Włosy kręcą się, szoruje bruk pod podeszwami.
Zachowajcie ciszę, mówi nauczycielka. Proszę przeczytać wszystko, co zadałam. I tę grubą powieść i wiersz w obcym języku.

- Ale my nic nie rozumiemy. Jesteśmy za młode.
- Poza tym my nie mamy czasu teraz.
Po co wam czas.
- Jaki czas.
- Zaraz czas.
Może wam pomóc?
- Nie trzeba, proszę pani.
- Damy radę.
- Pokręcimy się jeszcze.
- Pójdziemy na „Milczenie owiec”.
Języków się lepiej nauczcie.
- Nauczymy się.
I rachunków.
- To trzeba, wiadomo.
I historii też, przypomniała.
- Ale jutro nie będzie historii.
To pojutrze będzie.
- Może nie.
-Nie do zapamiętania.
- Może jutro, dzisiaj mamy plany.
- I musimy już iść, przepraszamy.

Drzwi poranne, dworcowe, drzwi ciężkie, żelazne.
Przywitają się na peronie pierwszym, Tosia ze słodkawym, metalicznym smakiem pociągu i podróży, szyn, waliz, sztucznych zasłon, przesuwnych, aluminiowych drzwi, nieprzebranych uchwytów, zaczepów i rączek, armatury w chybotliwej toalecie, hamulców bezpieczeństwa, paczek. Niewiele bagażu: kurteczka blue denim i plecak.

- Jak tam?

Dobrze, odpowie Tosia, podróż całkiem dobrze. Tylko że słowa nie wychodzą Tosi, i ekspresja, która ma zastępować rozmowę, kosztuje masę energii. Na powitanie Tosia przedstawia dwanaście grymasów:

1. jakże się cieszę, że cię widzę, a następnie:
2. czy ci aby nie przeszkadzam?
3. czy aby nie przeszkadzam twojej mamie?
4. ani psu?
5. wszyscy znajomi cię pozdrawiają;
6. czy aby nie przeszkadzam twoim znajomym?
7. tęskniłam;
8. ale że mnie zaprosiłaś;
9. nie mogę uwierzyć, że tu razem stoimy;
10. w końcu się udało,
11. jestem
12. nie najgorzej.

Od razu zmęczone, Tosia wyrażaniem się bez słów, Ola mówieniem, kiedy nie ma o czym. Nowe liceum, kawiarnia tu, rozmawiałam z Tomkiem o tym, co wiesz, wtedy po lekcjach.

- Słuchasz?

Będzie słuchała, tymczasem jest pusta, Tosia w dwunastu grymasach się wypowiedziała. Oto powłóczyste spódnice Oli, oto jej czarna bluza i kaptur wokół twarzy, wszystko czarne. Zamiłowanie Oli do czarnego przekracza modę i aktualny humor, to jest programowy gest. Ola opowie historię: idzie sobie Dworcowej na czarno, jak każdego dnia, i idzie też babina - starowina z naprzeciwka, przesuwa nieuważny wzrok po twarzach, zajęta swoim, aż trafia na Olę. Wtedy kobiecina staje, blady słup. Cofa się pod mur, kiedy Ola ją mija, Ola – zaraza, Ola – dżuma, widziana na Dworcowej w biały dzień; kobieta żegna się pod ścianą znakiem krzyża.
I ciągle podobne historie.

Ale miasto zadbane, szyby wymyte, trotuary równe i bezpieczne. Nie ma potrzeby środkować ciężaru, żeby uniknąć wpadki w wielką dziurę. Pójdzie się spokojnie, odda się wędrówce. Prawy but, lewy but, prawy na środek kostki, lewy na krawędź, i odwrót: na krawędź prawy, do środka lewy, poczucie symetrii i sprawiedliwości. Nieźle jak dotąd, poprawnie, dziura w chodniku raczej się nie otworzy. Po zmroku inaczej, ale teraz dobrze, prawy, lewy, środek, krawędź, wolta: krawędź prawy, lewy środek, sprawiedliwość, symetria, sekwencja zakończona.
W mieszkaniu małym jak garnuszek.

Rudy piesek jest przy kości.
Mama Oli w przedpokoju. Stara się nie okazywać oczekiwań, może nawet stara się ich nie mieć: bierze bagaż, bierze Tosię w puszyste ramiona i gładzi po włosach; niska, okrągła, jasna pani. Trochę koleżanka, ale tyle, ile trzeba, w sam raz. Ale Ola jest innego zdania. Ola wpada w furię programowo.

- Dlaczego ten pies tyle żre? Ja przychodzę a on żre. Jak on ma nie być gruby? W końcu zdechnie i wtedy się zobaczy. Wygląda jak świnia, spytaj Tosi. Czy ty nie potrafisz się opanować? Nauczyłaś go i w kółko żebrze.
Tosia zapewnia, że wcale nie wygląda, ale wypada to całkiem cichutko. Prawdopodobnie wcale jej nie słyszały.
- Przecież on dzisiaj dostawał już żarcie. Tłumaczyłam ci. Pies je jeden raz dziennie. Ale ty chyba jesteś głupia. Po co ja ci tłumaczę? Przychodzimy z Tosią, a on żre.
On jeszcze dziś nie jadł, Olu. Nie przesadzaj.

- Kłamiesz. Przestań. Oczywiście że jadł dzisiaj. Kłamiesz, robisz ze mnie histeryczkę, a ty jesteś histeryczką.
Tosia pomyśli, czy aby sama nie jest histeryczką. Czeka na różne rzeczy, ale nie tak, żeby je wywoływać. Na pewno nie ma do czego się spieszyć. Weźmy to tutaj. Z uczuć to Tosia głównie czeka na uczucie.

Tosia poczuje się zażenowana. Pomyśli: jakże ona cierpi! Nie potrafi jednak dokładnie określić, która cierpi. Ola czy jej mama, która cierpi, a która dobrze się ma. Pewnie obydwie. Ach, współczuje im na zmianę. Zbyt długo siedzi w łazience i kiedy wychodzą z domu, jest już ciemno.
Miasto nienajlepiej oświetlone, księżyc nie świeci. Ola przodem, Tosia wlepia wzrok w plątaninę bocznych ulic. Idą wolno, coraz głębiej w jakiś ciemny lej, później za kawiarnią, na podwórzu, pod murem kilka osób z papierosami, za murem ogród przy klasztorze, stamtąd powietrze chłodne, zapach dymny, trawy. Muzyka jak kompletny, odarty ze skóry świat. Zapowiada, co mają obiecane i czego nie mogą się doczekać. Wściekłość, przymus, strata, czułość, strach - własne zarodki, płody przeżyć, smakują przyszłość jak fajkę wodną, w brzuchu matki imprezy. Ola patrzy na Tomka, Tomek patrzy na jej wargi. Odmawia słowa przebojów, kręcąc się wokół osi, trzymając się brzmienia, z wyładowaniem na szczycie wydechu. Przeświadczona, że hity mówią prawdę, a to, co mówią, nie jest błahe. Będą powtarzać solennie, w obcej mowie, która jeszcze nie jest pospolita, tylko hermetyczna: father – yes son – I want to kill you, całą noc naprzeciw siebie, fantazjować śmiertelnie i danse makabr, które dręczy ich pragnienie. Tomek całuje wargi, na które cały wieczór patrzył. Nie ten mnie całuje, na kogo patrzyłam, ale ktoś inny, od zębów i języka. Ola zacznie płakać: Tomek nie podoba się jej. A odkąd przestał, Ola ma poczucie straty.

- Jak myślisz, czy powinnam się zabić?
Tosia wyznaje, że paliła trawę.
- Powiedz, czy powinnam się zabić? Tylko dzięki tobie jeszcze trwam. Dzięki temu, że wiem, co to przebaczać. A ty? Czy mi przebaczysz kiedyś? Pomóż mi. Idziesz, głowa wysoko, dumna. Zniknęłaś na cały wieczór. Spotkało mnie wiele przykrości.

Drzwi poranne, dworcowe, drzwi ciężkie, żelazne, kurtkę blue denim Tosia wiesza na haczyku, otwiera plecak i wyjmuje album. Wiatr unosi firankę, odsłania widok lasu - okno w książce na mocną zieleń, jednakowo soczystą i w świetle, i w cieniu. Żywotność, szpaler, brzozy z łodygami jak sprężyny. Przy górnej ramie mały biały prześwit. Gdzieniegdzie delikatna faktura gałęziowa, listki. Na dole łacha, krzewy, detale, leśne ornamenty, białe i żółte kropki, drobnoustroje, kwiatki łubinu. Pośrodku łąka. Wklęsła, garbata, wytarta, krótka, pusta, mała. Później wnętrze, parapet i stół, na nim cukiernica, w cukiernicy cukier, kubek i brzoskwiniowy dzbanek. Dwie brzoskwinie na dwóch talerzach, talerz jeden na drugim. Co jest w środku? Co jedli i kto będzie pił? Dwa profile, dwa lewe, same twarze, bez szyi, bez korpusu, próżnych rąk, dwa razy po pół sytej, zachwyconej twarzy. Ludzie bez ciał, profil rzucony na zieleń, identyczne i przez to niemożliwe, wiszą na krawędzi obrazu. Jaka to chwila? Wpatrują się? W co? Bo nie idą do nich żadne zwierzęta ani goście, dzieci nie grają na trawie, deszcz nie pada. Być może wiatr, garstka wiatru unosi firankę za ramę. Spłyną na nie dworce, pustkowie i wsie. Dzieci mknące po drogach na ruskich rowerach; matki z zakupami, plecy i twarze ojców, skorupki, wydmuszki, słońca. Będą stały na wzgórzach, będą rzucać cień. Cicho i zimno, niebo sine, wklęsłe bądź wypukłe, w zależności od fantazji raz wklęsłej, raz wypukłej ziemi. Która ma siedemnaście lat i podpatrzony w telewizji obraz Europy. Jej bliźniacza siostra mknie bielutkim citroenem wzdłuż wystaw gustownych miasta Clermond - Ferrand. Jej siostra ma więcej szczęścia, jej trzewik jest kunsztownie związany. Niedługo wszystko się zmieni, zbudzi się wietrzysko i napełni wioski zapachami od Angel po Zen. Także tutaj będzie ładnie. Otworzą się szafy, które będą pełne pantofelków.

Czekają, kręcą się zawrotnie, krzyżują ręce, robią młynek. Kręci się dom, zbór, artykuły metalowe i witryna sklepu społem; kiosk, parking i salon gier; widzą nawzajem swoje twarze. Kręcą się w promieniu młynka, który rośnie jak nieskończone więzadło. Nie ma siły. Coraz słabiej widzą swoje twarze.

- Pani się lepiej przyzna.
- Pani wiedziała od początku, jak to będzie.
Nie wiem. Nie przyznaję się. Nie wiedziałam. To mój pierwszy raz. Proszę sprawdzić.
- Ale my już chcemy wyjść.
- Bez sprawdzania.
Tak szybko? Procedura nie pozwala.
- Pani nas zwolni.
- Byśmy chciały zrezygnować. To nie dla nas.
- Bolą nas plecy.
- I głowa.
- A dlaczego my?
- Pani weźmie drugie dusze, niech sprawdzają.
Czy drugie dusze są obecne?
Czy drugie dusze są obecne?
Nie ma.
Widzicie,dzisiaj nie ma drugich dusz.



cz 4

w kręgu przemocy szkolnej...

Karolina Kułakowska


12.

Tło nabierało waloru, jak zdjęcie w ciemni. Słyszałam wszystko zbyt wyraźnie, choć był to
rok pański podstawowy, mury grube. Na dworze klucz wchodził w chmury, drzewa zieleniły się pysznie.
Przepraszałam jak na spowiedzi za słowa koleżanek, które nie stawały się ciałem,
tylko zamieszkały między nami - brzydkie i zimne.

Wieczny odpoczynek racz jej dać, Panie, niech odpoczywa w niepokoju. Amen




20.

Mówiłeś do mnie tłusta świnio na przerwie, gdy omawialiśmy kręgowce. W budynku
z grubymi ścianami zdanie było głośniejsze, odbiło się zgnitymi jajami w ustach. Apetyt

odszedł w siną skórę i skrzywione lustro. Było słodko, jak przed pokazem Chanel na fashion
week
. Mówiłeś do mnie tłusta świnio, a ja wolałabym już usłyszeć pantofelku, bo jest milszy

od ciebie, skurwysynie, bo daje nadzieję na Kopciuszka lub happy end w stożkowych
stanikach Gaultiera.










cz 5.

Dorota Nowak

jej lekcja wychowawcza

dwie kolumny z pozoru proste polecenie –
zapisać kredą na tablicy czarne i białe powody
dla których wracają do domu uciekają

rtęć rozlana w słowach wypełnia myśl
ale oni wspólnie próbują dźwignąć ten ciężar
opary łączą w rozumieniu nagrody i kary

od lat jej zmysły wyczuwają smutek który
wylewa się z przeczytanych na tablicy zdań
kolumny zapełniają się otwierają na człowieka





cz.6


Jakub Sajkowski

PR kryzysu, PR nauczyciela

„Nauczyciele przegrywają strajk wizerunkowo” – pisze jeden z ogólnopolskich dzienników. Znany publicysta innej gazety dodaje: „Na własne życzenie”. Niżej podpisany stoi co prawda na stanowisku, że strajk to nie to samo co plebiscyt popularności – obawiam się jednak, że ta opinia przegrałaby wszelkie plebiscyty popularności. Świat lubi plebiscyty, lubi rywalizację, lubi zastanawiać się „kto wygra”. Że tym razem „przegrywają nauczyciele”? Widocznie tak ma być. Widocznie zasłużyli. Widocznie popełnili „niewybaczalne wizerunkowe błędy”. Co z tego, że pisali się na pracę w szkole, a nie na pracę w PR-ze.

Chociaż z tym drugim to nie byłbym taki pewien, bo coraz więcej pedagogów decyduje się zmienić zawód. Nie tylko w Polsce. W Wielkiej Brytanii, wedle niektórych szacunków, może być to niedługo 20 procent. Magazyn „Time” opublikował niedawno reportaż o zarobkach nauczycieli w Stanach – wielu amerykańskich pedagogów łapie dodatkowe fuchy, a nawet oddaje krew, aby opłacić rachunki. W wielu miejscach na świecie, świecie nastawionym na wyścig szczurów, na to, kto wygra, kto będzie pierwszy, kto będzie fajniejszy, niedochodowa, niedopłacona edukacja publiczna zdaje się coraz częściej przegrywać. Tyle, że razem z nią przegrywamy my wszyscy. Tak, ty też. Nawet jeśli nie podoba ci się strajk w polskiej edukacji. Nawet jeśli miałeś w liceum głupią facetkę od fizyki i chciałbyś ją obwinić o wszystko. To, że ją obwinisz, nie będzie miało żadnego znaczenia.
Nie każdy dobry nauczyciel wygląda jak John Keating ze „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”. Istnieją pewne ogólne ramy tego, kim powinien być dobry nauczyciel, ale generalnie świetni pedagodzy są bardzo różni, a ich praca nie wydaje się „spektakularna”. Kiedy myślę o tych, którzy mieli wpływ na to, kim jestem, nie przypominam sobie żadnego „kapitanie, mój kapitanie”, żadnych inspirujących przemówień czy sloganów, które można by przerobić na mema i zrobić z nich viralową kampanię marketingową. Trafiałem zresztą na różnych pedagogów, również złych, przeciętnych, nudnych – ale wystarczyło, że trafiłem na tych kilku, którzy byli „po prostu” dobrzy, świetni w tym co robią. Tylko tyle i aż tyle.

Do VII Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu trafiłem jako skrajnie nieśmiały chłopak. Były jednak dwa momenty, spotkania, które niesamowicie mi pomogły. Pierwszym była lekcja rosyjskiego z prof. Sławomirą Wujec, bodaj pierwsze miejsce w nowej szkole, gdzie poczułem się naprawdę komfortowo. Pamiętam świetny kontakt z uczniem, i stworzenie atmosfery, która zachęca do komunikacji – a to absolutny fundament w nauce języka. To, że lekcja rosyjskiego kojarzyła mi się dobrze, musiało mieć wpływ na to, że później poszedłem na filologię rosyjsko-angielską. Choć zdawałem również na „czystą” anglistykę. Angielski zawdzięczam prof. Annie Malinowskiej. Z tych zajęć pamiętam dwie rzeczy – pierwszą, że nie ma lekko, trzeba się napocić, nie można tracić koncentracji i spoczywać na laurach. Drugą – poczucie idealnego przełożenia „potu” na rezultaty, czyli dowartościowanie progresu. Z początku szło mi źle, ale pierwszy semestr przy pewnym wysiłku udało mi się wyciągnąć na „trzy”, kolejny na „cztery” – i wtedy już zacząłem czuć, że to może być moja droga, mój „konik” (przy czym nie chodziło tu o wynik sensu stricto, a o progres w wyniku). U kogoś, który zasadniczo nie wiedział w czym może być dobry, ba, nie wiedział, że może być dobry w czymkolwiek, takie momenty niesamowicie zbudowały pewność siebie.

Była jeszcze dr Grażyna Jatczak, literaturoznawczyni z Instytutu Filologii Rosyjskiej, wulkan energii i wieloletnia opiekunka Teatru Studenckiego „Szutnik”, przez który sam się przewinąłem i który był dla mnie źródłem mnóstwa wspaniałych spotkań i znajomości. Dr Jatczak, ponadto, dowartościowywała każdą możliwą artystyczną działalność studentów, była jedną z bardzo, bardzo niewielu osób która poznała moje poetyckie juwenilia, i, o dziwo, nie potraktowała ich „z buta” (mimo ich młodzieńczej naiwności).

Nie tylko te postaci pamiętam. Był też mój licealny wychowawca Marcin Sypniewski, bardzo fajny człowiek (ale nie „za fajny”, jeśli wiecie, co mam na myśli). Był polonista Robert Ślotała, z którym nasza klasa miała zaledwie krótkie zastępstwo, ale każdy z nas go pamięta, bo w zasadzie z marszu kupił wszystkich swoją pasją i sposobem bycia. Ale jeśli miałbym komuś podziękować za to, gdzie jestem – byłaby to pani Wujec, Malinowska i Jatczak. Z językiem rosyjskim pracowałem przez kilka lat, jako lektor angielskiego pracuję nadal, w międzyczasie opublikowałem trzy książki poetyckie, z których dwie uznaję za przyzwoite i przynajmniej te dwie wokół języka, słów, komunikacji, kręcą się obsesyjnie. Z języka, słów, opowieści się składam, bez tego nie istnieję – a jednak nie da się z tego wszystkiego zrobić hollywoodzkiego filmu, nie jest to spektakularne, nie jest to medialne.

Nie jest i nie będzie – zawód nauczyciela to metodyczna praca z żywymi organizmami uczniowskimi, a każde z takich spotkań jest osobną historią, z których nie da się stworzyć jednego, prostego obrazu. Zawsze coś się wymknie. Wiem też jednak o tym, że niektórzy mieli gorsze niż ja szczęście i nie mogą opowiedzieć żadnej historii, w której to nauczyciel gra główną rolę. Wiem też, że im gorsze warunki dla edukacji, tym takich historii będzie mniej. Coraz więcej, z kolei, będzie młodych ludzi zostawionych samymi sobie. Którym też ktoś kiedyś powie, że „przegrali na własne życzenie”.




__________________________________________________________________________________

JAKUB SAJKOWSKI (ur. 1985) – poeta, obecnie pracuje jako lektor języków obcych w Poznaniu. Opublikowane książki poetyckie: Ślizgawki (2010), Google Translator (2015), Zestaw do kaligrafii (2018). Finalista i laureat kilku konkursów poetyckich. Laureat stypendium artystycznego miasta Poznania i Medalu Młodej Sztuki.






Magdalena Skrzypczak

pani b.


ma doświadczenie i kasztanową trwałą. na krótko, kruciusieńko zawsze przystrzyżona, często w zamaszystej spódnicy albo w sukience. kiedy szybko wstaje, wymiata nią kurz spod biurka. spod tablicy. drobiny kurzu unoszą się wtedy na wysokość półki z kredą i opadają na podniszczony parkiet. od czasu do czasu zdzieli komuś ławkę dziennikiem. ale tylko wtedy, kiedy ten ktoś nie wie nic na temat suchego przestworu oceanu, a liryki lozańskie kojarzą mu się wyłącznie z drogą wodą toaletową. jest ruchliwa i dość sucha w obejściu, ale z werwą. ma charyzmę i syna, który interesuje się moją koleżanką z ławki. syn jest dziwny – już to między sobą ustaliłyśmy. jest kilka lat starszy, więc wozi się na tyłach szkoły z petem między zębami. jego mama od czasu do czasu zdzieli go za to dziennikiem. przy kolegach i od razu w łeb. wtedy synek niby kładzie uszy po sobie, ale na drugi dzień robi to samo. i jeszcze wpuszcza na teren szkoły obcych chłopaków przez dziurę w drucianym ogrodzeniu.

na boisku strzelają śliną na odległość. spomiędzy zębów. wygrywa zazwyczaj ten, który ma sporą diastemę, czyli syn swojej matki.

pani od polskiego. facetka z polaka. nasza pani z dziwnym nazwiskiem, które po zetknięciu z nim długo dźwięczy w uszach. o imieniu dość pospolitym bo patronki górników. pani od polskiego nosi swój krzyż od 8 do 15. potem ewentualne korki, wyrównawcze, i powtórzenia świętego materiału z tymi od niewiedzy wszystkiego. a takich nie brakuje, bo to czasami najfajniejsze chłopaki. starsi, po kilka lat w jednej klasie, z rzadka rzucający mięsem nonkonformiści osiedlowi. tacy, co to boga w sercu nie mają, bo załatwiła im to patorodzinna przestrzeń z ojcem między wierszami i matką w białej podomce między wersalkami. tata może górnik, człowiek spracowany, zmłócony w cieniu kopalni. tata pokuszyciel. tata odważnik. tata pijak, bo na dole to trza się szarpać ze swoimi demonami, więc po szychcie wódeczka, parę piwek, kumple z dołu i z góry kierownictwo. wygodnie w barze. i jest się kimś, jak się zwierzy po pijaku barmanowi. to świadczy o bogatym życiu wewnętrznym zmęczonego człowieka. zwierzenia, spowiedź, konfesja. barbaro, opiekunko, miej mnie w swojej opiece i zachowaj etanol ode złego. zachowaj ryśka, kazika, staśka, zachowaj barmana, barbaro.

matka w domu pod kocami w podomce zaleguje. niespełnione marzenia zagryza paznokciami i przekleństwami. czasem zrobi kakao z cukrem albo placek z jabłkami, ale to musi mieć wyjątkowo dobry humor, bo na przykład kazik naprawił odkurzacz i matka może już sprzątnąć wszystkie ślady swoich całodniowych rozpaczy. między wersalkami i na półkotapczanie wciąż zaległe łzy.

pani od polskiego. nasza facetka pokrzepicielka. podczas zebrań z rodzicami wskrzesza ducha rodzicielstwa i smaruje fałszywe laurki swoim uczniom, żeby dorosły jeden z drugim nie zdzielił dziecka swego przedmiotem cięższym od dziennika, na przykład ciężką ręką rodzicielską. ma cudowne moce i zdolności magiczne. rozrzedza dwuznaczne sytuacje i wymywa ostrość koleżeńskich sporów. jako pośredniczka między światem różnej maści młodych i wątpliwej cierpliwości ich starych – łagodzi obyczaje. barbaro, opiekunko, miej mnie w swojej opiece i zachowaj matkę i ojca ode złego. zachowaj od nerwów, racz mi dać spokój, barbaro. zachowaj kasię, rafała, anię, zachowaj drzewa przed bramą szkoły, zachowaj przed bramą drzewa, barbaro.