Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
Dobranocka nieco str...
kobieco
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Joanna Fligiel - wszystko o moim ojcu
TWÓRCZOŚĆ




W moim przekonaniu poezja nie służy ułatwianiu życia ludziom. Otwiera im oczy na pewne aspekty istnienia - Jacek Kaczmarski.





Znaki

Miałam okazję zabić ojca. Doskonale
pamiętam, użądliła go pszczoła, nawet kilka na raz.
Tata źle znosił jad, a miał tyle jadu w sobie, że ciut, ciut tylko
więcej (bo ile taki owad w końcu może), przebierało miarkę.

I nie było już czasu, na te wszystkie telefony: Halo pogotowie?
Mój tata puchnie i nie może już nas wyzywać, i robić tych wszystkich
rzeczy, przez które mama płacze. I nie było (jak zwykle)
żadnego sąsiada.

Ledwie dostawałam do pedałów, choć samochód był mały
i nawet nosił dumną nazwę od swojej wielkości, lecz tata
pchnął z całych sił fotel do przodu i pociągnął za linkę ssania,
ale o lusterkach to już mowy nie było, w zasadzie już mówić
mogłam tylko ja.

I tak sobie jechaliśmy bez prawa jazdy,
bez większych umiejętności, hen w górę,
w kierunku nieba, bo akurat pawilon czwarty
z izbą przyjęć był na szczycie naszego sanatorium.

Nasze sanatorium było pięknie ukwiecone,
ale nie pora teraz opisywać przymioty natury,
gdy jedna z nich postanawia nas zabić.

I tak sobie jechaliśmy w świszczeniu, w sumie
niedługo (pawilon czwarty widoczny był z okien
naszego mieszkania).

I tak na wysokości kostnicy zapamiętałam,
że pierwszy bieg służy tylko do ruszania.
Nie napiszę, że sama zatrzymałam samochód.

Ignorując wszelkie znaki
na niebie, pobiegłam po pomoc,
choć drzwi do pawilonu czwartego
też były wahadłowe.




*** (publiczna egzekucja)

Opowiadasz jak tata sikał na wycieraczki profesorów,
a potem pukał do drzwi, jak osikał jakiś pomnik w mieście
i tylko raz wyrzucono go ze szkoły, żeby mógł poznać Ciebie.

Poznał Ciebie i przestał pić tanie wina, zaczął pić drogą wódkę,
awansował, omijał pomniki i wycieraczki swoich przełożonych,
raz jednak polał ZOMO - wrzątkiem, i to zupełnie na trzeźwo.

Był marzec 68 i byłaś ze mną w ciąży, więc jeszcze nie wiedział,
że dziecko budzi się w nocy, że ciągle czegoś chce,
że nie można tego zwyczajnie osikać.

Ubrał się w garnitur i nosił go przez tyle lat, że zaczął
w nim zasypiać. Rano zmieniał koszule, które zawsze były
źle wyprane, źle wyprasowane, bo wszystko robiłaś źle.

Zły na Ciebie, na mnie, na swoich profesorów, na pomniki,
w końcu zaczął być zły na siebie, ale na siebie już nie krzyczał,
ściągnął garnitur, zawiązał krawat i się posikał.




Geny

Ojciec nigdy nie był dobrym alkoholikiem
ani samobójcą. Udało mu się jedno
i drugie, ale po wielu próbach.

Źle znosił życie. Bardziej nadawał się
na martwego. Kochałam go i nie
rozumiałam. Twierdzisz, że jestem

taka sama. Wściekam się, bo cóż może
wiedzieć ktoś, kto miał z nami tylko
wspólną klatkę schodową.




Wspomnienie w tempie rubato

Mam dziesięć lat. Od trzech mieszkamy w fliglówce.
Fliglówkę wybudował mój tata. Pomnik stoi do dziś.
Kiedy spoglądam na niego po latach, nie widzę
kwadratowego klocka z dziewięcioma lokalami,
z suszarnią przy piwnicach, ale nasz dom. Mój

i Jolki. Jolka mieszka piętro wyżej, z bratem
i z rodzicami. Nocami przesiadujemy na korytarzu,
szepczemy o chłopakach. Jeszcze wtedy nie
wiem, że jak bawię się bez Jolki w ciuciubabkę,
chłopcy kładą się na posadzkę i zadzierają głowy.

Nie domykamy drzwi i dlatego w naszej kuchni
mieszka mysz. Zostawiam dla niej ser, ale
i tak woli torebki z cukrem na kartki. Życie
takie jest, zależne od znalezienia się
w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie.

Życie. Nie ma szans, gdy przebiega przed nosem
taty. Tata ćwiczył palce na sonacie. Do perfekcji
opanował późny okres; śmierć zadana myszy
widelcem, śmierć za drzwiami gościnnego pokoju,
ale to już jako własny spektakularny finał.




Niebajka w formie bajki z okresu PeeReLu

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami,
nad rzeką Białą, mieszkał Pierwszy Sekretarz
z żoną i córeczką. Byli nowi w obcym miasteczku
i nikt nie kochał ich tak, jak na to zasługiwali.

Każdy Sekretarz winien mieć syna. Na przykład
w takich słusznie politycznych Chinach, córki
nie rodzą się jako pierwsze. I nastąpiło olśnienie,
jak to zwykle bywa, za sprawą magicznego napoju
albo podszeptu Złego z baśni o „Królowej Śniegu”.
Tyle, że akurat czas bawił się w „Nowe szaty króla”.

Sekretarz doszedł do wniosku, że winę za
niewdzięczność ludu, ponosi w całości: żona
oraz córka, co nie chciała być chłopcem.
Regularnie, więc kosztował napoju, aby lżej
mu było nieść swojego pecha. A niewierny lud,
w który chciał obnażyć nagość władzy, dbał,
by napoju Pierwszemu nigdy nie zabrakło.

Pił rano i wieczorem, że nawet nie zauważył
jak żona powiła upragnionego syna. Chłopak był,
a jakby go nie było, czasem spuszczał sobie krew,
żeby sprawdzić czy żyje. Czas nie goił ran,
być może dlatego, że zaczął przyśpieszać: ktoś
przeskoczył płot, wstawił krągły stół, zburzył mur
w sąsiednim kraju, a jeden przez drugiego krzyczał:

„ umarł król, niech żyje król”.

Żona jakby nie słyszała i jakby niema była. Zabił ją
tyle razy, że trudno zliczyć, choćby każde z was do
liczenia wystawiło wszystkie palce. Jako pierwszy
Pierwszy wziął swój czerwony krawat, lecz ten zawiódł
niczym sierp, niczym młot, niczym sojusznicza flaga.

Kupił, więc sobie nowy, z prawdziwego, chińskiego
najlepszego jedwabiu. Nawet trochę się zastanawiał:
ile poczwarek nie przekształciło się w dorosłych osobników,
które mogłyby zniszczyć nić, zanim zawiązał go na zawiasie
i skoczył w górę, hen, jeszcze raz, ale za to jak! Że cały,
cały niewdzięczny lud przyszedł złożyć ostatni goździk
na jego grobie.




Rytuał

Powiesił się dwudziestego szóstego marca,
z niedzieli na poniedziałek. Zawsze chciałam,
to napisać. Można przypuszczać, że nigdy
nie lubił poniedziałków, jak większość
zaharowanych Polaków.

Nic bardziej mylnego, jeśli już nie lubił
jakiegoś dnia tygodnia była to niedziela.
Długa, nudna niedziela z osobami,
z których nigdy nie był zadowolony,

a nie daj Boże jeszcze zjechało się nas więcej,
dalszych, liczniejszych, powiązanych genetycznie,
niczym karaczany wschodnie, chaotycznie rozłażących się,
zaglądających we wszystkie kąty, i trzeba było (już na trzeźwo
i natychmiast) po ich wizycie otwierać te wszystkie
szafki, szafeczki, szuflady, szufladeczki,
pudełka, wersalki, barki i skrzynie. Liczyć
przekładać, układać te wszystkie
płyty (winylowe), kasety magnetofonowe,
te kable, kabelki, śruby, kombinerki, banknoty
i drobniaki, skarpetki z eReFeNu, sztućce,
sygnety, spinki do mankietów,
a na końcu dopiero krawaty.

W PeeReLu naprawdę byliśmy bogaci,
choć przeważnie zasmarkani i niewyspani,
przynajmniej nasza trójka, nie licząc oczywiście taty,
któremu zawsze czegoś brakowało.




***

Samobójstwo jest zwykle uważane za dzieło rozpaczy. Jeśli ta opinia odpowiada prawdzie - a wcale nie jest pewne, czy odpowiada prawdzie zawsze, bo literatura (a i życie) zna samobójstwa, które z rozpaczą niewiele mają wspólnego – aby zrozumieć psychologiczną dynamikę samobójstwa, trzeba badać rozmaite formy rozpaczy, które nas do śmierci zbliżają czy do niej popychają. – Stefan Chwin – „Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni”




Rozpacz

Mój tata nie był zrozpaczony. Bał się.
Mówił, że po niego przyjdą. Tam, gdzie
się udał, miało ich nie być. Był pewien.

Nigdy nie wahał się użyć słów ani ręki.
Był dużym mężczyzną. Przystojnym
i eleganckim. Nie lubił pięknych kobiet,
lecz je kochał. Nie umiał się zdecydować,
którą bardziej.

Mój tata wierzył ludziom w zło w ustach.
Powtarzał je krzykiem. Chowaliśmy się
pod kołdry, ale wyciągał nas po kolei.
Podnosił do góry jak prosięta, żeby
spojrzeć w oczy. Nie bał się.

Mój tata zawsze szukał kluczy,
drobnych i mojego ojca. Czasem
był nim sekretarz, który jeździł
czarną wołgą. Czasem lekarz od spraw
kobiecych, co mieszkał blisko dworca.
Czasem któryś ze Skaldów.

Mój tata nie był zrozpaczony.
Zawiązał krawat i przykurczył nogi.




Przedstawienie

Kiedy odcina się, rzęzi. to resztki
powietrza wydostają się z płuc.
nachylasz się, myślisz – żyje;

– a kuku, jestem śmierć,
możesz mnie powąchać,
możesz mi naskoczyć
i włożyć do worka.




*** (Matka Ewa)

Moja mama ma dwadzieścia jeden lat.
Nosi z wdziękiem sukienki, które zamawia
dla niej babka u najlepszego krawca w mieście.
Jeszcze nie wie, że krawiec szyje je za darmo,
bo łączy go z babką szczególna więź
z obozu koncentracyjnego.

Moja mama ma dwadzieścia jeden lat
i kocha się z tatą. Tata jest przystojny,
pomijając lekko odstające uszy,
które od dziecka ukrywają pod blond loczkami
zakochane w nim bezdzietne ciotki,
stare folksdojczki z racją na czas wojny
na dwa tysiące dwieście kalorii.

Tata jest śmiały i bezpośredni, nikt
jeszcze nie wie, że tylko po wódce.
Żal go nam, gdy ciotki obsiadają tatę
jak wrony cienką gałązkę wierzby.
Ugina się od tych wszystkich „kra”:
że mama nie jest dla niego odpowiednią partią.

Mama na dwadzieścia jeden lat,
ale postanawiam dać im siebie.
Małą, ładną dziewczynkę, ze wszystkimi
aryjskimi cechami, żeby przypodobać się tacie.
Jeszcze nie wiem, że bycie dziewczynką
zarezerwowane jest tylko dla mamy.

Mama ma dwadzieścia jeden lat i dostaje pocztówkę
z Izraela, i po raz pierwszy przestaje nam się podobać,
kiedy tata wyciąga pocztówkę ze skrzynki i czyta:
„Nie zapomniałem jaka jesteś śliczna...”.I po raz
pierwszy pieką nas policzki, również ze wstydu,
bo tak źle wybrałyśmy. Mija czas,

a mama ciągle ma dwadzieścia jeden lat
i wierzy, że ludzi nie kocha się dlatego,
że na to zasługują.




*** (wpiąć jakiegoś uskrzydlonego owada)

Dawno, dawno temu, i nie jest to bajka, kiedy byłam jeszcze małą
dziewczynką, tata zabierał mnie na spacery. nie pamiętam tego,
że byłam dziewczynką.

Nie nosiłam kokardek we włosach i wcale mi to nie przeszkadzało.
Przeszkadzało mi jojczenie mamy, że każdy nasz wspólny spacer
kończy się u męskiego fryzjera.

Mama zmartwiona brakiem kokardek nie powinna wypuszczać mnie
z tatą, gdy moje włosy osiągały długość, w którą można już wpiąć
jakiegoś uskrzydlonego owada.

Nosiłam spodnie jak tata, strzygłam się jak tata, i nie jojczyłam
jak mama. Byłam ładnym chłopcem, tak mówiły starsze panie,
gdy spacerowaliśmy po chorzowskim trotuarze.

Pewnie większość z was nie widzi nic specjalnego w spacerowaniu
z własnym tatą. ale wierzcie mi, to wspaniałe uczucie, jeśli jesteś
synem, a tata objaśnia ci świat.

Kiedy mama przebierała mnie w sukienkę, czułam się naprawdę
jakby mnie przebierała.
I jojczyłam.




Wszystko o moim ojcu (cd)

Brat miał mieć na imię Kubuś
(bo to w końcu mama nosiła go w brzuchu
i miał się w ogóle nie urodzić),
ale tata powiedział, że to imię dla idioty.

"Głupich pan Bóg strzeże",
tyle oznaczało imię Jakub,
w dodatku po hebrajsku.

Kolejnym maminym pomysłem był - Jacuś.
Imię Jacuś mogło oznaczać wyłącznie,
że zostanie gejem, chociaż wówczas
nikt gejów tak nie nazywał, ale kim
innym mógłby stać się, jeśli nadasz
chłopcu imię na cześć kwiatka?

W naszym sanatorium jeden kierownik
zdradzał swoją żonę z drugim kierownikiem
i to raziło naszego tatę bardziej
niż sama zdrada.

W końcu nie było czasu na wymyślanie,
choć imię, jak widać, było ważne, więc
zgodził się na Bartosza, który pochodzi
od semickiego Bartłomieja.

Tata albo nie doczytał, abo naprawdę
machnął już ręką na maminą słabość
do śniadych. W końcu nie było pewności,
czy znowu nie urodzi się dziewczynka,
która w ogóle nie miała mieć imienia.

Miałam siedem lat, więc pamiętam tyle,
że gdy spojrzałam pierwszy raz
na prawdziwego chłopczyka,
miał czerwone włosy. Bezczelnie
uśmiechały się, jak hiacynty
w ogrodzie naszej babci.




Ściana

Nawet zanim zapłodnił mamę,
nigdy o tym nie marzył, nie cieszył się,
że zaprosił nas do siebie.

Byliśmy jego rybą, która po trzech
dniach zaczyna śmierdzieć, kłopotliwi,
z miernymi świadectwami i zdrowiem.

Niewątpliwie nie kochał też siebie,
czemu dał konkretny dowód
dwudziestego szóstego marca.

Byliśmy jego obskurnym tłem,
dzięki któremu nadal żyje,
niczym modele Jana Saudka.




Podróż do krainy słodyczy
- bratu

Białe ściany, góry pościeli na tapczanach.
Bawimy się żołnierzykami. za drzwiami
toczy się wojna, czym głośniej, tym ciszej
walimy klockami w nasze wojska. To czas
największych i najdłuższych bitew.

Tak łatwo zasypiasz, wystarczy, że przeczytam
kilka stronic. Wierzymy w cud (jak Marynia z baśni,
której miłość do dziadka do orzechów jest w stanie
zdjąć czar z pokracznej figurki), ale nie nadchodzi.
pewnie dlatego, że to mysi król.

Lepimy baby z piasku. Jesteś bardziej cichy niż inne
dzieci, za to ja mielę językiem, jakbym mieszała im
myśli, nie dopuszczę pytań. Wstyd. I tak powstanie
mit, że jestem ta silniejsza. Nie jestem, chociaż
w moich żyłach płynie więcej krwi.




List (okręgi)
- bratu

Ostatnio w ogóle nie mam z tobą kontaktu,
nie znam twojego adresu, ani numeru telefonu.
Śledzę cię tylko na skypie:
zielony okrąg cię nie ma, biała fajka jesteś
i logujesz się w jakimś Bro.

Napisałam wiersz o twoich czerwonych włosach
i wyborze imienia. Wiem, wiem, jesteś blondynem,
a ja znowu wymyślam i nikt nie uwierzy
jak wtedy, gdy poszłam do pani od polskiego,
że tata chce nas pozabijać.

Żyjemy, a twoje włosy zmieniły kolor. O dziwo
żyje nasza mama, która zawsze może
tego nie potwierdzić. Napisała do ciebie list,
ale wrócił. Wszystko do niej wraca,
oprócz ciebie.

Mama martwi się i nic z tym nie robi. Dzwoni tylko
do mnie i zaprzecza to kolejnej z teorii,
że w życiu na każdego przypada jakiś limit łez.

Pocieszam i obiecuję, że wyprostuję świat,
ten okrąg, w który jesteśmy wpisani - ty i ja,
najlepiej jeszcze dziś,
jeśli tylko pojawi się biała fajka.

Nasza mama jest tak samo bezradna
i tak samo łatwo się poddaje jak w tamte dni,
gdy zajmowałam się tobą, żeby mogła dać
przepraszać się tacie.

Nie składa już mi życzeń na Dzień Dziecka,
nie nazywa córeczką, przysiada na ganku i patrzy
w Północ, pisze list, który wraca jak wszystko,
oprócz ciebie.

Mówię ci, minie kilka lat lub może nawet dni
i w końcu zacznie nazywać mnie jak należy
- mamo, i wtedy może być za późno,
byś wrócił.




Tata czasem płakał

Sadzał mnie wówczas na kolana
(nie, nie był podniecony, był po prostu czułym tatą)
i pytał, czy też go kocham. Odpowiadałam, zgodnie z prawdą,
że kocham. To była najprawdziwsza prawda, o jaką teraz trudno.
Siedzieliśmy tak godzinami i powtarzaliśmy sobie jak bardzo się kochamy.
Kochałam najmocniej na świecie, (kolokwialnie i dosłownie) na śmierć
i życie, chciałam zatrzymać to dobro, ten czas, żeby nie było wczoraj,
ani jutra, ani żadnej furii, wyzwisk, ciągnięcia za włosy, złamanych (kolokwialnych) nosów,
czy tam jakiegoś obojczyka, który mniej boli od nosa, ale dłużej się zrasta,
tylko czysta miłość, wypływająca
z oczu taty.




W aptece

Obserwuję mężczyznę w popielatym płaszczu.
Ma dłonie pianisty, aryjski profil, małe uszy,
z których dumny był mój tata. Zastanawiam się:
jakie ma stopy? jakie ma stopy? jakie ma stopy?

Chciałabym, żeby ściągnął buty. Ściągnij buty,
myślę. Ściągnij buty, ściągnij buty. Zaczyna
go coś uwierać, ale tylko ociera butem o but,
jakby chciał podrapać stopę stopą.

Tata dbał o stopy. Stopy taty były delikatne,
gładkie, bez odcisków. Podziwialiśmy te stopy
jak miłośnicy sztuki podziwiają Nenufary Moneta.
Tata bał się stopy cukrzycowej, a my jego.

Mężczyzna w popielatym płaszczu kupuje plastry
i tusz do rzęs dla alergików, dla córki. Chwali się,
że córka jutro będzie mieć zdjęcia, że nie pozwoli,
żeby na rzęsy położyli jej jakieś gówno. Ściągnij buty,

myślę, ściągnij buty - ale w jego przypadku to nie działa.
W oczach pani magister tyle zrozumienia. W gestach
pani magister tyle zrozumienia, dla jednego troskliwego
tatusia. A potem to już tylko moja, niema kolej,
z receptą na alprazolamum, dla jednego białego talerza.




Jestem talerzem

Tak, jestem talerzem. białym, gładkim talerzem.
Tonę w zmywarce. Jestem jęczącym, tonącym,
białym, gładkim talerzem. Tonę przy ostatnim
płukaniu. Wybudzasz mnie w krytycznym momencie,
więc to jednak program skrócony. Mówisz; normalnie,
kiedy ludzie toną we śnie, nie są talerzami. Wyjąć
dzbanek. nalać sok, rozgnieść proszek w proszek.
One wszystkie są gorzkie, więc jak to zrobić w afekcie.
Wierzę: bóg jest dobry, widzi, co dzieje się w zmywarce.
Nie słódź jej. pamiętaj, śmierć musi zrobić to sama.




Una Paloma Blanca

Nie wyssałam miłości do muzyki.
Jedno nucę: nie zwariować,
nie zwariować, nie zwariować.

Ściskam mocno powieki, chociaż już wiem,
że tak nie staje się ptakiem na niebie,
nie wznosi nad górami.

Demis śpiewa, mama się uśmiecha,
opowiada gościom, jak to się człowiek bawił,
że naprawdę nikt nie może zabrać wolności.

Nie muszę więc już ściskać powiek,
żeby stać się niewidzialną. Nucę:
nie zwariować, nie zwariować, nie zwariować.

Nie miałam lekcji baletu, jak ty, mamo.
ale owszem, chłopcy mówili: niezła
z ciebie baletnica, do południa.

Po południu, sama wiesz, ubrana w piżamę
czekałam na wielką pardubicką i tylko czasem
sąsiad przerwał gonitwę przed rozdaniem medali.




Pogódź się z tym mała dziewczynko

Cierpienie należy do życia. Jeśli cierpisz, znaczy, że żyjesz.
Pogódź się z tym mała dziewczynko

– Dorota Terakowska

W klasie jest zawsze jakaś Marysia, koło której nikt
nie chce usiąść. W mojej też była taka dziewczynka
i to nie byłam ja. Byłam miła, taki zwyczaj, wpojony
przez matkę, chociaż wówczas nikt jeszcze nie odkrył,
że w ten sposób można oszukać mózg. Wybrałam
uśmiechanie, by teraz dla równowagi mówić prawdę,
lecz i tak się przewracam.

Kiedy po latach spotykam szkolne koleżanki,
słyszę, jaka byłam świetna. Nie pamiętam,
bo to nie działo się naprawdę. Naprawdę
byłam przestraszoną dziewczynką,
która musiała wracać do domu po lekcjach,
kłaść się do łóżka, gdy za oknem wołano jej imię.
Modliła się pod kołdrą, żeby tata mówił ciszej:
czyją jest dziwką, czyją będzie, czyją była
i która dziwka ją urodziła.




Syrenka

Leżymy
na leżakach w Colakli.
Jest przyjemnie. Zwłaszcza, że w Polsce
kilka stopni przy gruncie.

Zaczynam
o dziewczynce z kamieniem.
Uwiązała go sobie u szyi.

Wskoczyła do rzeki.
Nikt nie wiedział dlaczego.
Nabrała wody w usta.

Wtrącasz, że to, co
wydaje się okrucieństwem, jest darem,
że cierpienie uczy dystansu do świata.

Dystans, dar, świat,
dziecko, kamień, woda. W gruncie
rzeczy kto wygrał? - pytam.

Parodiujesz Lindę.
Nie chce ci się ze mną gadać.
Wskakujesz do wody.

Mylę sziszę z lampą.
Chciałabym też nie wiedzieć,
że nikt nie jest takim, jakim się wydaje.




Niekończąca się historia

Wiecznie to samo – ja i ty.
Wypisuję cię z siebie, a ty
nadal siedzisz we mnie
na słoniu z trąbą w dół,

gdy na zewnątrz jest człowiek,
który ma rodzinę i otwarty profil na fejsie,
prawdziwy jak włosy łysej dziewczynki,
narysowane woskową kredką na lustrze.




***

Wciąż piszę o swoim ojcu w krawacie, bez krawata,
w łazience, w pokoju, na schodach, pod schodami,
za drzwiami, w worku. jakby nie mogła przestać,
jakby nikt i nic więcej mnie nie interesowało, tylko on
i jego mądrości, czułości, powiedzonka, decyzje,
obsesyjnie-kompulsyjnie szlifuję te wierszyki, układam
w cykle, w rozdziały, w tomiki, nawet gdy nikt ich nie chce
wydać, gdy głos w głowie buntuje się: to się leczy, leczy,
leczy, a nie zapisuje.



Posłowie

Jasny majowy poranek.
Kwitną już wszystkie kasztany.
Jadę na rowerze. Czuję, że jestem
na właściwej ścieżce.
Przychodzą mi do głowy nowe myśli,
jak ta, że może wcale się nie wieszał,
może się podwieszał, może zupełnie
nie chodziło mu o nas, ani o ten cały burdel,
który po sobie zostawi, lecz o zwykły orgazm.

Przez tyle lat myślałam o nim zawsze
jak o swoim ojcu.

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,309,460 Unikalnych wizyt