Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

O "Klerze" - Joanna ...
ROZSYPANKI. Roma Jegor
DOBRANOCKA SMUTNA
Beata Filipp
DOBRANOCKA
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Marta Kadłub
Marta Kadłub - Aktorka, wykreowała ponad czterdzieści ról teatralnych, od trzynastu lat występuje na scenie. Literatka, zdobywczyni wielu nagród poetyckich, publikowała na łamach prasy literackiej i stronach poświęconych prozie i poezji. Plastyk, pasjonatka sztuki, szczególnie malarstwa.
Magister kulturoznawstwa o specjalności komunikacja kulturowa.
Terapeutka naturalna, jej pasją są techniki pracy z energią, kwantowe, szamańskie, dietoterapia, odmładzanie organizmu i praca z energią żeńską. Współtwórczyni marki Lira - Teatroterapia. Prowadzi bloga www.martakadlub.wordpress.com.




TWÓRCZOŚĆ:


historie nie moje



1.

Bycie rzeczą tak naprawdę zależy od nas. Z tym jest tak jak z kupowaniem perfum. Który zapach wybierzesz. Ten, który podoba się tobie czy jemu, a może ten, który działa na największą liczbę mężczyzn czyniąc cię jeszcze bardziej atrakcyjną, pożądaną, tą najbardziej ulubioną. Jaka jest różnica pomiędzy maskotką o imieniu Ferdynand spryskaną tymi samymi perfumami co ja a mną .Ona jest mniejsza, ja jestem bardziej bezbronna, jego oczy są guzikami moje są jak dwa guziki, płaczą czerwienią się, pieką, odbijają światło, chłoną mrok. Jego wpatrzone są w jeden punkt nieustannie. Ja ogarniam przestrzeń. Przytulasz nas z tą samą czułością. Rozglądam się znad twojego ramienia i wszystko tam nad jest złe. Jest kolorowe, wyciszone. Podłoga jest chłodna, staję na palcach. Nigdy mnie nie budzisz, po co, przecież nie śpię przy tobie. Nie śnią mi się już wojny, barierki, wysokości. Wczoraj widziałam połówkę księżyca, był czerwony. Jechałam samochodem wprost na niego. Nie bałam się. Był łagodniejszy niż ty, przysięgam, chciałam uciec. Do kogoś innego. Nawet wiem jak ma na imię. Ale zostałam bardzo krótko.

Bycie dziwką tak naprawdę zależy od nas. To jest jak z kupowaniem bluzki. Którą wybierzesz. Tą, która podoba się tobie, jemu, czy może tą najbardziej seksowną, w której zauważy cię największa liczba mężczyzn. Będą cię pożądać i patrzeć na ciebie. Zrobią dużo by się z tobą przespać. Nie wszystko. Umiarkowanie dużo, żeby się za bardzo nie spocić, za dużo nie wykosztować, góra 300zł.
Jest moment, kiedy orientujesz się, że jesteś dziwką. Bo przecież nie wiesz tego od razu. To jest specjalna
i wyjątkowa chwila. Na przykład nad morzem. On zabiera cię na spontaniczne wakacje, kilkudniowe. Problem zaczyna się już drugiego dnia. Nie może cię odwieźć do domu, bo mieszkacie w jednym pokoju. Nie może cię odstawić na półkę, bo w pokoju nie ma półek. Nie może cię pożyczyć koledze, bo kolega ma swoją zabawkę.
I co z tobą zrobić. Pierwszym pomysłem na jaki wpada jest udawanie, że cię nie ma. Dobry pomysł. Nawet bardzo.



2.

Randka jest inwestycją. Jest po to by negocjować warunki. Chłopak inwestuje w ciebie kasę. Załóżmy w takie pójście do kina. To najtańsza opcja. Kolacja jest droższa, ale żeby cię zaprosił musi najpierw zakwalifikować cię jako dziewczynę na kolację. A to już jest wyższa liga. Oczywiście jest jeszcze dziewczyna na obiad, na śniadanie. Każda z innej półki.

Czy cieszy cię to, ze jesteś tu ze mną – zapytała.
Tak , ale jeszcze bardziej cieszy mnie to co może być skutkiem tego spotkania – odpowiedział.

Bywałam często dziewczyną na kolację. Uwielbiałam to. Z nią się nie chodzi do łóżka.
Nie za pierwszym razem. Do łóżka chodzi się z dziewczyną na śniadanie. Dokładny moment kiedy się nią stałam. Oczywiście. Specjalna i wyjątkowa chwila. On oglądał mecz w drugim pokoju. Ja siedziałam wpatrując się w napisaną na komórce wiadomość: Wiem czego chce, przynajmniej dziś…zawiesiłam palec nad napisem wyślij już jakieś pół godziny temu. Na podłodze leżała otwarta torba i parę moich czystych rzeczy. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Nie pakowałam się na noc jako dziewczyna na śniadanie. Majtki i szczoteczka. Tyle przychodziło mi do głowy.

Tamtej nocy Ferdynand pokochał mnie od pierwszego wejrzenia. Pamiętam, że bałam się tak bardzo, że jedyne czego chciałam to wtulić się w jego małe sztuczne włochate ciałko i zasnąć. Wino mnie uśpiło. Uśpiła mnie jego bardzo długa rozmowa przez telefon. Nie słyszałam wyraźnie słów. Czasem docierał do mnie śmiech albo wyczuwałam podniesiony ton głosu. Stałam przy oknie, bo pomyślałam, ze to wypada tak stać, jak przyjdzie, będzie to dobrze wyglądać. Patrzyłam w okna naprzeciwko. W dwóch z nich co jakiś czas rozbłyskiwało niebieskie światło, w tych na piętrze wyżej granatowe. Razem tworzyły bardzo harmonijną kompozycję rytmiczną. Dwa odblaski na dole, jeden na górze. Wyobrażałam sobie, że to światło, które dodawało magii tej wyjątkowej nocy, jest znakiem dla mnie, że to takie cudowne, że tu jestem. Potem zaczęły boleć mnie nogi, rozmawiał przez telefon już czterdzieści minut. Kiedy przyszedł pokazałam mu światła, ucieszona jak dziecko, że mają inne odcienie, rytmy. Powiedział mi, że to telewizory. Ludzie oglądają telewizję. Potem już nie rozmawialiśmy dużo. O drugiej w nocy zamówił mi taksówkę. Nie zjedliśmy razem śniadania. Bo z dziewczyną na śniadanie się ich nie jada.


3.

Kobiety to stworzenia tak przyziemne, że nigdy nie nauczą się latać. Moim zadaniem jest wyzwolić ich jak najwięcej. (z filmu Happy Valentine)

Ona ma dwadzieścia osiem lat i piękną sześcioletnią córeczkę. Kiedy była na studiach spotkała księcia. Niewątpliwie nim był. Potrafił nazwać i wytłumaczyć każdą jej minę, kupić z nią strój kąpielowy, oglądać czwarty raz ten sam film. Tak bardzo ją kochał, że nie długo po tym, kiedy urodziło im się dziecko zostawił ich na środku ulicy i odszedł. To był ładny dzień, dziewczynka miała już parę miesięcy, wybrali się na spacer. On stanął na środku chodnika, postawny, przystojny mężczyzna. Powiedział: ja tego nie wytrzymam i odszedł tak jak odchodzą książęta. Nie odwracając się za siebie.

Ona jest modelką. Ma piękną złotą bluzkę i szczupłe opalone nogi. On jest aktorem. Spotkali się na jednym z wystawnych bankietów w centrum Warszawy. Ona była niedostępna, on pytał czy za niego wyjdzie. Kilka tygodni później on mówi: nie ma nas, ona przytakuje. On mówi: lubię spędzać z tobą czas, ale nie za długo, najwyżej godzinę. Ona wstaje i odchodzi, boso po piasku. W białej poplamionej czerwonym winem bluzce i z jego kluczykami do samochodu w kieszeni. Odchodzi tak jak odchodzą kobiety, przystaję co kilka kroków, odwraca się i pyta: idziesz?

Ona ma ciemne krótkie włosy i takie oczy w których bez problemu można by utonąć. On jest muzykiem. Spotkali się przypadkiem w hotelu. Czyli tam gdzie samotność dopada każdego. Ona w ogóle na niego na patrzyła. On wpatrywał się w nią jak w lampkę o jasnym, oślepiającym świetle. Stali na schodach, kiedy spojrzała mu w oczy. Dwa lata później stoi przed nim w obcym mieście. Z torbą podręczną. On mówi: fajnie, że przyjechałaś. Naciąga jeszcze po raz ostatni rękawy swojej bluzy po czym odchodzi.


Ona ma cudownego przyjaciela. Codziennie rozmawiają przez telefon. Spotykają się sporadycznie, ale zawsze może na niego liczyć. Uwielbia o nim opowiadać. Bo to jedyny mężczyzna, który nigdy jej nie skrzywdził. I nigdy tego nie zrobi. Wieczorem, kiedy siedzi z koleżankami w jakiejś knajpie przy piwie dostaje od niego wiadomość: chyba się w tobie zakochałem…Nie odpisuje. Cały jeden dzień.
Kilka tygodni później on mówi: nie jestem teraz zdolny do uczucia.
Ona wsiada do autobusu. Patrzy na niego dopóki nie zniknie.


4.

Nie wiedziałam, że odwyk będzie taki spokojny. Myślałam, że będę zostawiać swoje odbicia na wszystkich ścianach w całym domu. Że będę całować klamki. Zadawać sobie ból tępymi narzędziami. Krzyczeć, wyć jak pies. A ja tak po prostu zamknęłam dokładnie drzwi. Zapomniałam się ubrać i zjeść obiad. Zapomniałam spojrzeć w lustro. Otoczona burzą leżałam w środkowym pokoju na wielkim łóżku, nakrytym czerwonym kocem, jakby był wyspą. Widziałam wszystkie okna w całym domu. Było za nimi bardzo ciemno, burza szła powoli, ociężałymi krokami, długo kazała na siebie czekać. Czułam, że idzie do mnie. Żeby mnie zabrać w same centrum i przytulić. Pół roku jak film na podglądzie przebiegało mi przed oczami i w sercu.

Był luty. Ciemnoczerwona knajpa. Duszno, dużo alkoholu i samotności, przed którą każdy uciekał w inną stronę, czasami na kogoś wpadając. On gwałtownie się zatrzymał, wpadłam wprost na niego. Nie zataczając kręgów, nie formując min, nie przybierając póz, bez przeciągłych spojrzeń. Tak po prostu. Zatrzymałam się na nim. Potem dalej był luty, była pełnia i jazz.

W marcu było tysiąc snów, wiatr północny i zmiany przyjmowane z radością. Były same dobre noce i dobre tęsknoty, mnóstwo skrzydlatych stworzeń. Było teraz i zawsze. I najważniejszy Most do Terabhiti
i Terabhitianie odsłuchujący wraz ze mną pocztę głosową.

Kwiecień rozpoczął się pierwszym ostatnim spotkaniem. Zakończył zapachem opium. Na skórze, w pościeli
i w wodzie.

Kiedy w maju się z nim rozstawałam pachniał snem. Miał ciepłą, miękką skórę. Drugie ostatnie spotkanie zakończone było ciszą we mnie. W nim rozpoczęte zaraz po zakończeniu. I pierwsza rzecz do listy bez rozgrzeszenia,data:12 maj.

Był dwudziesty maj, czwarta z minutami, godzina chorej miłości. Wtedy po raz pierwszy naprawdę chciał po mnie przyjechać. Po raz pierwszy naprawdę życzył mi dobranoc. Dobrej nocy z nim. Chodź byłam przecież daleko.

Był czerwiec kiedy nadal był wojownikiem z czerwoną przepaską na czole. Ja w domu udawałam księżniczkę nie do zdobycia. Codziennie czesałam włosy w warkocz. W ciszę wkradła się myśl, potem słowo, na końcu łóżko.
I trzecie ostatnie spotkanie. Znów otwarte parę godzin po zamknięciu.

Ruiny nowoczesnej budowli, na środku wielka czarna dziura, gdyby nas wciągnęła bylibyśmy tej nocy sami i do końca. Było zwierciadło ain eingarp, które czytane od tyłu jest zwierciadłem pragnienia. Było zostań. pojedziemy w góry.

Lipiec rozpoczął się zimnem, deszczem i rozpadem wojownika na małe żołnierzyki bez opasek na głowach za to w hełmach. Było prawie czwarte ostatnie spotkanie, ale sen zdecydował inaczej. Była czarna sukienka. W te dni ciepłe i kruche wiele działo się między słowami. Każda minuta była dla nas, kłaniała się nisko by nam służyć. Wszystko było pierwsze.

Wszystko: alkohol, dobre jedzenie, wakacje i dziewczyna. Czwarte ostatnie spotkanie. Moja ucieczka do odległej krainy gdzie mieszka piękna i dobra wróżka. Bardzo chciała mnie odczarować. Bardzo chciała żeby mnie nie znalazł. Ale znalazł. Nigdy nie namaluję takiego wschodu słońca nad morzem.

Na początku sierpnia szłam ulicą, a ludzie przyglądali mi się o wiele intensywniej niż zwykle. Przejrzałam się
w wystawie sklepowej i zobaczyłam, że jestem przebrana za dziwkę. Nie płakałam wcale kiedy zdejmowałam ubrania i zmywałam makijaż. Jest sierpień. Leżę naga na łóżku. Mam wystające kości biodrowe. Burza się skończyła.


5.

Czuję jak drżą mi dłonie i choć bardzo chcę żeby przestały tylko stoję i jest mi coraz bardziej gorąco. Jestem w małej kuchni, jestem otoczona. Za chwilę coraz ciężej będzie mi się oddychać. Nie mam dokąd pójść. Bo zwykle idzie się do domu. Jestem oblepiona przez pot. Upał nie sprzyja niczemu. Staram się zapanować nad własnym ciałem, a ono tylko bezlitośnie się lepi i nie chce się dać ujarzmić. Jestem otoczona przez krzyk. Przez ciągły nieustający chaos z którego nie wyłoni się nigdy żaden ład. Mimo kłamstw, że tak będzie. Że ta droga, tak, jest kręta i kamienista, ale prowadzi wprost nad jezioro o spokojnej tafli wody, która nie zna fal. Gdzie plaża jest czysta i duża. Mogę po prostu patrzeć w dal. Bez skrępowania, że to robię, bez wyrzutów sumienia, że nic nie robię. Że patrzę w dal, za horyzont. Ja tam widzę mamo. To wszystko widzę. I uwierz mi, że to bardzo boli.
Wieczorem przychodzi mój brat i ja płaczę razem z nim. Nad stłuczoną szklanką. Nad stłuczoną ostatnia randką i zapomnianym adresem. Nad miesiącami nie widzenia kogoś kogo przecież tak bardzo chciałoby się widzieć codziennie, nad strachem przed tym, że ktoś odejdzie chociaż jeszcze tu jest prawie zawsze i nad tym, że ten strach przed cierpieniem jest gorszy niż samo cierpienie. Nad brakiem postojów, nad nie zastanawianiem się nad własnym oddechem. Nad ciągłym ustalaniem i nad rzeczą. Najbardziej płakaliśmy nad rzeczą. Nade mną i nad szklanką.

Czuję jak się duszę. Nie znałam wcześniej tego uczucia dopóki ktoś nie kazał mi wsadzić sobie reklamówki na głowę i próbować przez nią oddychać. Próbować się nie udusić. Nie pamiętam ile razy walczyłam tak o oddech. I jest to walka najważniejsza najbardziej pierwotna. Nauczyłam się dzięki plastikowej przeźroczystej reklamówce na głowie jak się bać naprawdę. Więc teraz już zawsze się tak boję. On powiedział mi wczoraj, że mam bardzo równy oddech i wlał się we mnie wtedy taki łagodny strumień przeświadczenia, że nie tylko plastikowa torba może mi go odebrać, ale i on. To było oczekiwane od miesięcy ukojenie. Delikatnie tulił mnie w ramionach. Niczym nie pachniał. Mój policzek przylepiał się do jego ciała i wiedziałam jak bardzo to jest podwójne. Wiem jak narysowałabym tę linie oddzielającą moje ciało od jego. Czarną grubą kreską. Roztarłabym ją by powstał jeszcze większy cień. Jeszcze większy, od tego którego w rzeczywistości nie widać. Rozlewa się ciemną plamą. Oddziela nas gruba, linia łączy cień. Łączy nas cień. Nie można sobie wyobrazić bliższego połączenia.


6.

Pojawił się tak nagle, że nie wiem z której strony przyszedł. Jest dziwny, bo dzwoni wtedy, kiedy nie powinien. Czyli wtedy kiedy najbardziej tego potrzebuję. Rozmawia ze mną przez telefon od trzech miesięcy. Prawie tylko tak się znamy. Nie wiem jaki ma kolor oczu, nie pamiętam jak na mnie patrzy. Wiem, że uparcie jest i zaczyna mnie to napawać spokojem. Jakbym dostała swojego ochroniarza. Mówi do mnie wolno i cicho. Opowiadam mu o deszczu. Bo nie wiem o czym innym bym mogła. Jest najbardziej bliskim mi obcym człowiekiem. Czytam mu fragmenty książki przez telefon, na większość pytań odpowiadam: to skomplikowane.
Jest inny niż on.


Kiedyś płakałam a on trzymał mnie w objęciach i kołysał. Chciał zrobić najbardziej absurdalną rzecz na świecie czyli ochronić mnie przed samym sobą. Nie dawno obudziłam się a łzy ciekły mi równo po policzkach, bo zrozumiałam, że dorosłam. Że już nie będzie łatwiej. W tej samej chwili zapragnęłam mieć na oknie lawendę, fioletowe zasłony i zrobić porządek w szafkach. Kiedy robiłam to wszystko był straszny upał. Pot jest erotyczny i wtedy odczułam to najmocniej. Przejechałam ręką po wilgotnym ciele: po piersiach i wewnętrznej stronie uda i wiedziałam, że nie chcę żeby mnie chronił. Żaden z nich.


7.

Jeśli chcesz zobaczyć jak odchodzę wyobraź sobie główną ulicę w twoim mieście. Jest zmierzch i jest bardzo szaro, namacalnie. Ma się wrażenie, że szarość oblepia ubrania, które na naszych oczach blakną. Wyobraź sobie jak idę w tej szarości prostą drogą od rynku do dworca. Widzisz mnie bardzo długo, bo nie znikam za zakrętem. Idę równymi małymi krokami, wolno. Mam jeszcze pięćdziesiąt minut.. Włosy spięłam w kucyk, parę kosmyków wydostało się spod gumki i teraz spadają na moją spokojną, skupioną twarz. Myślę o drodze. O prostej drodze, którą idę. Myślę o tym czerwonym świetle, które mnie zatrzymało. Nie zatrzymujesz mnie. W szarości widzisz dokładnie jak się oddalam, jak jestem coraz mniejsza. Nie słychać już stukotu moich butów. Jeśli chcesz zobaczyć jak odchodzę wyobraź sobie, że w pewnej chwili wyciągasz rękę przebijając nią gęstą szarość, robisz w niej srebrzystobiałą dziurę, przez którą sączy się jasne światło. Patrzysz w nią i widzisz tunel, w którym idę. Trochę przyspieszyłam kroku. Zostało mi piętnaście minut, cofasz rękę a tunel znika. Był jedynym przejściem. Powoli robi się ciemno. Możesz tylko po omacku próbować wrócić do domu. Żadna latarnia nie oświetla drogi, zabrakło świateł w mieście, na bardzo długo. Jeśli chcesz zobaczyć jak odchodzę wyobraź sobie jak stoję w ciemności na peronie. Pociąg za chwilę odjeżdża. Wahanie trzyma mnie za nogi. Kiedy wysiadam dnieje.


8.

Znikanie jest lekkie. Unosi cię nad wszystkim co jest, a było przestaje mieć znaczenie. Znikanie zabiera czas i energię, trzeba się na nim skupić, dlatego jest dobre. Wszystko co rodzi się ze znikania jest dobre. Żeby zniknąć trzeba podjąć decyzję. W podjęciu decyzji nie pomagają wahania nastrojów, pomaga za to jego litość. Decyzja uwalnia twój żołądek, zawiązuje myśli. Zatrzymuje je w biegu. Bo już nie ma dokąd biec. Wszystko zatrzymuje się na chwilę. Wiem że jutro ruszy od nowa. Dlatego napiszę o tym jutro.

Dziękuję wszystkim dobrym i złym chochlikom, które nie opuszczały nas. Wiem co odpowiem kiedy zapytają.


9.

Kiedyś znalazłam na szafce przy oknie nieżywego konika polnego. Był zasuszony. Wysuszył się. Wyblakł. Wyglądał pięknie. Płakałam wtedy bardzo. Prawie tak bardzo jak płaczę teraz. Jak płaczę od dwóch tygodni. Łzy zalewają oczy jak pot. Nie jest to ani słodkie ani seksowne ani zmysłowe ani piękne ani czyste ani dobre. Nie jest. Więc dlatego wtedy odszedł. Już wiem. Nie powinnam była płakać nad konikiem polnym. Przecież był piękny. Nie powinnam płakać teraz, bo nie jestem piękna. I on zaraz sobie pójdzie. Już zawsze teraz będzie sobie szedł.

Niestety nie mam skrzydeł. Mam tylko potrzeby. Nie mam długich jasnych warkoczy. Nie mam siostry. Prawie nie mam taty. Mam bardzo jasne usta. Dziś nawet nie ma burzy. Jest tylko zimno. Coraz wyraźniejsze, coraz bardziej oswojone. Codziennie podchodzi o krok bliżej. Jest czarnowłosy mężczyzna. Bardzo daleko. Jest wielu aniołów. Też nie mają skrzydeł. Łzy jeszcze nigdy nie żyły ze mną w takiej harmonii. Dostosowują się do koloru mojej skóry, do układu kości policzkowych, starają się delikatnie omijać usta. Czasem zapędzą się i zatrzymują na szyi.
Jutro dopłyną aż do pępka.


10.

Zakopałam parę rzeczy pod poduszkę. Tyle ze nie da się już na niej spać. Wieczory są nadal chłodne. Kiedyś były przynajmniej różnorodne. Nie patrzę już w stronę niektórych kątów. Choć są to nowe kąty. Bardzo stanowcza postawa - moich łez. Chyba za dużo o nich pisałam.

Bardzo podoba mi się ta kobieta. Zawsze chciałam taka być. Jest fantastyczna. Ma 25 lat a wygląda młodziej. Jest wykształcona. Trochę za dużo myśli. Każdego dnia na niezależności opiera podstawę na której powstają mury warowne otaczające ziemię niczyją. Teraz głównie tańczy. To dobre zajęcie. Rozwija mięśnie i znajomości. Szczególnie kiedy jest ciepło i ciemno. 88. To dobra liczba. Na szczęście.


11.

Niektóre historie nie mają zakończenia. znikają gdzieś w ruchu, gdzieś pomiędzy. W ciszy. Przechodzimy koło nich lub ich nie doganiamy. I tak trwają koło nas, przed nami - historie bez zakończenia.

Niektóre historie nie mają szczęśliwego zakończenia. Zakotwicza się w nas coś o podobnym kształcie. Ułuda. Słowo na dziś.


12.

W świecie niczyim stoi dom. Ma cztery okna i poddasze bez okien. W tym domu nikt nie mieszka i nie należy do nikogo. Jest takim punktem w przestrzeni – miejscem – przystankiem – zaznaczonym na mapie kropką. Ale do tego domu się nie dąży. On się po prostu zdarza na drodze. Pewnie gdzieś głęboko się go pragnie, bo inaczej by nie istniał. Dom utkany z pragnień ludzi. Ale nie takich, którzy się kochają. A może i się kochają, ale w świecie niczyim nie ma miejsca na ich miłość. Nie na miłość w ogóle, ale na ich konkretnie. Są dla siebie za starzy, za młodzi, niewystarczający. Może i chcieliby się kochać, ale jak patrzą sobie w oczy to w jednym oku jest miłość a w drugim pustka, a w trzecim, tajemnym, strach. Dom ten nie jest przytulny i prawie nie ma w nim mebli, takie tylko graty – każdy coś przyniósł, co miał a czego się chciał pozbyć, jest śmietnikiem niepotrzebnych rzeczy, nadbagażu. A jednak miło spędzą się w nim czas leżąc nago na niewygodnym łóżku i trzęsąc się z zimna. Na tym łóżku jest czerwony koc. Owijam się nim szczelnie, żebyś mnie nie znalazł, nie dotknął już nigdy więcej. Jesteś obok. Oddychasz ciężko. Koc pachnie mną jeszcze długo po moim wyjściu. W domu nie zastaje nas poranek. W świecie niczyim nie wschodzi słońce, tylko zachodzi. Wciąż od nowa, głębiej, w nas.

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
5,626,246 Unikalnych wizyt