Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
Dobranocka nieco str...
kobieco
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Marcin Sas
Marcin Sas – ur. 1983, w Warszawie. Pisze przede wszystkim wiersze. Publikował w pismach: „Dwutygodnik”, „Wyspa”, „Pogranicza”, „Tygiel Kultury”, „Zeszyty Poetyckie” , „Wakat”, „Cegła”.
Autor książki z wierszami „Po zapaści w języku obcym”, krótkich, upoetycznionych opowiadań „Prognozy fatalistyczne” oraz tomiku poetyckiego „Bezpowrotne wakacje Tourette’a”.
Aktualnie w trakcie pisania kolejnej książki poetyckiej pod wstępnym tytułem „Bajka na godziny”.





TWÓRCZOŚĆ




Wczoraj gasły neony, wracamy

Zwyczajna podróż i przesiadki przy przydrożnych krzyżach,
zwykle tu kończy się historia, bar wolność otwarty 24h neon
z przerwą na milczenie. Bez słowa przeczekać, i rób co chcesz,
w końcu samo przejdzie w stan większego skupienia.

Prosta sprawa, ta bezdomność – prosta droga, bez cienia świata
dym opadł na kolana, stoliki puste. Zbieramy drobne – słowa?
To jedynie była prawda. Dym już opadł na kolana. Za dużo pijesz
- za długo myślę o złym
, odpowiada, po chwili granica miasta,

bez namysłu granica zmienia się w ruchomą firankę. Wcześnie,
za dużo pijesz
– za wcześnie wszystko się kończy, odpowiada.
Dziś znów wciskano prawdę w okna, tylko ulice, budynki
udające miasto, cicho – przechadzamy się do jutra.

Jednak wczoraj drugi raz na cmentarzu u przyjaciela,
dziś przypominamy sobie światło, i neon – skończyło się. Patrz,
ślepa uliczka w pamięci, centrum świata zapamiętane – środek
ciężkości przeniesiony, rozłożony, podobnie jak nogi, obraz
snu na chodnikach – trwa spacer nieuchwytnym krokiem.




Trzy godziny od innego trybu

Był niewielki wypadek, ślady po śmiertelności – uosobienie
nieważnych wyrazów i pustych butelek. Był film, na pewno
kryminał, skończył się tradycyjnie - z napisami nie można
wiązać nadziei. Nic nie znaczy urwany sygnał, zajęte, nerwy

po chwili nie może – nie szeleścić. Zawsze zostaje ekran kontrolny,
sen którego nie można sobie przypomnieć. Odpowiednio dobrano
dawkowanie na noc, było ciszej, przez tydzień nie używano słów
w ten sposób. Teraz odpowiedni tryb udaje się opowiedzieć

wygląda w wierszu jak wykrzyknik. Można już powiedzieć,
że wszystko w normie, regularne krwawienie, przepełniona
popielniczka, niedopałek to odległość od prawdziwego życia.
Odkaszlnąć te trzy godziny spania, trzy godziny pociągiem

i w zaskakujący sposób wejść do życia, ubrać ciało
nie przymierzając, nie pasuje. W podróży okno na nic jak
wstrzymany oddech. Na ulicy już pogrzebana noc i zamknięte
pod powiekami wyjścia. Już otwarte w kieszeni dokumenty –
zaostrzone w kieszeniach noże.






Nowy Świat, czekanie

Te budynki tu były, można zapamiętać nazwy ulic, liście
pękające pod nogami, deszcz, a to wszystko jest tylko
nerwowym mnożeniem kroków w myślach. Myślałem,
że już nie lubię Amatorskiej, nawet liczyłem na coś innego

niż rachunek wystawiony sobie. Po chwili, po sobie widzę
zaniki, po prostu nie pamiętam ile, i próbuję - ostatnio znalazłem
synonim - po czasie. Później znów - te budynki tu były,
można nawet nie wchodzić, żeby poczuć wilgoć ścian,

deszcz. Okna wystawione na próbę, osoby w witrynach
i kamień mierzony na próbę. Patrz, stąd odjeżdża pociąg, ostatni
albo nie prześpimy nocy w łóżku. Noc oderwana od snu, deszcz,
ale te budynki już tu były, nie pamiętam niczego, wiem.





Kolejny dług podpisany

Stare wiersze jak mandaty – rośnie oprocentowanie znaczeń, zgodnie
podpisując nocne kary, nie spłacając światła ulicom, nocne sklepy
z promocjami na jednorazowy długopis. Wystarczyło? Uzależnienie
i kredyty, kolejne długi spłacić pozorem – już poza

wierzycielem. Bez – osoby, zostało ci tylko myślenie, pamięć
ostatecznie jak wnioski o umorzenie. Wiadomo, odsetki rozniosą się
na ciało, ciało rozniesie na jesień – i to będzie prawdziwie
abstrakcyjne przeobrażenie. W zgodzie, już nie pisząc, nie pytając

przez sen ciągle bez wiedzy – bank nie udziela informacji? Trudno
mówisz. Oddział zamknięto. I tylko napis uśmiechnij się, jakbyś odmawiał
z pamięci stare, ironiczne wiersze w korytarzu zakończonym
drzwiami bez klamki – Nie można znów wyjść z siebie –
jak z długów.









Podziemna izba


Spadł z dachu, to znaczy poczuł się zaskoczony przez ziemię.
Bez posiłku prosta droga do izby przyjęć i wytrzeźwień,
prosta droga wzdłuż torów kolejowych, pluć inaczej – mówiąc
– zaznaczać teren, na ostre narzędzia, spadł

z dachu – stąd można umniejszać zgodność z widocznością,
tak się wszystko kurczy, nawet pieśń epicka, to tylko
wzmianka w lokalnej gazecie. Noc na ostre narzędzia,
ale nie będzie noży w plecach, tu tak obszernie krwawiące nic

Tylko konary drzew mogą zaczepiać włosy. Jeszcze telefon –
sygnał z różnymi tonacjami, milczenie i krzyk, na razie ciszej,
każde miejsce ma sygnał awarii. Boisz się? Każde miejsce
i sygnał na straży. Straszy cię? Jedna fraza, której nie poznamy

brzmi nie wiem, pod koniec tylko tyle: przekręcając klucz,
pozostaje rozproszyć resztki uwagi, miejsca na łóżku wystarczy
na wszystko, miejsca na ziemi nie – wydają się neutralne,
dlatego – pod ziemią wszystko przerasta.



Sztafaż śródmiejski


Codziennie na śniadanie szeleści gazeta w ustach,
wcześniej ciemnieje księżyc jak kamień rzucony w okno.

Odcinek szkła na skórze i wycinek nudnego poranka,
widać, że właśnie granicę nowego świata ustalono,

Kiedy kawałek razowego i masło na palcach pomiędzy
nudą – radiowe pokrętło zmieniając audycje

Pan formę wydarzeń ustala widokiem pan siedzi
na stołku pisząc wiadomość, że każda z tych minut – ciągle

Omawiana stroi się w brakujące słowa, a ciągle brak ten
wypowiada pewny siebie, że nocna wódka to tania metafora




Obudzony


ten sen nie będzie dobry -
- nawet do psychoanalizy


Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,309,390 Unikalnych wizyt