Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Nauczyciele są ważni


cz.3

Justyna Skolicka



Magistra

Pewnego dnia o świcie widziano kobietę schodzącą z gór. Szła ostrożnie stokiem, tuż nad kolanem rzeki, przy drodze zabezpieczonej barierkami. Było w niej coś ekstra, jakiś naddatek stylu. Kok w kolorze miedzi wysmuklał twarz, przeniesioną z głębi lat pięćdziesiątych bez bagaży, w czystym wyrazie młodości; kreska na powiece schodziła w szaloną, szóstą dekadę; bluzka z kołnierzykiem, rogowe okulary, srebrna biżuteria, zegarek na cienkim przegubie – czytelne znaki nauczycielskiej - profesji odsyłały w lata siedemdziesiąte, dekadenckie i szykowne. Osiemdziesiąte zostawiły ledwie pieprzyk na jej twarzy, ledwie metaliczny połysk szminki. Baza prześwitywała pod zmarszczkami. Niosła to z gór, na niebotycznych obcasach, z torebką na ramieniu i siatką, w której było trochę książek. Przyzwyczajona do ciężaru, pochylona na bok jak ukośnik, rozglądała się za dawnymi lokalami. Łowiła zapachy, mimo że nie było tu już kawy ni cukierni, a miejsce zajęła agencja finansowa. Deptakiem wyminęła hotel. Ten się nie zmienił, chociaż odnowiony. Całe miasteczko odnowione, świecił wymyty kamień a przy chodnikach świeciły woskowane, nowe auta.

Minęła park, budynek szkoły, wieżę zboru, brukowany rynek. Obcasy stukały miarowo, kiedy biegła pod arkadami. Wspięła się po schodach, zadarła głowę i jednym ruchem poprawiła okulary. Kino nie grało, od lat nie istniało wcale. Ale ona widziała płachty plakatów. Być może dlatego uczennice też się ukazały. Trzymały się za rękę, włosy miały naelektryzowane i miękkie od mgły. Na afiszu wisiał trzewik z biało - czerwonym sznurowadłem. Jedno sznurowadło związane, drugie rozwiązane - tytuły także były dwa, jakby podwójne życie. Być może dlatego dziewczyny niezbyt spieszą się do środka.

Krzyżują ręce i kręcą się, złączone uściskiem palców na nadgarstkach. Kręci się dom z arkadami, faluje augsburgsko - ewangelicki zbór, artykuły metalowe i witryna sklepu społem. Kręci się salon gier, parking i kiosk. Kręcą się w krótkim promieniu młynka; głowy odchylają się na karkach, ciężkie od powietrza i wiru, jakby miały zaraz odpaść i przefrunąć nad zborem. I jak tu się nie śmiać. Jak tu zachować powagę. Włosy kręcą się, szoruje bruk pod podeszwami.
Zachowajcie ciszę, mówi nauczycielka. Proszę przeczytać wszystko, co zadałam. I tę grubą powieść i wiersz w obcym języku.

- Ale my nic nie rozumiemy. Jesteśmy za młode.
- Poza tym my nie mamy czasu teraz.
Po co wam czas.
- Jaki czas.
- Zaraz czas.
Może wam pomóc?
- Nie trzeba, proszę pani.
- Damy radę.
- Pokręcimy się jeszcze.
- Pójdziemy na „Milczenie owiec”.
Języków się lepiej nauczcie.
- Nauczymy się.
I rachunków.
- To trzeba, wiadomo.
I historii też, przypomniała.
- Ale jutro nie będzie historii.
To pojutrze będzie.
- Może nie.
-Nie do zapamiętania.
- Może jutro, dzisiaj mamy plany.
- I musimy już iść, przepraszamy.

Drzwi poranne, dworcowe, drzwi ciężkie, żelazne.
Przywitają się na peronie pierwszym, Tosia ze słodkawym, metalicznym smakiem pociągu i podróży, szyn, waliz, sztucznych zasłon, przesuwnych, aluminiowych drzwi, nieprzebranych uchwytów, zaczepów i rączek, armatury w chybotliwej toalecie, hamulców bezpieczeństwa, paczek. Niewiele bagażu: kurteczka blue denim i plecak.

- Jak tam?

Dobrze, odpowie Tosia, podróż całkiem dobrze. Tylko że słowa nie wychodzą Tosi, i ekspresja, która ma zastępować rozmowę, kosztuje masę energii. Na powitanie Tosia przedstawia dwanaście grymasów:

1. jakże się cieszę, że cię widzę, a następnie:
2. czy ci aby nie przeszkadzam?
3. czy aby nie przeszkadzam twojej mamie?
4. ani psu?
5. wszyscy znajomi cię pozdrawiają;
6. czy aby nie przeszkadzam twoim znajomym?
7. tęskniłam;
8. ale że mnie zaprosiłaś;
9. nie mogę uwierzyć, że tu razem stoimy;
10. w końcu się udało,
11. jestem
12. nie najgorzej.

Od razu zmęczone, Tosia wyrażaniem się bez słów, Ola mówieniem, kiedy nie ma o czym. Nowe liceum, kawiarnia tu, rozmawiałam z Tomkiem o tym, co wiesz, wtedy po lekcjach.

- Słuchasz?

Będzie słuchała, tymczasem jest pusta, Tosia w dwunastu grymasach się wypowiedziała. Oto powłóczyste spódnice Oli, oto jej czarna bluza i kaptur wokół twarzy, wszystko czarne. Zamiłowanie Oli do czarnego przekracza modę i aktualny humor, to jest programowy gest. Ola opowie historię: idzie sobie Dworcowej na czarno, jak każdego dnia, i idzie też babina - starowina z naprzeciwka, przesuwa nieuważny wzrok po twarzach, zajęta swoim, aż trafia na Olę. Wtedy kobiecina staje, blady słup. Cofa się pod mur, kiedy Ola ją mija, Ola – zaraza, Ola – dżuma, widziana na Dworcowej w biały dzień; kobieta żegna się pod ścianą znakiem krzyża.
I ciągle podobne historie.

Ale miasto zadbane, szyby wymyte, trotuary równe i bezpieczne. Nie ma potrzeby środkować ciężaru, żeby uniknąć wpadki w wielką dziurę. Pójdzie się spokojnie, odda się wędrówce. Prawy but, lewy but, prawy na środek kostki, lewy na krawędź, i odwrót: na krawędź prawy, do środka lewy, poczucie symetrii i sprawiedliwości. Nieźle jak dotąd, poprawnie, dziura w chodniku raczej się nie otworzy. Po zmroku inaczej, ale teraz dobrze, prawy, lewy, środek, krawędź, wolta: krawędź prawy, lewy środek, sprawiedliwość, symetria, sekwencja zakończona.
W mieszkaniu małym jak garnuszek.

Rudy piesek jest przy kości.
Mama Oli w przedpokoju. Stara się nie okazywać oczekiwań, może nawet stara się ich nie mieć: bierze bagaż, bierze Tosię w puszyste ramiona i gładzi po włosach; niska, okrągła, jasna pani. Trochę koleżanka, ale tyle, ile trzeba, w sam raz. Ale Ola jest innego zdania. Ola wpada w furię programowo.

- Dlaczego ten pies tyle żre? Ja przychodzę a on żre. Jak on ma nie być gruby? W końcu zdechnie i wtedy się zobaczy. Wygląda jak świnia, spytaj Tosi. Czy ty nie potrafisz się opanować? Nauczyłaś go i w kółko żebrze.
Tosia zapewnia, że wcale nie wygląda, ale wypada to całkiem cichutko. Prawdopodobnie wcale jej nie słyszały.
- Przecież on dzisiaj dostawał już żarcie. Tłumaczyłam ci. Pies je jeden raz dziennie. Ale ty chyba jesteś głupia. Po co ja ci tłumaczę? Przychodzimy z Tosią, a on żre.
On jeszcze dziś nie jadł, Olu. Nie przesadzaj.

- Kłamiesz. Przestań. Oczywiście że jadł dzisiaj. Kłamiesz, robisz ze mnie histeryczkę, a ty jesteś histeryczką.
Tosia pomyśli, czy aby sama nie jest histeryczką. Czeka na różne rzeczy, ale nie tak, żeby je wywoływać. Na pewno nie ma do czego się spieszyć. Weźmy to tutaj. Z uczuć to Tosia głównie czeka na uczucie.

Tosia poczuje się zażenowana. Pomyśli: jakże ona cierpi! Nie potrafi jednak dokładnie określić, która cierpi. Ola czy jej mama, która cierpi, a która dobrze się ma. Pewnie obydwie. Ach, współczuje im na zmianę. Zbyt długo siedzi w łazience i kiedy wychodzą z domu, jest już ciemno.
Miasto nienajlepiej oświetlone, księżyc nie świeci. Ola przodem, Tosia wlepia wzrok w plątaninę bocznych ulic. Idą wolno, coraz głębiej w jakiś ciemny lej, później za kawiarnią, na podwórzu, pod murem kilka osób z papierosami, za murem ogród przy klasztorze, stamtąd powietrze chłodne, zapach dymny, trawy. Muzyka jak kompletny, odarty ze skóry świat. Zapowiada, co mają obiecane i czego nie mogą się doczekać. Wściekłość, przymus, strata, czułość, strach - własne zarodki, płody przeżyć, smakują przyszłość jak fajkę wodną, w brzuchu matki imprezy. Ola patrzy na Tomka, Tomek patrzy na jej wargi. Odmawia słowa przebojów, kręcąc się wokół osi, trzymając się brzmienia, z wyładowaniem na szczycie wydechu. Przeświadczona, że hity mówią prawdę, a to, co mówią, nie jest błahe. Będą powtarzać solennie, w obcej mowie, która jeszcze nie jest pospolita, tylko hermetyczna: father – yes son – I want to kill you, całą noc naprzeciw siebie, fantazjować śmiertelnie i danse makabr, które dręczy ich pragnienie. Tomek całuje wargi, na które cały wieczór patrzył. Nie ten mnie całuje, na kogo patrzyłam, ale ktoś inny, od zębów i języka. Ola zacznie płakać: Tomek nie podoba się jej. A odkąd przestał, Ola ma poczucie straty.

- Jak myślisz, czy powinnam się zabić?
Tosia wyznaje, że paliła trawę.
- Powiedz, czy powinnam się zabić? Tylko dzięki tobie jeszcze trwam. Dzięki temu, że wiem, co to przebaczać. A ty? Czy mi przebaczysz kiedyś? Pomóż mi. Idziesz, głowa wysoko, dumna. Zniknęłaś na cały wieczór. Spotkało mnie wiele przykrości.

Drzwi poranne, dworcowe, drzwi ciężkie, żelazne, kurtkę blue denim Tosia wiesza na haczyku, otwiera plecak i wyjmuje album. Wiatr unosi firankę, odsłania widok lasu - okno w książce na mocną zieleń, jednakowo soczystą i w świetle, i w cieniu. Żywotność, szpaler, brzozy z łodygami jak sprężyny. Przy górnej ramie mały biały prześwit. Gdzieniegdzie delikatna faktura gałęziowa, listki. Na dole łacha, krzewy, detale, leśne ornamenty, białe i żółte kropki, drobnoustroje, kwiatki łubinu. Pośrodku łąka. Wklęsła, garbata, wytarta, krótka, pusta, mała. Później wnętrze, parapet i stół, na nim cukiernica, w cukiernicy cukier, kubek i brzoskwiniowy dzbanek. Dwie brzoskwinie na dwóch talerzach, talerz jeden na drugim. Co jest w środku? Co jedli i kto będzie pił? Dwa profile, dwa lewe, same twarze, bez szyi, bez korpusu, próżnych rąk, dwa razy po pół sytej, zachwyconej twarzy. Ludzie bez ciał, profil rzucony na zieleń, identyczne i przez to niemożliwe, wiszą na krawędzi obrazu. Jaka to chwila? Wpatrują się? W co? Bo nie idą do nich żadne zwierzęta ani goście, dzieci nie grają na trawie, deszcz nie pada. Być może wiatr, garstka wiatru unosi firankę za ramę. Spłyną na nie dworce, pustkowie i wsie. Dzieci mknące po drogach na ruskich rowerach; matki z zakupami, plecy i twarze ojców, skorupki, wydmuszki, słońca. Będą stały na wzgórzach, będą rzucać cień. Cicho i zimno, niebo sine, wklęsłe bądź wypukłe, w zależności od fantazji raz wklęsłej, raz wypukłej ziemi. Która ma siedemnaście lat i podpatrzony w telewizji obraz Europy. Jej bliźniacza siostra mknie bielutkim citroenem wzdłuż wystaw gustownych miasta Clermond - Ferrand. Jej siostra ma więcej szczęścia, jej trzewik jest kunsztownie związany. Niedługo wszystko się zmieni, zbudzi się wietrzysko i napełni wioski zapachami od Angel po Zen. Także tutaj będzie ładnie. Otworzą się szafy, które będą pełne pantofelków.

Czekają, kręcą się zawrotnie, krzyżują ręce, robią młynek. Kręci się dom, zbór, artykuły metalowe i witryna sklepu społem; kiosk, parking i salon gier; widzą nawzajem swoje twarze. Kręcą się w promieniu młynka, który rośnie jak nieskończone więzadło. Nie ma siły. Coraz słabiej widzą swoje twarze.

- Pani się lepiej przyzna.
- Pani wiedziała od początku, jak to będzie.
Nie wiem. Nie przyznaję się. Nie wiedziałam. To mój pierwszy raz. Proszę sprawdzić.
- Ale my już chcemy wyjść.
- Bez sprawdzania.
Tak szybko? Procedura nie pozwala.
- Pani nas zwolni.
- Byśmy chciały zrezygnować. To nie dla nas.
- Bolą nas plecy.
- I głowa.
- A dlaczego my?
- Pani weźmie drugie dusze, niech sprawdzają.
Czy drugie dusze są obecne?
Czy drugie dusze są obecne?
Nie ma.
Widzicie,dzisiaj nie ma drugich dusz.
Strona 3 z 7 < 1 2 3 4 5 6 > >>
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,434,023 Unikalnych wizyt