Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
Dobranocka nieco str...
kobieco
Dominka Lewicka-Kluc...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Joanna Mueller




OcZKO



1. Co to znaczy być poetką/poetą?

Kiedyś – w ankiecie Biura Literackiego – odpowiedziałam na to pytanie (rozszerzone o słówko „dzisiaj”) na tyle rozwlekle, że nie chcę się powtarzać (moje wymądrzania można znaleźć tutaj: Link.

Dzisiaj powiedziałabym po prostu: być poetką to znaczy dbać codziennie o swoje emocjonalne rozchwianie, chronić je przed rutyną i zakusami stabilizacji, a potem znajdować dla tej zwyczajnej ludzkiej przypadłości słowa niezwyczajne, jedynie własne, których nikt nigdy nie odnalazł przed nami. No, po wierzchu to byłoby jakoś tak. A właściwą – pogłębioną i zawsze inną – odpowiedzią jest każdy kolejny napisany wiersz.




2. Człowiek jest istotą płciową, płeć wpływa na większość obszarów jego życia. Czy również na poezję? Czy podział na poezję kobiecą i męską jest znaczący?

Na to pytanie po wydaniu antologii Solistki (pod redakcją Marii Cyranowicz, Justyny Radczyńskiej i moją) też zdarzało mi się odpowiadać wielokrotnie. Kiedyś, przed Solistkami, przed cyklem seminariów Wspólny Pokój o literaturze kobiet, które współprowadzę w warszawskim Staromiejskim Domu Kultury, ale też przed epoką własnego macierzyństwa i dzieci (a mam ich troje), bardzo mnie ten podział denerwował. Teraz jest inaczej. Oczywiście nie można dokonywać płciowego podziału poezji z „gracją” ideologicznych siepaczy czy siepaczek, jednak jest pewna swoistość kobiecego pisania, coś, co odróżnia écriture féminine od języka mężczyzn. Czym jest to „coś” – im bardziej próbuję tego dociec (czy próbujemy – wraz z uczestniczkami i uczestnikami wspomnianego feminarium), tym bardziej mi to umyka, a jednocześnie – tym bardziej fascynuje. I zachęca do własnego pisania: w kobiecym języku i o nim. Mam nadzieję, że dwie książki, nad którymi teraz pracuję (eseje o macierzyństwie i literaturze oraz nowy tomik), będą jakąś sensowniejszą niż powyższa odpowiedzią na Twoje pytanie.




3. Czy istnieje poezja, która jest dla wszystkich?

Najpierw się żachnęłam, że nie ma takiej poezji, bo to byłoby zaprzeczenie jej istoty, ale potem pomyślałam, że może najbardziej uniwersalne teksty ludzkości są taką poezją? Biblia na przykład?




4. Czy pisania poezji można się nauczyć?


Wierzę, że bycie poetą to rodzaj przeznaczenia, nadania z jakiejś „wyższej łaski” (jeśli ktoś dopuszcza do głosu metafizykę), albo po prostu jedna z niezbywalnych cech charakteru (jeżeli zawęzimy kwestię do ram racjonalności). Jednak uważam też, że nawet najbardziej natchniony poeta nie napisze niczego wartościowego bez tzw. warsztatu, czyli czysto rzemieślniczej pracy nad słowem. I tego można się nauczyć – czytając wiersze innych, konfrontując się z cudzymi głosami (poetów, krytyków, czytelników), uczestnicząc w warsztatach literackich. A przynajmniej: można się w ten sposób oduczyć podstawowych błędów warsztatowych, przez które – jak przez chorobę dziecięcą – przechodzą nawet najbardziej genialni twórcy. Reszta to iskra, która zaskoczy i zapłonie lub nie – tutaj już nic nie można poradzić.




5. W jaki sposób doskonalić warsztat?

Czytać i pisać, czytać i pisać, czytać i pisać – właśnie w takim rytmie: piły uparcie wżerającej się w drzewo.




6.Czego unikać w poezji?

Cwaniactwa, epigonki galopki, fałszowania, wyrachowania, roszczeniowych obliczeń (na poklask, na zysk, na nagrodę), kserotoniny (czyli złudnego zadowolenia wywołanego dokładnym kopiowaniem cudzych wzorców), prozy.




7. Czy portale literackie to dobry sposób na szlifowanie warsztatu?

Z tego, co pobieżnie zaobserwowałam, wynika, że kiedy wrzuca się swój wiersz na portal literacki, to zwykle szlifują go inni, i to niekoniecznie z dobrą wiarą, częściej – dla czystej (trollowskiej) rozrywki. To jest trochę jak wrzucenie nie do końca nadmuchanej piłki na środek szkolnego boiska w czasie przerwy – wiersz, owszem, będzie kopnięty przez dziesiątki anonimowych kończyn, może go to dokształci, jednak raczej odkształci, potem wróci do autora, który jednak już wcale nie będzie autorem, a jedynie właścicielem poznaczonego cudzymi ingerencjami „flaczka”. Dla mnie nie ma to niczego wspólnego z poezją, która jest trudem samotnym, wstydliwym, czymś, za co się bierze osobistą odpowiedzialność, a nie zbiorową rozrywką czy gierką drużynową. Ale może się nie znam, bo sama nigdy się na takich portalach nie udzielałam. Może dla niektórych jest to konfrontacja równoznaczna z rozmową o wierszu np. w trakcie warsztatów – i nie powinnam oceniać tego tak ostro?




8. Zalety dobrego wiersza. Co znaczy napisać dobry wiersz?

Ach, gdybym to wiedziała! Myślę, że cały sens bycia poetą sprowadza się do nadziei, że w ciągu życia napisze się chociaż jeden dobry wiersz. Byłaby to taka idealna koincydencja, doskonałe zespolenie formy i treści, które sprawiłyby, że wiersz wręcz ożyłby, zaczął oddychać i roztańczył się, a to jego poruszenie wprawiłoby w ruch czytelników, a wiersz grałby na różnych skalach ich wrażliwości, i… No właśnie, wchodzę tutaj w wysokie C poetyckiej utopii, a codzienne literackie wyrobnictwo wygląda niestety inaczej. Ale warto wierzyć – a nuż kiedyś się zdarzy?




9. Czy w XXI wieku poetek/poetów jest wystarczająco dużo?


Jest ich wystarczająco, a nawet za dużo.




10. Najlepszy czas na debiut?

To kwestia bardzo prywatna, nie istnieją rubryczki i wyznaczniki, które określałby dojrzałość poety do debiutu, ani siatki centylowe, które określałyby, czy poetycki start jest w normie czy nie w normie. Ale fakt – bywają debiuty przedwczesne jak młodzieńcze wytryski, a bywają i takie, które przypominają przenoszone ciąże. I oba zjawiska nie są dobre ani dla autorów, ani dla czytelników. Tylko że dla ukonkretnienia tej tezy musiałabym „jechać” po nazwiskach, a tego wolałabym nie uskuteczniać.




11. Jak w Polsce wydać książkę poetycką?


Jak? Coraz trudniej. Zwłaszcza pierwszą. Kiedy patrzę na dzisiejszych „przed-debiutantów” (na przykład poetów wyłonionych w tegorocznym Połowie Biura Literackiego, z których wielu ma w zanadrzu świetne pierwsze książki) i na to, jak trudno im zadebiutować, to błogosławię historię literatury, że zesłała mi w swoim czasie niezapomnianą Zieloną Sowę. Teraz wydawnictw poetyckich jest jak na lekarstwo – i albo są to wielkie korporacyjne molochy, gdzie „przebicie się” graniczy z cudem, albo maleńkie, cichutkie oficyny, które swoje książki od razu z drukarni zsyłają w niebyt redakcyjnych składzików. A jednocześnie, sama nie wiem, jak to się dzieje, mam poczucie ogromnej poetyckiej nadprodukcyjności – wydaje się, że zalew „tomików niekoniecznych” jest niepowstrzymany jak dawniej. A o to, „jak” wydać, to już trzeba pytać wydawców – jako redaktorka (na przykład w BL) mam w tej decyzyjnej kwestii niewiele do powiedzenia, jako poetka zaś miałam do wydawania własnych książek po prostu dużo szczęścia.




12. Jak poradzić sobie z nieprzychylnymi recenzjami, które dotykają nas bezpośrednio?

Jeżeli recenzje są nieprzychylne, ale poważne (a nie pisane dla dokuczenia przez nakarmionego trolla), to warto się nad nimi zastanowić – i być może w swoim dalszym pisaniu się z tą krytyką skonfrontować. Nie chodzi jednak, Boże broń, o to, żeby zmieniać kurs swojego pisania na kierunek, którego oczekują od nas inni! Najczęściej ta konfrontacja to właśnie bunt, opozycja, próba wypracowania czegoś swojego przeciw cudzym sądom. I absolutnie nie chodzi też o gardłowanie się o swoje np. na portalach poetyckich czy – co jeszcze bardziej kuriozalne, ale się zdarza – o odpowiadanie wprost na krytykę (np. w formie polemicznego artykułu). Mam na myśli raczej o to, by otworzyć w swoim wierszu miejsce również na głosy nieprzychylne, o ugoszczenie wroga (który gdzieś podskórnie może kiedyś okazać się przyjacielem naszego pisania).




13. Co czytać i kogo? Czy są nazwiska, których nie wolno nam pominąć?



Nie lubię pytań z nazwiskami, bo zawsze kogoś ważnego się pominie – i klops. Zresztą jak w krótkiej odpowiedzi zamieścić wielki ludzkiego pisania? Ja, oprócz moich stałych autorów, bez których się nie rozstaję (niech już będzie: Karpowicz, Miłobędzka, Chlebnikow, Białoszewski, Grochowiak, Świrszczyńska, Wojaczek, Czechowicz, Rilke – że ograniczę się do poezji i to zupełnej klasyki), mam też niezliczone głosy, które są gdzieś obok, z którymi wciąż w jakiś tam sposób dialoguję. I to już nie są tylko tuzy kanonu czy literackie plejady, ale moi rówieśnicy oraz poeci jeszcze młodsi (straszliwie ich dużo, w tej grupie wiekowej zwłaszcza kobiet, ale nie będę wymieniać), no i w ogóle nie tylko poeci – bardzo inspirują mnie niektórzy muzycy (Grabaż, Nosowska, Peszek, Fisz, Pablopavo), których teksty są dla mnie czystą poezją. Ale to mój prywatny kanon – każdy niech sobie zbuduje własny.




14. Wena, natchnienie, czy te pojęcia jeszcze funkcjonują?


”Zdradliwa wena, raz jest, raz jej nie ma” – jak śpiewali chłopacy z Kalibra 44 (którego zapomniałam wymienić w pytaniu powyżej). Tak, wierzę w coś takiego, chociaż nie wiem, czy pod tymi oldskulowymi nazwami. Chodziłoby mi raczej o taki niemal fizjologiczny stan, który u mnie zaczyna się zwykle od jednodniowej złości (coś jak PMS/ZNP, Zespół Napięcia Przedwierszowego?) – złości na to, że chcę coś napisać, i już nawet mam frazę, obraz, strzępek czegoś, ale w nic konkretnego mi się to nie układa – a po tej gehennie czekania, jakiś dzień czy dwa później, następuje taki stan rozluźnienia i gościnnego otwarcia: na skojarzenia, na to, co pojawi się niezależnie ode mnie i ruszy maszynkę do pisania wierszy. Bo zawsze jest coś, co porusza. U mnie często tym ostatnim impulsem do stworzenia tekstu jest jakaś fraza z właśnie czytanej książki (i ta fraza potem nie musi wcale mieć nic wspólnego z moim wierszem), jakieś śmieszne powiedzonko moich dzieci, zdanie przypadkowo usłyszane w tramwaju, no cokolwiek – ale to jest właśnie ta „muza-natchniuza”, bez której nic by się nie zaczęło. Zaleciało metafizyką, co? Ale tym właśnie jest natchnienie ;)




15. Co to takiego szczerość w poezji i czy komuś jest jeszcze potrzebna?


Oczywiście – dla mnie wiersz to „szczerościan”, jak kiedyś napisałam. W tym znaczeniu, że on, owszem, jest budową, jak dom, więc musi mieć solidną konstrukcję, wszystkie cztery ściany, wszystkie własne kąty, ale w środku jest przestrzenią najbardziej intymną, szczerą, tkliwą, ranliwą do żywego mięsa. Widać w nim nasz codzienny bałagan, nasze krzątactwo, nasze przyziemne sprawy. Wiersz wydrążony ze szczerości, wyjałowiony z emocji, wyprany z doświadczenia – to niegościnny pustostan, w którym nie da się na dłużej zamieszkać.




16. Konkursy literackie. Jakie, gdzie i dlaczego warto brać w nich udział? A może nie warto?


Ja sama właściwie nigdy (poza młodocianymi wyskokami) nie brałam udziału w konkursach, ale to nie znaczy, że do nich zniechęcam. Sama jestem (czy byłam) jurorką kilku z nich, więc zareklamuję. Poeci, którzy poważnie myślą o debiucie (wydaniu książki), mogą wziąć udział w Połowie prowadzonym co roku przez Biuro Literackie, warto też sprawdzić się w pierwszoligowym Bierezinie oraz w szczególnie mi bliskim konkursie na tomik poetycki – Scherffera von Scherfersteina w Brzegu. Powodzenia!




17. Czy warto słuchać profesjonalistów?

Warto ich słuchać, a potem twórczo się z nimi spierać.




18.Podsumowanie, czyli kilka konkretnych rad dla debiutującego w pigułce:


Dla debiutującego w pigułce? Nie brać za dużo pigułek (ani innych używek) ;))
A tak na poważnie – patrz punkt 6, czyli czego unikać. A przede wszystkim – bardziej ufać sobie niż innym, nie dać się porwać głównym nurtom, pozwolić sobie na luksus stania na uboczu. Jeśli jesteś poetą z prawdziwego zdarzenia – wszystko przyjdzie, nie trzeba się spieszyć. Jeśli nie jesteś – wszystko przejdzie jak choroba wieku dziecięcego, więc nie trzeba się bać. Ot co.




19. Dokończ zdanie: Wybitni poeci to …ci, którzy potrafią sami sobie wybijać stołek spod wygodnego zasiedzenia w bycie. I ci, którzy umieją potem o tym opowiedzieć, choćby nawet z przygryzionym, przyciętym do krwi językiem.




20. Wybierz jeden z ulubionych wierszy, ale nie swojego autorstwa (tutaj proszę o tekst i autora
)
Z polskich autorów byłoby mi wybrać trudniej, więc wyjątkowo obcojęzyczny wiersz

– „One art” Elizabeth Bishop (tłum. Stanisław Barańczak).

W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy;
tak wiele rzeczy budzi w nas zaraz przeczucie
straty, że kiedy się je traci – nie ma sprawy.

Trać co dzień coś nowego. Przyjmuj bez obawy
straconą szansę, upływ chwil, zgubione klucze.
W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy.

Trać rozleglej, trać szybciej, ćwicz – wejdzie ci w nawyk
utrata miejsc, nazw, schronień, dokąd chciałeś uciec
lub chociażby się wybrać. Praktykuj te sprawy.

Przepadł mi gdzieś zegarek po matce. Jaskrawy
blask dawnych domów? Dzisiaj – blady cień, ukłucie
w sercu. W sztuce tracenia łatwo dojść do wprawy.

Straciłam dwa najdroższe miasta – ba, dzierżawy
ogromniejsze: dwie rzeki, kontynent. Nie wrócę
do nich już nigdy, ale trudno. Nie ma sprawy.

Nawet gdy stracę ciebie (ten gest, śmiech chropawy,
który kocham), nie będzie w tym kłamstwa. Tak, w sztuce
tracenia nie jest wcale trudno dojść do wprawy;
tak, straty to nie takie znów (Pisz!) straszne sprawy.




21. Dlaczego właśnie ten?

Może dlatego, że strata to dla mnie największy życiowy i poetycki temat, a Bishop opisała ją – i jej związek z pisaniem (stratygrafia!) – w sposób niedościgniony, przepiękny. I też dlatego, że zadałaś mi pytania o rady dla młodych poetów, a w tym wierszu Bishop można znaleźć najlepsze odpowiedzi.




Joanna Mueller – wiekowo trzydziestka trójka, wydała trzy książki poetyckie (Somnambóle fantomowe, Zagniazdowniki/Gniazdowniki, Wylinki) i trzy inne (eseje Stratygrafie, współredaktorka antologii poezji kobiet Solistki oraz książki zbiorowej Podziemne wniebowstąpienie o T. Karpowiczu), rozstrojona na trzy zawody (poetka, krytyczka, redaktorka), mama trójki dzieci, mieszka na Grochowie (i w adresie też ma trójki). Pracuje nad dwiema książkami (esejami macierzyńskimi i tomikiem Intima thule) oraz blogiem intimathule.blogspot.com.





Komentarze
nalika 19/06/2013
Temperatura na balkonie dochodzi trzydziestu. Niegazowana woda, bez smaku wpływa we mnie.
Obudził mnie ten artykuł, pobudził. Trafił w szczelinkę, która od jakiegoś czasu poszerza się, pogłębia, i pachnie ciszą.
Dziękuję obu Paniom za tę niezwykłą lekturę.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,208,806 Unikalnych wizyt