Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Monika Musiolik o Szaleństwie kobiety w "Matce Joannie od Aniołów".
Monika Musiolik: "Szaleństwo kobiety w "Matce Joannie od Aniołów" Jarosława Iwaszkiewicza".


Opowiadanie Iwaszkiewicza, napisane w 1943 roku, jednoznacznie kojarzono z czasami, w których powstało. Interpretowano je więc przede wszystkim jako parabolę, opisującą mechanizmy działania zła (a może właśnie Złego, czyli szatana), które zewsząd otaczało ludzi w czasie II wojny światowej. Idąc za interpretacją Germana Ritza, można stwierdzić, że efekt „demonizacji” i personalizacji zła to sposób na opis faszystowskiego ludobójstwa, które, poprzez umieszczenie w odległej, historycznej perspektywie, pozwala na nabranie odpowiedniego dystansu i dostrzeżenie w czynach tych przede wszystkim zła w wymiarze ogólnoludzkim1.

O czym jednak jest to opowiadanie? Iwaszkiewicz przeniósł na polski grunt znaną historię zbiorowego opętania z XVII-wiecznej Francji. Historia wydaje się prosta, niemal linearna — do Ludynia przyjeżdża młody jezuita — ksiądz Suryn, który ma zostać osobistym egzorcystą przełożonej zakonu urszulanek — matki Joanny od Aniołów. Niestety, jego próby wyzwolenia podopiecznej spod władzy złych duchów spełzają na niczym. Co grosza, w trakcie pobytu w miasteczku, mając możliwość bliskiego obcowania z matką przełożoną, jezuita zakochuje się w niej. Ta miłość, połączona z adoracją i gloryfikacją ukochanej, sprawia, że Suryn pragnie cierpieć jak jego wybranka i w rezultacie zostaje opętany przez jej demony. Dopuszcza się także, w imię uczucia, zbrodni, która ma zagwarantować matce Joannie wieczne uwolnienie od nękających ją złych duchów.

Stefan Melkowski pyta o istotę opętania w Ludyniu, zwłaszcza zaś o istotę tego zjawiska u jedynej „prawdziwie” opętanej — matki Joanny:

Czymże ono jest (...)? — Udawaniem, sztuczką, która ma służyć zwróceniu na siebie uwagi innych ludzi? Więc — krętą drogą do uznania i rozgłosu? Kompensacją za dotychczasowe życie w klauzurze? Chorobą psychiczną? Wybuchem nagłym, spychanego latami do podświadomości i nie mogącego się inaczej ujawnić popędu seksualnego i erotyzmu? Grzechem pychy i nieposłuszeństwa? A może po prostu wynikiem działania rzeczywistego i faktycznie działającego szatana?2

Każda z tych interpretacji znajdzie w tekście zarówno uzasadnienie, jak i kontrargumenty. Nie da się jednoznacznie określić czego jest tu najwięcej. Mnie osobiście najmniej przekonuje rozwiązanie najprostsze i wynikające z analizy opowiadania na poziomie podstawowym, mianowicie – traktowanie urszulanek jako faktycznie opętanych. Co prawda, Anna Drobina-Sawicka zbiera w swej pracy wiele argumentów, mających umocnić nas w przekonaniu, że to siły diabelskie rządzą klasztorem w Ludyniu3, ale już pobieżna znajomość tematu opętania dowiedzie, że zbyt mało tu typowych dla tego stanu zachowań. Skłaniałabym się raczej do odczytań bardziej symbolicznych. Dla mnie zachowanie przełożonej zakonu to raczej objawy szaleństwa, czy raczej histerii (a może właśnie tego popędu seksualnego, spychanego latami do podświadomości). Co ważne, właściwie do XX w. trudno było zdefiniować różnice między opętaniem i chorobą psychiczną. Stąd obie interpretacje mogły się okazać w równej mierze trafne, co błędne.

W ujęciu psychologicznym, histeria wykazuje objawy zbieżne z tymi, które uznajemy za opętanie. Oczywiście, w pierwszej linii należy zdać sobie sprawę z istnienia w naszej psychice wzajemnie sprzecznych wyobrażeń, oczekiwań i tendencji. To one powodują rozdźwięk w naszej osobowości. Jak twierdzi Pierre Janet, w niektórych stanach (np. histerii) „następuje rozwarstwienie osobowości i rozwój osobowości podświadomej, która staje się niezależna od podstawowej osobowości”4. Jest to powstanie tzw. osobowości wtórnej. I to właśnie ona może być uznawana za demona, który ujawnia się w różnych okolicznościach. Zaś tak charakterystyczne dla opętania wypytywanie o imiona „demonów”, które mieszkają w danej osobie, jest w psychologii kojarzone z nadawaniem imion stłumionym popędom i odszczepionym komplekson, kształtującym się w nową osobowość 5.

Histeria już od najdawniejszych wieków kojarzona była z chorobą kobiecą. Co więcej, bardzo często, zwłaszcza w starożytności, wskazywano na związek tej przypadłości z brakiem aktywności seksualnej6. Św. Augustyn zaś rozdzielił rozkosz od seksu dla prokreacji i uznał, że ta pierwsza jest grzechem. Występowały więc w tradycji

[...] nocne zmory, napadające i zniewalające śpiące kobiety (tzw. inkuby, czyli demony męskie) [...] i prowadzące w ten sposób do ich opętania. Opętanie przez demony wyrażało się przede wszystkim w nagłych zaburzeniach zachowania (np. napadach histerycznych). [...] Te objawy [...] mogą być leczone wyłącznie za pomocą cudów, czynionych w imieniu Chrystusa.7

Mamy tutaj zatem do czynienia z połączeniem sfery religijności, seksualności i zjawiska opętania, jako elementów, które z siebie wynikają i są od siebie zależne. Niechlubny rozdział w historii zajmują z kolei prześladowania czarownic, kontynuujące proceder nienawiści do kobiet. Histeryczki, których nie potrafili zrozumieć „zwykli” ludzie płonęły na stosach za często rozmyte i nonsensowne oskarżenia. Z czasem zaczęto uznawać histerię za chorobę, będącą przypadłością "panien, zakonnic i wdów"8, wyjątkowo częstą w zakonach i sierocińcach. Na jej występowanie w takich miejscach miały wpływ przede wszystkim izolacja, ciężkie warunki materialne, ostra dyscyplina oraz systemy ograniczeń, uniemożliwiające normalne funkcjonowanie:

Często opętanie [rozumiane raczej jako zbiorowa histeria — M. M.] miało charakter zbiorowy, zwłaszcza wśród zakonnic lub dzieci, obejmowało zwykle kilka, a czasem kilkanaście osób, które manifestowały różnorodny obraz zaburzeń histerycznych. Choć przeważały napady drgawkowe, porażenia, zaburzenia świadomości, fantazje podobne do urojeń, omamy histeryczne.9

Można wysunąć zatem wniosek, że histeria, przedstawiania jako efekt połączenia izolacji (podkreślmy, że nie do końca świadomie wybieranej przez kobiety izolowane), czyli pozostawania z dala od świata, w typowo kobiecym gronie, z religijną presją związaną z dążeniem do świętości oraz pojmowaniem seksualności jako sfery tabu i grzechu, jest i była często pojmowana jako opętanie. Dochodziło więc do nieprawidłowego klasyfikowania problemu, jak to podkreślono kilkukrotnie, typowo kobiecego.

Matka Joanna od Aniołów może być zatem doskonałym przykładem takiego „mylenia pojęć”. W utworze Iwaszkiewicza pojęcia histeria, szaleństwo i opętanie są stosowane wymiennie, jako oznaczenia tego samego działania (a może właśnie różnych działań, traktowanych przez niewytrawnego obserwatora jako dzieło szatana). Kobiet „normalnych” tutaj prawie nie ma: „tutaj to albo mniszka, albo taka jak ta szynkwasem [otyła i raczej nieatrakcyjna — uwaga moja M.M.]”10 Poza tym, kobiety w tym opowiadaniu, a zwłaszcza mniszki, traktowane są jako istoty przebiegłe, pełne złej woli i egoistyczne. Jak wyraża się o nich niepochlebnie ksiądz Brym, są to BABY. Jakby w tym sformułowaniu zawarta była ich chytrość i natura, nie dająca się pojąć. Takim babom nie można przecież ufać. Brym stwierdza:

Żeby tak diabeł męża jakiego opętał — no, to jeszcze!... ale że to zawsze z babami... Czy to czasem bez żadnego opętania taka rzecz się nie odbywa? Niewiasta sama zawsze źródłem zła [podkreślenie moje — M.M.] bywa. (s. 280)

Kobieta jest więc przebiegła, działa dla uzyskania własnych korzyści, jest demonem z natury, więc nie potrzebuje już żadnych ingerencji sił nadprzyrodzonych. Co ważne, realizacja zła reprezentowanego przez kobiety, w opowiadaniu przybiera różne formy, jest powodem cierpienia niewinnych. Cierpią oni przez kobiety, przez ich wybujałą fantazję, przez ich pragnienia. Tak na przykład ksiądz Garniec, którego „zgubiły mniszki”. Był „młody, piękny, oczy miał czarne jak Wołoszyn, jednym słowem gładki” (str. 277). Brym konstatuje, że jedynym nieszczęściem księdza Urbana był fakt, że nie uległ zakonnicom, choć one tego pragnęły:

[...] myślę, że tym panienkom bardzo się chciało, żeby Garniec do nich przychodził, i że to tylko te ich chęci tak im do głowy uderzyły. Matka Joanna po całych dniach sterczała w parlatorium i gadała. Mniszeczki z całego Ludynia, szlachcianki z całej okolicy [...] zjeżdżały tutaj i gadały jej do ucha... powiadała, że członek miał olbrzymi, czarny i zimny jak lód [podkreślenie moje — M.M.]. (s. 278)

Zwraca tutaj uwagę zwłaszcza erotyczny wymiar pragnień zakonnic. Oczywiście, można to tłumaczyć faktem, że mniszki, przeżywając swoją młodość w zakonie, dopiero tam dojrzewają psychicznie i fizycznie. Zaś patologia wynikająca z niemożności normalnego rozwoju w sferze erotycznej i naturalnego zaspokojenia potrzeb seksualnych, prowadzi do przymusowego wyparcia tej sfery. To zaś, co długo skrywane, musi powrócić jako pragnienie. Do tego silniej wyartykułowane, prowadzące nawet do szaleństwa (czy jak kto woli, opętania). A jak podkreśla Showalter, metka „szalonej” pozwala kobiecie nie tylko na werbalną swobodę, ale umożliwia także zdobycie nowych doświadczeń, niedostępnych osobom uładzonym, uważanym za normalne11. Dlatego „panienki czy też te diabły, co w nich siedzą, opowiadają takie rzeczy, że niejeden stary rajtar by się zawstydził. I to wołają głośno” (s. 278). Do tego biegają nago po ogrodzie, wykrzykując imię mężczyzny, którego nie mogą posiadać12 — w ich wypadku nastąpiło zbiorowe upersonifikowanie obiektu pożądania (fallusa), który mógłby uczynić je prawdziwymi kobietami, pomóc im przejść inicjację. Są jednak okrutne w swym pożądaniu — skoro nie mogą posiąść mężczyzny, skazują go na śmierć. Następuje tutaj klasyczna projekcja — oskarżają Garnca o to, czego same pragnęły i czego im odmówiono13.
Jedna jedyna „normalna” kobieta, której nie ima się diabeł i która nie uczestniczy w szale zakonnym, to siostra Małgorzata à Cruce. To ona staje się symbolem tradycyjnie pojmowanej kobiecości — plotkuje, jest zajęta przyziemnymi sprawami klasztoru, jest szczęśliwa. Oczywiście reaguje też jak prawdziwa kobieta na zaloty mężczyzn. Pozwala swojej fizyczności zapanować nad duchowością i decyduje się na rolę „kobiety upadłej”, spędzając noc w towarzystwie książęcego dworzanina. Jednak później, pełna skruchy, wraca do klasztoru i wiedzie życie spokojne i pobożne — za co zostaje nagrodzona przejęciem roli przełożonej po śmierci matki Joanny od Aniołów. Można się pokusić o stwierdzenie, że jako jedyna przechodząc inicjację seksualną, miała okazję stać się kobietą i świadomie wybrać swój los zakonnicy.

Odwrotnością Małgorzaty, zarówno w sferze fizyczności (była wyjątkowo ładna i ponętna), jak i duchowości, jest matka Joanna. Nie dość, że upośledzona fizycznie (ma lekki garb), to o wiele wyżej sięgająca ambicjami. Matka Joanna nie pragnie osiągnięcia jedynie ekstazy fizycznej, której może jej dostarczyć czarny członek księdza Garnca, ale chce także ekstazy duchowej. Taką może dać jej tylko świętość albo wieczne opętanie (odnoszące de facto taki sam skutek), a raczej wiążące się z nią popularność i uwielbienie. Matka Joanna nie wpisuje się w kanon kobiecości, kształtowany przez Iwaszkiewicza. W jego twórczości pierwiastek żeński jest

[...] czynnikiem naturalnej równowagi i harmonii, reprezentuje sferę [...] bierności. [...] Energia tego żeńskiego pierwiastka jest siłą statyczną, heroiczną w zawężeniu i skoncentrowaniu własnego oddziaływania, staje się ona gwarancją konserwatywnej, ufnej pokory wobec przypadku.14

Zaś

Jeśli pierwiastek żeński jest synonimem formy zakrzepłej, określonej i wymiernej, to czynnik męski staje się motorem faustycznych poszukiwań i pożądań, wyraża głód idealnej nieokreśloności i zmienności.15

Należałoby zatem zadać pytanie, na ile matka Joanna wpisuje się w zaprezentowany schemat. Wydaje mi się, że jej ambicje czynią z niej zupełne przeciwieństwo opisywanego tu wzoru. Ambicje, pragnienia i przede wszystkim chęć wybicia się zarówno spomiędzy zakonnic, jak i spomiędzy zwykłych ludzi, sprawiają, że decyduje się na samodzielne dążenie ku chwale. Jest o wiele bardziej świadoma swych atutów, niż wszystkim się wydaje — nie ulega miłości (a ksiądz Suryn — mężczyzna! — tak). Ciekawym rysem historii przełożonej zakonu jest erotyczny wymiar pragnień, który wydaje jej się bardziej atrakcyjny niż po ludzku pojmowana miłość. Kiedy pierwszy raz spotyka ona ojca Józefa, opowiada mu o swoim objawieniu, którego doświadczyła po czterech dniach choroby. Ujrzała wtedy swojego Anioła Stróża i świętego Józefa, który położył dłonie na jej piersiach i w ten sposób doprowadził do jej natychmiastowego uzdrowienia. Swe fantazje w tym zakresie przenosi na realnego Józefa — swego egzorcystę. Tym można by tłumaczyć niespodziewaną reakcję Joanny na pierwsze próby egzorcyzmów Suryna. Kiedy dochodzi do fizycznego zbliżenia (jezuita kładzie na sercu — więc piersiach — kobiety hostię), następuje wyciszenie, połączone z radością i satysfakcją, bliską ekstazy. Joanna leży na ławce, kładąc obie ręce na piersiach i nie dotykając hostii, zadowolona z realizacji swych fantazji (i to, zauważmy, na poziomie najwyższym — dotyka jej albo święty, albo człowiek uznawany za świętego) oraz bliska erotycznego spełnienia. Te doznania zastępują jej po ludzku rozumianą miłość.

Zakonnica nie godzi się także na utracenie swego największego atutu — popularności i uczucia, jakie jej ona daje:

Dokąd wiedziesz, stary klecho? — pyta więc przełożona Suryna — Chcesz tylko abym się uspokoiła, opanowała, zszarzała, zmniejszyła się, była dokładnie taka sama jak wszystkie inne mniszki. [...] ty mnie chcesz upodobnić do tysięcy, tysięcy ludzi, jacy błądzą bez celu po świecie! (s. 354)

Niezgoda na taki los, wynika także z innego podłoża. Matka Joanna nie chce, aby jej życiem rządzili mężczyźni, to im się przeciwstawia. Nie chce podlegać wizjom kobiecości, które jej proponują (pokornej służebnicy, zwyczajnej jednostki). Przeciwstawia się także rolom, jakie chciała jej narzucić patriarchalna kultura (zarówno w sferze rodzinnej, jak i duchowej):

Chcesz mnie uczynić taką samą zakonnicą — jak ojciec mój chciał mnie uczynić córką, matką i żoną — chcesz mnie widzieć modlącą się z rana, w południe i wieczorem, chcesz, abym jadła fasolę w oleju, codziennie. I co mi za to obiecujesz? Zbawienie? Ja nie chcę takiego zbawienia [podkreślenie moje — M.M.]. Jeżeli nie można być świętą, to lepiej już być potępioną. Czy ty rozumiesz, ty, księże, który się ponad mnie wynosisz [podkreślenie moje — M.M.] (str. 354)

Joanna wie, kim chce być. To ona jest silniejsza niż mężczyzna, który próbuje się nad nią wynosić. Próbuje mu uświadomić, że ten nigdy nie zrozumie kobiety. Nie rozumie, że to ona jest przeznaczona do rzeczy wielkich. Wszak sama ofiara, jakiej podejmuje się matka Joanna to wielkie wyrzeczenie. To ona zostaje matką. I choć niedostępne jest jej fizyczne przeżycie porodu, postanawia stworzyć świat oparty na miłości, świętości i wywyższeniu. Szuka świętości nie tylko dla siebie, ale i dla swoich przybranych dzieci — sióstr, które przez ofiarę matki mogą dążyć do świętości. Wydaje mi się, że dlatego ksiądz Suryn, całe życie otoczony przez święte kobiety (matka i siostry były zakonnicami), odnalazł w Joannie realizację dwóch marzeń — o matce i o kochance. Silna kobieca osobowość, zdeterminowana do osiągnięcia zamierzonego celu, a zarazem ciepło, jakim emanuje matka, pozwalają dostrzegać w tej „szalonej” kobiecie wszystko, czego mężczyzna pragnie i się boi. I to mężczyzna w tym układzie okazuje się słaby i bierny, pozwala działać naturalnym popędom, odnajdując w tym pewien rodzaj przyjemności.

Szaleństwo kobiety wynika tak naprawdę z tego, czego nie potrafi objąć męski świat — z pragnień, które są pierwotne. Zaś jeśli dotyczą one sfery władzy, przerażają mężczyzn, którzy przeciwko kobiecej sile i instynktowi próbują wytoczyć działa racjonalności. Jednak, jak pokazuje Matka Joanna od Aniołów Iwaszkiewicza, męska racjonalność musi przegrać z tym, co kobiece — a więc z tym, co pierwotne, co naturalne, szalone i tym, co zawsze, choćby wypierane, będzie częścią nas.



PRZYPISY:

1. Por. G. Ritz: Pogranicza nowoczesności. Kraków 1999, s. 224–226.
2.S. Melkowski: Krótkie formy w prozie Jarosława Iwaszkiewicza po roku 1939. Toruń 1997, s. 49.
3.Por. A. Drobina-Sawicka: Kobieta opętana — Jarosława Iwaszkiewicza Matka Joanna od Aniołów. W: „Gorsza” kobieta. Dyskurs inności, samotności, szaleństwa. Pod red. D. Adamowicz., Y. Anisimovets, O. Taranek. Wrocław 2008, str. 109–116.
4.Por. D. Janus: Psychopatologia a religia. Warszawa 2004, s. 240; A. Jakubik: Histeria. Warszawa 1979, s. 79–82.
5.Por. D. Janus: dz. cyt., s. 248.
6.Por. A. Jakubik: dz. cyt., s. 52–58.
7.Tamże, s. 58.
8.Takie poglądy głosił m.in. Robert Burton, który twierdził, że „ciężko pracujące kobiety rzadko mają czas na takie «choroby»”. Por. A. Jakubik: dz. cyt., s. 65.
9.Tamże, s. 61.
10.J. Iwaszkiewicz: Matka Joanna od Aniołów. W: tegoż: Opowiadania wybrane. Oprac. A. Zawada. Wrocław 2001, s. 299. wszystkie fragmenty utworu będą cytowane za tym wydaniem i opatrywane numerem strony bezpośrednio po przytoczeniu.
11.E. Showalter: Przedstawiając Ofelię: kobiety, szaleństwo i zadania krytyki feministycznej. Tłum. K. Kujawska-Courtney, W. Ostrowski. W: „Ciało i tekst”. Feminizm w literaturoznawstwie — antologia szkiców. Pod red. A. Nasiłowskiej. Warszawa 2001, s. 188–205.
12. Por. tamże, s. 296.
13.Por. B. Zwierzyńska i L. Zwierzyński: Matka Joanna od Aniołów — konflikt hermeneutyk? W: Skamander. T. 9. Pod red. I. Opackiego. Katowice 1993, s. 23–25.
14.A. Gronczewski: Jarosław Iwaszkiewicz. Warszawa 1974, s. 234–235. Takie rozumienie podkreśla też m.in. W. Kubacki: Proza Iwaszkiewicza. W: tegoż: Krytyk i twórca. Łódź 1948, s. 295–296, 304. Przedruk w: J. Rohoziński: Jarosław Iwaszkiewicz. Warszawa 1968, s. 191–192, 197–198.
15.Tamże.


Referat wygłoszony na konferencji Transmotiv. Feminizm-Gender-Queer w ramach Festiwalu Nauki zorganizowanego przez Sekcję Gender Koło Naukowe WolnoMISHlicieli 20 kwietnia 2009.
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,444,480 Unikalnych wizyt