Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Anna Stolarczyk
Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Alina Krzywiec
Alina Krzywiec - autorka tekstów, znana bywalcom literackiego portalu: www.liternet.pl


TWÓRCZOŚĆ:


Komunia

Taka sobie wycieczka. Tak to określali - wycieczka. Jeszcze nigdy nie byliśmy w K. - mówili. Udawali przed rodziną, udawali przed dziećmi, udawali przed sobą nawzajem, że chodzi o zwykły wyjazd. Zdradzały ich szczegóły – wyjazdom na wakacje towarzyszy zazwyczaj radosna ekscytacja, tymczasem w przedziale zawisła cisza ciężka jak chmura pełna deszczu. Dwóch żołnierzy drzemało z otwartymi ustami, mimo to prawie na baczność. Próbowała czytać przewodnik, z całych sił starała się wmówić sobie, że to wycieczka, a to ma się zdarzyć jakby mimochodem, jakby przy okazji. Jednak zamiast na lekturze skupiała się na tym, czy dość dobrze udaje, że czyta. Widziała, że ją obserwuje i chciała dać mu sygnał, że panuje nad sobą. Tylko w ten sposób mogła udzielić mu wsparcia. Tylko przystając na jego propozycję. Nie mogła teraz wypaść z roli, kiedy przedstawienie trwa aktor jest aktorem i widz nie dba o jego osobiste
przekonania... Zamyśliła się nad tą metaforą aktorską i powtórzyła w głowie: To nie ja, to tylko rola, jaką mam do odegrania według ustalonego scenariusza. Kasia przysyłała sms-y jeden po drugim. Czy już widzieli smoka i żeby przywieźli jej obwarzanki. Małgorzata wpisała do telefonu “Obwarzanki”. Takie życzenie mogła spełnić, choć wielu innych spełnić szans nie miała. Dzieci były jej radością. Zarówno te w szkole, zakochane w ich pani, pani Małgosi, jak i naturalnie jej własne. Nie żyło im się źle. Mieli przyznane mieszkanie ze szkoły, całe 50 metrów w kamienicy w centrum miasta. Póki Zbyszek jeszcze uczył WF-u otrzymywali podwójną pensję. Teraz musiała wystarczyć tylko jedna, do tego zasiłek Zbyszka i pieniądze ukradkiem wpychane jej do torebki przez teściów. Dzieci rosły a wraz z nimi rosły ich potrzeby i aspiracje. Świat był przerażający z tą prędkością, biegł jak oszalały, czuła się czasem jak na filmie, którego klatki były przewijane w zbyt szybkim tempie. Oglądała to swoje życie jak widz z boku i tylko z rzadka się krzywiła z niesmakiem, co też pozostało po jej dawnych marzeniach. Miała wrażenie, jakby jej marzenia ktoś
skremował a prochy rozpuścił nad miastem. Czasem chodziła i węszyła z nosem przy ziemi, tak, coś jeszcze gdzieniegdzie czuć, lecz nie ma szans poskładać tego w całość. Dlatego cieszyła się, że tym razem przywiezie do domu obwarzanki z sezamem. Bo na to mogła sobie pozwolić.

Zbyszek drzemał i wszyscy trzej mężczyźni oddychali teraz miarowo w rytm pociągu.
Odłożyła książkę i przyjrzała się swojemu mężowi. Jak dawno nie miała okazji obserwować go podczas snu. Kiedy śpi, kocha go najmocniej. Jest taki bezradny i ta bezradność wydobywa się na zewnątrz z każdym oddechem. Od kiedy przytył oddech zrobił mu się nieco świszczący, jakby gdzieś w krtani schował gwizdek. A może tak właśnie było, że kiedy przestał pracować zachował ostatni rekwizyt trenera? Może śniły mu się te lekcje, kiedy zwoływał uczniów na salę gwizdkiem?

To były dawne czasy i on sam wtedy był kimś innym. Miał pozycję. Wydawało się, że
niezachwianą, dopóki po reformie nie pojawił się nowy dyrektor, który postawił na świeży zespół. Na jego miejsce nauczycielem mianował absolwenta AWF-u. Podobno widział trochę świata, a nawet pływał w tym samym basenie, co Otylia. Taki ktoś to mógł dzieciakom wpoić sportowego ducha, mówiono w miasteczku. A Zbyszek? Zbyszek wpajał im tylko dyscyplinę. Do tego sam stałsię antyprzykładem sportowca. Nosił przed sobą coraz większy brzuch i wspominał lata osiemdziesiąte, kiedy kultura fizyczna naprawdę była kulturą. Małgorzata wystraszyła się, że do ich 50 metrów wprowadzi się niedługo nowy wuefista z jakąś młodą nauczycielką języków obcych
albo informatyki. Dyrektor uspokajał ją, ale przy okazji wspomniał, że dobrze, jakby pouczyła dzieci angielskiego. Angielskiego? Przecież nie miała żadnych kwalifikacji? - Pani Małgosiu, jeździła pani do Londynu do pracy? Jeździła. Dzieci i tak nie będą w stanie pani sprawdzić, proszę uczyć tylko tego, czego jest pani pewna i będzie dobrze. Podstaw samych, piosenki jakieś puścić, wierszyki i będzie dobrze. Będzie dobrze. Musi być, bo kto tu do nas przyjedzie angielskiego uczyć?
No i było. Podczas wakacji siedziała nad angielskim codziennie i kiedy drugiego września stanęła przed I B i powiedziała: My name is Małgorzata and I will teach you English, wiedziała naprawdę, co mówi. Zbyszek obserwował zmiany z milczącym niepokojem. Wycofał się. Peszyła go żona, utrzymująca dom. Spotykał dawnych uczniów, których kiedyś dyscyplinował gwizdkiem a oni gwizdali za nim cichutko: Loser. Spytał Małgosi co to znaczy loser. Nie odpowiedziała. A jednak w tym wszystkim było coś, w czym był dobry. Tak przynajmniej sądził. Obniżenie samopoczucia nie
wpłynęło na jego apetyt na seks, wręcz przeciwnie, ponieważ spełniał się w tej jednej dziedzinie, wciąż chciał potwierdzać w ten sposób swoją wartość. Małgorzata zmęczona zasypiała nad zeszytami a on pochylał się nad nią, mrucząc: - Chcesz? Czy mogła nie chcieć? Czy miała prawo pozbawiać go tej jednej możliwości, żeby znowu był mężczyzną? Nie, tego nie wolno jej było zepsuć. Mogła ukrywać, że dorabia na korepetycjach, mogła ukrywać, że kolejny raz wzięła pieniądze od jego matki, ale głowa nie mogła rozboleć jej nigdy. Mimo to, jemu było wciąż za mało. Na portalu randkowym odkryła jego rozmowy z różnymi dziewczynami. Wyobraź sobie, że
jesteś na sali gimnastycznej. Twoje cycuszki prześwitują spod podkoszulka. Nie masz majtek pod krótką spódniczką. Jesteś cała mokrutka... Te dziewczyny miały po kilkanaście lat. I tak krążyły za nim różne plotki, że niby się interesował uczennicami, ona wiedziała swoje, że to raczej uczennice interesowały się nim. Żeby nie budzić demonów przeszłości zdecydowała się przemilczeć sprawę. Milczenie było jej obroną przed bólem. Wolała nie doprowadzać do konfrontacji, bo bolały ją te fantazje. Miała swoich 36 lat. Już wiedziała, że lepiej nosić majtki, bo można się przeziębić. Jej
pragmatyczny stosunek do świata i wiara w boską moc przekładały się i na potrzeby seksualne. Jej potrzebą w tej sferze stało się zaspokojenie męża. Dlatego właśnie jechała tym pociągiem i dlatego patrzyła na niego z czułością. Bo przecież nie dla pieniędzy...

***

Obudził się z pytaniem, dlaczego tak mu się przygląda. - Świszczysz, - powiedziała. - To nie ja, to pociąg - zaprzeczył. Tak, sądził że nawet przez sen ma nad sobą kontrolę. Nie chciała z nim polemizować. Dała mu kanapkę. I herbatę z termosu i przez chwilę czuła się tak, jakby naprawdę jechali na wycieczkę.

***

Alfonsa rozpoznali od razu. Wyglądał dokładnie tak, jak na zdjęciu. Miał na głowie taki sam fikuśnie przekrzywiony beret. Wydawało jej się, że ktoś zajmujący się czymś takim musi raczej wtapiać się w tłum, podczas kiedy Alfons był zaprzeczeniem przeciętności. Poczynając od imienia, które jak twierdził było autentyczne i bardzo pomagało mu w prowadzeniu interesów. Czterdziestoletni student, tak by go mogła określić. Ale przecież byli w mieście, w którym rządzą artyści. Może i on był artystą w swojej branży? W końcu ich dwoje oczarował tak, że przyjęli jego zaproszenie. Warunki były kuszące – mieli zrobić to, co robią zawsze. Tak, jak robią to zawsze.
Alfons będzie patrzył a jego partner nagrywał. Nie ma żadnych wymagań, poza czasem. Minimum 40 minut. W tym zawierać się musi podstawa, czyli anal, oral, penetracja i wytrysk. Te 40 minut miały być warte tysiąc. Euro, oczywiście. Na rękę to jakby nie patrzeć trzy pensje, a w maju przecież była komunia, a nawet dwie. - Czy inni tego nie robią? - pytał ją mąż, kiedy płakała nad albumem ślubnym, bo to nie tak przecież miało być, kiedy zakładała tę białą suknię nie tego przecież chciała. Czy zrobimy coś, czego do tej pory nie robiliśmy? - Nie. Uprawiała seks analny od zawsze. Najpierw, żeby zachować dziewictwo, potem żeby uniknąć ciąży. Kiedy nie mogła zajść w ciążę uznała, że to kara boska za seks przed ślubem, za to, że chciała niebiosa przechytrzyć. Często doszukiwała się interwencji boskiej w sytuacjach, których nie rozumiała. Żyła dzięki temu bez większych aspiracji, za to w nadziei, że kiedyś jak Bóg pozwoli, coś się zmieni. Bóg w końcu dał dwoje dzieci. Pierwsza urodziła się Kasia. Była oczkiem w głowie obojga rodziców. Zaledwie 11 miesięcy później pojawił się na świecie Łukasz. Po bólach dwóch porodów obiecała sobie nie mieć więcej dzieci. Wróciła do antykoncepcji analnej. Kiedy dostała hemoroidów, znowu odwołała się do idei kary boskiej. Masochistycznie karała się tymi wyrzutami sumienia za każdym razem, kiedy
robiła coś wbrew sobie. Poszła do spowiedzi. Ksiądz wypytał ją najpierw o szczegóły, westchnął głęboko i stwierdził, że to lepiej niż z prezerwatywą, o pigułkach nie wspominając, bo po pigułkach rodzą się potem Downy. Był taki jeden Down w miasteczku. Jadwisińska z Jeziorek wyprowadzała córkę na plac zabaw a inne dzieci waliły dzieciaka zabawkami po głowie i śpiewały “obla di obla da, Mongoł łeb twardy ma”. Cieszyła się, że to nie jej dziecko. Myślała o tym za każdym razem, kiedy piekł ją odbyt. Że nie jest tak źle, że przecież mogło być gorzej. Dlaczego więc teraz nie miałaby pomóc Alfonsowi, który po prostu chciałby mieć prywatną kolekcję filmową. Który lubi patrzeć, jak robią to zwykli ludzie a nie jakieś wyfiokowane lalunie z tipsami. - Daj mi szansę zarobić te pieniądze - prosił Zbyszek. - Będziemy mieć taki szalony wypad, jak dawniej, jak lubisz. Uśmiechała się w myślach. Szaleństwa skończyły się, kiedy wzięła finanse rodziny w swoje ręce. Szaleństwa teraz brzmiały dla niej, jak wyjazd do Las Vegas. Może i kusi, ale najczęściej zostaje się potem z długami. Jednak się zdecydowała i stała teraz na peronie obcego miasta, którego być może nigdy by nie zobaczyła, gdyby nie ta wycieczka. Alfons od początku dbał o to, żeby czuli się komfortowo. Wzięli taksówkę i pojechali do mieszkania, w którym pachniało cynamonem i pomarańczą, jak przed Bożym Narodzeniem, a to był przecież maj, tuż przed komunią. Mieszkanie urządzone było dość skromnie, anonimowe, jak hotel. Stali speszeni, trzymając się za ręce. Na wysokości wzroku mężczyzny wbito krzywy gwóźdź. Małgorzata przetarła zdjęcie ślubne i powiesiła. - Powinno utrzymać. Musieli oswoić tę przestrzeń, a co nadawało się do tego lepiej od
wspomnienia dnia, kiedy przyszłość była jasna nie tylko w reklamach.

***

- Tam jest łazienka, - wskazano jej drzwi na lewo. Łazienka sprawiała wrażenie nieużywanej. Nie było żadnych kosmetyków, poza typowym podróżnym zestawem mydło + szampon, na haku wisiał czysty ręcznik, ale wolała skorzystać ze swojego. Do brzegu wanny przylepił się włos łonowy. Nie udało się jej spłukać go wodą, w kawałku papieru toaletowego spuściła go do ustępu. Czy ten włos pozostał po tych, którzy byli tu przed nimi? Stała w tej obce łazience jak sierota. Zasłaniała twarz włosami. Patrzyła na swoje ciało, choć jeszcze całkiem młode to bardzo zaniedbane. Dwie ciąże zrobiły swoje. Włożyła nową bieliznę. Teraz to obce ciało w obcych majtkach było gwiazdą wieczoru. Nie ona, lecz to ciało miało grać. Pozornie wymagano naturalności, ale nie urodziła się przecież dzisiaj i wiedziała dobrze, czego się oczekuje od porno. Naturalna była tylko ona. Jej cellulit i obwisły brzuch jej męża. Wszystko inne miało tylko służyć temu, aby stworzyć złudzenie naturalności. Dlatego przygotowała się na ten wyjazd. Ogoliła nogi. I pachy. Już dawno nic sobie nie kupowała. Ale na targu wpadły jej w oko te czerwone koronki. Zawsze chciała takie mieć. Nie składało się, po pojawieniu się dzieci z bielizny kupowała tylko mężowi kalesony i gacie. Zastanawiała się nawet, jak kobietom udaje się tak gładko przejść od zakupów służących uwiedzeniu mężczyzny do zakupów w celu jego zatrzymania. Warta była tych 17 złotych. Koronka trzymała się na paseczkach między którymi rozciągnięto trójkąt. Musi je mieć, w końcu bez tego się nie uda. Czerwone majtki, jak na maturę, na pewno przyniosą jej szczęście. - Poproszę te, - powiedziała trochę speszona, że może zauważyć to któryś z uczniów lub, co gorsza, rodziców. Handlarka krytycznie zmierzyła ją wzrokiem, - Nie wiem, czy mamy takie duże rozmiary. Może się pani zmieści w te. Grube palce rozciągnęły kawałek czerwonej koronki, jak namiot. Skinęła głową i tak stała się posiadaczką seksownej bielizny.

Tak długo siedziała w łazience, że zapukał do drzwi. Od razu rozpoznała to pukanie, po urodzeniu Kasi słyszała je często. Kiedy leżała w wannie po spuszczeniu wody, kiedy odkręcała na nowo wodę z kranu, żeby zagłuszyć szloch. Wtedy pukał. Już wówczas wzbraniał się przed okazaniem uczuć, od samego początku ich związku niepokój maskował konkretem. - Wychodzisz? Mała coś kwili znowu a Łukasz też niespokojny. Drażnił ją ten tłumiony niepokój, drażniła ją ta sztuczność. Chowanie się dorosłego faceta za plecami noworodka. Nigdy nie powiedział, że sobie nie radzi. Nigdy nie prosił o wsparcie. Nawet kiedy stracił pracę wciąż wydawał rozkazy i ustawiał rodzinę jak sportową drużynę. Pokazywał Łukaszowi jak wydobywać gwizd z butelki po piwie, Kasi kazał się prostować a jej mówił, jak to dobrze, że dyrektor lubi takie biuściaste kobietki. Nadrabiał agresją, uprzedzał ewentualne pretensje, a ona milczała, kiedy znowu przeglądał ogłoszenia o pracę lub kiedy sortował rachunki. Odwracała głowę, kiedy nocą pisał na erotycznych forach. Chociaż widziała, bolało mniej kiedy nie patrzyła. Teraz pukanie stało się nachalne,pospieszne, już czas, kurtyna idzie w górę.

Alfons wykrzywił twarz z niezadowoleniem. - Co to za maskarada? Przyglądał się jej w
czerwonym komplecie i ostrym makijażu. - Naturalnie, mówiłem, miało być naturalnie. Zbyszek nieoczekiwanie wziął ją w obronę: – Tak właśnie kocha się moja żona. - Tym uciął dyskusję. Położył ją na brzuchu, widział, jak jest spięta. Masował plecy, w kącie pokoju, poza kadrem usiadł Alfons, kamerę obsługiwał jego pomocnik, Mariusz. Choć bała się, że jeśli zrobi to raz, będzie to powtarzać wielokrotnie, teraz nie miała już wyjścia. Sprawy zaszły za daleko. Lubrykant rozgrzewał jej ciało, w powietrzu unosił się zapach mięty a ona czuła na przemian gorąco i chłód. Znowu oglądała swoje życie z boku. Co za przedziwna umiejętność. I jak bolesna. Patrzyła na żałosną kupę mięsa świecącą się od olejku do masażu, pozbawioną zbędnych koronek. Nie liczyła się ona, liczył się detal. Sutek, pierś, wagina, usta. Nie kontrolowała mimiki, oddech wyrywał się z jej piersi jakby inny, jakby nie jej, jakby to smok jakiś zionął siarką. Przypomniała sobie sms-a Kasi i myślała, że powie córce po powrocie: - Tak dziecko, w K. naprawdę są smoki. Dlaczego czasem pali nas serce, kiedy płonąć ma kobiecość? Zbyszka jakby w tym wszystkim nie było. Jakby były tylko obce ręce, obracające nią na wszystkie strony. Zaliczali pomału wszystkie punkty programu. Widziała przecież niejeden film. Wiedziała dobrze, co ma robić. Wiedziała, czego zrobić nie da rady. - Nie, zaprotestowała, kiedy poczuła piekący żel w okolicy odbytu. Jej “nie” zginęło gdzieś między ich głebokimi oddechami, między szeptami i krzykami, między spazmami, jej “nie” być może nigdy nie zostało wypowiedziane głośno. Ale “NIE” Alfonsa, po którym nastąpiło jeszcze głośniejsze “kurwa”, nie można było zignorować. - Kurwa, co to za parchy jakieś! Spojrzeli na niego a Małgorzata spłonęła rumieńcem. Jak to możliwe, że on z daleka dostrzegł to, czego nie widział z bliska jej mąż? Żyły wychodziły na zewnątrz i tworzyły kolonię pęcherzyków na tyłku. Alfons podszedł bliżej. Wszyscy trzej skupili się teraz nad nią i dokonali oględzin. Świeczki
zdążyły pogasnąć i w mieszkaniu śmierdziało teraz potem. I spermą. Bo Zbyszek nie dał rady. Nie dał rady, a minęło zaledwie 20 minut. Dwadzieścia minut, co znaczy 500 jurosów. Loser. Wyglądał naprawdę jak loser. Tym bardziej musi mu pomóc. Pobiegł do łazienki. Alfons ruszył za nim i podsunął mu tabletkę. - Nie pękaj, na początku się zdarza. A Mariuszowi zarządził: - Dawaj, tylko bez zbliżeń. Albo wiesz co, ze zbliżeniami, może to kogoś kręci? Nią nikt się nie przejmował. Leżała skulona na tapczanie i liczyła sekundy. Powtarzała sobie, że to nie potrwa już długo, że musi przez
to przejść. Że jak Alfons się wścieknie to może im wcale nie zapłacić i wtedy wszystko na nic. Lepiej więc nie drażnić Alfonsa. Kiedy Zbyszek próbował bezskutecznie w nią wejść szepnęła mu w ucho: Jesteśmy na sali gimnastycznej...Pomogło. Nie wiadomo, czy nie bardziej niż tabletka. Krzyczała głośno. Każdy ruch jak szczypta soli na jej zranione serce. Krzyczała nie z rozkoszy lecz z bólu a w myślach powtarzała “obla di obla da, Mongoł łeb twardy ma”. Dali radę. Normalnie to
zrobili, normalnie, jak zawsze. Dokładnie tak, jak obiecywał... Po wszystkim idzie się umyć. Kiedy wychodzi z łazienki, widzi jak mężczyźni przeglądają nakręcony materiał. Zatrzymują i oceniają kadry. Tak jakby jej nie było. Przeliczają pozycje na ilość ujęć. Zrelaksowani, zadowoleni, prawią jej nagle komplementy, że świetnie poszło, że bardzo dziękują. Dziękują??? Cofa się w głąb korytarza. Idzie do kuchni i patrzy na setki podobnych okien, jak to, przez które wygląda. Co dzieje się w innych mieszkaniach. W ilu z nich mężczyźni łykają tabletki i popijają łzami za zamkniętymi
drzwiami łazienek? W ilu kobiety składają z siebie ofiarę? Nie ma sensu o tym myśleć. Lepiej się zastanowić, jaki model laptopa kupią na komunię. Jakie musi mieć funkcje, żeby dobrze służył i dzieciom, i jej. Czy dzieci zjadły na pewno dziś obiad? Pije herbatę małymi łyczkami. Chce już iść, ale teraz zaczyna się druga odsłona dramatu, akt rozmów o niczym. Nie chce, żeby jej dziękować.
Telefon wibruje, jak oszalały. Obwarzanki – odczytuje komunikat. Żeby tylko pamiętać o obwarzankach i można kończyć tę wycieczkę.
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,676,773 Unikalnych wizyt