Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Anna Stolarczyk
Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Wywiad z Małgorzatą Köhler
Joanna Fligiel: Małgosiu, piszesz od dawna, debiutowałaś w latach siedemdziesiątych. Jaka była twoja droga do publikacji?

Małgorzata Köhler: Debiut był poetycki, ktoś poprosił mnie o wiersze, nie pamiętam kolejności – kieleckie „Przemiany“, arkusz poetycki „Bazar“, almanachy. Później się posypało. Z prozą było tak, że wysłałam opowiadanie na konkurs i wygrałam, opowiedziano mi, że jurorzy byli przekonani, iż autorem jest dojrzały mężczyzna a nie młoda dziewczyna. To była łatwa, emocjonalna poezja i czytelna proza, cieszyła się powodzeniem w tym czasie, książki zniknęły błyskawicznie, dziś mam po jednym egzemplarzu tylko, zabrałam je mamie. Był taki czas, na przełomie 70/80 –tych, że dało się z tego żyć, wliczając stypendia, oczywiście.



J.F.: Jaką tematykę podejmujesz w wierszach? Czy jest temat, który je zdominował?

M.K.: Co za pytanie! Przecież widać – miłość, od zawsze, od dziecka pisałam o miłości.



J.F.: Piszesz poezję, prozę, sztuki teatralne, teksty piosenek, wiersze dla dzieci, tłumaczenia i reportaże, ale na pewno zauważyłaś zmiany w swojej twórczości, w jaki sposób one przebiegały?

M.K.: Skokami. Gdy dochodziłam do punktu, w którym przestawałam być zadowolona z tego, co pisze, cofałam się, milkłam. Nieraz trwało to krótko, raz prawie 20 lat.
Zmiany są cechą życia, gdybym się nie zmieniała, nie szukała stale nowych sposobów pisania, zanudziłabym się sama na śmierć.



J.F.: Czujesz się spełniona literacko?

M.K.: Skądże! Liczę na to, że jeszcze zaskoczę sama siebie. W przeciwnym wypadku – nie warto.




J.F.: Co myślisz o stereotypie "poezja kobieca"? Czy nie jesteśmy przypadkiem więźniarkami tego określenia? Jaki jest twój stosunek do "płciowości" w literaturze?

M.K.: To skomplikowane, zależy, kto i w odniesieniu do jakich wierszy używa / nadużywa tego określenia. Słodka, troszkę rozebrana jasnorzewskość – pawlikowskość, w swoim czasie obrazoburcza i „pozytywnie kobieca“, objawia się u dzisiejszych piszących kobiet w postaci kobiecej grafomanii. Dobrze wychowani krytycy i koledzy poeci używają tego określenia wobec wierszy, które najczęściej niczego w mężczyznach (głębiej) nie poruszają.
Trochę sobie pojadę po tym temacie: to są autopromocyjne utwory niedowartościowanych kobieciąt, nie omieszkujące zaznaczać skrzętnie i wszędzie, jak bardzo kobiecą istotą jest autorka. Podkreślają zwiewność, tęskliwość, oczekiwanie, przygotowanie – wiosenne sukienki / krwawe paznokcie; mają budzić instynkt opiekuńczy lub samczy, wspominają – nieśmiało lub nachalnie – o wielkim rozczarowaniu, gotowości przed lustrem/ szybą /czy w innym w akwarium. Każda z nas popełnia czasem takie wiersze, na szczęście z tego się wyrasta, przynajmniej niektóre z nas. Przypuszczam, że na większości mężczyzn robią te wiersze wrażenie piorunujące, tj. budzą odruch ucieczki.
Jak na mnie męska grafomania. Pachnie na odległość odstręczająco, jednak w przeciwieństwie do kobiet mężczyźni emablują śmiercią lub chociaż zepsuciem, w sensie: rozpadam się, ratuj! Tak mnie obchodzą zwierzenia facetów, ile wypił aby zagłuszyć straszną pustkę (czasem jeszcze z KIM wypił, i te wiersze są najgorsze, chamska, żałosna autoreklama) i jego dyspozycje na wypadek nagłej a nieuchronnej śmierci, jak ich obchodzą te wszystkie te ciuszki, kolorki, potrawki miłosne, łezki i oparzone skrzydła nocnych motylków.

Jednak zdecydowanie popieram to, co nazwałaś „płciowością w literaturze“ – o ile mamy to samo na myśli.
Człowiek jest istotą płciową i płeć dominuje wszystkie dziedziny jego życia. Wyraźnie płciowi są geje i lesbijki, i dzieci. To objawia się najczęściej już we wczesnym dzieciństwie, o ile ta płciowa istota nie zostanie stłamszona pruderyjnym lub bezmyślnym wychowaniem (i nie chodzi mi tylko o przydzielania ról za pomocą stereotypowych rekwizytów, ale o wiele bardziej o przemilczanie płci, udawanie, że dziecko jest nieświadomym aniołkiem, który, jeśli pozwolić mu się wyszaleć w ubrankach unisex na świeżym powietrzu, najlepiej w grach sportowych, otrzyma gotową, właściwą płeć razem z dowodem osobistym).
Literatura bez seksu jest jak człowiek po lobotomii, niepełna, smutna i nieprzyciągająca. A już poezja bezpłciowa to tragedia – bo poezja dotyka nas przecież na poziomie instynktów i emocji. Fascynuje mnie męskość w literaturze – bo kobiecość znam dobrze. Nie czytam tylko, żeby się przejrzeć i potwierdzić, ale z ciekawości, nieokiełznanego głodu dotknięcia wszystkiego, wszystkiego tego, czego nie da się sprawdzić namacalnie.
I myślę, że tak jak ja najchętniej zajrzałabym do męskiego mózgu, tak mężczyźni są ciekawi, jak funkcjonuje naprawdę ośrodek emocji u kobiety, że interesuje ich to nie mniej niż striptease. Kobiety w moich wierszach wiele ukrywają ale jeszcze więcej pokazują, staram się, żeby nie było to zwykłe, beznamiętne zrzucenie szmatek przy rurce.



J.F.: To może poplotkujemy o mężczyznach? Byłaś/jesteś kobietą, żoną, muzą poetów. Obecnie muzyka i poety, jednym słowem - artystów. Jaki wpływ mieli na twoją twórczość? Jakie miejsce zajmowali/ zajmują w twoim życiu? I w końcu; jak oceniasz swój udział w ich twórczej pasji?

M.K.: Tak, większość moich mężczyzn, również przyjaciół to artyści. Tak, większość plotek o mnie jest prawdziwa, nawet te najbardziej skandaliczne, i ta kiczowata, z piciem szampana z mojego pantofelka w Klubie Dziennikarza w Kielcach, też. Przyznano mi status muzy dziesiątki razy, ale nie byłam w żadnym stopniu muziątkiem, raczej twarda i ostra w tym okresie. Mam na sumieniu setki dedykowanych mi wierszy, jeden z serdecznych przyjaciół – poetów wypisywał do mnie z prośba o przysłanie jakichkolwiek moich wierszy, twierdząc, że beze mnie, bez nich, nie może sam pisać. (Dziwny czas – nawet inteligentni mężczyźni zachwycali się nimi wtedy, słabo napisanymi, dość prymitywnie grającymi na emocjach.)
Artystami są wszyscy moi czterej mężowie (i syn, muzyk rockowy). Pierwsi dwaj mężowie to pisarze, trzeci był – przed wspólną emigracją - aktorem, reżyserował, pisał wiersze i scenariusze, później zajął się fotografią. Wszyscy oni inspirowali mnie również i bardzo mi pomagali, tak bardzo, że chyba dopiero obecnie robię samodzielnie korektę moich tekstów, i nigdy nie zaniosłam sama listu z wierszami na pocztę. Mój drugi mąż, Jan Paweł Krasnodębski, autor 20 książek (czy coś koło tego) wziął na siebie całą pracę sekretarki, przepisywał mi nawet teksty na maszynie, bo nie cierpiałam tej nudnej roboty. W małżeństwie z Wolfem wszystko kręci się wprawdzie wokół gwiazdy rocka – ale czuję się doceniona i rozpieszczana, i wszystkie moje wiersze trafiają najpierw na biurko Wolfa, który niecierpliwie na nie czeka. Nigdy nie rywalizowałam w związkach w sprawach sztuki - przeciwnie, cieszyłam się sukcesami moich mężczyzn może nawet bardziej, niż swoimi.

- Jaką pełnią rolę w moim życiu? - Są od zawsze, byli destrukcyjni i inspirujący, bardziej kłopotliwi niż dzieci i czuli jak matka. Nie byłam nigdy zdradzona ale cierpiałam wiele z ich powodu, szczególnie jako bardzo młoda kobieta. Nie rozumiałam ich w ogóle, nie znałam języka tych dziwnych istot, wychowana przez kobiety, z wiecznie nieobecnym ojcem. Kocham w mężczyznach męskość ale i ich „kobiece strony“ – jeśli takie mają. Z dużym trudem nauczyłam się ich rozumieć a nawet z nimi przyjaźnić, co bywało strasznie skomplikowane. Wreszcie zrozumiałam, że warunkiem szczęśliwego związku jest metoda: pozwolę ci być mężczyzną a ty pozwól mi być kobietą.  Obecnie jest w moim życiu jeden z tych „najtrudniejszych“, zdecydowanie męski facet i fascynuje mnie nieustannie – i chociaż wydaje mi się, że teraz to już znam „ich wszystkich“ jak własną kieszeń, i pomimo niesamowitej, wciąż wbrew stereotypom rosnącej bliskości – w małżeństwie, po trzech latach mieszkania ze sobą! - ciągle go jeszcze odkrywam, i pewnie nigdy mi (nam) się nie znudzi 



J.F.: Mówisz: „Bywam szczęśliwa i umiem to rozpoznać“. Poznałaś źródło szczęścia?

M.K.: Było mi dane – lub wzięłam to sobie – poznać wiele rodzajów szczęścia. Od malutkiego „swojego ogródka“ czyli życia w harmonii z naturą, ze zwierzętami, zakładania domów i ogrodów, poprzez satysfakcje twórcze - te w trakcie pisania, aż do największej z nich – macierzyństwa. Poznałam wiele rodzajów miłości i nawet miałam szczęście znaleźć wielką miłość. I tutaj chciałabym jako uzupełnienie zacytować mój ostatni wiersz, który wypadł z cyklu w Strefie Gender z powodu zwariowanej wersyfikacji – może jednak tutaj się uda? Bo to jest moja przewrotna ale cudowna recepta „na szczęście“:


Mamy szczęście

Jest coraz mocniej, ciemniej, w samym wnętrzu, tam,
gdzie nie ma miłości; jest tylko pragnienie
i ponadświetlna prędkość; kochanie, tu nie ma czegoś
między nami

nie tkwi, nie rozdziela, żadne ziarnko, groszek;
bliżej, jeszcze bliżej! Czy czujesz to nic?

- jej nie ma, dlatego nie mogą jej znaleźć,
szukanie jest stratą; nic nie ma
na szczęście
nie ma miłości
na to



J.F.: Fascynacje, inspiracje, autorytety?

M.K.: – Fascynacje – tak: Dalaj Lama, Ghandi, Grochowiak, Jelinek (jedyna z kobiet, twarda literacka suka!) , Hopper, Bansky i w ogóle streetart, teatr, muzyka rockowa. Jednak: autorytety są do tylko podglądania, nie umiem „wierzyć“. Jestem ufna, bardzo ufna – ale wybieram sobie sama drogę.



J.F.:"Ryby to też zwierzęta* - twoje słowa. Jesteś wegetarianką. Od jak dawna świadomie dokonujesz wyboru - nie jem mięsa, nie przyczyniam się do cierpienia zwierząt?

M.K.: Od okolo 10 lat. Staram się chronić życie, w każdej jego postaci. W głębi duszy jestem niereligijną buddystką  i oczywiście pacyfistką.



J.F.: Przyjaźnisz się z kobietami?

M.K.: Czasem, jeśli nie próbują wciągać mnie w rozmowy o ciuchach i gotowaniu, upraszczając.



J.F.: Wiem, że jesteś zajęta, zabiegana, tym bardziej dziękuję, że znalazłaś dla nas czas. Jak wygląda twoja codzienność?

M.K.: Śpię dobrze, czasem długo, kawę pijam przeważnie przy komputerze, przeglądam wiersze, czytam głównie w necie. Dużo jeżdżę – na próby i koncerty z Wolfem po Polsce, czasem do Berlina odwiedzić dzieci, prawie codziennie z psem za miasto. Poza tym jesteśmy oboje nietowarzyscy i gdy się tylko da, prowadzimy przyjemnie gnuśne życie we dwoje. Po licznych podróżach i 19-tu przeprowadzkach potrafię to cenić. Umiem się cieszyć wieloma rzeczami. Rzadko się martwię, jeśli, to przewaźnie walczę i szukam rozwiązań.



J.F.: Czego można ci życzyć Małgosiu?

M.K.: Żeby było tak dalej. Nic wiecej nie chcę, jest fantastyczne, to życie.
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,675,957 Unikalnych wizyt