Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

21 marca Światowy Dz...
Dobranocka nieco str...
kobieco
Dominka Lewicka-Kluc...
WIERSZE NA WSKROŚ MI...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Dzień Dziecka w ŚSG
1 czerwca, nasze ulubione Święto. Dzień Dziecka. Z tej okazji prezentujemy zestaw kilkunastu wierszy, którym patronuje hasło DZIECKO. Wszystkiego najlepszego! :)



TWÓRCZOŚĆ:


Małgorzata Południak


oddalenie 

bałagan jest potrzebny 
jak niebieskie latawce między cieniami
które odnajdują mydlane bańki 
zanim dotrą do brzegu 
znikną rozmazane na twarzy

dzieci mogą długo wytrwać w błocie
choć trzeba je kiedyś zebrać 
Eufemia na moich oczach nadmuchała żabę 
nic się nie stało ale przyspieszyłyśmy w biegu

innym razem wyjadała korniki 
śliskie od płaczu kurczyły się w palcach
pragnęłam ją przytulić wtedy zauważyłam
tylko połamane listwy
sznurek splątany z butami do wspinaczki 



Anna Tlałka


Cudze dzieci na trawnikach

Kochanie odległych rzeczy: horyzontu, słów.
Lepienie w wyobraźni śmiechu i babek z piasku.

Cudze dzieci skąpane w rosie biegną po nic
na sam koniec świata. Buzie jak słoneczniki,
skarby w zaciśniętych piąstkach.

Stanie po drugiej stronie trawnika z tą samą tajemnicą,
mantrą na ustach, że jesteś i masz małe dłonie.



Lepienie ludzików

Lata świetlne w przekonaniach o wyższości gwiazd
nad ziemią. Tu zdzieramy naskórki, nie widać jeszcze
prawdziwej skóry.

Pod nią patyczaki, konfiguracje, domki, zagrody
i dziecięce sny zgrabnie ułożone w piórnikach.

Mały ludzik z plasteliny na miedzianym rowerku
jest i tak zwyczajnie mija w pięści.




Jarosław Jarzemski


kiedy córka nie kumka

nie czyta kroniki wypadków
miłosnych bo jeszcze nie rosną
jej cycki
i nie gra w klasy z tatkiem
niech razem
do diabła z konwickim nie przejdzie
napowietrzną kładką po mate
przedwcześnie byłoby po wszystkim
po rozstaniu z matką
nie dba co powiedzą ludzie
calineczka nie bawi się kretem
w podziemnych korytarzach
mama na hamak
za to żaba o rzut beretem tato
jak radził cortazar


mondo cane

nie kupię łyżew nie zmieszczę w dłoni 
mogę pomachać ci chorągiewką 
a może lepiej puśćmy balonik 
córeczko 

niczym rasowy projektor 
rzucam na ścianę dzieci niechciane 
niedowarzone stąd lekko 
nie pokazuje mały obrazek 
jak zwieńczyć ruję głazem 

szczęśliwi tańczą na lodowisku 
wychłoszczą nas po pyskach piskiem



Łucja Dudzińska


1

Nauka.

Kwadratowy tornister skacze na plecach. W środku
pełno wiedzy. Co dzień wycieka spod luźnych sprzączek.
Kciuki chronią ramiona przed szelkami. Anna mija, co trzeba
ominąć, przeskakuje kałuże (brzegi chlapią zanim zamarzną).
W pudełku zapałek trzyma dwa chrabąszcze. Biedronki
zawsze wypuszcza na wolność. Nie słucha matki. Lubi słuchać
jak pękają kasztany; patrzy skąd nawołują się żurawie i żaby.
Ze szkoły biegnie, boi się wykrzywionego mostku za domem.
Wszystko przez podsłuchaną rozmowę, że tam straszy,
wciągnęło do otchłani starego kundla z przetrąconą łapą.


2

Szkolna miłość.

Mówiła: o tej porze zakwitły sasanki,
niebieskie palce poplamione od pióra. Gryzmoli
w pamiętniku. Wysyła listy donikąd – wracają. Podobno
adresat zmienił miejsce zamieszkania. Zaklina, przysięga
na niby i na nigdy. Nie całuje w parku wydrapanego serca
na ławce. Nie warto reanimować – zostało zabite
szpilką, jak motyl u koleżanki. Dokłada serce do pamiątek
z pierwszej komunii, i ogląda ślady atramentu na języku.



Paweł Podlipniak


Czarne jamniki
 
czarne jamniki śpią krótkodługo,
bo sen jamniczy taki
musi ogarnąć bardzo dłuuuuuuuuugi tułów, 
a potem krótkie łapy,
nos co przy ziemi bryka
i uszu magnifikat

a sen nie sen, nie bajka, ale koszmarek niewielki,
że śmieją się z nich małe charty i jeszcze mniejsze ratlerki,
z brzucha – co na ziemi oparty i z ogona, który jamnik goni
po łące, wśród najwonniejszych z woni

śnią, że łapy mają dłuuuuugie jak szczudła 
i między obłokami płyną, niby czarne sterowce 
zawieszone na słonecznych sznurkach,
i szczekają na te obłoki, jak na krnąbrne owce,
co uciekły ze stada,
więc przez to deszcz nie chce padać

sen weseleje rankiem, zwłaszcza pod koniec maja,
i wtedy jamniki marzą, że księżyc jest szaloną piłką, 
zmęczone pod nim przysiadają 
i bardzo dłuuuuuuuuuuuuuugo wyją 



Grażyna Koszewska


kingsajz

na dywanie ustawiamy tory made in china;
piotrek uruchamia ciuchcię i dołącza dwa wagoniki.
po przejechaniu dwóch przęseł pociąg przewraca się,
leży na boku. spod łóżka wyjeżdża straż pożarna
a z kartonu policja. pani doktor biegnie z pełną
torbą lekarską. kółka przewróconej ciuchci
toczą się żwawo po bruku. łapię filigranowe łzy
do kubeczka, trzeba napoić rannych.
 


Bajka o tym, jak Piotruś przenosi się teleporterem,
do tajemniczego domku na drzewie


Od wielu tygodni pogoda nie dopisywała. Znudziło się nam chodzenie w kaloszach, zbieranie muszelek od ślimaków, rysowanie palcem po szybie i liczenie kropel deszczu. Bajek z dvd też już mieliśmy dosyć. Zostały wycinanki, wyklejanki, malowanie farbkami i rysowanie. Gdy i to nam się znudziło, Piotruś poprosił tatę, żeby zbudowali razem teleporter. Tata zapytał, jak powinno wyglądać takie urządzenie. Piotruś wziął kartkę i zaczął rysować. Z wyglądu przypominało ogromną rolkę po papierze toaletowym.
- Będą drzwi? – zapytał zainteresowany tatuś.
Piotruś zamyślił się, po czym dorysował drzwi.
- A jak będziesz się przemieszczał, to jak wyjdziesz z drugiej strony? – zadał ciekawe pytanie tatuś.
Piotruś bez zastanowienia odpowiedział:
- To chyba jasne, nie? Będzie drugi teleporter! – z rozbawioną miną poinformował tatusia.
- To co nam będzie potrzebne? Kable, przekaźniki? – tata robił listę potrzebnych rzeczy.
- Wszystko! – krzyknął podniecony Piotruś – to co, budujemy?

Garaż osiedlowy to dobre miejsce do budowania teleportera. Blachy pozostałe z ubiegłorocznego łatania dachu, doskonale nadawały się na teleporter. Gdy już blacha przytwierdzona była do podstawy, tatuś z Piotrusiem zaczęli montować oprzyrządowanie. Mnóstwo kabli wychodziło spod obudowy. W środku zamontowali klawisze do wpisywania kodu. I tak bawili się cały dzień. Piotruś wyruszał w podróż do domku. Był to domek na drzewie u sąsiadów w Puszczy Zielonce. Uwielbiał się w nim bawić. Po męczącej zabawie wracał, bo był głodny i zmęczony. Gdy tak cały dzień spędzili w garażu śmiejąc się i rozrabiając, Piotruś powiedział :
- Tatusiu, pojedziemy jutro na działkę? Może tam będą dzieci?
- Teleporterem? – zapytał tatuś.
- Oj tato, samochodem! – popatrzył na tatusia z politowaniem – jak dziecko – dodał z poważną miną, kiwając z dezaprobatą głową.



Roma Jegor


Rybka

Wymilczeć wykrztusić wypluć
- tak mówią ryby
Mamo nie nauczyłaś mnie jeszcze
wymawiać bólu
mogłem go tylko wypatrywać
nasłuchiwać
Byłem jak wzorowy zuch-tropiciel
co z techniki rozciągania ust
rozpoznawał pioruny i błyskawice
chował się w piekarniku
w koszu na pranie w dziurkach po guzikach
Tylko ten jeden raz nie udało mi się
zostać wiewiórką -
zamieniłaś mnie w małą rybkę
Nie zostałem chłopcem mężczyzną
Szymonem Piotrem skałą
już nikt się na mnie nie oprze
nawet nie przytroczą mnie do krzyża
na opak na znak na miłość
Woda jest dobra na rany
a ból trzeba oślepić wymilczeć połknąć
– tak mówią ludzie
Staw mówi że u nich głębie najgłębsze
I drży i przywiera do mnie mocniej
jak mokry pies


Janko

Może to nie jest najgorsze zajęcie
sypać ptakom muzykę aż kołuje niebo
aż się źdźbeł nadymają błyszczące profile
i myśl biegnie za światłem jak słowo za kredą

Graj mały i w ruch wprawiaj pulsowanie planet
plisy na piórach ptaków głowy traw wciąż wyższe
to może być najlepsze co się mogło zdarzyć
moim oczom i uszom które karmisz smyczkiem


Dzieci nasze

Nasze dzieci nieoswojone
nie wiedzą co to sznurek i rzeczka Przełajka
piaskowe łopatki zielone oczy szkiełek
pierścionki z koniczyny i pszeniczne lalki
I bose pięty - jak różowe słońca w kałużach
Niedojrzały agrest dla dzieci nieoswojonych
jest zieloną trucizną tak jak siki kotów miód
i mleko prosto od krowy
Karuzele kręcą się same krowy wielce zdziwione
po sznurkach huśtawek tylko czerwone pręgi
i słońce całe w plamach jak chora pszczoła
jak stopione lody które mama kręciła odmawiając pacierz
Ojcze Nasz: niech marchewka rośnie niech wije się koper
na złote policzki i zdrowe wałeczki
na cudnie sklepione brzuszki cośmy je utkali
Zdrowaś Mario niech jej nie zaszkodzi
szczepionka na heinego medina
Te śliczne nóżki przez dwie noce Jasiek we mnie rzeźbił
- jak w szkle


***

Zajęty jest
Przez dziurę w łopianach
podjada pajdę nieba
ze słonecznym skwarkiem
z kamykiem podwórkowym rozmawia
konie z patyków i wiatru
jedzą mu z ręki
Zgubił gdzieś w piasku
głos matki wołający na obiad
i strunę światła szarpaną małymi palcami
Zajęty jest –
świat w nim rośnie



Gabriela Cabaj

Rodzisz się z piany Afrodytko
 
 
morze wyrzuca cię na brzeg 
a kiedy już biegniesz 
by spotkać Adonisa 
kolcem się ranisz 
kwiatuszku 

ta jedna kropla krwi warzy 
twoją delikatną skórę 

od ludzi dostajesz walizkę 
i doprawdy to będzie dziwne 
różyczko 
widzieć cię w drodze 
jak dźwigasz te wszystkie 

motyle
 

Janusz Radwański


 Antykoncepcji i testów ciążowych apteka na dyżurze nocnym nie prowadzi


Jadę na nocny dyżur apteki po żelki w kształcie literek.
Na rano muszą być, chociaż zaspany magister najchętniej
posłałby mnie w cholerę, razem z typami, co potrzebują prezerwatyw,
a na stację mają za daleko albo typiarami szukającymi w popłochu
testów ciążowych. Człowieku, są sytuacje, w których czas taktownie znika,
życie odmierza czekanie, panika, zbliżające się wraz z rankiem pytanie o żelki.
Naciskam raz jeszcze na dzwonek, zmiatam spod powiek magistra wielkie cycki
albo ostatnią ratę kredytu, który na trzydzieści lat połączył go z żoną.
Musi się podnieść z leżanki, ponieść do okienka siebie, z którym co zrobić -
nie wiadomo. Był w nocy wariat powie w domu chciał żelki w kształcie literek.
Chciałem go posłać w cholerę razem z typami od gumek i ciążowych testów,
przecież to nie jest sprawa życia ani śmierci, ale pomyślałem, że jak mu dzieciak
wierci o literki dziurę w brzuchu, to niech ma, niech idzie w noc z literkami,
niech jego jazda ma więcej sensu, niż na co dzień mamy, niech sens ma wreszcie
czyjaś pokręcona jazda, niech facet jedzie, niech pełny gaz da, niech jego życie
przez chwilę coś waży, choć tyle, ile napis z literek, który dzieciak rano wymaże.



Marek Radecki


Wiersz świąteczny, a nawet noworoczny

Wiktor dowcipkuje, że został moim synem,
bo nie doceniał dobrej matki, dobrego ojca
i bóg go ukarał. Spotkałeś boga, synku?

Robotnicy rozebrali most na drodze do szkoły.
Co rano żują kanapki i patrzą na wielką dziurę.
Planują żuć do świąt, możliwe, że nie zdążą
i dziura zostanie dziurą do końca roku.

Moglibyśmy jechać przez Rudzicę,
ale to z dziesięć kilometrów,
więc ruszamy miedzą.

Zatrzymuje nas stary, zmęczony człowiek,
to prywatna droga, krwawicą ją budowałem,
mówi i pociera oko. W końcu macha ręką:
nie ma sensu, żebyście jechali przez Rudzicę.

Docieramy na asfalt, grudki błota
wylatują z bieżnika i uderzają w nadkola.

Spotkałeś boga, synku? Jaki on jest?
Uprzejmy, odpowiada Wiktor,
ale srogi, dodaje po chwili.

 

I tak niezupełnie z gruszki – dla chłopczyka, dla dziewuszki... (czyli wierszyki dla dzieci)


Elżbieta Krystek - Jones


Biedroneczki

Na wysokiej trawie
cztery biedroneczki,
liczyły na sobie
maleńkie kropeczki.

Trzy kropeczki jedna
biedroneczka miała,
drugiej cztery kopki
w myślach dodawała.


Kropkę miała jedną
biedronka następna.
Szybko doliczyła...,
lecz nie była pewna.

U czwartej trzy kropki
na skrzydełku było,
lecz skrzydeł jest para.
Ile więc przybyło?

Myśli biedroneczka,
dodała ogólnie.
Czy już policzyłeś,
ile mają wspólnie?

Chcę być marynarzem

Kiedy ja urosnę,
chcę być marynarzem
i będę odwiedzał
niedostępne plaże.

Gdy groźnych piratów
spotkam na wyprawie,
wtedy bardzo szybko
z nimi się rozprawię.


Perełek i kwiatów
przywiozę dla mamy,
a siostrze kuferek
z pięknymi ciuszkami.


Jerry Malinka



Dzieciństwo

Szczęśliwe lata
nieświadome.
Uśmiechnięta twarz,
uśmiechnięty kwiat w dłoni.
Oczy wesołe i rozedrgane miłością
lecz spokojne,
ciepłe,
ufne.

Nieskazitelne piękno dzieciństwa.
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,118,604 Unikalnych wizyt