Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Wiersze depresyjne. ...
ciało na wakacjach
Dzień Ojca - 2017
TRYPTYK TĘSKNIĄCY - ...
KUJAWIAK Z OBERKIEM ...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Prof. Krystyna Kłosińska i dr Małgorzata Tkacz-Janik odpowiadają Michałowi Smolorzowi
"Konflikt płci" okaże się mniej przedmiotowy, gdy obie płcie będą poważnie
rozmawiać. Tymczasem Michał Smolorz odwołuje się do różnych autorytetów,
które mają potwierdzić jego tezę.

Aby rozmawiać, polemizować czy prowokować, trzeba się podpisywać z imienia i
nazwiska. Mówić w pierwszej osobie. Stałe odwoływanie się do dokumentów,
rankingów, statystyk i annałów nie budzi zaufania. Nie wiemy, "kto mówi?" w
tekście Smolorza. My mówimy osobiście.

Smolorz wie, co myślą feministki, biskup i Kutz...

Artykuł Michała Smolorza: W objęciach modliszek, czyli dole i niedole mężczyzny na Górnym Śląsku nie prowokuje. Raczej wywołuje macierzyńską troskę, jak wówczas, gdy dziecko mówi, że dwa plus dwa znaczy pięć. Dla matki jest to symptom, iż powinna więcej uwagi poświęcić jego edukacji.

Zaczynamy od podstaw. Autor zwalcza w nim "obiegowe poglądy". Za jeden z nich uznaje przeświadczenie (głoszone przez "młode socjolożki -
feministki"), że na Górnym Śląsku panował patriarchat. Stawia tezę, której
słuszności próbuje dowieść, że stosunki w tym regionie oparte były "na
ścisłym i bezwzględnym matriarchacie, w którym nie kobieta, a mężczyzna był
stroną upośledzoną i wykorzystywaną".
Polemiki wokół matriarchalnej czy też patriarchalnej organizacji
społeczeństwa śląskiego toczone od lat tworzą już zupełnie pokaźną
biblioteczkę. Zazwyczaj jednak biorący w nich udział, w przeciwieństwie do
Autora artykułu, wiedzą, o czym mówią. A mówią o formach społeczeństwa,
które określają akty prawne, stosunki ekonomiczne, relacje władzy i system
wartości. Michał Smolorz odwołuje się do różnych autorytetów, które mają
potwierdzić jego tezę. Przywołani "klasycy" etnografowie ulokowani zostają w
towarzystwie pana Kazimierza Kutza i ks. arcybiskupa Damiana Zimonia.
W tym miejscu wywodu napotykamy pierwszą sprzeczność. Zarówno bowiem pan
Kutz, jak ks. arcybiskup Zimoń "rządy" kobiet w rodzinie uznali za fakt
pozytywny. Bowiem matriarchat wyrażał się m.in. w opiekuńczym związku
pomiędzy matką i dzieckiem. Autor artykułu zaś sprowadza ten system do
dominacji kobiet nad mężczyznami. Jednym słowem autorytety mówią o
matriarchacie, nadając mu zupełnie odmienne znaczenie niż Michał Smolorz i
gdy ten odwołuje się do ich głosów, to nie wspiera tym swojej argumentacji,
ale wręcz znosi ich logikę.

Tym bardziej, jeśli utrzymuje on, że wraz upadkiem matriarchalnego
dziedzictwa nastąpiło. wyzwolenie mężczyzn. Jak zatem ma się ta diagnoza do
sformułowania: "Przy czym we wspomnieniach Kutza matriarchat jawi się jako
zbawienny dla jego życiowych wyborów."?

... zna związek między alkoholem a seksem...

Sprzeczność okala także akapit, w którym Michał Smolorz podsumowuje
"opłakaną politykę" seksualną "domowych matron" (cytuję formuły Autora,
albowiem są znaczące) i wnioskuje: "Poniewierani Ślązacy powszechnie szukali
ukojenia w alkoholu". Dokładnie analizując tok wywodu Autora, należałoby
streścić rzecz następująco: Ślązaczki wychowane w surowej obyczajowości,
wspomaganej przez liczne lektury leksykonów (z 1901, 1922 i 1930 roku!),
"godnie wypełniały te zalecenia, oddając się wyłącznie raz w tygodniu w
sobotę po kąpieli". Otóż wnikliwości Autorowi nie brakuje. Stąd wniosek:
"wychudzony, eksploatowany, sterany wojnami i pracą Ślązak" nie "odbierając
[.] zapłaty w małżeńskim łożu". wpadał w alkoholizm. Pominiemy kwestię
użytego przez Autora sformułowania: "zapłaty". Rozumiemy, że w świecie pana
Michała Smolorza niepowściągliwość seksualna żony, jej nieograniczona
gotowość do "oddawania się" mężowi, aby ten - jak sugeruje Smolorz - "miał
jeszcze coś z życia", jest traktowana jako nakaz obowiązkowej dostawy swego
ciała-mięsa (jak niegdyś obligacja rolników do odstawiania za darmo trzody),
jako forma zapłaty za "przekleństwa" męskiej egzystencji, jak wyniesione z
wojen kalectwo i praca w kopalni. Akapit zamyka się stwierdzeniem, które nie
ma żadnego związku z seksualną "polityką domowych matron": "A daty śląskich
plag alkoholowych dość wyraźnie wiążą się albo z datami wojen (1830, 1871)
albo wielkich kryzysów gospodarczych (1929)". Trzeba się zdecydować: albo
piją i biją, bo nie są właściwie seksualnie obsłużeni, albo dlatego - a tak
twierdzą nie tylko socjolożki - że dotyka ich frustracja z powodu
bezrobocia, głodu i bezradność wobec rozpadu rodziny oraz braku jej
bezpieczeństwa.

... rozwikłał tajemnicę pulchnej Ślązaczki...
W sprzeczność uwikłana jest także polemika Smolorza ze "współczesnymi
feministkami", korzystającymi (to zarzut!) z badań socjolożek, które
"obejmowały wyłącznie osoby żyjące i bazują na ich osobistych wspomnieniach"
. A czyż osobiste wspomnienia pana Kutza i ks. arcybiskupa Zimonia nie
zostały użyte przez Autora w celu potwierdzenia głównej tezy artykułu:
użyte, zinstrumentalizowane i zmistyfikowane. Czy zatem "osobiste
wspomnienia" mają wagę dokumentu dla diagnozy społecznej, czy takowej wagi
nie mają? Czy może ich ranga zależy po prostu od naszych przekonań i nadań?
A jeśli tak, to należy zdemistyfikować pozycję, z której ten artykuł jest
napisany: nie chodzi o obiektywizm, ale o subiektywność, o wolną ekspresję
własnych przekonań. I to byłby dobry punkt wyjścia.

Jednakże Autor skrywa (niepotrzebnie!) stronniczość. A odwołując się do
historii Śląska, do statystyk, do leksykonów, fotografii, pozoruje
obiektywizm, "naukowość", chociaż są to tylko jego "kwiatki do kożucha",
nieznaczące przypisy do prezentacji - uprawnionego przecież - własnego
punktu widzenia. Ów punkt jednak zaledwie migocze wśród manipulacji
"dowodami". Jednym z nich są fotografie. Pan Smolorz odkrywa "powtarzający
się na nich schemat": "obok pulchnej, dobrze odżywionej Ślązaczki siedzi
wychudzony, zasuszony, zabiedzony mąż".

Czego dowodzi taka wyraźna dysproporcja objętości ich ciał? Wedle Autora
pozwala uznać, że "obiegowy pogląd" o szczególnym uprzywilejowaniu
mężczyzny w śląskim domu przy racjonowaniu posiłków jest fałszywy. "Ale bez
przesady - konkluduje - żony sobie w tym podziale nie krzywdowały". Obcujemy
w tym miejscu z prawdziwą perłą interpretacji. A jeśli na chwilę zwątpimy w
logikę wnioskowania na właściwy trop naprowadza nas pytanie retoryczne:
"czyż mamy bardziej wiarygodny obraz ludzi z tamtej epoki niż stara
fotografia"? Moja odpowiedź: fotografia i zarejestrowane na niej ciała - bo
nie o podmioty tutaj Autorowi chodzi - może być "wiarygodnym obrazem",
jednym z wielu wiarygodnych obrazów epoki. Jednakże Szanowny Panie Smolorz -
z wiarygodnego obrazu ludzi na fotografii zrobił Pan niewiarygodną jego
interpretację. Rozumiemy, że "pulchne" ciało Ślązaczki ma świadczyć o jej
zdrowiu. Rozumiemy także, że utyła, wyrywając pokątnie kawały mięsa z
talerza męża. Tyle, że nawet dziecko zna dzisiaj podstawy właściwego
odżywiania, a kilkunastoletnia dziewczyna wie, po jakich posiłkach się tyje,
a nawet puchnie. Ślązaczki nie mogły być szczupłe, bo jadły ziemniaki i
kluski, a nie mięso.

... demaskuje pazerność na zarobki męża...
Śląskie żony i matki są winne. Ich niesprawiedliwość godziła przede
wszystkim w dzieci płci męskiej. Synowie "z natury rzeczy - pisze Autor -
przeznaczeni byli na straty". Matka zabierała całość ich zarobku, składając
posag dla córek. Zdaje się, że owe córki wnosiły ów zagrabiony bratu posag w
dom swego męża - syna jakiejś innej śląskiej matki? Zdaje się, że synowie
tej złej, wywłaszczającej ich matki, żeniąc się, użytkowali posag jakiejś
córki innej śląskiej matki. I można domniemywać, że tylko niektórzy,
nieżonaci, nie brali udziału w owym prawie wymiany: równocześnie
ekonomicznej i matrymonialnej. A śląskie żony? Nie tylko demaskuje je
pulchność ciał, ale także szczególna pazerność na zarobki męża. Autor tym
razem posługuje się znaczącym obrazowaniem: czytam o Górnoślązaku, że jest
"pod butem" żony, czytamy, że pod bramami rozlicznych miejsc pracy, w dniu
wypłat, "czatowały tabuny żon", że "kiedy zabrzmiała syrena obwieszczająca
koniec szychty - rzucały się na wychodzących mężów i konfiskowały całą
pobraną przez nich wypłatę". No cóż. Prawdziwe Erynie. Ślązaczki na polu
bitwy o mężowską pensję. A może warto byłoby zapytać o powód owych "czat"?
Włączyć świadectwa wspomnień Ślązaczek. Może wówczas retoryka akcentująca
władzę kobiet, polegającą na tresowaniu mężów, mogłaby sięgnąć raczej po
język ekonomii (grecka oikonomia to sztuka prowadzenia domu).
Michał Smolorz poucza feministki, że niesłusznie uznały hasło "Trzech K"
(Kirche, Küchen, Kinder) za przekleństwo śląskich kobiet. "Takie rozumowanie
dowodzi nieznajomości historii i genezy tej reguły. "Trzy K oznaczały
bowiem - czytamy z uwagą - specjalizację w podziale rodzinnych obowiązków,
stały się w istocie niezwykłym przywilejem ograniczającym kobiece obowiązki
i przerzucającym je na mężczyznę. Ślązaczki ochoczo przejęły tę nowinkę i
trudno się im dziwić". Nie wiemy, skąd czerpie pan Smolorz tę wiedzę i
zarazem pewność, która się sama sobie nie dziwi. Zapewne stosunek kobiet
śląskich do "Trzech K" był zróżnicowany i pozostał taki do dzisiaj. Nie
wiemy także, o jakim historycznym momencie się Autor wypowiada. Sięga często
po wiek XIX i początek wieku XX. Podsyca naszą ciekawość niewiedza: jakie
kobiece obowiązki zostały ograniczone i przerzucone na mężczyzn z chwilą,
gdy kobiety zagustowały w dobrodziejstwach reguły "Trzech K"?

Pan Smolorz sięga także po pomoc do statystyk. I cóż czytam? "Praca w
XIX-wiecznym przemyśle była w istocie przekleństwem, a nie przywilejem, więc
nie trzeba było żadnych zakazów - samym kobietom nie przychodziło do głowy,
by taką pracę podejmować". Autor powołuje się na statystyki, ale manipuluje
nimi. Tym razem kontekstem dla wyjaśnienia lenistwa Ślązaczek i błogiego
rozkoszowania się dobrodziejstwami płynącymi z reguły "Trzech K" staje się
wiek XIX. Dlaczego nie zaczynać od kultury nomadycznej? Od Piastów? Dlaczego
mowa jest o wieku XIX, a nie o przełomie XIX i XX? Statystyki dotyczące
pracy kobiet w tym momencie historii nie pozwalałyby panu Smolorzowi
rozkoszować się rewelacyjnym odkryciem tego, co "kobietom nie przychodziło
do głowy". A "nie przychodziła im do głowy" praca w przemyśle. Wróćmy zatem
do statystyk. Na przełomie wieków kobiety stanowiły 20 proc. załogi w
górnictwie cynkowym, w hutach żelaza i stali 25 proc., w kopalniach rud
żelaza i stali 40 proc.. W rodzinach górniczych zanotowano około 15 proc.
żon pracujących zawodowo. Prawdą jest, że na Śląsku, inaczej niż w Łodzi,
gdzie odsetek żon, które zatrudniał przemysł włókienniczy, wynosił 70
proc., tradycja pracy zawodowej kobiet na początku XX wieku dopiero się
wytwarzała. Wystarczy jednak przyjrzeć się podanym procentom, aby podać w
wątpliwość tezę Autora dotyczącą tego: "co kobietom nie przychodziło do
głowy". Znowu odwołamy się do praw ekonomii. Te mogą podsuwać znacznie
bardziej rozsądne narzędzia do wyjaśniania i rozumienia procesów społecznych
niż domowe majsterkowanie w materii psychologicznej.

... i zapewnia, że kobiet nie bito
Wraz z Autorem zbliżamy się do finału. Czytamy, że nie ma związku pomiędzy
alkoholizmem męża, a przemocą w rodzinie. Może uda się panu Smolorzowi
nakłonić psychologów, którzy prowadzą terapię, ale także członków rodzin
alkoholików, do przyjęcia tej tezy. To bowiem, czy wyperswaduje się
"pokrętne" uogólnienie "współczesnym feministkom", nie ma żadnego znaczenia.
One - jako feministki - wiedzą, jak sobie radzić z takim problemem. Chociaż
pamiętamy, że - wedle Autora - "osobiste wspomnienia" nie mogą pretendować
do rangi dokumentów. Rodzi się wątpliwość: czy sposób myślenia, który
prezentuje Autor, dopuszcza jakąś dziedzinę wiedzy, która byłaby godna jego
zaufania? Socjologia, jeśli nie jest rozumiana jako inżynieria społeczna,
zostaje zdewaluowania, o psychologii społecznej i psychoanalizie nie warto
wspominać, skoro to co indywidualne nie ma prawa do dawania Świadectwa.
Autor ufa niektórym statystykom, ale źle używa ich danych. Może literatura?
Przeciwwagę do podanych przez Autora tekstów mogłyby stanowić inne: H.
Krahelskiej, P. Gojawiczyńskiej, a nawet G. Morcinka. Czyli, że jest wiele
punktów widzenia.

Ścieranie się racji ma jednak sens w dialogu opartym na rzetelnym
rozumowaniu. Przebiega ono w finale artykułu w taki oto sposób:
konkluzja startowa: "Nie ma żadnych badań społecznych z lat wcześniejszych,
które wskazywałyby na masowe zjawisko przemocy dotykającej śląskich żon" (z
faktu, że czegoś nie czytaliśmy, nie wynika, że tego czegoś nie ma).
Wniosek: "Wysyp damskich bokserów" miał miejsce dopiero po 1945 roku i
zbiegł się ze zbawiennym "schyłkiem śląskiego matriarchatu".
Interpretacja: "Niestety, takie wyzwolenie pociąga za sobą niekontrolowaną
agresję".

Nic nowego. Gdzieś już czytałyśmy podobną próbę objaśnienia surowości norm
patriarchatu. Patriarchat miałby kompensować upokorzenia mężczyzn z czasów
Prawa Matki. (Nawiasem mówiąc, nie ma pewności, czy matriarchat kiedykolwiek
istniał. Z większym prawdopodobieństwem można natomiast mówić o manifestacji
pewnych elementów jego struktury). I chociaż "odwet na ciemiężycielkach"
uznaje Autor za "rzecz naganną i karygodną", to w zupełności zadowala się
odsłonięciem nieznanych dotąd mechanizmów rządzących procesami społecznymi,
co przychodzi mu z łatwością. Żenuje właśnie łatwość uzasadnień. Łatwość
formułowania wyjściowej tezy. Łatwość unieważniania wyników rozlicznych
badań społecznych albo ich kompilowania z domniemaniami czy osobistymi
wmówieniami. I zacieranie między nimi granicy. Gdyby Autor tej granicy nie
zacierał, może dałoby się go obronić przed zarzutem demagogii.

Po co rozmawiać o feminizmie?

Jaki jest cel tej wypowiedzi? I do kogo jest adresowana? Do Ślązaczek
współczesnych? Cierpicie za bezwzględność waszych matek? Do ich mężów? Czy
miałby to być akt ułaskawienia i usprawiedliwienia dla "wyładowywania
własnych kompleksów", za "poczucie wieloletniego upokorzenia"?

Jaka jest diagnoza współczesnej sytuacji w śląskiej rodzinie i autorski
projekt Michała Smolorza na przyszłość? Matriarchat upadł, ale patriarchat
się nie narodził. Mężczyźni na Śląsku "przekleństwa" pracy i wojny mają już
za sobą (?!). Wyrównuje się długość życia pomiędzy płciami. Alkoholizm i
agresja są symptomatyczne dla obu płci. A zatem nastąpiło wyrównanie
"rachunków krzywd". Zniesiony został problem relacji władzy pomiędzy
płciami. Wniosek: zajmowanie się tematem "odwiecznego konfliktu płci" uznaje
Autor za bezzasadne. Rozumiemy, że w ten sposób ogłasza "pogrzeb" dla
feministycznej refleksji i działań feministek. Ze sceny społecznej zniknął
bowiem przedmiot ich badań i troski. Zgadzamy się z Autorem! Feministki (en
bloc) nie interesowały się relacjami pomiędzy mężczyznami i kobietami, które
opisywałyby w kategoriach "odwiecznego konfliktu płci". Kategoria
"konfliktu" i "odwieczności" jest wzięta z niefeministycznego języka,
podobnie jak zacytowany w tytule stereotyp kobiety-modliszki. Nie trzeba
zatem grzebać tego, co nigdy nie żyło. Można także założyć, że skoro pan
Smolorz pisze, co chce, niech więc i feministki też piszą, co chcą.
Mężczyźni i kobiety wybiorą swoich trybunów.

Dlaczego konflikt płci "wkrótce stanie się bezprzedmiotowy"? Odpowiedź: bo
"homoseksualizm jest w modzie". Nie wiemy, czy pan Smolorz opisuje i
diagnozuje tekst społeczny, czy zapisuje własne lub cudze domniemania czy
pragnienia? Nie wiemy także, co mają wspólnego moda z homoseksualizmem? O
ile wiem, to właśnie Platon i Arystoteles zapisywali "odwieczny konflikt
płci", choć w ich czasach homoseksualizm "był w modzie" (patrz Uczta
Platona).

Dopowiemy jednak, że może pan Smolorz ma na myśli studia, które interpretują
społeczeństwa patriarchalne jako homoseksualne, czyli jednopłciowe (bo
druga, gorsza płeć jest wybrakiem pierwszej). Czy to nie aby w tym znaczeniu
homoseksualizm i patriarchalność są w modzie? Przyznawałby tedy pan
Smolorz, że mężczyźni na Śląsku nawiązują ważne relacje społeczne pomiędzy
sobą i w obrębie własnej płci? A kobiety są jedynie instrumentami w tej
grze?

Powiemy jasno i prosto. "Konflikt płci" okaże się mniej przedmiotowy, gdy
obie płcie będą poważnie rozmawiać, świadome uwikłań w mechanizmy
patriarchatu (ostatecznie możemy użyć jakiejś innej nazwy dla opisu świata,
w którym żyjemy), rozmawiać o swoich współczesnych problemach i negocjować
swoje indywidualne i wspólnotowe projekty życiowe (w rodzinie i w szerszej
społeczności). Negocjacje są jednak możliwe pod warunkiem, że obie biorące w
nich udział strony traktują siebie (niezależnie od płci) jako równe
podmioty. Gdyby tak było, to w artykule pana Smolorza nie pojawiłoby się
odwołanie do "homoseksualizmu w modzie", który miałby rozwiązać jakąś
resztkę - ważkich dla nas - w wymiarze społecznym i egzystencjalnym -
problemów. To odwołanie likwiduje możliwość poważnego dialogowania. To
odwołanie można by uznać za dowcip albo "chwyt retoryczny", gdyby nie
porażało absurdalnością. Artykuł, reklamujący siebie jako prowokacyjny, jest
wyrazem osobistej opinii pana Smolorza i jest zarazem symptomem. W języku
psychoanalizy symptom oznacza objaw jakiegoś nierozwiązanego, bo
nieuświadomionego przez pacjenta, wewnętrznego konfliktu.


prof. Krystyna Kłosińska, historyk literatury z Uniwersytetu Śląskiego,
zajmuje się krytyka feministyczną, w 2000 roku nominowana do nagrody Nike za
Ciało, pożądanie, ubranie...O wczesnych powieściach Gabrieli Zapolskiej

dr Małgorzata Tkacz-Janik, kulturoznawczyni, free lancerka, specjalistka od
współczesnej komunikacji, członkini Zarządu Partii Zieloni 2004, zazielenia
Śląsk.

Artykuł ukazał się 10 marca 2005 roku w katowickim dodatku "Gazety Wyborczej"




WEŹ UDZIAŁ W STWORZENIU IMPERIUM SNU – PODZIEL SIĘ SNEM! Artystka Justyna Gruszczyk zaprasza do dzielenia się snami, które dzieją się w Katowicach – akcja jest częścią projektu IMPERIUM SNU, realizowaną pod patronatem Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, gdzie odbędzie się w ramach cyklu „Drobnostki”. Najciekawsze literacko sny publikujemy na stronie ŚSG: SNY O KATOWICACH Więcej na blogu: www.imperiumsnu.blogspot.com. Polecamy!


użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
4,887,867 Unikalnych wizyt