Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

21 stycznia - 22 sty...
Dobranocka tenorowa
Złoto wyobraźni
DOBRANOCKA
Justyna Skolicka - J...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Genowefa Jakubowska-Fijałkowska
Genowefa Jakubowska-Fijałkowska - ur. w 1946 roku w Mikołowie. Autorka tomów wierszy: "Dożywocie", (1994r.), "Pan Bóg wyjechał na Florydę" (1997r.), "Pochylenie" (2002r.), "Czuły nóż" (2006r.), "Ostateczny smak truskawek" (2009r.), "I wtedy minie twoja gorączka" (2010r. - wybór wierszy z lat 1994-2009). Wiersze autorki tłumaczone były na język czeski, serbski, słoweński, niemiecki i angielski. Mieszka i pracuje w Mikołowie.



TWÓRCZOŚĆ:




Spleen


kocham w niedzielę rano wielkie miasta i brązowy cukier w szybkich barach
wysokie stołki sobotnie ślady szminki na cienkim szkle

klientów zmroczonych gdy opowiadają jak córeczce plastrami przykleją
do nóżek papcie żeby nie ściągała

jak palą dziecięce piżamki łamią drewniane koniki rozrywają latawce

kocham główne dworce wrzątek kawy Americano przeciągi na peronach
precle i obwarzanki z makiem wchodzą w zęby jest czym pluć

kocham wielkie miasta bilbordy z Teksasem
i macho z cienkim Marlboro i konie i wielkie cycki blondynki

kocham taksówki przed myjnią w niedzielę o 4.30 rano
kocham kwiaciarki które zasnęły od czerwcowych maciejek w chiken barach

keczup czerwony kocham jak tampony ob napęczniałe od rosy

kocham sos czosnkowy w kolorze ecri
tramwaje pożądania kostki brukowe asfalt przy twarzy

kocham kobiety które całują się na czerwonym świetle




Zamiast bajki


początek bajki:
za górami za lasami mała dziewczynka ma już teraz swoją małą dziewczynkę
w biodrach jak wierzba szybko się rozrosła w gimnazjum

w zerówce przychodziła bez lalek z czarnymi oczkami
z warkoczykami jak myszka do moich małych dziewczynek

które teraz mają swoje dziewczynki
moczyła się czasem nocami

bawiły się dziewczynki w tatę i mamę nie było chłopczyków żołnierzyków

w barach na skwerach ławkach przy fontannie krwawili ze świeżych tatuaży
z imion dziewczynek matek ojców skurwysynów konkubinów

PSM na sercu na żebrach

co ich obchodziła ta mała dziewczynka
że płacze

dwie czerwone wiśnie na wspólnej gałązce
śnili chłopcy z gimnazjum

koniec bajki:
żyli długo i szczęśliwie w Sztumie

tamte dziewczynki dalej czekają a ich dziewczynki bawią się chińskimi lalkami




Perła


perła w twoim uchu musi tam być wosk gorzko słony szukam
wiem: menopauza zbliża się do ciebie jak niedziela

(perła jest na twojej szyi prawdziwa perłowa z Poławiaczy pereł dotykalna)

nagle jest środa zamiast piątku nie krwawisz zamiast krwawić
się nie pocisz tylko gorąco ci w kuchni w pokoju gościnnym

pastą do zębów nacierasz sutki w łazience

w pokoju pomiędzy oknem a ścianą kartki monitory wtyczki
inne nośniki ciebie nie ma jesteś poza ścianą

(chciałabyś być w pokojach wszystkich hotelowych z jego kobietami)

ciągle to pamiętasz: skarpetki tiszerty ściany kwiaty nikotyny
tapety koc prześcieradło podłoga

mogłabyś to przeżyć:

wyjęcie płodu włożenie mężczyzny zamiast dziecka
genetyka chirurgia in vitro miłość plastyka bez sensu

zwyczajnie pragniesz na łące mleczy jaskrów w wodzie
trawy zielonej miękkiej

jego spermy w twoim samochodzie




Choroby zakaźne


przypominam sobie sen w którym miałam dżumę

w ustach palce ścierki kuchenne do mycia mopy w ustach
w dłoniach wrzątek

szczepionki od urodzenia książeczki zdrowia wpisy ślady
terminy roczniki domestos świeżość o poranku

córeczki śpiące aniołki blond baranki boże
Anioł Stróż nad łóżeczkiem czerwona wstążka na uroki wszystkie

kryształ wody w toalecie rękawiczki gumowe
rękawiczki chirurgiczne wełniane robocze

rękawiczki ślubne bez palców lateksowe nagie palce bez
dlatego tak mi zapadasz w choroby śmiertelne

oddychasz w usta gorąco pod kołdrą i od tego umieram




Zazdrość i włosy


prawie chciałeś ją zabić w pierwszej chwili
za włos nie twój nie jej

leżał na bliźnie po cesarskim cięciu

wyrywała potem wszystkie włosy z głowy
wszystkie z brwi z rzęs na ciebie spadały

wkurwiłeś się

nie miała już włosów pod pachami
i bardzo cienkie na wzgórku łonowym




Kobiety dziewczynki


zdejmujesz skórzane rękawiczki z kierownicy dotykasz mnie mylisz drogi dwukierunkowe
na stacji benzynowej pytasz o drogę gdy pytasz pali się ogień na mnie w samochodzie

harcerko w myśliwskim kapelusiku płonie ognisko w lesie
chodź na poziomki że pobocze że ciemno nie bój się

podzielmy się dziećmi jak chlebem po kromce i przypaloną skórką
to minęło tetrowe pieluszki depresja przy dziecięcym łóżeczku

spękane sutki gotowane butelki smoczki kaszki przecierane zupki
linomag po znajomości na dziecięce dupki

rozmowy kontrolowane

paliłam piłam dzięki Bogu prawie wszystko było na kartki
śnią mi się jeszcze śniegi koksiaki żarzący węgiel w rękach czołgi ulice

mężczyźni herkulesy zagubieni kochani bez pamięci przez matki
porzuceni przez matki używają nas po tym wszystkim jak kubki do herbaty saga

dostają w promocji pluszowe misie i plecaczki

Calineczko

gońmy błękitnego motyla zostawmy poziomki pyłki zabawki
spermę wojny politykę




Dawca


miasto potrzebuje mojej krwi

między Mariacką a Bankową stoją oznakowane ambulanse
mgła spada na mury wojewódzkie rozbite berlińskie to prawie obok

na Kubę Rozpruwacza londyńska spada
a on stąd nasz wampir śląski z młotkiem

na mnie niż ze Skandynawii
Jezu jaki kicz renifery i niebieskie polodowcowe jeziora landszaft

słaniam się resztkami krwi
bierzcie ciało i krew moją podzielcie się

pijcie tyskie stawiajcie w parku chorzowskim ławki

gdy już będę miała białe żyły i blade łydki rzućcie się jak psy
na mnie

ostatnia krew jest jeszcze na palcach na białej kartce
i zapach sierści to zwierzę dzikie

ty ostatnia moja miłość w czerwonych rajstopach




Moja Droga Pani G


przygotowałam brzytwę będę golić łydki
wzgórek łonowy to teraz trendy i trendy wosk choć boli

brzytwa została po nim

pamiętam gładki kamień gwoźdź wbity w ścianę skórzany pasek
polewał wodą polerował brzytwę zarost miał prawie wcale

bardzo chciał być mężczyzną
więc ściągał pasek

za pachnący groszek w ogródku
za ciało Jezusa którego nie chciałam brać na język

za „Kapitał” Marksa

za pierwsze papierosy za wino za błonę dziewiczą
za pociąg donikąd za kamyk w ręku zielony

za kawę zbożową za partię za rozlane kozie mleko
za matkę jaka matka taka córka

za wszystkie córki trzy za syna

bo on ciągle ja chciałam ja nie miałam ja nie dostałam




Pierwsza zima


piszesz że słońce które powoli nadchodzi nad Galicję
jest dla mnie

w pokoju śnieg nie ma gwiazdy w oknie na niebie
uliczna latarnia w oczy gdy próbuję zasnąć

nie na zawsze moja droga do jutra

po co chcesz mnie dotykać palce skostniałe z zimna od mokrego śniegu wiatru
parasolki reklamówki srebrnej obrączki obciętych paznokci

po co chcesz
gładzić włosy puszczają hennę od śniegu mokrego i wiatru

od potów snów nocnych w fazie ruchu gałek ocznych
nad ranem w hibernacji

a chryzantemy w ogródkach zapalone jeszcze jak woreczek żółciowy

co mam zrobić w pierwszej zimie tego roku z tobą
zostańmy tak razem na bezdechu osobno

gdy zabraknie powietrza zrobisz mi usta usta
i będzie następna wiosna po zimie następnej w której już nie będzie wiosny




Miłosierdzie


dłonie otwarte serce przebite biały kamień po zimie się sypie
miłosierdzie serca wsierdzie ciepły mięsień

dom zakonnic pod sercem
uprawiają ogródek cebulę czosnek piwonie na czerwcowe ołtarze

dolewają wody do jarzynowej kolejka się wydłuża nie starczy
to nie Kana Galilejska

idź kobieto dalej i niech Bóg ma cię w opiece nie trać wiary
nie rozłączaj tego co Bóg złączył

wypluj wybite zęby ucisz dziecko przyłóż kostkę lodu na oko

zakonnice muszą się modlić też muszą spać

ubierają nocne koszule kołatka do bramy
unosi się w niebo jak duch święty trójca

śpią czyste przeźroczyste nie tknięte zakonnice

któraś siostra od Świętej Jadwigi czuwa
odsłania okno życia

może dziewica matka podrzuci Jezusa
dziewice nie rodzą anioł zwiastuje i mają w stajence gotowe dzieciątko

dziewice czasem krwawią z pożądania na sianie
gdziekolwiek krwawią

w konfesjonale też mężczyzna jest za blisko




Piaskownica


budzę się w nocy huśtawki kołują na niebie
gwiazdy śpią dalekie szerokie moje gwiazdy pierwsze

zakopuję w piasku zabawki foremki jak pies kość
robię babki z czarnego piasku dni dawno były gorące stopy paluszki zmarznięte

kwiaty na łące wianki dla Maryi Panny ołtarzyki skarbczyki białe różańce

zbierałam chrabąszcze w pudełka zapałek
odrywałam kruche skrzydełka kroiłam żaby jaszczurki rozrywałam motyle słońce

sztywnieją mi zęby od wiatru huśtawka kopie od tyłu noc

psy sikają kot zasypuje mocz ja zabawki łopatkę wiaderko grabki

nagle mam warkocz pierwszą komunię ciało na języku

jestem w bieli w piegach w skowronkach
ktoś wkłada mi między nogi rękę

już będę grzeczna

zabiorę z piaskownicy do domu wiaderka




Żona i ona


prawie blondynki kto je tam wie która jest która farbowana
jedna pali druga nie jedna) pije colę druga piwo

trzecia patrzy przez obydwie szkiełko i oko

mecenas kradnie frazy krótkie długie tajemnice
rapuje do kaparów sosu czosnkowego łyka dżin

nagle z butelki dym święte oleje kadzidła

idzie do dziury namaszczony
wraca bez łupu myśliwy jednego wieczoru

unosi się aureola w obłędzie wszędzie tu

kobiety w cieniu jakby leżały na posadzce w zenicie

wychodzą dwie
trzecia zostaje żona zawsze do końca do grobu deska

żona zmęczona: siedem plastrów NiQuitin na każdy dzień
rozdrażnienie napięcie pożądanie niepokój wściekłość melancholia głód

stwórz Ewę Braun ósmy dzień




Katechetka i słonecznik


zbiega po schodach na niskich obcasach
Jezu może przecież na szpilkach

czysta jak proszek ariel lepszy niemiecki osiem razy niż polski

za nią kapryśny zapach marihuana mogła w końcu przed snem zapalić skręta
ociera się między udami miesięczna podpaska

wypluwa parę nasion słonecznika wkłada w usta gumę do żucia
zarzuca torebkę na ramię skrzydło

przyśpiesza
obok kaplicy Boromeuszek śpiewają one albo w liceum ktoś

maluje buźki w szkolnych zeszytach

namawia Weronikę żeby została świętą
nosiła chusteczki do nosa na wszelki wypadek gdy go znowu spotka

wraca i pochylają się słoneczniki wszystkie na działkach za liceum

katechezę powtarza przed snem jak pieśń nad pieśniami
gorszy się przed snem swoimi snami

modli żeby szalony Vincent nie przychodził
nie odcinał sobie ucha ani niczego

śni słonecznik czuły między nogami

w drodze do szkoły w następny poranek wyrzuca butelkę po brandy




Stacje benzynowe


4 września dostałam miesiączkę gdzieś koło południa

nie spodziewałam się na desce klozetowej była krew
to poczułam ten ból w dole brzucha

zawrót głowy mdłości pot mnie zalał

już nie mogłam wstać ani najpierw sięgnąć po podpaskę bella
krew kapała ze mnie do muszli potem na posadzkę

gdy wstałam
zapalały się stacje benzynowe

jutrzenka

nie wiem która to była pora dnia dzisiejszego wczorajszego
dzisiaj chyba jednak

połknęłam dwie pabialginy trochę zasnęłam

stacje benzynowe miały już wszystkie kolory
24 kredek świecowych

mogłam krew oddać dla przeszczepów wypadków drogowych
nosicieli HCV to jakbym oddała wątrobę

serce




Gdy zabiła twoją miłość


zrobiłeś jej jeszcze jedno dziecko
nie wiesz jak się stało to zabijanie miłości kochanie rodzenie

skomlała cicho jak suka
czwarty raz w życiu rodząc pokornie twoje dziecko

nie chciała zrostów krwawiących sutek żylaków

ciebie nie zwalało z nóg dziesiąte piwo gdy rodziła
tak bardzo chciałeś czuć jej ból

czułeś że musisz znowu oddać mocz

było tak pięknie przed tym rodzeniem zabijaniem miłości
jak z Józefem i Marią po bożemu

ona na plecach ty na niej

gdy podciągała nocną koszulę tobie spadały do kostek
spodnie od piżamy




Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
5,936,094 Unikalnych wizyt