Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Anna Stolarczyk
Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Dzień Kobiet
Nasz literacki zestaw na Dzień Kobiet. Życzymy Wszystkiego! :)




Genowefa Jakubowska-Fijałkowska

Zjadanie stokrotek

zielonych i białych zamkniętych
zapada zmierzch stokrotki mają smak wszystkich łąk moczarów bagien

(ona podlewa w Pradze marihuanę w doniczce )

po jedzeniu stokrotek idziemy na tyły kawiarni
jestem w niebie jest za jasno i wieczór za czarny po skręcie

jeszcze nie ma nocy a ty jesteś piękna jak twoja córka

inna kobieta opowiada o jego katatonii ciałem
o jego bezśnie i zaklina go metalem na scenie i na pustyni

jest boso jest zmęczona jak ziemia

ma oczy zaklinacza węży i koni
dym fajki wodnej przysłania jej krótko obcięte włosy

przytula do twarzy butelkę wody mineralnej
inni piją cienkie czeskie piwo

ja pierwszy raz w życiu zjadłam stokrotki i miałam wizje
dalsze od Patagonii






W pełni

nabrałam wilgoci w przed nocy września
zdjęłam w pełni zaczarowanego księżyca rajstopy

na posadzkę łazienki
(wieczorna rosa jesiennych mimoz spływała mi po stopach)

odstawały duże palce w nogach (haluksy)
ty po panelach w oficerkach szłaś do mnie jak marsz niemiecki

podałaś twaróg wędzony firmy Pilos oliwki nożyki widelczyki

tuje się pochylały nad ogrodzeniem
siedziałam w połowie naga jak syrena Odyseusza

ty w tych oficerkach byłaś przywiązana do księżyca
żeby mnie nie dotknąć






Ewa Sonnenberg

PORTRET 1

Margeritte, obok, w skrócie, bardziej? w całkowitej, zwiniętej jak lok, taka sobie galaktyka, życie na Ziemi, jak koło zębate, skok przez jednoimienne, eklektyczna elegancja, nieskończoność, ale nudy, pokaż język liczbie, w jakim spamie, program „one”, ekran, substytuty, więcej powietrza, klucz, liczba, klub, suma, czas jest najemcą słów, spędzimy razem noc ?
Margeritte, zapędzimy osły, na środek miasta, na środek świata, osły zobaczą w nas projekcję światła, pieprzone światło, hologram kolorów, barwa utopii, aleja lamp, oślepiający sex, jak nauka mówienia, jak alfabet, jak elementarz, jak ars amandi, z profilu, litera wygląda inaczej, jak inaczej, a co mi do tego, jak na obrazku, święci, osły, i aniołowie, a ty taka nieswoja, taka z innej bajki, otoczyli nas, czy co, mają nas, czy tylko udają, udają wiele rzeczy, wszystko wokół
Margeritte, cholera makieta, cholera hologram, dotykasz? dotkniesz? jak obrazka, ekran przetacza krew obrazom, rozdzielczość jak serce, ekran i ty, naczynia połączone, odbiór, frazes, melodia, kłamstwa, dopasowane z napisami, pełno ich, wszędzie, jak wszy, napisy, uważaj, czytaj poza zasięgiem, tu, tu, i tam, tam, rama jest pozłacana, rama jest obosieczna, rama jest wykluczona, antyrama, no problem ?, plakaty stereofoniczne, książki kwadrofoniczne, skrót: jak Droga
Margeritte, gra w filmie, zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie wzrasta, symulacja, jak wszystko co przegrane, zagrane jeszcze raz, od początku, napisy końcowe to złudzenie, jak będziesz o jeden wiek starsza, to zrozumiesz, a co, co jak co, ale ja się piszę, lub wypisuję, zmienna lakoniczna, zmienna narracyjna, dada a kiedy surrealizm ?, dada a kiedy absurd?, mówiono mi odmiennie, coś przez coś, tabliczka mnożenia, nie odmiennie
Margeritte, stary fortepian, klawisz i klawisze, pod stereotypami, pod ciemną gwiazdą, no face, ty jak wstaniesz z grobu, opublikujesz, no jasne, pamiętniki, palenie mostów między słowami, pozostawienie mostów między sensami, konteksty w normie, aluzje jak złoża złota, cash, ty forsa gdzie sobie poszłaś? przekaż dalej, „cash” wpisany w inicjał miłości, „massive attack”, „no name”, zaburzenia, tylko się trochę podmalujesz i będziesz wyglądać jak żywa, kukła, lalka, symulakra, my baby
Margeritte, maszyna do pisania, jaką literą, Jesteś, ?<>, jestem w opakowaniu, na opakowaniu, opakowaniem, „znaki i symbole”, sprawdź pod literką numer, w jakim słowie, szukamy się, kiedy ty, a ja, to co, nic, za nic, za wszystko, my baby, cash what you eat, ty forsa co zjadasz? „everything”, i ciebie, „ciągną się szeregi”, ty ciastko, ciacho, ciasteczko, biorą nas, za innych, nie swoich, biorą nas, od tyłu, z przodu maliny, opychają się nami, pożerają nas, kanibalizm, słodko, utopia, i inne rzeczy
Margeritte, oczytana, sprzedana, kurwa, a jak, a co, golisz, golę, golimy, sekret must be show, „w dole kwitnie śliczny kwiatuszek a w rękach trzymam ciepły cycuszek”, na przestrzeni tłumu, jak kartka, jak wydarta kartka, jak niezapisana kartka, a gdzie są książki, książki (?), antyokładka, antywiersz, antyksiążka, sukinsynu, zabałaganione skwery naszych możliwości, ale fajnie, nie fajki, fajrant, za duże na czekoladki, ACHA
Margeritte, przeistacza fabułę, miasta, całego miasta, fabuła peryferii, krótka nowela literacka, zmierzch jesieni, zmierzch Bogów, dialogowanie, „okno dialogowe”, kryterium wrażliwości, skala wolności, Obywatel GC, obywatel, vivre la fakultatywne wykłady, na dziko, i w cieniu, „wieża matematyków „, a wista”, bez komentarzy, instrukcja, wewnątrz, labirynt, laboratorium zmysłów, sensualność, godziny, brylant, różowe, złote, kokaina, Heroin, Divin, eklerki, napoleonki
Margeritte, dłuży się, za życia, a takiego, podczas, za naszego, żyć znaczy iść dalej, w dalej, przeistaczanie, książka, archiwum, bibliografia, w sumie trzeba się mocno zastanowić, co z czym, jak dalej, kiedy i w jaki sposób, samotność jest jak pies, jak rower, jak poręcz, poręczyciel dręczyciel, niszczyciel, gwałciciel, seria numer, niewygodne tematy, instrukcje proszę, no proszę, grzeczna, mała, mały, dziewczynka, „faceta”, w sumie, „trzeba”, są ewentualności
Margeritte, niewygodnym, nielegalnym, niewolnikiem, urzędnikiem, zawodnikiem, minus ileś, zapraszam na dwór królewski: karły bawią naszą obojętność, obojętność jest jak objętość, szerzenie niedomówień, pogróżek, pogaduszek, wylizywanie do spodu, butelek i schodów, karmi cię, frazes, karmi cię, nurt rzeki, z piersi, mnie wydłuża, w dalej, wydłuża, odnóża, kaskader – pająk, lizus średniowiecznych baśni, epistemologia mitów, średniowieczne narzędzia tortur
Margeritte, z żeber wychodzi jej serce, z żeber wychodzi mi świat, światło, stan, wojenne strategie miłości, miłosne zasieki, kamień, jest, blisko, kamień, pachnie, Chartre, bardziej niż Notre – Dame, jesteśmy damami na moście smoków, zazwyczaj, dzidzi, kacio, co jeszcze, balast, snów, muzyka mi się toczy, toczy jak nakrętka, napój, gazowany, napój, autoportret zwrotny, czarny humor, czarny żar, profilaktycznie, „ani słowa”, słowa za słowa, ciało za ciało, n
Margeritte, niebieskie z czerwonym, wklejam, się, „mam zaszczyt”, pierdolę zaszczyty, „gdzie można się odlać”, w pierwszej lepszej, zabawie, się, z wami, czarne z białym, symulacja, drobiazg, cień roszady, asymilacja, ciało autostrady, „stąd do wieczności”, zajęty widokiem, widoczność do odtworzenia, na pograniczu, nie złudzenie, szare z szarym, kładę napis, wybiórczo, rachunek, żadne prawdopodobieństwa, z własnym rachunkiem, pilnuj swojej dupy
Margeritte, przeistacza się, scena, miasto, scena, kolaborowanie z reality, z rzeczywistym, z niewidocznym, na scenie, jest się, ja się z Margerittki robię pies, pies, podnosi nogę, leję na wszystko, „gdzie się można odlać”, odlewam się, jest fajnie, jak na facebooku, pobiegam sobie, wirtualnie, naturalnie, bez próby generalnej, na otwartej przestrzeni, do pełna, w świetle reflektorów, w ogniu wszystkich gwiazd






Katarzyna Janicka

What are you talking about?

Czasem w nocy staje koło łóżka i sika. Orientuje się dopiero rano. Rodzice mu zawsze mówili, że jest nieprzeciętnie inteligenty, wyjątkowy. Zawsze wybierany pierwszy w grach zespołowych… nie zrozumiały przez głupie masy. Jednostka wybitna, mówili i mało przytulali.
Kobiety mówią do niego Dick, ma na imię Richard, jest to więc przykład agresji biernej, którą niby przypisuje się jemu. Ja? Agresywny nie wprost? Mężczyźni siedzą z szeroko rozstawionymi nogami, bo inaczej bolą ich jadra - tłumaczy. Metro w nowym jorku, jaja jak berety. O to się kłóci z koleżankami z pracy. O czym one w ogóle mówią?
Dick każdego dnia udaje, że lubi prace, koleżanki, rodziców. Udaje świetnie, na piątkę z plusem. Na tyle, że lubi tę swoją grę, bawiło go od zawsze, że gra, i że lubi, to jego prywatny meta poziom. Udaje, że mu zależy i wierzy sobie, że mu wierzą. Jest to jakieś przed stadium optymizmu, forma szczęścia. Dick jest zawsze zajęty. Ma wiele opcji. Lubi myśleć, że się nie przejmuje. Ma wiele opcji i wiele wyjść z sytuacji. Ograniczasz go. Przestań go ograniczać. I zacznij jeść. Nie interesuj się. Zajmij się sobą. Daj mi spokój mówi całym sobą, dajcie mi wszyscy święty spokój. Mogłabyś?
To nie chodzi o to, że jego praca, czy znajomi są ciekawsi, nie są. Nawet nie to, że ma więcej zainteresowań, bo nie ma. On jest zajęty sobą, obsesyjnie. Zajęty tylko sobą. Bycie z tobą go męczy. Nie wymagaj. On naprawdę jest aż takim ignorantem. To nie twoja sprawa, czy mama go kochała, czy nie kochała. To nie twoja sprawa, jak szeroko rozstawia nogi w metrze. To nie twoja sprawa, że w nocy wstaje i sika w kącie sypialni. On jest bezrefleksyjny. Żyje z wielkim słoniami w pokoju. Różowe słonie, turkusowe, purpurowe, seledynowe stoją jeden na drugim. On ich wciąż nie dostrzega. Niczego nie pamięta, za nic nie bierze odpowiedzialności, nie łączy kropek, nic z niczego nie wynika. Nic nie jest bezinteresowne ‘ot tak’, jest dla niego: ‘bo tak’.
Nie wyciąga wniosków. Lewituje. A ty nie chcesz lewitować. I co, będziesz się temu przyglądać? Taki masz plan? Uczynisz z tego medytacje? Chcesz potrząsać aż wytrząśniesz z niego tę durną beztroskę? Lenistwo? Jak długo będziesz potrząsać? Czy masz aż tyle siły? Będziesz czekać by odejść, prokrastynacja jest chorobą wirusową, bo ty wierzysz, co? W miłość, w niego, w zmianę, w potencjał? W potrząsanie? W unaocznienie słoni? Światło świadomości w tunelu, strumień światła na brak refleksji, rebus, obrus, burek, zajmij się sobą, dziewczyno i nie jedz tyle.
Ty chcesz uczestniczyć, brać odpowiedzialność. Ty masz być włączona. Przeraża cię, że on chce być nieaktywny. Tyle, że twoja rola nie ma sensu. Chcesz być zapłonem? On może po prostu spłonąć, może podświadomie wie, że światło w pokoju musi być przyciemnione? Może wie, że słonie to mięsożerne dinozaury, które niewymarły. Ot tak po prostu zapali się i spłonie.
Tlić? Nie przejmuj się. Wszystko będzie w porządku. To co, że on nie ma potrzeby? To, co że cele się nie realizują, to co że jest trwanie, głupie, ślepe trwanie. Przyduszenie. brak powietrza, duszność, ból głowy, nuda, choroba niezaangażowania w życie. Niewidzialność.
Nie czyta Viktora Hugo, bo nie chce. Nie chodzi na siłownie, bo nie lubi. I co mu zrobisz, przeszczep przyjemności? Potrzebę potrzeb? Będzie patrzył w stół, gdy mówi. To będzie wykład podniesionym głosem. Rola kobiety w świecie niewidzialnych słoni…
…Myślisz, że możesz być chujem Dick, jeśli tylko miło mi o tym opowiesz? Do you think you can be a dick as long you’re nice about it? I co? tak mnie po prostu odstawisz, jak choinkę po świętach? Cała ekscytacja z zakupu choinki “jedziemy dziś po choinkę”, ubieranie - światełka, bombki i co, i tyle? Leży na chodniku, z innymi choinkami w styczniowym deszczu. Na tyle nam byłaś potrzebna. Na tyle Ci się przydałam. Powiedz mi to, nie bądź biernie agresywny!
O czym ty mówisz?
W jakimś sensie przepraszam swoim istnieniem za całą resztę? Wiesz, jak to jest… Nie żebym czuł się winny, nie, to nie to. Czuję się bezsensu. Nie mam potrzeby odczuwać ciebie, ani tym bardziej brać odpowiedzialności. Jestem poza tym, poza tobą trochę i mało mnie to, niewiele mnie obchodzi. To by była oficjalna odpowiedź. Bawi cię to?
Czy wolisz usłyszeć hej mała dziś wychodzę z kumplami. Chcesz wierzyć w coś, czego ja ci nigdy nie obiecywałem. Postawiłaś moje inicjały do sobie znanego wzoru i naginasz. To nie tak, że ja ten wzór neguje. Wcale nie! Ja go po prostu go nie widzę. Mało mnie świat twoich brunchy, łyżw… Mało. Do tego to się chyba sprowadza. Lubię cię. Lubię cię nawet bardzo. Jak mam możliwość chętnie pójdę z tobą na piwo, ale nie często mam możliwość, no co ci mam powiedzieć, że mi się nudzi spędzanie czasu z dziewczyną.
Wolę onanizm od seksu. Jest szybszy, jest czystszy. Mniej ruchu, mniej potu - mniej śladów. To nie chodzi o żaden stopień bliskości, nie przejmuj się tak, dziewczyno. Masz zaburzenia żywieniowe, bo nie możesz odpuścić. Nikt cie nie prosi, żebyś się poświęcała. Nie poświęcaj się, nie płacz kiedy się onanizujesz, i do cholery nie mów mi o tym, to nie ma sensu. Ja nie chcę wiedzieć. Nie bądź kompulsywna, wyluzuj.
Jeśli chodzi o choinkę to ja nie muszę mieć choinki. Nie musiałem jej kupować ani ubierać. Jeśli chodzi o łyżwy to serio nic by się nie stało gdybym już nigdy nie musiał iść na łyżwy.
Czy to znaczy, że godzisz się na byle jakość, dziewczyno? Nie.
Bierzesz, co jest tak jak ja biorę, że jesteś. Chcesz mnie zmienić? Chcesz, żeby mi zależało na rzeczach, na których mi nie zależy? Rozśmieszasz mnie. Wymyśliłaś sobie mnie, ale to nie jestem ja. Kiedy się na tym przyłapałaś, kiedy to do ciebie doszło, zostałaś. I tu mnie boli. Skoro zostałaś to godzisz się na to co masz. Po co się godzisz? Głupia jesteś? Samotna? Na co ci to? Sama się siebie zapytaj. Czy nie jesteś w rozpaczy? Wiesz, mi aż tak nie zależy…
(...)
O czym ty mówisz?





Milena Rytelewska

Bajka o Księżycu

Zdarzyło się to dawno, bardzo dawno temu, nikt nie pamięta kiedy. I daleko, bardzo daleko, a raczej wysoko - w Niebie. Tam właśnie żył on - Księżyc. Żył tak, jak potrafił, jak go nauczono: kładł się zawsze o świcie, budził po zmroku i rozpoczynał pracę, czyli świecił. Błękitnie i zimno. To była jego rola. Jedyna. I był w niej świetny. Najlepszy. I co najważniejsze – czuł się potrzebny.
A bardzo chciał być potrzebny. Musiał być. Inaczej nie miałby, po co żyć - bo dla siebie nie umiał. Bo żył w nocy i miał w sobie tylko w noc. Na szczęście to do niego wyły wilki, zwracali się zakochani. I to on wskazywał drogę niesfornym wędrowcom. On sam jednak milczał, by nie strącić gwiazd i coraz zazdrośnie patrzył w dół, wytężał wzrok; a rano nie mógł zasnąć, bo tętno burzyło mu krew… Tak bardzo też chciał wyć, kochać i choć na chwilę wyrwać się z orbity. Lecz nie miał odwagi. Nie wiedział jak.
Pewnego dnia, czekając na sen, zobaczył Ją: piękną, złotą. Miała na imię Słońce. Choć wtedy nie wiedział, że ma na imię Słońce. Nigdy się nie dowiedział. Wiedział za to, a raczej czuł, że była niezwykła, bo na Jej widok zabiło mu serce. Tak odkrył, że ma serce. I zrobiło mu się cieplej i jaśniej. Nawet zalśnił cieplej i jaśniej. Nawet towarzyszące mu gwiazdy nieco zmieniły blask. A nawet ton.
- Jakie to dziwne… - pomyślał.
Bo z jednej strony takie rozkoszne, ciekawe – a z drugiej ogarnął go lęk, że się w Słońcu zatraci. Że nim się spostrzeże, zmieni się zupełnie. W kogo? W Nią?
- Kim będę, jeśli przestanę być zimnym Księżycem? I czy w ogóle wciąż będę Księżycem?
Zadrżał. Zaiskrzył lodowato. Aż się siebie przeraził. I znów pomyślał o Słońcu. Wtulił się w chmurę i zasnął. Śniło mu się, że trzymał Słońce w ramionach i całował tak mocno, że aż się poparzył, aż popękały mu usta. Lecz nie płakał, nie. Przeciwnie, cieszył się, bo to przecież z Niej były te blizny, ten ból.
Jeszcze raz Ją zagarnął, jeszcze mocniej objął. I spłonął.
Wtedy się obudził.
Następnego dnia było tak samo. Następnego też. Zasypiał teraz chętnie, bo „ze Słońcem w ramionach”. A potem nie chciał się budzić. Lecz zawsze się budził. I każdy kolejny sen rozgrzewał mu serce, które teraz miał i to coraz większe. Jakby kilka serc miał. I więcej siły miał do pracy i do tęsknoty. Bo coraz więcej w nim było tęsknoty. Coraz bardziej, coraz zachłanniej, na zawsze Słońca chciał.
- Skoro tyle Jej we śnie, może jest tylko snem - myślał i szybko zamykał oczy.
Kładł się coraz później. Długo na Nią czekał. W końcu się zjawiała. Chciał Jej wyznać miłość, lecz zasypiał w pół słowa i tylko we śnie Ją całował, całował…
- Tak bardzo się różnimy, a wcale nie różnimy. Choć prawie się nie znamy, to czuję, że się znamy.
- Dlaczego los wciąż splata nam ręce?
Przypominała mu meteor, który znał, bo czasem, w ciemności, przecinał mu drogę. I wzbudzał podobny, jak Ona, zachwyt i lęk. I zostawiał podobny żar.
Czasem śniło mu się, że Słońce nachyla się nad nim, całuje.
Czasem, gdy się budził – błyszczał złotem.
Wczoraj znów na nią czekał:
- Kocham cię… - powtarzał, aż zasnął.
I tak już jest i będzie, że On będzie na Nią czekał tak długo, aż zaśnie. A Ona będzie czekała, aż On zaśnie. Bo tylko, gdy On śpi, Ona może wstać, a gdy Ona wstanie - On może spać. I będą za sobą tęsknić, i się mieć i nie mieć, przez chwilę muskać się wzrokiem i ogrzewać z daleka. Bo tego pragną. I muszą. By On miał siłę wskazywać drogę niesfornym wędrowcom, a Ona siłę, by płonąć. W tym samym i nie tym czasie. W tym samym i nie tym samym Niebie…
- Czy kiedyś się dowiem, jak ci na imię? Kocham cię - powiedziała i pocałowała go czule, a potem zalśniła błękitem.

- Wiesz, dziś po raz pierwszy zawyłem do Słońca, do ciebie – wyszeptał mi Księżyc przez sen.






Wioletta Grzegorzewska

Zamiast biogramu

Usunęli mój biogram panowie specjaliści
od białek integralnych i współczynników opóźniania
jak tego poetę, który pisał wiersze o kolorowym Berlinie,
a ostatnie lata życia spędził w więzieniu,
za to, że zimą kradł prąd, aby nie zamarznąć
w czynszówce, lecz Wikipedia to przemilczy,
bo czy są przypisy do nieprzespanych nocy
bez alkoholu, gdy zwijasz się na pryczy
„jak liszka wbita na kolec tarniny”?

Ta malarka, co nie miała na koncie nagród,
po tym jak poroniła próbowała wykasować się
z tego świata, aby znów trafić do poczekalni
„Do usunięcia”, obok pisarza, który w Afryce
zaraził się nad źródłem zarodźcem sierpowym.
Czy istnieje szablon hasła, który w skrócie opisze
jego ostatnie godziny, ból wysadzanych komórek i pamięci?






Wyjście do ludzi

Pani się za mało angażuje,
a powinna się pani za czymś wstawić,
zrobić coś dla świata jak ten niemiecki artysta,
który ulepił z gliny unijnych polityków,
jak dyskutują o globalnym ociepleniu
zanurzeni po uszy w wodzie.
To jest sztuka, droga pani, przez duże es.

Ja na ten przykład podpisuję petycje.
Jest taka strona, gdzie można.
A pani wciąż siedzi na wyspie
i co pani robi na tym zadupiu?
Tomiki to sobie można pisać całe życie,
a pani powinna się czymś zająć, zapisać
do związku pisarzy na obczyźnie.
Z tego są spotkania i wyjście do ludzi.






Joanna Fligiel

Czesiny tryptyk 

"O, jakżeś uszczęśliwiony, że Jezusa w rękach masz"


Przydrożni święci mieszkają w muzeach 

Świętego Antoniego widziano ostatnio w Muzeum 
w Stęszewie. Uwięziono go z dzieciątkiem Jezus 
na ręku w momencie, gdy szeptało „Bóg Cię Kocha”. 
Tylko Cześka szuka go wszędzie. Zawodzi: Antoni, 
Święty Antoni, patronie ubogich i zagubionych, dzieci 
i narzeczonych, gdzie jesteś?! Nikt nie powiedział 
pomylonej Cześce, że Święty ma się nieźle. Nie odrąbią 
mu łobuzy ani rąk, ani nóg, ani najświętszego języka. 
Stoi sobie wyczyszczony i gotowy do zdjęcia, i nie musi 
słuchać próśb o znalezienie utraconego szczęścia Cześki. 

Nie ma świętych dla lesbijek:
Cześka 


Nie takiej sławy spodziewano się dla Cześki, 
jaką Cześka miała we wsi. Matka już trzy razy 
przewróciła się w grobie, a zmarła jakoś tak 
zaraz po Cześki porodzie. Ponoć nie pokazuje się 
obcym po zmroku niechrzczonego dziecka, 
ale jaki to był obcy - stryjek ze Stęszewa. 

Może kto zapomniał zawiązać czerwoną kokardkę 
przy kolebce, bo dziecek w domu było już sześcioro, 
a wszystkie na skaranie boskie płci żeńskiej. 

Nie takiej sławy spodziewano się dla Cześki, 
jaką Cześka miała we wsi. Nawet babka z lasu 
przyszła na ratunek - za darmo. Do wiadra mleka 
wrzuciła gwoździe. Kogo miały kłuć w brzuchu, 
ten był winny. Tak umarła Gabrysia na zapalenie 
wyrostka. Nie wezwano w porę doktora. Miało 
przejść od zdzielenia w głowę - miotłą. 

Ileż to razy psy zlizywały słoninę ze stóp Cześki, 
a białko w misce przy jej głowie i tak ścinało się 
w kobiecą postać. Już lepiej byłoby, gdyby 
jako siódma z rzędu przyduszała chłopów 
we śnie. 

Nie spodziewano się tego po Cześce, więc 
znaleźli jej takiego, co śpiewał przy jedzeniu. 
Bronek był niezbyt dorosły, ale barczysty i wielki, 
owszem widział konie, ale nijak nie umiał 
zabrać się do Cześki. Wystarczy, że spojrzała,
od tych czarnych oczu prosięta zdychały, 
a co dopiero bronkowy rolek. 

Nie musiała, więc Cześka chodzić z mężem do chlewa. 
Mogła chodzić na łąki, obejmować drzewa. Jedyny chłop, 
do którego po drodze gadała, to drewniany Antoni 
z dzieciątkiem. 

Nie tego spodziewano się po Cześce, ale 
zawsze pokornie klęczała. Porządny owczarz, 
co głowę Żyda zakopuje koło zagrody, żeby wilki 
nie wykradły owiec lub jaki inny czesiny urok, 
słyszał jak płakała. Od tej jej rozpaczy żal mu 
robiło się dziewczyny. Widać było, że naprawdę 
durzyła się w Gabrysi jak chłop w babie. 

ciąg dalszy nastąpił 

Jestem jak Święty Antoni ze Stęszewa. Lubię być 
czysta, stać w miejscu, nigdzie się nie wybierać. 
Czasem ktoś złamie zakaz i dotknie eksponatu. 
Czasem nawet draśnie. Eksponaty łatwopalne.
Bezpiecznie nam tam, gdzie gaśnice bywają mylone 
z dziełami sztuki, a pomylone Cześki nie zawracają 
nam drewnianej dupy.






Joanna Lech

Tańcz, głupia, tańcz

Morning Mr Magpie Radiohead

Dlaczego nie chciałaś zdjąć butów, gdy weszłaś
i zgasły nad tobą latarnie. Skoro zrzuciłaś je, gdy tańczyłaś.
Przecież to kłucie nie wzięło się znikąd. Ciemno i wiatr
zawiewa ci uszy, wyglądasz jak cytat z Bukowskiego,
słoneczko, gdy ruszasz biodrami i zgasły nad tobą latarnie.
Słońce, gdy wyjęłaś je z oka, okazało się drzazgą.






Także jestem za brakiem

Candy saysThe Velvet Underground

Albo inaczej: nie mam gdzie iść, żeby zapytać cię
o godzinę. Chciałam zawinąć się w stary dywan i stoczyć
do Wisły. Miałam plan, mogłam zatańczyć na szczycie.
Wywróżyć deszcz, oglądać niebieskie ptaki nad ramionami.
Ale teraz mam płaszcz, na peronie stoję sama
i wieje tak strasznie.

Nie mam gdzie iść, a może wiem tylko, gdzie nie chcę
już wracać. To, że trzymasz mnie w garści, ale musiałabym
chyba upaść na głowę. Ciemno tymczasem i nie mam
ani jednej zapałki, niedopałka, papierka, monety,
żeby w razie czego podrzucić i zatkać.

Sweet black sugar on a licked up sky. Wiesz, co to znaczy:
tak bardzo na nic nas nie stać, że niemal wypada coś stracić.






Ewa Solska

Sans gêne, Pigmalion!

Kobieta – dla mężczyzny zagadka,
której rozwiązania szuka u następnej

Jean Moreau


Zagadka jest tym, na co znajdzie się obraz.
Nim Agata uśmiechnie się w kierunku brzegu,
weź oko po Klee (to kolorowe i to uczuciowe),
idź tam gdzie rzeki: Alfejos i Aretuza,
jak gdyby w sobie nawzajem odbite
mieszają się i razem wpadają do morza.

Kórē-dziewczyna znaczy też źrenica =
odbicie tego, co się w nią wpatruje.
Jak Apollon w Kreuzę na stokach Akropolu;
jak Charaksos w Doriche z Naukratis nim oboje
zmieszają się dniem i ogrodem… –
Weźmiesz oko po Klee – to kolorowe i to uczuciowe –
spojrzysz na zdjęcie Picassa z BB -
quand je serai lá, je serai sans souci - faites vos jeux!


Na wyspach bez portów i w miastach bez bram,
tam gdzie strażnicy i filozofowie,
nienawidzący wymiany czciciele
Fobosa, inicjał pełni piastują
w ukryciu – jak wszelką sztukę -
quae sunt caesaris... Aniołki Sfinksa
na trawie – śniadanie á la française –
bierz oko po Klee, roi de la fève!
Lacedemońskie syreny milczą i śpią
eforowie…
Więc jeszcze raz: bierzesz
oko po Klee – w tym jest zagadka
na co znajdzie się obraz.






Kamila Pawluś

Węzeł zaciskowy

Te kamienie ułożone we wzory, uładzone rośliny.
Wzrokiem obracasz mną jak kamieniem. Żółte grzbiety karpi koi
ciśnięte ze stawu w słońce. Kiedy je karmisz, może oddychasz,
a może tylko schodzisz pod powierzchnię. Te krawaty
jak dziecięce wycinanki, wężowy wzór paska. Dni jak góry lodowe,
sunące pod taflą wody, z postrzępioną chorągiewką nad.
Popołudniowe wiadomości, dryblujące głosy z zaświatów.
Twoja martwa suka na ręczniku przed telewizorem. Dni
jak podstawy gór. Z bezwładem na karku, z kopalniami w oczach.
Z tą szmatką, której używasz do zmieniania twarzy. Z tą szmatką,
którą chcesz myć tylko plecy i ramiona. Z tą szmatą
do mycia cię poniżej pasa. O piątej rano, kiedy Bach się przekręca
i tryska, razem z wodą w stawie. Wycieram glazurę w łazience
zimną jak ryba. W krzywym lustrze odbicia, które nie mają źródła:
czajnik wypolerowany płynem do mycia szyb. Gdzie serce tego,
kogo tu zabito? Odciągam żaluzje, żeby wszyscy widzieli.
Zaciągam, żeby nie widział nikt. "To bardzo troskliwy mężczyzna,
jeśli go poznać lepiej". Wędkarczyk parasolnik, z całym dobrobytkiem.
Z byłą żoną gdzieś w nigdy i z córką w być może. Z wózkiem
grzęznącym w błocie pobliskich farm. Z automatyczną suką
biegnącą przy nodze. O jedno tylko chcę zapytać, gdy już
stąd uciekłam - dobrze się oddycha tam po drugiej stronie?






Małgorzata Południak

Pamięć ciała

Masz osiemdziesiąt lat, pigułki na sen,
skwarny lipiec. Zaciskają ci się płuca.
Wolisz być na moim miejscu, snuć się z koleżankami
po barach.

Przyszło przebudzenie, kiedy przeskakiwałam płot.
Nie mam ósemki przed zerem i koleżanek. Pomyśleć, 
że mamy coś wspólnego, prawdopodobnie 
to niestrudzone szukanie czegoś miłego.

Idę na spacer, by objąć cedr w Massey’s Woods.
Kryje w sobie smak wojny, powstania. Rozcięte wnętrze
wypełniają blizny, bluszcz. Ludzkie zwyczaje, znak pod sercem.
I wtedy

poprawiam gramatykę, rozcieram na murze kolor liścia.
Mogłabym nie wiedzieć, ile czasów nastąpiło przed i po.
Bronić się rękoma, zwariować dzięki niej. Muszę wyjść,
wypłukać z siebie karnację, włosy, cierń. 
Owinąć stopy, zagłuszyć odgłos obcych kroków,

inne życie. Pamiętam, jak mówiłaś, że człowiek
ma przynajmniej dwie twarze. W negatywie wolę
nie być na swoim miejscu.





Anna Tlałka - Świderska


tribuisti*

rejestruję ciszę w obrazach półnagich cherubinów.

widzę blade ciało, jego vestibulum initiationis**,
młodego ojca, babkę przemycającą do raju mleko
w szklanych butelkach.

wypatruję sedna przez dziurkę od klucza.
nie umiem być bogata, szukam siebie
w silnych mężczyznach.

nigdy nie przyznam się do dziurawych kieszeni
i krwi pulsującej z zachwytu nad tym,
co mogło być wiecznie.


* z łac. przyznane
** z łac. inicjacja seksualna




pod wodą

usta moich sióstr naśladują aktorów
kina niemego: pan spotyka panią, wręcza kwiaty.

najbardziej odnajduję się w repertuarze
Buckley’a. przywodzę wędrowców na brzeg.

rozdaję sól, choć nie umiem chodzić.




tam, gdzie byliśmy nadzy

na powierzchni ginę szybciej niż cząsteczki
próbujące odnaleźć cel. tu jest moje miejsce,
choć nie mogę oddychać. tu jest moja sól,
którą spływa z ciała.

nie pierwszy raz oczyszczam się z pyłu.
wtedy rodzi się ikra w głębokiej wodzie
- wychodzę z niej cało.

dziś staję przed sobą kolejny raz, ja -
kobieta-ryba grzebiąca ości.




jest takie miejsce między piersiami

jeśli zasiane ziarno obumiera w ogniu
i ja ginę jak farba z ławeczki w parku.

przybieram pozę madonny Giorgione,
tulę jedynego potomka – ptaka.

uwiłam mu gniazdo, chociaż codziennie uciekam
od mycia stóp świętym mężom.








Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,676,612 Unikalnych wizyt