Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Justyna Skolicka - J...
Dobranocki
Cz.3 SLAM ANTYPRZEMO...
Cz.2 SLAM ANTYPRZEMO...
SLAM ANTYPRZEMOCOWY
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Kamila Pawluś
Kamila Pawluś (1979) - tłumaczka, poetka, absolwentka MISH-u na Uniwersytecie Warszawskim. Współredaguje czasopismo „Tekstualia”. Wiersze publikowała m.in. w „Wyspie”, „RED”, „Antologii pokonkursowej Polska Poetów 2007”. Laureatka Ogólnopolskiego Konkursu na Debiut, organizowanego przez Kwartalnik Kulturalny "Opcje", Górnośląskie Centrum Kultury i Regionalny Ośrodek Kultury w Katowicach. Nagrodą główną była publikacja tomu Rybarium.


TWÓRCZOŚĆ:



Kronos

Jeśli urodzę córkę, powiem jej: po co się urodziłaś, wracaj
do mojego brzucha. Tu nie jest bezpiecznie. T u n i e j e s t
b e z p i e c z n i e. Pozwól się połknąć.



abażur

każdego dnia wycelowany palec, wygimastykowany
język powtarza ab, aż, ażur, aba, z ażem, urem i
to właśnie ten, z frędzlami lub szklany, lub
wygięty metal, to Dowód, Rzeczowy, zapisany
nam i przypisany tobie, wyryty w twoim umyśle, dopóki
nie nabędziemy, nie zdobędziesz, Dobywasz z siebie, ciągle, ten
ab, aż, aba, aż myślę, że wypełnił ci wnętrzności i
teraz Przez Niego cedzi się światło, i twoja czułość, wydzielana
nie za hojnie, skapująca z frędzli lub stygnąca na metalu

właściwie to mogą być firanki lub lodówka, wiem
że potrafisz, że napiszesz, napisałaś List, w którym
na pewno będzie to słowo, Lód, lodówka, sprężarka
powietrza, pragnienie zamrażarki, i powiesz, Nie Ufam, bo
nie mam gdzie włożyć mięsa, groszku, mleka, mojego
jogurtu, a wtedy ja przyniosę klucz francuski, zostawię
na stole, żebyś mogła skręcać i rozkręcać swoje łzy, tak
by wchodziły jak masło w mój umysł i w moje bycie Niegodnym



Wnętrze 1

Uwagę kieruje na wnętrze. Kojący debel:
obicie ścienne – różyczki,
kominek - pejzaż,
łóżko - portret,
podłoga – dywanik w paski,
stolik - walizka.
Pedant czy też anankastyk, trzyma się materii i swojego kredo.
Ważne opracowywanie tego samego dziesięć, lub i sto.
W sztuce nic przypadkowo, w szczególności ruch.
I ulegając dyktaturze przedmiotów nazywa Wnętrzem to,
w czym inni rozpoznają Gwałt.

Co mógł wiedzieć, kreśląc pomieszczenie pełne łagodnego światła
i w głębi postać, której odsłonięte ramię w nikogo nie uderza?
Maluje chwilę po, która jest, między lecz nie pośród,
podzielona, lecz nie podzielana, rozkrojona na tych dwoje,
odsuniętych tak, że wypierają siebie poza granice płótna.
Za moment już ich tam nie będzie.

Do malowania tyle przebiegłości, co do dokonania zbrodni trzeba.
Czy myślał jak zdjąć wnętrze tej kobiety pochylonej wpół,
rozwarte w walizce? Nie wiemy. Szkicuje, może w pośpiechu:
rzucony fragment garderoby, odsłonięte ramię, przestrzeń
bez śladów zmagania, jedynie z tym ubranym aż do granic ciałem
brodatego mężczyzny, który, w swoim cieniu stoi, domykając drzwi.

Chwilę po, niewiele pozostało. Jeśli palców odciski to
nie na jej ramieniu. Jeśli palców odciski to
może w spojrzeniu, pochyleniu głowy.
Nawet linia szyi głośno może krzyczeć dla tych,
którzy wiedzą. Tymczasem, milczenie. Wieczorem,
rozdarcia, szybko, na okrętkę, pozszywa i sama,
siedząc już w półmroku, będzie w myślach powtarzać:
niczego nie było, nic miejsca nie miało.

Wcześniej, setki kobiet, w przeróżnych odcieniach. Nakreślił.
Przed i po kąpieli, z ręcznikiem, czeszące się, tańczące,
wiążące kokardy. Zdjąć ruchy krępych prasowaczek. Zdjąć
topienie smutków w absyncie i dąsy współmałżonka.
W końcu, triumfy świętuje dagerotypia. Wieczorem w studio
czarno-białe obrazki z frontu, kolekcja starych panien
na retuszowanych fotografiach, akty pulchnych dam w odcieniach sepii.

Pół wieku później. Doniesienia wstępne. Nie tylko macica,
cierpią na wspomnienia
. Pod powieką - różyczki, a może:
szorstkość sierści, ukłucie - la barbe. Narzuca się obraz,
nagle znika odległość, niepokojąca zbieżność powraca w snach.
Tyle racji Sigmunda - kur zapiał o świcie, gdy zdradzał po dwakroć.
Najpierw, kiedy twierdził: wszystko to rodzice; potem,
gdy rozdzielał starannie dwa słowa: seksualna // przemoc.

To jest umiejętność, mówić omijając, wszystko, co by mogło
zanadto uderzać. Olej nie wyjawi, czy to była dziwka
czy też, może, żona. Nie podpowie również, czy sięgała później,
jeśli tak – po jakie – środki, emmenagoga i czy stać ją było, aby
lege artis, cicho wyzuć się z tego, co przyjąć musiała.
Chociaż nie wyjawia, to jedno jest jasne, że – rozwiązła była,
z samej swej natury, z kobiecego ciała. Co się tylko
w tym wnętrzu w końcu dopełniło.


1 Edgar Hilaire Germain Degas, Gwałt (Wnętrze). 1866-68



akustyka

obudziłam się rano, któregoś, któregoś.
było już za późno. zawsze jest za późno.
no, może poza tymi krótkimi momentami, kiedy jest jeszcze
za wcześnie. wstałam. woda kapała z nieba albo wędrowała w górę
tą okrężną drogą. postukałam w ścianę.

to nie była gładka powierzchnia. szorowałam zęby. obudziłam się rano,
któregoś, któregoś. otworzyłam okno, ubijając stojące, niemrawe powietrze.
jak mydło wyślizgiwało się z rąk to wrażenie. od łóżka, przez przedpokój,
kuchnię i do drzwi łazienki. na pierwszy słuch wszystko się zgadzało.
otworzyłam okno, kapała woda, szorowałam zęby. a jednak,
dałabym się pociąć, że coś było nie tak.

spojrzałam w lustro. nic nie pasowało. ciało ma swoją barwę i swój miąższ.
zawsze, kiedy nim potrząśniesz wydaje jakiś dźwięk. tym razem w ciszy,
jak przez wielkie sito, płynęły: nos, oko, usta, brew. szorowałam zęby. woda
uderzała o szkielet umywalki. dryfowały, każde w inną stronę, w milczeniu:
łokieć i stopa, piersi i brzuch. każde na swój sposób niepotrzebne.

obudziłam się rano, któregoś, któregoś. macałam ręką na prawo i lewo.
nie mogłam siebie znaleźć. w końcu coś napotkałam. znowu ciało.
postukałam w blat. wydało płytki dźwięk, jak wydrążony przedmiot.
zajrzałam do środka. było na wylot. krzyknęłam, jak się woła w przepaść,
jak w lustrze próbując odbić -głos. w dziurze echo drwiąco odpowiedziało:
am cię, am cię.





(dwa ostatnie teksty były publikowane w piśmie „Red” nr 3-4 2007)



Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
5,839,309 Unikalnych wizyt