Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Anna Stolarczyk
Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Agnieszka Mirahina
Agnieszka Mirahina - rocznik 1985, absolwentka filologii: rosyjskiej i polskiej. Autorka książek z wierszami: "Radiowidmo"" (Biuro Literackie 2009) i "Do rozpuku" (WBPiCAK 2010). Mieszka w Warszawie.



TWÓRCZOŚĆ:



Moja dziewczyna jest jak kryminał

dorastam do kota w czarnym futerale
dorastam do kota w miękkim obiciu



Bez konserwantów: noc benzynowa

wszystkie połączenia są nerwowe pięści gołe ciało
dostaniesz w brezencie delikatne jak pastel słuchaj

ostatnia stacja jest benzynowa

dzień tu przyjdzie od złodziei ta psia wachta czarna
noc zduszona sina czy trzęsiesz się wciąż tobołku?

swoim drobnym ciałem swoją częścią miasta? słuchaj
ciało dostaniesz w brezencie linie lotnicze i papilarne ręce grzej

nad palnikiem czarne rdzawe sine twarde rękawice owiń i skręć

wysadzą cię na stacji jakieś uwagi? odwagi wszystkie stacje
maluje hopper w taką noc tylko hopper maluje je wszystkie



Różanka tonie w podziemiu

tu jest ołów w cieniach do
powiek kochanie
paliłam za sobą też światło
mój panie
idąc ulicą w jednym porządku prosto
jak strzelił drogowskaz jasny
gwint sfingowany tu jest ołów
żołnierzyku

bo musiałem wychodzić swoją
bezdomność
w domu kultury



Zbieg ulic

w pogoni za zbiegiem ulic który robi nam
widnokrąg z adresów zwrotnych i zaciętych nazw

w panice za uciekającym światłem – wessanym przez metro

w porządku na ostatni guzik i zaraz pod szyją

na czworakach – o lasce i na szczudłach

a lasy szeptały pedały
treść jest niepewna
nie odzyska formy
co sprosta krzywym
autostrad i polnych



Meteo

długość dźwiękowej fali i szerokość żadna
pod wychudłą lampą co prowadzi na molo

za rękę do końca w piżamie i kapciach

coś jeszcze widzisz w tym świetle tak
coś jeszcze widzę w tym świetle szarą jaźń

a morze o tej porze szumi jak metro choć peron wydaje się pusty

czy to nie ta słynna zamknięta stacja molo?

czy to nie ta płynna meteo coraz mniej logiczna

zbyt łatwo w zachwytach ciągle się rozpływa
długość dźwiękowej fali i szerokość żadna

za rękę do końca w piżamie i kapciach



Bramki

ale gdzie była nina? rano było już w formalinie ludzie kiwali się
szukali płaszczy zwijali jak sushi i tak zrolowani zwinięci

w nowy dzień po połowie żywi i martwi wszyscy przejdą przez
niebieskie bramki piszczące jak małe aniołki

a potem z bagażami znów niepoliczalni

nikt nie posegreguje śmieci całe tło się odetnie od nieba usta
odciśnie przyciśnie do ściany kobiety wykadruje ręce

(miały zimne ponieważ paliły) nocą

można jeszcze spokojnie poruszać się po szachownicy dzień
zniesie wszystko powinno się zrzucać do rzek w kawałkach

jak tuńczyka

dałabyś się pokroić? zawinąć w mięso jak w papier? jak
w biały dzień? zniesie wszystko i łąki nagle okażą się wysokie

kiedy nocą można jeszcze spokojnie poruszać się
ale gdzie była nina? a propos tych wszystkich białych plam i słońca

więc już chyba na ślepo



Flagowanie

to są miasta
w skrętach kiszek bez światła
jestem wartownikiem który przekracza swą zmianę
z widnokręgu w widmokrąg
ku wszelkiej pomyślności

07 zgłoś się
miasto na niespotykanych falach słucham
miasto ruina jeśli brać pod uwagę liczbę
niespłaconych rat i straconych lat fasady
milczą kradziony sygnał przecina bazar
zostawiając mnie w lekkim zamroczeniu
a więc daleko w tyle – pieniądze i ludzie
leżą na ulicy duch zrobiony z chusteczki
blednie w oknie wystawy



Żelazo

żelazo puściło i mogę otworzyć oczy, mam gorączkę, czuję żelazo,
teraz już stopione, nie śpij proszę,

mówię żelazo, siła tego snu, żelaznej obręczy, lub żeber jakiejś trumny,

daję ci żelazo żeby przeprowadzić cię z góry na dół, od słowa do słowa,
bardzo wąską ścieżką,

gdybym się potknęła i powiedziała ogień, w okamgnieniu wyleciałabym
w powietrze,

muszę więc trzymać się ścieżki, żelaznej siły tych przeżyć,

w pokoju, którego kształt po przebudzeniu powinnam była sobie
natychmiast dopowiedzieć,

ale nie zrobiłam tego i cały pokój wypchnęłam na korytarz,

skutkiem czego w miejscu gdzie wcześniej był pokój zostałam tylko
ja i ciśnienie, które we mnie rosło i przerosło, mnie

moje żelazne ja, wygięło kosmicznie i rozstrzeliło na kawałki,

biegnę teraz w tych strzępach na skróty, żeby jak najszybciej do ciebie
dotrzeć, wybiec ci naprzeciw, z rozpędu wpaść na ciebie

i niechcąco śmiertelnie cię przestraszyć, śniłaś mi się



Breslau

światło mnie rozprasza mogę pracować w półmroku
mogę przyciszyć głos ale obraz pozostanie ten sam – plugawy
głos w końcu wezwie mnie do stołu na głodzie do pisania
nie zostanie mi podany żaden obiad żadną ręką za żadną cenę
zgadzam się być oświetlona tylko jedną lampką –
z wykręconą żarówką jedyną kończyną –
to elektryczność która mnie opuściła – która mnie jeszcze oślepi
powinno istnieć prawo zabraniające architektom wyjmować oczy
niestety – żyjemy w głębokim średniowieczu którego przedpole
przyprawia o śmiech jestem już stara i niewiele pamiętam byle
demon we włosach roił się jak wesz i coś na ząb wszystko



Złomiarze biorą wszystko

dansing desant wiek żelazny zluzowany przez złomowisko radzieckie
garnizony przez odtajnione miasta

kanonady bombonierki wzdłuż głównych arterii na rynku śmieci złom
metali kolorowych bateryjki pozytywki

rozładowane razem z piorunami pomieszane sprasowane w korowodzie
ogonie latawca

gdzie rzeczy spotykają się na nowo mieszają i giną w tłumie błazeńsko
wygiętych cudacznych splątanych pozbawionych nazw



Dada

pamiętam konika zostawionego przez dada
bo robiło się jaśniej i robiło się straszniej

a myśmy widzieli kino grozy w słońcu
w rytmie bicia pałką rytmie bicia serca

a myśmy przeżyli chwile grozy w słońcu jak klajster

co zamyka oczy i robi się jaśniej
gdzie robi się jaśniej i czy robi się straszniej

i czy wzbudza lęk co czyta przez ramię

ze skoku napięcia robiąc skok stulecia
na granicy błędu nad poziomem wody

od pasa w górę samolot jak palec
gdy wszystko się jednoczy i militarnie jak trzeba

gdzie chowa się broń gdzie mówi dobranoc
gdy robi się jaśniej i robi się straszniej

ocean rafinuje ponad mililitry
ocean buzuje w metry kwadratowe

wyrazy szacunku wyrazy współczucia
bez żalu bez czucia już łącząc wyrazy

ludzkie szczątki organki i zręby narracji
i winda się telepie między klatką zsypem

trzęsie nami dybuk między dniem a świtem

świeczkę małej dolly frankenstein ogarek
żaden to sobowtór podwójny wędrowiec

z zapałkami na krzyż żeby ogrzać dłonie

żeby zatrzeć ślady jakim palindromem
na krzyż i kapliczkę na ślepo we śnie

drogą okrężną żeby było jasno
okrężną drogą żeby było cicho

żeby było licho podwójny
wędrowiec drogą licznych

złudzeń plam błysków i fal iluminacji kulminacji

w tańcu mięśni i fal

w ciele topielca jak topielców stu walcząc
ze sobą wiruje jak wiatrak

jak w słowach piosenki cyrkowo
magicznie jak nożycoręki

i palindromicznie jak połykacz
ognia jak połykacz wody

ciąg sylabizacji wir opalizacji
pod kopułą cyrku i osłoną nieba

gdzie burza oklasków znaczy gradobić

pod kopułą cyrku i tytułem dada

gdzie przychodzi żegnać
zwykłym hi lub fi

świta dnieje

kogut pieje



Odbijając odbicie

to był przebój kończącego się lata rozbój w biały dzień pocisk
uderzał na ulicach w klubach taksówkach znikali ludzie

szłam więc zupełnie sama przez parki i mosty ławki które
wygniotłam krzaki w które wpadałam aż po uszy zanurzona

w wilgotnej breji kleiku papce myślisz że niebo różowieje nad nami?
przystanęłam na moście pod sobą spojrzałam w dół w górze

popłynęła długa czarna betonowa barka z węglem jak chleb

i wtedy ten facet opowiedział jak gasły radiostacje
jak cichły jedna po drugiej w czechosłowacji? nie

w państwie które nie istnieje nad którym ja jeszcze panuję
i które wyciszam









Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,676,607 Unikalnych wizyt