Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
Dobranocka nieco str...
kobieco
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Kamil Niedźwiedzka
Kamil Niedźwiedzka (pseud.) - Łukasz Jojczyk. Ur. 1983. Pochodzi z Wałbrzycha, gdzie ukończył filologię polską, aktualnie mieszka we Wrocławiu. Debiutował w tygodniku „Angora”, a przez ostatnie cztery lata był współtwórcą podziemnego pisma poetyckiego „MANIFEST”, ukazującego się w Wałbrzychu. Interesuje się literaturą i muzyką.




TWÓRCZOŚĆ:


OBRAZY

nie rozumiem, dlaczego nie odpowiada, nie odzywa się, nie odpisuje. a jednak jestem, jeszcze. czekam. i tak w kółko… proszę przyjdź, przepraszam, czy to już? teraz? dziś? gorycz. uniesienie obrazów nie jest przeszkodą na zawsze, to pewność. przecież czuję ją
z każdym nieustającym oddechem. nieustającym.

a jednak jest. ma hebanowe włosy… wśród kwiatów to nie strach, to pewność. z dokładnością mordercy czyszczę biurko. klej, nożyczki, papier, wycinki z gazet. litera po literze, słowo po słowie, zdanie. całe zdania. ręce chirurga, pusty pokój, zegar na ścianie, kukułka, czas. lampka nocna to jedyna przyjaciółka. niewidzialna. one tylko się tak bawią, to tylko zabawa proszę pani, proszę pana. teraz widzę jak wieszają, jak zdejmują mego syna z krzyża, żywego. jest już taki mądry, choć ma dopiero pięć lat. jest już taki mądry, mój synek, mój kochany synek. proszę pani, proszę pana, on już sam potrafi zawiązać sznurowadła, przejść przez ulicę, uśmiechnąć się do ludzi. kiedyś, tak dla draki, dzieci zostawiły go w piaskownicy, a on sam, proszę pani, proszę pana przyszedł. sam. wbiegł do domu w dół po schodach, nie zdążył nic zjeść. mamusiu, wiesz… śpieszę się, śpieszę. nawet tego obiadu nie zjadł. bo on kocha swoją pracę, proszę pani, proszę pana. jest prezesem w wielkiej firmie, tylko nie pamiętam nazwy. wiem, że pracuje tam mnóstwo ludzi… a mój synek jest prezesem. mój synek ma dziś występ w telewizji. jest gwiazdą. jest wielką gwiazdą. sławną, a w dodatku dziewczyny go kochają. każda, bez wyjątku. ja też kiedyś kochałam jedną z gwiazd. każdy
z nas kiedyś kochał, każdy… tylko nie pamiętam, którą. to przez ten wypadek z dzieciństwa. nie odpowiem, co się wtedy stało, jestem zbyt mała, zresztą…

lekarze powiedzieli, że nigdy nie będę mogła mieć dzieci, żadnych. a przecież w tym pokoju jest dom, jest mąż, jest syn. tylko ten pokój… on nie jest mój. chyba siedzę w nim za karę. co jakiś czas zaglądają do niego różni ludzie. jestem niewidoma i niemowa od urodzenia. połykam tabletki. wszystko będzie dobrze, zobaczysz. potem czuję jego oddech, zgniły. parzy. dobrze ci, co? dobrze? sapanie. ten ktoś jest zbyt ciężki, duszę się pod nim. podobno
to taki rytuał, taka terapia. lekarze powiedzieli, że nie wyzdrowieję już nigdy, a te tabletki, to tylko po to, by uśmierzyć ból. mam raka macicy i przerwany rdzeń kręgowy. więc, po co
to wszystko? po co…

ile stron powinno mieć jedno życie, jedno opowiadanie? jedną? dwie? tom? dwa tomy? więcej? może po prostu przekreślić litery w alfabecie i powstawiać je na nowo w rzędzie, od najpiękniejszej do najpiękniejszej. wmówić im, że żadna z nich nie jest brzydka, inna, wyjątkowa. wymyślić dla nich imiona, nazwy, kolory, numery. nie oczekiwać, nie sprzedawać, rozumieć.

mój przyjaciel prowadzi poradnię zdrowia psychicznego. to poradnia dla ludzi bogatych, nie takich zwykłych szumowin z ulicy. a mnie stać, mnie na to stać. za pół godziny mam występ w teatrze. jestem główną atrakcją. wiem, że pobiłam sztukę oglądalnością. w pierwszym rzędzie siedzą wszyscy moi znajomi. sama zarezerwowałam dla nich miejsca. jest tego więcej, dla wszystkich wystarczy. lubię, gdy mężczyźni o mnie walczą, nazywają anielską dziewicą brzemienną w skutkach. co do anioła, to nie widziałam jeszcze żadnego. no, może był kiedyś jeden. powiedział, że powinnam powiększyć sobie biust, bo mam zbyt małe cycki
i jak w takiej sytuacji zamierzam wykarmić potomstwo. potem byłam sama w moim pokoju, piłam alkohol i paliłam dobrą trawkę, którą dostałam od znajomego. sąsiedzi nie dają mi spokoju. ciągle tylko się skarżą, że śmierdzi, że powinnam coś zrobić z tym całym burdelem, że nie można tak żyć. jest mi smutno, tak bardzo, bardzo smutno. chcę być sama, ja i moja lampka nocna. dworzec, znieczulica, obojętność. to wszystko nie istnieje, bez znaczenia. zrobić swoje i mieć spokój. doprowadzić się do porządku a raczej używalności. chyba był przystojny… a może brzydki? potrzebuję pieniędzy. natychmiast! chcę mieć to już za sobą, by znów nie bolało i tylko ten kaszel. duszę się, a przecież nigdy nie paliłam papierosów, nigdy. teraz trochę tego żałuję, miałabym usprawiedliwienie, a tak? co? spokój. to jedyna rzecz jaką potrzebuję. potrafisz być spokojem? snem? ciszą? kochankiem? moją lampką nocną, w której spalę się jak ćma. potrafisz?

na dzień dzisiejszy jestem nieodpowiedzialnością. słowa chwytają za gardło, duszą… on znów przyszedł do mnie, wślizgnął się do mojego łóżka, tym razem czuję, że to koniec. przypala mą skórę papierosem. miałam taką piękną twarz. teraz widzę jak cała się topię. parzy. swąd spalonych włosów. jak ja się teraz ludziom pokażę. powiedział, że jestem zbyt brzydka, by ktokolwiek chciał się ze mną pokazać i co ja sobie wyobrażałam. powinnam dziękować bogu, że go mam. czasami mam nieodpartą ochotę by zgwałcił mnie ktoś, ktoś inny. chciałabym znowu poczuć się kobietą. tak mi wstyd, tak bardzo mi wstyd… cóż, takie ścierwa po sześćdziesiątce nikogo nie obchodzą, no może tylko domy spokojnej starości, oczywiście jeżeli masz pieniądze.

w pustym pokoju tak bardzo głodna. jak możesz być głodna skoro w lodówce nic nie brakuje? tak, ale to lodówka jest pełna, nie ja. mam skrępowane ręce i nogi. za dużo tu was, za dużo. pełno luster i woda. ciągle tylko ta woda i woda. powoli zaczynam się bać jej kaloryczności. musi być łatwiejszy sposób. może operacja? w programie „mango” mówili o cudownych tabletkach. cholernie drogie. mój przyjaciel też je ma. czasami częstuje mnie nimi, lub daje zupełnie darmo. niestety, nie żyje. schował się do szafy i tam popełnił samobójstwo. jego ostatni list do mnie brzmiał: „dziękuję za placek wiśniowy, w życiu nie jadłem nic lepszego”. to mój pierwszy placek jaki upiekłam. bardzo się cieszę, że mu smakował. jak tylko wyzdrowieje i wróci do domu, upiekę mu jeszcze jeden. tym razem będzie na nim dużo owoców i bitej śmietany z polewą czekoladową.

moją ulubioną aktorką jest Jenifer Lopez. ma najseksowniejszy tyłek na całym świecie. ja mam ciągle problem z pozbyciem się kilku centymetrów. budowa moich kości jest nienaturalna, typowo kobieca, ale powinnam się cieszyć, bo przy porodzie będzie mi łatwiej. dziś idę zafarbować włosy. profesjonalnie. to najlepszy salon fryzjerski w tej okolicy. pół roku odkładałam pieniądze, by móc tam pójść. mam zarezerwowane miejsce od trzech miesięcy. mój chłopak tam pracuje. mój chłopak jest kochany. mój pierwszy raz z moim chłopakiem był cudowny. szczerze to bolało i piekło, ale nie zamierzam być dziewiętnastoletnią dziewicą. mój chłopak jest kochany. dzisiaj kończę dwadzieścia jeden lat. razem z koleżankami wybieramy się do baru a później na dyskotekę. mówią, żebym się nie martwiła, że jeszcze znajdę mężczyznę swojego życia. nienawidzę ich. nie cierpię. to, co mnie tu trzyma, nie puszcza, dusi. mam ochotę tylko się upić. znów mi kogoś podrzucą. spocony, będzie śmierdział wódką i papierosami. powie mi coś w stylu, że jestem piękna, że mam ładny uśmiech i w ogóle. potem zaproponuje, że odprowadzi mnie do domu, ale to ja przez całą drogę będę go niosła, a on będzie wymiotował. rano powie, że to nieporozumienie, że mu przykro, że ma żonę i dziecko, że jest alkoholikiem i nie wolno mu pić. jeszcze poprosi bym pożyczyła mu na taksówkę. chce się pożegnać, znowu. już go więcej nie widzę. marzę
o kąpieli… uwielbiam różany płyn. nalewam go do wanny z gorącą wodą, zanurzam się cała, nurkuję i nie wypływam. nie muszę. nic nie muszę. nic.

gdy moja mama była w ciąży, byłam spokojna. nie wierciłam się, nie kopałam. moja mama często bała się, czy w ogóle jeszcze tam jestem. w piątym miesiącu ciąży moja mama poroniła. próbowałam się schować, bronić, chwycić. nie dotykaj mnie, zostaw, przestań mi robić awanturę. zabierz mnie stąd, po prostu zabierz. to nie światło, to ślepota. nic nie widzę. nic. duszę się i nie oddycham. jak ktoś, kto nie ma płuc, zdrowych płuc, może oddychać? pożyczysz mi swoje? proszę. albo lepiej nie, podziel się, przytul… to na nic, przecież mnie nie słyszysz. nie umiem jeszcze mówić, ale mówię! jestem zdeformowanym płodem zwierzęcym, który tuli kobieta. lekarze nie potrafią sobie z nią poradzić, wstrzykują coś na uspokojenie. moja mama jest narkomanką. w tak młodym wieku umarła. była piękna i umarła. miała najpiękniejsze oczy na całym świecie… niebieskie, zielone, szare. on na kolacji
u moich rodziców jadł. zjadł je wszystkie, po czym zwymiotował. moich nie chciał zjeść, moje nie miały koloru. nikt nie chciał dać im koloru… a woda robi się zimna. mam atak serca, topię się. w tym wieku nie możesz mieć ataku serca! nie można mieć ataku serca w wieku dwudziestu czterech lat! a ja mam, chowałam pieczołowicie. lekarze powiedzieli mojej mamie, że to arytmia.

jestem tak bardzo zmęczona i nie mogę zasnąć. chce mi się płakać, po prostu płakać. czy potrafisz być przy mnie? zawsze gdy jestem smutna, zawsze gdy jestem szczęśliwa? czy możemy już o tym nie mówić? proszę! mam pełno misiów w pokoju i nie wiem co z nimi zrobić.

dziś pierwszy raz idę do pracy. będę potrawą świąteczną. jak te ryby śmierdzą, tak strasznie śmierdzą. nie mogę zamknąć oczu. mówią coś. wydaje mi się, że tylko do mnie. rybko! kochana rybko, czy wiesz, że zapomnieli nam powiedzieć, że na życzenie klienta będę musiała cię zabić? czy wiesz, że zapomnieli nam powiedzieć, że na życzenie klienta będziesz musiała umrzeć? wiedziałaś, że mój tata cię je. zaczyna się dusić tobą i umiera. przyjeżdża karetka ale dopiero po trzech dniach. oni też jedzą rybę. mój tata gnije i leży tak spokojnie. wiesz, ja też chciałabym leżeć tak spokojnie. tylu tu ludzi, kłócą się, popychają, patrzą na mnie. już nigdy nie włożę żadnej ryby do ust, żadnej.

z dzieciństwa pamiętam tylko śnieg. teraz nie ma śniegu. jest zimno i wieje wiatr. idę do lasu. tam chcę się schować, pod sosnami, pod drzewami, które są zawsze zielone. jest mi zimno, tak strasznie zimno. słyszę jak kości mi pękają, łamią się na kryształ. leżę w łóżku, mam gorączkę, trzydzieści sześć i sześć. jestem rybą, którą moja mama smaży. zapalam lampkę nocną, przeglądam kilka kolorowych gazet. będę wycinać nożyczkami twarz po twarzy, uśmiech po uśmiechu, aż rozpadną się wszystkie. dzisiejszej nocy i tak nie zasnę, będę się wiercić aż po duszności, potem obudzę się bez oczu, bez twarzy… widzę moje dzieci bawiące się w trupy. zjadają sobie mózgi i serca, zaciskają nogi by nie popuścić krwi.

dzisiaj jest pierwszy dzień w nowej szkole. razem z Emilą idziemy upić się za kościół. Emila ma kanapki, zawsze je ma. Emila ukradła z domu likier, mówi, że jej rodzice nic nie zauważą, że mają tego pełno w barku. jej tata ma dobry gust i smak, a w dodatku jej tata nie pali i nie pije, ale dobrze mieć gust i smak w razie gdyby ktoś przyszedł. Emila ukradła też papierosy, takie czarne, przypominają cygara miniaturki. do Emili nigdy nikt nie przyszedł. tylko ja. jej mama jest chora, nie mogą zapraszać gości. kiedyś na przyjęciu urodzinowym Emili, mama wbiła nóż w nogę taty, podobno nie chciał z nią tańczyć. Emila to moja najlepsza przyjaciółka. często pożycza mi ubrania, ma pełno ubrań w domu. jej tata dużo zarabia,
w ogóle jej tata jest cudowny. dzisiaj jest pogrzeb Emilii, nie pamiętam jak umarła, wiem, że była wtedy szczęśliwa. podobno ma nową dziewczynę, ładną…

nie rozumiem, dlaczego nie odpowiada, nie odzywa się nie odpisuje. a jednak jestem, jeszcze. czekam. i tak w kółko… proszę przyjdź, przepraszam, czy to już? teraz? dziś? gorycz. uniesienie obrazów nie jest przeszkodą na zawsze, to pewność. przecież czuję ją z każdym nieustającym oddechem. nieustającym.

[2006-2007]
















Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,274,267 Unikalnych wizyt