Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

21 marca Światowy Dz...
Dobranocka nieco str...
kobieco
Dominka Lewicka-Kluc...
WIERSZE NA WSKROŚ MI...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Olgerd Dziechciarz



Piszę, więc napisałem m.in. powieść „Wielkopolski”, zbiory opowiadań: np. „Miasto Odorków”, „poMazaniec” oraz tomiki poetyckie, np. :”Autoświat”, „Galeria Humbug” i „Mniej niż zło”. Wkrótce ukażą się powieść „Małopolski” i zbiór miniatur prozatorskich „Pakuska”. Mieszkam w Bolesławiu pod Olkuszem czyli rzut beretem (nad Zagłębiem) od Katowic.




Pakuska

(fragmenty)


Alkohol
Podobno jest szkodliwy dla zdrowia. Ale to chyba bujdy, bo piją go wszyscy dorośli. Jeszcze przy tym wołają do siebie „na zdrowie!”. Nawet my, dzieci, próbujemy, jak smakuje. Wina są słodkie, więc chce się po nich rzygać. Jeszcze gorsza jest wódka. Gdy na podwórku moich dziadków są uroczystości rodzinne, do wyboru: wesele, komunia albo stypa, to siedzimy przy stołach z dorosłymi – i wszyscy dużo piją. Dziadkowie, wujkowie i ciotki są weseli i opowiadają śmieszne historie. Ciocia Krysia, znana z tego, że sprzedaje pokątnie alkohol i karmi wszystkie koty z okolicy, właśnie podsuwa mi kieliszek z wódką. Nie nalała mi do pełna. Tak tylko, na spróbowanie. Wódka mi nie smakuje, ale ciocia nalega. No to piję. Ciocia śmieje się, bo się krzywię. Ciocie Władzia i Bronia też to widzą i one również się śmieją. Wszyscy mają zaróżowione policzki. Czuję się wtedy, jakbym już był dorosły i miał prawo robić to, co robię.
Piwo też nie jest dobre. Tylko pianka mi smakuje. No, ale pianki się nie pije, tylko zjada, więc to nie jest picie. Zjadaniem pianki z piwa nikomu nie można zaimponować.
Już raz byłem – jak mówią dorośli – na lekkiej bańce. W ośrodku wczasowym we Władysławowie to się zdarzyło, latem, podczas wieczorku zapoznawczego. Wiadomo, jak się dorośli poznają, to muszą ze sobą wypić. Oni poszli tańczyć, a ja, z jednym nieco starszym kolegą, spijaliśmy resztki wódki z kieliszków. Już nie pamiętam, czyj to był pomysł, ale chyba nie mój. Rodzice się zdenerwowali, no bo zataczający się ośmiolatek może dorosłemu podnieść ciśnienie. Zrobiła się afera. Mama mówiła, że to obrzydliwe. Ale nie chodziło jej o wódkę, tylko o to, że spijaliśmy ją z czyichś kieliszków. A jedna z kobiet - siedzących przy stole i pijących wódkę - jak się wyraziła mama: była kostropata. Tata uspokajał mamę, oznajmiając:
- Wódka wszystko wytrawi.
Może więc alkohol jest jednak zdrowy?


Bloki
Najlepsze są bloki w budowie. No, bo co może być ciekawego w bloku, w którym mieszkają już ludzie? Nawet jeśli w takim zamieszkanym bloku jest coś ciekawego, to przecież nikt nas nie wpuści do swojego mieszkania, żebyśmy sobie mogli po nim buszować. A blok w budowie jest cały do naszej dyspozycji. Biegamy po niewykończonych pokojach, po dopiero co odlanych z szarego betonu schodach, wchodzimy na balkony bez balustrad, na ledwo co osmołowane dachy. Wyobrażamy sobie, jak w nich będzie, kiedy już nie będziemy mogli tu wejść, czyli po wprowadzeniu się lokatorów. Dom bez ludzi jest czymś niepojęcie pustym. Tak biegając często ryzykujemy życie, ale przecież jesteśmy nieśmiertelni i nic złego nam się nie może stać. Bywa, że pogoni nas jakiś stróż, ale robi to jakoś bez przekonania; jesteśmy mali, to i jesteśmy dla niego małym problemem. Kiedyś każdy stróż miał czapkę z daszkiem i sumiastego wąsa, a ten jest ogolony i bez nakrycia głowy. Uciekamy śmiejąc się głośno. Mówi na nas: „gówniarze”, albo „szczeniaki”. Krzyczy, że nam skopie tyłki, albo że nam z nich powyrywa nogi. Nie czujemy się dotknięci. A niech sobie krzyczy!


Chłopaki
Kocham ich, ale są chwile, gdy ich nienawidzę. Oni pewnie mają podobnie. Nie znamy litości, każda słabość zostanie wyśmiana, każde odstępstwo od reguły - a ta jest od dawna ustalona - napiętnowane. Jakie to szczęście, że nie jestem gruby, mały, albo rudy i w okularach. Prawdziwym nieszczęściem byłaby kumulacja tych cech. Zresztą powodem do drwin może być cokolwiek, nawet największa bzdura: posądzenie o dłubanie w nosie, nocne moczenie albo bycie maminsynkiem. Trzeba się pilnować. I samemu nie okazywać litości. Być pierwszym w posądzaniu kolegów o nienormalność, w drwieniu z nich i upokarzaniu ich. Niestety, nie jestem w tym dobry, nie jestem w pierwszym szeregu, jestem zawsze krok w tyle... Kiedy to zauważają, wtedy nienawidzę ich najbardziej.


Dzienniczek ocen

Trzeba go dobrze schować. Wszystkie wstydliwe rzeczy się chowa. Najlepiej schować go tak, żeby się już nie znalazł. Kiedy rodzice pytają o dzienniczek, należy im powiedzieć, że jest u wychowawczyni. Jeśli się będą o niego dopytywać, trzeba się trzymać wersji z wychowawczynią. Jeśli rodzice w końcu przestaną wierzyć w nasze słowa i udadzą się do wychowawczyni, to wtedy mamy przesrane.


Dziewczyna
Kochamy się w tej samej dziewczynie. Właściwie to ona mi się jakoś specjalnie nie podoba, ale kilku najbliższych kolegów się w niej kocha, więc i ja niejako jestem do tej miłości zmuszony. Stoimy pod jej klatką: ja, Marek i Adam. Patrzymy z utęsknieniem w okno na czwartym piętrze. Zaświeciło się światło, więc jest u siebie; nasze podniecenie rośnie. Zastanawiamy się, czy będziemy mieć szczęście i ona wyjdzie z koszem wyrzucić śmieci do pojemnika. Oczywiście będzie udawała, że nas nie widzi, a my będziemy udawali, że stoimy pod jej klatką zupełnie przypadkowo. Tylko co to za przypadek, skoro powtarza się każdego dnia? To już raczej przyzwyczajenie. Jest również szansa, że rodzice poślą ją do sklepu. Wtedy będziemy iść za nią, ale nie obok, tylko kilka czy kilkanaście metrów z tyłu, będziemy się głośno śmiać i popisywać. Nieustannie się zastanawiamy, kogo ona bardziej kocha. Przeanalizowaliśmy jej gesty i słowa. Nie umknęły naszej uwadze nawet przypadkowe spojrzenia. Nic nam to nie dało, bo wszystko wskazuje na to, że ona każdego z nas kocha tak samo.
Pewnego dnia obok nas pojawia się jakiś stary, cierpiący na egzemę pies. Potem dołącza do niego drugi, a kolejnego dnia przybiegają naraz aż trzy. Sprawa szybko się wyjaśnia: w mieszkaniu na trzecim piętrze jest suka i właśnie ma cieczkę. Psy warczą na nas, a my co pewien czas przeganiamy je kamieniami. Ale psy wracają. I my też wracamy.


Garaże

Garaże zapewniają nam minimum intymności. Gramy w piłkę, nagle komuś chce się siku, więc co robi? Leci za garaże. Starsi za garażami umawiają się z dziewczynami. Nie patrzymy co robią, bo za coś takiego można zarobić co najmniej kopa w dupę. Pewnie się całują, albo nawet wsadzają dziewczynom swoje siusiaki w dziurki, którymi one robią siku. Garaże mogą być murowane, drewniane, są wśród nich także takie, które wcześniej były samochodowymi chłodniami. Z czasem zaczynają się pojawiać garaże wykonane z zespawanych kaloryferów. Wszystkie wyglądają równie obskurnie: rdzewieją, złazi z nich farba, odpadają tynki, albo zamieniają się w próchno. Zupełnie nam to nie przeszkadza, ważne, że mamy gdzie robić wstydliwe rzeczy. Jakoś te garaże pasują do tego, co koło nich robimy.


Generał Karol Świerczewski
Człowiek, który się kulom nie kłaniał. Nasz patron. Jesteśmy bardzo dumni z patrona naszej szkoły. Walczył w Hiszpanii, nie za bardzo orientujemy się, przeciwko komu, ale ważne, że w słusznej sprawie. Wcześniej brał udział w rewolucji październikowej, bo był prawdziwym komunistą – jak jest napisane w książce do historii. Czy ci komuniści, jak jeden mąż, muszą być łysi? – zastanawiam się, mając na myśli najważniejszego z nich Lenina, który był przecież łysy jak kolano. A podczas II wojny światowej Świerczewski walczył z Niemcami. Zginął już po wojnie, zastrzelony przez UPA, właśnie dlatego, że się tym kulom nie kłaniał. Mama mówi, że to nieładnie się nie kłaniać, ale w tym wypadku to raczej było nierozsądne. Świerczewski żyłby, gdyby się chociaż raz ukłonił. Tak, bez wątpienia to był prawdziwy generał, a nie - za przeproszeniem - zwykły cywil, jak jakiś Kopernik. Najgorzej, jak patronem szkoły jest baba – choćby ta Skłodowska. Kiedy jednak wpatruję się w zdjęcie generała Świerczewskiego, dostrzegam, że miał mięsiste, kobiece wargi. „To nawet bardziej dziecięce usta” – stwierdzam. I im dłużej o tym myślę, tym bardziej widzę, że jakoś ten Świerczewski dziwnie wygląda, niczym wielkie dziecko, taki bobas o parametrach dorosłego.
Niedługo będziemy mieć popiersie patrona. Pan artysta właśnie rzeźbi generała w szatni. Szatnia naszej klasy jest po sąsiedzku, więc śledzimy z dużym zainteresowaniem postęp prac. Rzeźbiarz bierze kawałek gliny, miętosi ją i proszę bardzo: generał ma ucho. Zabiera się za następny kawałek: powstaje nos. Pytamy, czy generał będzie mieć czapkę. Artysta mówi, że niestety, nic się nie da zrobić, czapka nie jest przewidziana. Szkoda, żałujemy, bo generał, taki łysy, wygląda trochę śmiesznie. Prosimy: „Niech pan mu zrobi czapkę”. Pan artysta uśmiecha się. Nic nam się nie udało wskórać - generał Karol Świerczewski pozostał z gołą głową.
Popiersie Generała stanęło w korytarzu na pierwszym piętrze. Nie wolno go dotykać. Nie wolno nawet się do niego zbliżać. Można je tylko podziwiać. Jak ktoś się za blisko Generała przysunie, to wicedyrektorka, pani S., łapie takiego delikwenta za ucho i je wykręca. Trzeba jej przyznać, umie to robić – ucho boli straszliwie i jest potem sine, tak sine jak glina, z której artysta wyrzeźbił popiersie Świerczewskiego. Trzeba dodać, że nasz patron już nie jest siny, tylko złoty, bo na taki kolor pomalował go artysta. Śmiejemy się, że teraz Generał świeci się jak psu jajca!


Gra w gumę
Kostki, kolana, pas i najwyższy poziom - szyja. Skaczą dziewczyny, chłopakom nie wypada w to się bawić. Jakby jakiś chłopak grał w gumę zaraz by go wyśmiali, mówiliby o nim „baba”, a to najgorsza obelga.


Gra w klasy

Niektórzy mówią na tę grę „Chłopek". Chłopka rysuje się kredą na asfalcie; składa się z głowy (podzielonej pionową kreską na półkule), dwóch kwadratowych ramion i korpusu z czterech kwadratowych członów. Do gry potrzebny jest kamyk i nogi (potrzebne są dwie nogi, choć skacze się głównie na jednej). Rzuca się kamyk na kolejne kwadraty i trzeba na nie wskoczyć jedna nogą, tylko na ramiona i głowę wskakuje się dwoma stopami. Na głowie się też zawraca. Głowa jest najłatwiejsza. Inaczej niż w życiu.


Kolejka
Mówią też na nią: ogonek. Najdłuższa jest do mięsnego. Z czasem już wszędzie są kolejki. Stanie w kolejce to dość tajemnicze zajęcie: nigdy nie wiesz, czy się czegoś doczekasz. A nawet, gdy się doczekasz, to często czegoś innego, niż się spodziewałeś. Poza tym kolejka to forma celebrowania nudy. Nienawidzę stania w ogonku. Już po minucie mam wszystkiego dość. Chyba nawet szkoła jest lepsza! O dziwo, niektórzy kolejkowicze sprawiają wrażenie zadowolonych, jakby stanie godzinami w jednym miejscu stanowiło sens ich życia. Ciekawe, czy po śmierci też się stoi w kolejce? Chyba tak i to w dwóch: pierwszej prowadzącej do czyśćca i w drugiej - do piekła. Kolejka do piekła pewnie jest dużo dłuższa. A do nieba idzie się bez kolejki, wszyscy są w niej uprzywilejowani, niczym na ziemi kobiety w ciąży, z dziećmi na ręku i kombatanci. No, bo jeśli do nieba też jest kolejka, to co to za niebo?!


Kombatant
Przyszedł do naszej szkoły. Ma opowiadać o wojnie. Nie wygląda na bohatera. Niski i stary, i jakiś taki wymięty, w przyciasnej marynarce. Jak to możliwe, że walczył z Niemcami?! Kiedy ich wdziałem ostatnio, w telewizji, wyglądali na dwa razy większych i silniejszych od niego. Nie dałby im rady! Ale opowiada, jakby rzeczywiście był na wojnie. Dziwne, bo jak się uśmiecha, to jego uśmiech jest bardzo miły. Czy człowiek z takim uśmiechem mógł kogoś zabić? Właśnie, ciekawe ilu ludzi zabił? Trzeba go o to zapytać!
Opowiada, że wojna to straszna rzecz. Życzy nam, żebyśmy nigdy nie musieli walczyć. Wiercimy się wtedy niespokojnie, bo przecież mówi głupoty! Wszyscy jesteśmy święcie przekonani, że wojna to fajna sprawa: robi się, co chce i można postrzelać do wrogów ojczyzny. I nawet jak się kogoś zabije, to nie idzie się do więzienia, ani nawet do poprawczaka!
Nie no, dziwny jest ten gość. A poza tym skoro przeżył, to chyba nie był bohaterem... Bohaterowie giną jako pierwsi! Fajnie jest być bohaterem i polec za ojczyznę.


Miłość
Są dwa rodzaje miłości: miłość dziewczyny i chłopaka oraz drugi rodzaj, który polega na pójściu ze sobą do łóżka. Mówi się wtedy, że ktoś uprawiał miłość. Śmiesznie to brzmi, bo uprawiać to można pole. Ludzie są często zakochani. Ale chyba jeszcze częściej chodzą ze sobą do łóżka. Uprawianie miłości bez ślubu jest grzechem. A po ślubie to chyba już się tego nie robi, bo nigdy nie widziałem, żeby rodzice to robili. No, może na początku, zaraz po ślubie, bo bez tego by nie było ani mnie ani mojej siostry. Nigdy ich jednak na tym nie złapałem, więc albo to robią w środku nocy i po cichu, albo w ogóle. Może już im się znudziło? Trudno uwierzyć, bo mam wrażenie, że gdybym to robił, to nigdy bym się tym nie znudził. To musi być bardzo przyjemne.


Rodzice

Moi rodzice są dziwni, jak chyba wszyscy rodzice. Nigdy nie wiadomo, o co im chodzi. Najpierw uczą dzieci mówić, a potem nieustannie upominają nas, żebyśmy nie gadali. A jak jesteśmy na rodzinnym przyjęciu, każą nam mówić głupie wierszyki, których nauczyliśmy się w szkole, albo nalegają, byśmy stawali do siebie plecami i wtedy oceniają, kto jest wyższy. Na szczęście jestem wysoki, ale i tak nie lubię. Rodzice w tym czasie piją wódkę, jedzą korniszony, śledzie w oleju, marynowane grzybki i śmieją się z nas. Nie znam nikogo, kto by lubił występy przed rodziną i porównania. Rodzice, jak byli dziećmi, pewnie też tego nie lubili, ale już o tym nie pamiętają. Poza tym uczą nas mówić prawdę i jeszcze opowiadają, jakimi to byli dobrymi uczniami. A my potem znajdujemy ich stare świadectwa szkolne i jest kupa śmiechu. Tak, gdyby rodzice nie byli tacy denerwujący, to byliby nawet zabawni.


Ściana
Widok z okna nie jest ciekawy. Czy może być coś ciekawego w bocznej ścianie sąsiedniego bloku, w szarej płaszczyźnie poprzedzielanej co dwa metry białymi pasami? Patrzę na ścianę i staram się znaleźć na tych nieprzebranych połaciach szarości jakiś punkt zaczepienia. Są rysy, pęknięcia, większe i mniejsze zacieki, ciemniejsze plamy, ale to jednak nie to. Czasami mignie ptak: jerzyk, wróbel lub turkawka, ale to są wyłącznie momenty, a ja czekam na coś stabilnego. Któregoś dnia pojawia się zerwany kabel anteny telewizyjnej, ale to wciąż mało. Wreszcie nadchodzi chwila iluminacji: zaczynam analizować (jakbym kroił nożem kamień – zawsze chciałem zajrzeć do jego wnętrza), co się dzieje za ścianą? Jakoś nie mogę uwierzyć, że mieszkają za nią ludzie; całkiem prawdopodobne, że jest wśród nich ktoś taki, jak ja. Dotąd myślałem, że jestem wyjątkowy i byłem przekonany, że nikogo podobnego do mnie nie ma na całym świecie. Co jednak, jeśli nie jestem wyjątkowy, tylko taki sam, jak wszyscy moi koledzy ze szkoły i podwórka? Przerażająca myśl, którą szybko odpędzam.


Zabawa w doktora
To jest murowany śmietnik przy Budowlance, szkole średniej, do której chodzą ci, którzy potem budują te wszystkie jednakowo brzydkie bloki, w jakich mieszkamy. Nas jest dwóch i one są dwie. Chude jak patyki dziewczynki w naszym wieku. Jesteśmy ciekawi i one są ciekawe. Choć zupełnie nie rozumiem, cóż może być ciekawego w tym, co mam między nogami. Umawiamy się, że zrobimy to na „trzy-cztery". „Trzy-cztery" i spuszczamy spodnie, a dziewczynki podciągają sukienki... Czy było warto? Bo ja wiem, chyba warto to było zrobić tylko po to, żeby pochwalić się kolegom, że już się widziało. Ale co właściwie się widziało? Przecież one tam nic nie mają! Zawstydzeni rozbiegamy się. My biegniemy na boisko, może ktoś znajomy gra w nogę i załapiemy się do składu? Tak, piłka nożna jest ciekawsza od tego, co widzieliśmy. Z tymi koleżankami już się więcej nie będziemy bawić w doktora. Po co mielibyśmy się jeszcze z nimi zadawać, skoro pokazały nam to, co chcieliśmy zobaczyć, i już nas nie ciekawią?!


Zakazy
Jest ich pełno, ale nikt się nimi nie przejmuje. Na przykład nie wolno pić nie przegotowanej wody, a wszyscy taką pijemy. Czasami pijemy nawet wodę z kanału, albo z kałuż. Nie przejmujemy się takimi pierdołami. Nie myjemy rąk przed posiłkiem. Gdybyśmy mogli, to nigdy byśmy nie myli nóg i włosów. No, ale raz w tygodniu mamy siłą zaciągają nas do łazienek. Nie wolno nam się pocić, ale jak tu się nie pocić, skoro cały czas jesteśmy w ruchu. Nie wolno nam krzyczeć, ale przecież wszyscy krzyczą, także dorośli, więc o co w ogóle chodzi?! W gruncie rzeczy te wszystkie zakazy nie mają sensu, bo nikt ich nie przestrzega. Zwłaszcza dorośli, którzy je wydali. Tak więc są zakazy i ich nie ma. I nie ma nas co straszyć poprawczakiem. Nie boimy się, bo żeby trafić do poprawczaka, to już trzeba być bardzo niegrzecznym.







Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,118,707 Unikalnych wizyt