Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Wakacyjna Strefa Wierszy 3


TWÓRCZOŚĆ:


[kolejność alfabetyczna]



Joanna Fligiel

Cyganiak


poświęcony pamięci Stanisława Goli


Ten wiersz będzie mieć rok - trzydziestego lipca.
Pisze się długo, bo zagraża śmierci. Wolno
przyjmuje postać, aby mógł zmartwychwstać.
Boi się, że umrze dwukrotnie: w niezrozumieniu
i bólu. Jeszcze jest nagi, bez grzbietu
jak Dostojewski z półki Stasia Goli.


Ten wiersz jest sarną; płochą i zranioną.
Słabą jak staruszek na balkonie, który woła
o pomoc dla uwięzionego zwierzęcia. Stoi
przy bukowym potoku. Patrzy, jak nędznicy
grają butelkami w zielone. Płacze w ciszy,
a gdy otrze łzy, zgaśnie światło w jego oknie.


Ten wiersz jest z prowincji, wiec jest skromny
jak renta polskiego dobrobytu. Tęskni do pastwisk
pod asfaltową drogą. Chce się włóczyć niczym
zakochani po Cygańskim Lesie. Zagrać w piłkę.
Nie śmieje się z upadku Ikara. Temu wierszowi
topią się słowa. Sposobi się do odejścia.




Maciek Froński

1981

Leżę sobie na kamykach,
Czuję słońce, słyszę morze,
Zamknę oczy – błękit znika,
Wraca – ledwo je otworzę.
Biel rozsiadła się po skałach,
Za nią blada zieleń kołem,
Opalone wszędzie ciała,
Pierwsze cycki widzę gołe.
Góra Atos za zatoką
Robi do mnie perskie oko.

Nieświadomy jestem tego,
Że w pobliżu, w cieniu pinii,
Kamufluje się z kolegą
Nastoletni kwiat w bikini.
Spod Trewiru jest kolega,
Zaś dziewczyna z Wuppertalu,
Ona w końcu mu ulega,
Bez większego nawet żalu.
Góra Atos za zatoką
Również do nich robi oko.




Roma Jegor


Niebieski pokój

W maju wiatry są mocniejsze
i zaczynają wędrować wydmy
Do lata przejdą długą drogę między naszymi stopami
Wyszlifują łydki wymyślą zagłębienia w których
będziemy chowali ciała jak w gorących sarkofagach
Ułożą się wzdłuż piersi i ramion żółtą pościelą złotą szarfą
jakby to była nagła śmierć to nasze kochanie
jakby to było spalanie i zapadanie światów
Bo kiedy tylko podniesiemy się z wydmy
zaczniemy wytrzepywać z włosów piasek szeptów i dotyków
I odejdziemy i skończy się lato
Opuszczone wydmy będą się mściły
otwierając piaskowe uda na zrudziałe wargi słońca
Morze zaciągnie się smutkiem niczym pusty niebieski pokój
wynajmowany na lato
Ptaki nie będą już miały o czym krzyczeć.




Andrzej Kanclerz

W KRÓLESTWIE ZETA

Chodząc po kamieniach królestwa Zeta
mieście trzystu pięćdziesięciu świątyń
i świętej rzeki co ginie w ziemi jak człowiek
i rodzi się z niej jak człowiek
uczestniczę w scenie arkadyjsko-bukolicznej

W upalne południe pod rozłożystym platanem
śpi pasterz na starej sofie przytaszczonej z domu
i w cieniu drzewa drzemie jego trzoda
szesnaście owiec i baranów jak szesnastu satyrów
- świta Pana

Rogaty łeb podnosi się gdy przechodzę mimo
i kręcone rogi patrzą w moją stronę
nieopodal rośnie trzcina syrinks
lecz nie dostrzegam instrumentu przy śpiącym
ani jego futrzanych kompanach

Wchodzę na wzgórze gdzie ruiny świątyń
miasta biskupiego co nad szmaragdowym jeziorem
jest niemym wspomnieniem
ciernie ranią nogi wąż i jaszczurka przebiegają drogę
zamykam czas pod powiekami




Tomasz Kościkiewicz

Goździki

Zasadziłem brodate goździki - rośliny dwuletnie
kwiaty o czerwonych płatkach. Na paczce nasion
zdjęcie czerwonych drobnych kwiatków.
Niech wyrastają - chociaż już środek lata.
Zasadziłem w doniczce i postawiłem na parapecie.
Jeśli wyrosną będą stapiać się z zachodzącym słońcem.
Podobno nigdy nie jest za późno, żeby zrobić coś dziwnego.
Wyjść przed świtem na spotkanie słońca.
Możliwe, że jestem głupcem.
Sentymentalnym głupcem, unoszącym się na pyłkach.
Jest taki moment przed świtem, kiedy ulicą nie jadą samochody.
Chwila pierwotnej ciszy nie zakłócanej nawet przez pociągi.
Zimny wiatr jeszcze chłodzi i wtedy nie wiesz czy to jeszcze sen,
czy oglądasz jakieś stare zdjęcia.
Monochromatyczny obraz za oknem. Firana falująca w rytmie
kanadyjskiego rocka. Przecież my nie mieszkamy na przedmieściach.
Ale przedmieścia przychodzą do nas, tylko raz dziennie, dokładnie
w tym momencie przed świtem, kiedy jest najlepsza pora
na fantasmagorię i wyrwanie się z uścisku nocy.
Niech świat się w tej chwili nie zmienia i niech światło zastygnie.
Jest środek lata, zasadziłem brodate goździki i nic nie jest w stanie
zmącić zachwytu, kiedy leżysz tak w bladym świetle.
Sięgam aparat i robię serię zdjęć.
Rude włosy rozrzucone na poduszce jak czerwone goździki.




Grzegorz Łączyk

[latem] requiem

nie widziałem koloru lata, kiedy wypełnili
mną głowy i ponieśli w drogę.

teraz jestem wszędzie, w szybkim powietrzu
z czystym unisono - gardło i słońce,
to całe lato, które wie o mnie wszystko.

chciałbym zobaczyć, jak
niosło mnie w kolorach głośne światło.




Ewa Parma

Marienthal

Time present and time past
Are both perhaps present in time future
And time future contained in time past.
(T.S.Eliot, Burnt Norton)


Dziś jest dobry dzień na Marienthal,
święty spokój od małych ludzi
i wielkich namiętności
wśród kamiennych figur,
rowerów i ziół
Można rozcierać je w palcach
i wąchać jak napar
w górskim schronisku
podany wraz z westchnieniem:
„Ah, milacku, láska se nedá
vyléčit bylinkami...“
Można szurać sandałami
po scieżkach tak równych
jakby nigdy nie znały
szlamu powodzi
i połamanych drzew,
siadać w pustych nawach
i na ukrytych
w załomach murów ławkach,
być tam właśnie wtedy
albo dopiero teraz,
gdy pisze się o tym,
patrzy się tam,
zostawia ślad

8.09.2013.




Paweł Podlipniak


Utomlonnyje Sołncem

Lata spalone słońcem jak dzieci na brzegach
rzek, zapomnianych jezior wciąż ścigają lotną
śmierć ważek i kijanek. Pełzniemy za nimi
zawieszeni, zastygli, zaczepieni w świetle.
Jakby było nadzieją. Bezwolni. Zbyt wolni.

Dzieci spalone słońcem lata. Bezpowrotnie.
Skóra nam zeszła z pleców. Powiedz, ile razy
tak zmienialiśmy skórę, aby dopasować
siebie do oczekiwań, zewnętrznych wymagań,
brzmienia małych zagadek. Grona czasowników

- kocha, lubi, szanuje – są tylko dystrakcją.
Zerwij, zapomnij, zamknij i więcej nie wracaj,
do wyrwanych skrzydełek, strzępków martwej skóry.
Żaden grzbiet jej nie przyjmie. Wyrosłaś kijanko
z zagubienia w jeziorach, rzekach, nagich nurtach.

I tylko to, co za nami, nas nie ominie




Bogda Szydłowska

Składam rozkładam wachlarz

Latem rodzi się chłód nad rzeką i gorące uczucie
Czas przyspiesza biegu i wszyscy święci spieszą

Czarny łabędź płynie

Jest
Niebieskość nieskończona na baldachimie
Pachną lipy

Tylko Emil Cioran nie czuje niczego
bo umysł ma przenikliwy i bezbłędnie
odkrywa drogę do piekła
a tam
451 Fahrenheita i zmierzch myśli w ogniu

Przezroczystymi meduzami morze karmi plażę
a ona jest wypełniona dziećmi spiekotą i szumem

Bałwany i całkiem łagodne oraz miękkie niemal głupie
w swej małości fale
liżą

Na polach pełne kłosy pękają i jaszczurki
wygrzewają ogony na pniach starych dębów

Zawiązuję żółte wstążki wokół pęcin

Wczesnym rankiem budzi się ptak
by chwilę zapisać śpiewem

Nasze skóry parują
Olejkami błyszczą odsłonięte partie ciał
Pod skórą pulsuje światło przyzwolenia

W to upalne lato mamy tylko siebie i listonosza
który odczytuje adres z układanki graficznych znaków
gdzie imię jak perła w koronie wskazuje kierunek
I splatają się warkocze komet w symbole
na niebie

Młodym i odwiecznym
z inicjałami zakochanych
kobiet

Wiruje ziemia gwiazdy sypią się
Świerszcze budują dramat przemijania

Składam rozkładam wachlarz

Synogarlice skandują twoje imię i wynoszą
poza nawias obłocznie miękkiego poszycia
Zielono zielono

Tonę

lato 2014




Grzegorz Tomicki

Słoneczne południe

Słoneczne południe, dla
niektórych wakacje. Zasapany
dziadek siada na ławce pod dębem
i patrzy na gówniarzy na
rolkach. Wyciąga z kieszeni
kraciastą chusteczkę i długo
nie robi z nią nic.

(1997)




Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,497,163 Unikalnych wizyt