Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

21 marca Światowy Dz...
Dobranocka nieco str...
kobieco
Dominka Lewicka-Kluc...
WIERSZE NA WSKROŚ MI...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Wakacyjna Strefa Wierszy 2

TWÓRCZOŚĆ:


[kolejność alfabetyczna]




Magdalena Gałkowska

połykacze ognia

idziemy w górę rzeki po odłamkach szkła. to wszystko
po to, by zniknąć z pola widzenia. toniemy na wznak,
leniwie płynąc betonowym korytem. spijamy cierpki płyn
z nagrzanych butelek. czerwona kula osuwa się

na zachód, jakby chciała wpaść nam wprost do ust.
to tylko światło — mówisz, kładąc dłoń na moim brzuchu.
skupiają się promienie i ból. kilka godzin później,
przeżartą przez płomień, odwracasz twarzą do siebie.




Anna Grabowska

śniadanie. niekoniecznie na trawie

każdy daje się nabrać na wystające kolce.
wpadasz i wychodzi z ciebie zwierzę,
urażona duma, pewnie edouard wiedziałby
co jeszcze. mogę zrobić dobrze.
jutro wyjeżdżam na urlop;
przebieram się za laleczkę, więc biorę do ust
- pomadkę,
do namaszczenia ciała
- olejek.
prowizorycznie pakuję szpilki.
dasz wiarę? same ze mnie wychodzą.
chociaż, kiedy zamknę oczy, wiem,
że nie umiem się zaszczepić
na ten rodzaj głodu.




Hanna Janczak

Plaża

Południe rozdaje karty ustawia na pozycjach. Wiatr
wpada do otwartych ust i gra. Masz wiele takich miejsc
które wystarczy dotknąć.

Poddać się jest łatwo. Dłonie przynoszą wilgoć języki
pchają się do ust i wyłapują śmieszne onomatopeje
na granicy smaku. Dudni i stuka

To w nas. Szybciej! I szybciej to jest bez ubrań.
Będziemy czuć się wyraźniej. Wilgotny piasek przywiera

i ogłupiałe mewy czekają a przynieśliśmy pot i mam cię
pod paznokciem. Kończę a potem ty. Jakie to się wydaje proste.

Mówisz że gdyby nie ten facet w środku
płakałbyś teraz jak dziecko.




Elżbieta Lipińska

Rykoszety

Tamtego lata byłam inna. Pewnie, że to nie nowość,
ale kogo stać na same nowości. A lipiec był,
jak zanotowałam, męcząco migotliwy.

Mój bohater, tradycyjnie, był erudytą,
co, tradycyjnie, przyprawiało mnie o zawrót głowy.
Dokładnie taki, jak trzeba: wrażliwy, mądry,
opiekuńczy. Lekko wycofany, pesymistyczny,
ideał ze skazami, które, tradycyjnie, starałam się
usuwać jak dobry wybielacz. I z tak samo mizernym skutkiem.
Ale po co komu ideał? Wiadomo, że są nudne.
Wiersze pisały się same.

Tamtego lata byliśmy inni. Pewnie, czas leci, banał.
Ten lipiec jest męcząco bolesny.
Wieszcz coś pisał o bohaterze, że schudł i sczerniał,
lecz dziwnie wyszlachetniał.
Co on tam wie? Cierpienie nie uszlachetnia,
cierpienie przenosi cię w odmienne stany świadomości
Na obcowanie dusz nie ma się siły.

Upał. Susza. Wiersze w odwrocie.




Dorota Nowak

mchy

lubiła gdy od strony wilgoci
jej ogrody porastał mech –
ocienione skupisko znaków

swoją obecność
przytwierdzała do podłoża
za pomocą chwytników

wystarczała kropla
by na jałowych wydmach
rozwinęła się w darń

z zielonej podściółki
truskawki i poziomki
wyrastały dla niego

pomiędzy chwastami




Janusz Radwański

Umrzyka skrzynia

Dwóch zgubionych ojców z absurdalnym w lesie kajakiem
johoho i butelka niczego, bo przecież prowadzimy
życie nie byle jakie. Życie piratów, linoskoczków,
nieśmiertelnych cyborgów. Zaraz znajdziemy drogę,
ale teraz kolejna runda zabawy w chowanego
w różnych układach (my przed dziećmi, dzieci przed nami,
dzieci przed światem, teraz, jeszcze tego nie było,
przed nami reszta świata). Zgubieni, zalani lasem,
robimy wszystko, co się da, czyli jak zwykle za mało,
taka gra i jej reguły. Na kursie dzieci, fala hałasu,
olśnień, diabelskich młynów i wszystkich atrakcji,
jakie się nad nimi zbierają. Fala zimna, aż dech zapiera,
jeszcze parę metrów, damy radę, kolego. Dwóch zagubionych ojców
z absurdalnym w lesie kajakiem, johoho i butelka niczego.




Sława Sibiga

Jest lato

wiatr muska
smaga
targa za grzywy

cień obok cienia
ani przejść
ani stać

zostawiam brzeg

w dziurawej łodzi
błękit
szukam ciebie
pomiędzy obłokami




Ewa Solska

Dict na czas letni (p. sawantka nadaje z uniwersytetu, bo na urlop się wybiera dopiero jesienią)


J. Głowacki pisze w Przyszłem, jak J. Brodski
opowiadał, jak I. Bunin szukał całe życie
miłości, a dostał tylko Nobla.
Kiedy Bunin dobiega trzydziestki, P. Curie
w poszukiwaniu radu i polonu, regularnie
napromieniowuje sobie ramię.
Po Nobla nie pojedzie z powodu
obowiązków dydaktycznych na Sorbonie –
pisze w liście do Komisji.
Pół wieku wcześniej S. Korzeniewski
płynie do Australii na statku „Great Britain”.
Jest połowa sierpnia. Zaczyna się gorączka
złota. Półwieczny Seweryn krótko będzie
górnikiem; zakłada fabrykę. Robotnikom płaci
bimbrem. Jak tamtejszy pastor budującym
kościół w Melbourne. Kiedy tego zabraknie
wierni kościół spalą (to może dlatego
latem w Melbourne jest zima…).
10 lat po Powstaniu Styczniowym nastoletni
Józio Korzeniowski widzi sprowadzoną znikąd
skamieniałą w krwi koszulę wuja Bobrowskiego
(zabił intelektualistę intrygant Grabowski
w pojedynku). Józio staje się Conradem; słonia
przeciw sprawie polskiej zamienia na morze.
2014.
Tego lata w Lublinie (jak tamtego zresztą)
gorączka lipcowa (że tak powiem lirycznie).
Po powrocie z pracy dryfuję con sonno
przez morze Marmara (jak tamten z Bunina
Grek kontrabandzista). Sycę lód burbonem,
słucham Dwójki na przemian z Błaznem
Wielkim Mężem (czyta K. Jasieński).
Myśl niewyszukana: zdarzają się chwile
jakby spoza czasu – znaczy spoza wielości –
znaczy spoza przypadku – znaczy
spoza zamętu… Znaczy – to celowość?
120 lat temu ogrodnik w filmie braci
Lumière (pokazali jeszcze pociąg
wjeżdżający na stację) oblewa się z sikawki.
T. Żeleński ma 20 lat i uprawia jeszcze
„czystą poezję” (w złoty czas dekadencji
nazywano tak hazard).
- I życie się z czasem układa szczęśliwe.
Zwłaszcza gdy nie troszczy się o prawdę
ani o istnienie świata, ani o zbawienie duszy –
tak jednookiemu Tymonowi z Fliuntu
mówił Pirron z Elidy w świątyni Amfiaraosa
na drodze do wyroczni w Delfach.
Pirron ludzi unikał, Tymon wręcz przeciwnie.
Jak z esprit Gargantui Tymon znał się
na winie. I się śmiał z ogrodów – jak Epikur
z ducha Silloi…
Pirron uczył wątpienia, Tymon uczył szyderstwa.
Pirron nic nie napisał, Tymon płodził bezmiernie.
Klaudiusz Elian mógłby nazwać go wybitnym
sommelierem czasu pierwszej klęski
sceptyków…
- „Na szczytach nie ma nic – śnieg, lód, skały.
Za to dużo jest do zobaczenia
we własnym ogródku” – to nie Kandyd z optymizmu,
to Gombrowicz z Dziennika.
Niemniej, P.T. mistrzu,
w czasie letnim ilu takich, co by chcieli mieć ogródek
na tych szczytach właśnie
..




Bogda Szydłowska

Impromptu

niezmiennie
nieodparcie wkrada się
i dotykając skóry przechodzi
głębiej
wnika. odciska wyraźne pieczątki

tego roku napis płynie tęczą
gwiazdy bliżej. nie ma to jak kawa
w Nowym Jorku
(stawia na nogi nawet zamroczonego koalę)
Glamour zawsze z tobą

itd. aż do zgubienia ostatniego kłosa
w pełnym słońcu
i do ostatniej kropli deszczu
w gwałtownej burzy nad Bałtykiem

fakty mówią same za siebie. lato

pachnie tatarakiem
szumi wierzbą
sto tysięcy miast nocą tętni
wszystko jest płynne bardziej jeszcze
lecz także bardziej letnie. mogłabyś przysiąc

nie spotkasz ciszy idealnej
bo lato dźwięczy zbyt doskonale
jak na swoją porę

dziewczyna rozchyla wargi
chłopak chce wiedzieć o nich i o niej więcej
więc pokazuje innemu jak to jest kochać się
ze swoją łasiczką na niemal pustej plaży
a nawet w geście ordynarnym wystawia
środkowy palec
chce mu przez to powiedzieć
nie wiesz stary co tracisz. goń się

wieczorem przy świetle jupiterów
to właśnie on wygrywa batalię o życie
dostaje nowe. swoje

lato daje i odbiera

dziś w ten upał korki na trawie w pogoni za piłką
Mundial. gwizdek sędziego. Brazylia strzela
bramkę Kolumbii

zwycięzca jest tylko jeden
a przegranych nikt nie lubi
i nie zaprasza do studia

trzeba iść boso przez morze. trzeba biec
boso przez prerię
do następnego lata. do następnej w bramce piłki

Brazylia wbija gola i jest dwa do jednego

i choć nigdy już nie będzie takiej gry
takiego lata ze mną
cieszy mnie finał i lato tej próby. moje i innych

04.07.2014 r.




Grzegorz Tomicki

Remat?

Parasole w blaty wetknięte
jak dumne chorągwie i zastęp

niespiesznych chorążych.
Dzień w dzień

ujęty jak rynek
w nawias ulicznych transzei.

Ogień prowadzony za rękę
jak dziecko.

Szyk zadań przestawny
i godzin niezbrojna inwersja.

Na wieży dwie szable zegara:
jako dywersja, tło

czy pozbawiony końcówek
i wpuszczony w maliny dygresji

temat?

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,118,544 Unikalnych wizyt