Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
Dobranocka nieco str...
kobieco
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Ewa Parma
uważa, że bycie poetą jest jak bycie alkoholikiem: jest się nim zawsze, nawet jeśli się nie pisze - aż do chwili, gdy znów przychodzi ta przemożna ochota, by coś skrobnąć, bo przecież kto nie pisze - nie żyje..



Joanna Fligiel: "kto nie pisze - nie żyje" ?

Ewa Parma: Oczywiście. Żyjąc opowiadamy swoją historię. Do tego potrzebne są słowa, najlepiej te zapisane, bo: Verba volant, scripta manent (Słowa ulatują, pozostaje to, co zapisane). Tego nauczyli mnie Andersen, Tołstoj, Fowles, Cortazar i reszta tej metafizycznej sfory. Utknęłam po uszy w nałogu i nie ma ratunku. Przekonałam się o mocy metafor i epitetów. Bez pisania mnie nie ma. To wie każdy, kto musi to robić – to przymus i nie ma litości, nie ma dnia bez kreski.



J.F.: Kiedy napisałaś swój pierwszy wiersz?

E.P.: Nie pamiętam pierwszego wiersza, pierwszego grzechu ani pierwszego pocałunku. Magiczna moc jedynki jest przereklamowana. Robimy coś po raz pierwszy, np. popełniamy wiersz lub po raz pierwszy „wpadamy w miłość”, jak to obrazowym idiomem określa język Szekspira, ale to przecież zaledwie pierwszy szczebelek w naszym rozwoju. Sztuki pisania, miłości, malowania etc. trzeba się przecież uczyć i pracować nad nimi przez całe życie. Numer Jeden odchodzi w siną dal. Najlepszy wiersz to zawsze ten ostatni; ten, który napisałam dzisiaj.



J.F.: Długo pracujesz nad wierszem?

E.P.: Najbardziej lubię te, które spływają na papier czy ekran laptopa jednym pociągnięciem ręki, w ciągu 3 minut. Mówiłam już, że jestem leniwa? To dlatego piszę wiersze, nie powieści. Ale czasem się męczę, traktuję zadaniowo, coś chce ze mnie wyjść, a nie jest jeszcze wyraziste. Nie może to jednak trwać dłużej niż dwa dni, potem rzucam go w kąt lub w kominek, bo to znaczy, ze nie wiem, o co mi chodzi. Może o nic. Niektórych wierszy lepiej nie napisać. Żeby nie karmić złych emocji, nie zostawiać po nich śladów.



J.F.: Debiut, pierwsze publikacje na papierze, sukcesy wydawnicze? Pamiętasz towarzyszące im uczucia?

E.P: Tak. Pamiętam dokładnie moment, gdy weszłam do biura Feliksa Netza w redakcji pisma „Tak i Nie” na katowickim rynku, przedstawiłam się i położyłam na biurku pierwsze cztery wiersze. Nie zdziwił się wcale ( lata praktyki wśród poetów), przeczytał spokojnie i rzekł: „Biorę.” I tak już było od tej pory zawsze, dlatego wszem i wobec mówię: jestem ze stajni Feliksa Netza. To moje referencje.
Emocje? Jakże mogło ich nie być, gdy drzwi wejściowe na piętro redakcji ozdabiał odstraszający poetów cytat z Dantego: Lasciate ogni speranza – Porzućcie wszelką nadzieję? Pamiętam też pierwszego wielbiciela, który napisał list do redakcji. Przyjaźnimy
się z przerwami do dziś. To było fantastyczne uczucie: dowiedzieć się, że na kimś to zrobiło wrażenie, że odczytał w tym swoje własne myśli, emocje. Wtedy poczułam,że słowa mają moc i do dziś to jest najważniejsze w moim pisaniu – dotrzeć do kogoś, kto czuje i myśli podobnie, poklepać go wirtualnie i metafizycznie: nie jesteś sam, stary. Cenię rozmowę przy okazji wierszy, nie komplementy, te niewiele wnoszą poza chwilową poprawą samopoczucia.



J.F.: Który z twoich wierszy jest ci najbliższy i dlaczego?

E.P.: Zawsze ten ostatni. Chociaż.. był taki przez długie lata, mój manifest pt. „Sati” kończący się słowami : „Ona idzie ulicą do diabła, by odebrać mu swego mężczyznę”. Wiele kobiet identyfikuje się z nim, widzę to i teraz , gdy dziewczyny wklejają go na blogi na jakichś życiowych zakrętach i myślę: Kiedy to się skończy, to kobiece poczucie misji, współuzależnienia i niedobrego myślenia, że trzeba się poświęcać i ratować kogoś za wszelką cenę? Sati to kobieta, która pozwala się spalić na stosie w imię miłości wraz z mężczyzną, którego kocha za bardzo. Z czasem jednak dowiadujemy się, że żadna ofiara nie ma znaczenia,a symbioza jest niebezpieczna dla życia. O tym teraz piszę. Staram się, w każdym razie. Wiersze działają jak hasła wywoławcze – zainteresowane osoby w lot łapią, o co chodzi i biorą jak swoje. To rodzaj terapii słowem.



J.F.: Czy jest temat, który zdominował twoją poezję?

E.P.: Podobno erotyki, ale zaczynam uważać, że to staje się nudne. Coraz bardziej lubię wiersze matematyczne, ewolucyjne, kartograficzne, socjologiczne.. wszystko, byle nie ta nudna miłość. Tym samym wróciłam do początków, bo ćwierć wieku temu napisałam butnie: „Seks jest nudny jak ponury diabeł”. No i proszę, ile to trzeba się namęczyć,żeby dojść znowu do siebie, jakkolwiek dwuznacznie to brzmi.



J.F.: Inspiracje Ewy Parmy.

E.P.: Inspiracją była każda książka, płyta, obraz, z jakimi się zetknęłam w życiu. Odkładały się w głowie i są tam, a czasem wkradaja się po latach do wiersza. Sama nieraz się dziwię temu, co napisało się samo, niespodziewanie, wygrzebane z podświadomości jak figurka spod lawy w Pompejach. Pisanie to także archeologia, którą bardzo chciałam kiedyś się zajmować. Do tej pory książką, która mnie niezawodnie uspokaja jest podręcznik archeologii; wystarczy, że otworzę na dowolnej stronie, popatrzę w oczy Tutenchamona albo człowieka z Tollund i wraca spokój. Czym są moje małe problemy wobec tysięcy lat historii? No więc, mogę rzec, że moją inspiracją jest człowiek z Tollund.. i wszystko to, co po nim.




J.F.: Piszesz również do szuflady? Czy wiersze najbardziej osobiste ujrzą kiedyś światło dzienne?

E.P: Jest mnóstwo wierszy zbyt intymnych, by ujrzały światło dzienne. Wiele z nich zniszczyłam, inne mieszkają w moim laptopie. Nie mam ochoty na totalny ekshibicjonizm, to, co publikuję, wystarczająco odsłania. Ale tak ma być. Poeta to ktoś, kto odsłania, zdejmuje zasłony z rzeczywistości i wprawia nas w zdumienie, aż krzyczymy: No tak, przecież tak jest, dlaczego nie widziałem tego wcześniej?!



J.F.: Jak dokończysz zdanie wybitni poeci to…?

E.P.: Miłosz, Miłosz i Miłosz. I jeszcze John Donne, wszyscy metafizycy angielscy, wszyscy polscy, wszyscy amerykańscy od Whitmana po moja przyjaciółkę Lindzię Nemec Foster oraz paru francuskich, rosyjskich i niemieckich. Aha, i Pablo Neruda.



J.F.: A wybitni krytycy...?

E.P.: Nie znam. Poważnie.



J.F.: Płeć w poezji. Czy poezja kobiet i mężczyzn różni się, czy w ogóle można mówić o podziale poezji na męską i kobiecą?

E.P.: Można. Choć nas, kobiety, to irytuje. Ale jest widoczna różnica. Podam przykład. Poetą jest jak najbardziej niejaki Leonard Cohen, którego wielbię bezkrytycznie i potrafię słuchać od 8 rano do 22 wieczorem bez przerwy, bo łagodzi mi obyczaje, wywołuje uśmiech i podśpiewywanie pod nosem. Bynajmniej mnie nie przygnębia, jak twierdzą niektórzy, nigdy przy nim nie płaczę. Tymczasem nasza świetna woklaistka jazzowa Lora Szafran nagrała własną wersję Cohena, po polsku, jazzująco i co? Słucham znanych mi standardów od paru dni cięgiem i szlocham jak bóbr! Dlaczego? Różnicą jest czułość, zwyczajna i babska, którą ona dodaje do tych utworów. A Cohen – z całym szacunkiem – jest tylko bogiem.




J.F.: Gdzie w najbliższym czasie można spotkać się z twoją poezją?

E.P.: Najwięcej mnie jest w świecie wirtualnym, na różnych stronach i to mnie cieszy, bo tak ma być: poezja w każdym domu, dostępna jednym kliknięciem, dość tego snobizmu i bodyguardów w postaci wydawców, praw i zakazów publikacji. Niech sobie idzie w świat, niech drażni, leczy, irytuje, nakłuwa szpilkami, byle nie leżakowała w szufladach i w folderach.




J.F.: Czego możemy życzyć Ewie Parmie?

E.P.: Jedna z koleżanek życzyła mi ostatnio harmonii i spełnienia, bym przestała wreszcie walczyć i buntować się. Odparłam jej, że harmonię i spełnienie mam już za sobą, teraz życzę sobie tylko buntu. Z niego moje pisanie przecież, jeśli przerwę, zasnę. Życzę sobie wiecznego buntu.
Komentarze
swewa 21/03/2012
http://www.gender.pl/readarticle.php?article_id=162- recenzja ostatniego tomiku Ewy Parmy, http://gender.pl/readarticle.php?article_id=214- wiersze..
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,272,659 Unikalnych wizyt