Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
21 marca Światowy Dz...
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Bogdan Zdanowicz
Bogdan Zdanowicz

ALE NIE*
Luźne myśli na temat „Rubato” Joanny Fligiel**





#
Czy to jest tomik wierszy? Ponad sto dwadzieścia zapisów, czasem miniaturowych, częściej obszernych, w kilku wypadkach wieloczęściowych. Jak zauważył pewien krytyk – trudno przedrzeć się przez tę materię (była też mowa o przelatywaniu ponad magmą metaforyzacji). Lecz jest to możliwe. Zależy od tego, po co czytamy. Przyjmując np. za kryterium warstwę rozrywkową tekstu (masowa konsumpcja), czytelnik znajdzie tu wiele rodzynków, które poprawią mu humor – ironia, zabawne bon moty. Poza tym, że finalnie lektura humor mu zepsuje (a nawet wprowadzi w stan dołującej agresji). Wiersze = tomik. Ale nie.

To książka z wierszami podzielona na łatwe do zauważenia bloki (ze względu na chronologię życia bohaterki, ale też na pewne nawiązania, powracające ujęcia tematów; autorka używa w tytule wiersza pojęcia „kręgi” dla określenia cykliczności i wpływu danego zdarzenia na dalsze losy, choć moim zdaniem bardziej odpowiednie pojęcie dla tej kwestii to „spirala”, która zawiera w sobie też aspekt perspektywy i rozwoju).




#

Czy to jest pamiętnik? Czy to tylko zapis procesu dojrzewania i autoterapii? Można taką tezę postawić. Temat jest jeden – ojciec (opis jego postawy, życia, śmierci i skutków tego, co po sobie pozostawił rodzinie – nie tylko autorce). Inni bohaterowie, pojawiający się w wierszach, to postaci drugoplanowe dramatu (oczywiście pomijamy tu podmiot liryczny wierszy). Sporo racji jest w tym, że realizuje się w tej poezji idea mówiąca, że słowa bez oparcia w realu nie niosą prawdy. Zatem pamiętnik. Ale nie.

Poza wierszami typowo „osobistymi” znajdujemy opowieści o bohaterach z innych rzeczywistości, innych światów i lat. Najbardziej widoczny jest „Czesiny tryptyk” (o wioskowej szalonej… lesbijce). Ale znajdziemy też wiersze o artystach, kobietach skrzywdzonych (pisane często w formie „poezji roli”, czyli wcielenia się podmiotu w inną osobę). Jest tak w utworze „Ojciec” (inspirowanym „»dobrym« ojcem Haliny Markowskiej-Budniak”). Poetka często zestawia siebie z innymi postaciami (najczęściej artystami z różnych dziedzin sztuki), szukając potwierdzenia dla (typowości?) własnych doświadczeń, emocji (np. cały cykl „Identyfikacja” poświęcony M. Monroe). Zastanawiające w tym ujęciu są też wiersze pisane w konwencji „autora podszytego” (np. „Luźne myśli o żonie – gdyby mój mąż napisał o mnie wiersz”), w których na poznane już (z innych wierszy) fakty „patrzymy innymi oczami”. Przeplatające się plany narracji, autoironia, stylistyczne figury z cytowaniem zwrotów charakterystycznych dla każdego z „autorów” to misterna gra nie tylko konwencjami literackimi, ale może przede wszystkim gra z czytelnikiem.




#

Czy to jest „liryka konfesyjna”? Pewnie w jakiejś mierze tak. Sama poetka pisze na ten temat wprost:

„… Wybrałam
uśmiechanie, by teraz dla równowagi mówić prawdę,
lecz i tak się przewracam”. („Pogódź się z tym, mała dziewczynko”).

Poznajemy jej życie… Możemy napisać w skrócie biografię nieszczęśliwej polskiej rodziny z lepszego okresu PRL-u (znajdujemy w wierszu zwrot: „naprawdę byliśmy bogaci” – „Rytuał”). Jednak „choroba” w tej rodzinie ma korzenie w historii. Przyjmując „prawdę z perspektywy wierszy” widzimy, że jest ona wynikiem zaburzeń osobowości, niedojrzałości do pełnienia ról, ludzkich słabości, nałogów. Następne pokolenia dziedziczą to w genach (nb. tytuł poprzedniej książki J. Fligiel to „Geny”). Zdecydowana większość wierszy poświęcona jest prezentacji „rodzinnych historii” (włączam w to też utwory dotyczące kolegów, koleżanek czy znajomych z okresu dzieciństwa oraz młodości autorki). Wydaje się, że już bardziej się odkryć przed „widzami” nie można. Ale nie.

Mówienie „prawdy” trudno powstrzymać, gdy się raz zaczęło. Realia historyczne, geograficzne, przeżycia „intymne” (tajemnice rodzinne i grzechy indywidualne) – to wszystko mamy podane ze szczegółami. Momentami czujemy się jak spowiednik: przerażeni faktami i poczuwający do współczucia, ale też skrępowani i wewnętrznie zobowiązani do milczenia, podczas gdy w nas rodzi się bunt – chęć pouczenia poetki, że przekracza naszą strefę intymną! Że sprzedając nam swoją „historię”, kradnie nasze emocje. Gdyby wierzyć w teorię wymiany energii – autorka byłaby osobą najbogatszą w jej nadmiar (zrabowany rubato! czytelnikom).

Jednak z czasem, z kolejnym nawrotem refleksji (ponowną lekturą) dostrzegamy, że to są wiersze także o nas: niezależnie od tego, czy mieszkaliśmy na Śląsku, mieliśmy skomplikowane dzieciństwo, jesteśmy (bez problemów) kobietą czy mężczyzną. Gdy minie trauma wynikająca z brutalności opisywanego świata, gdy ucichnie huk emocjonalny spowodowany nadmiarem (ilości wierszy w książce), zobaczymy problemy jako kwestie… do rozmowy. Dostrzeżemy literackość tej poezji, konstrukcję każdego z wierszy. Autorka wie, gdzie się zatrzymać. Poddać regułom. Zobaczymy, że jednak „nie wszystko zostało powiedziane” (a czasem zostało zatarte, np. przez naruszenie reguł logiki składni „Mój tata wierzył ludziom w zło w ustach” – „Rozpacz”). Historie swoich inicjacji, przygodnych przygód i nieprzygód poetka opowiada jakby mimochodem. Odkrycie kim/czym jest kobieta, to poznanie zdjęć ze „świerszczyka” znalezionego w brudowniku. Pierwsze całowanie – to z dziewczyną, kończy zranienie o pękniętą szybę i krew (nb. z aluzjami do opowiadań J.H. Andersena). „Pierwszy raz” kończy się oskarżeniem o zdradę, bo… nie ma krwi. I tak dalej, i tym podobnie. Żadnych: ach! Żadnych łez. Żadnego złamania serc.




#

Czy to są wiersze? – pyta pewna miłośniczka poezji. Ile można pisać o takich codziennych, pospolitych sprawach, takim niewyszukanym językiem, że aż nawet na ulicy mówi się piękniej. I że wciąż o tym ojcu – nieszczęśliwym w sumie. Trafiła mu się córka, która go strofami na salony poetyckie wprowadza, na widok ludzki wystawia. I żeby tylko jego. Przecież można by przyznać jakąś rację tej miłośniczce. Ale nie.

Bo nawet gdy zgromadzimy zbiór cudownych metafor, skonstruujemy wiersz, znajdziemy odpowiedni ton, styl nie musi powstać „Wiersz doskonały”: „żeby każda opcja mogła go użyć, / być / o tym, co dotyczy każdego”.
W czym się przejawia literackie uwikłanie tych wierszy? One całe zanurzone są w kulturze. Dialogują z bajkami („Niebajka w formie bajki z okresu Peerelu”), dziecięcymi porzekadłami (np. „Pętliczek, czerwony stoliczek”), tytułami i motywami dzieł współczesnych („Wszystko o moim ojcu” – „Wszystko o mojej matce”, „Mury runą, runą, runą” – Jacka Kaczmarskiego). Książkę otwiera wiersz „Matka Ewa”, niedługo potem pojawia się „Bóg ojciec”, a przedostatni utwór to „Posłowie”, zaś zupełnie na końcu mamy dialog z Mistrzem „List do Tadeusza Różewicza. To tylko kilka przykładów, a każdy wiersz „gadający” w ten sposób mógłby stać się tematem obszernej analizy, bo w każdym wypadku jest to twórczy dialog, modyfikacja znaczeń nie tylko poprzez własną, subiektywną perspektywę.

Autorka preferuje styl potoczny (taką po prostu odczuwa potrzebę pisania-mówienia). Nie tylko w warstwie słownictwa, frazeologii – głównie w rytmie, melodii, powtórzeniach, mowie zależnej i niezależnej, konstrukcji zdań nasyconej wtrąceniami, dopowiedzeniami. Czasem gubimy logikę takiej wypowiedzi, ale sens jakoś nie do końca nam ucieka – pod warunkiem, że zwolnimy tempo czytania, przemyślimy wypowiedź. Tego typu zapisy nazywam sobie „logiką kobiecą” – bez aspektu deprecjacji!

„a mama ciągle ma dwadzieścia jeden lat
i wierzy, że ludzi nie kocha się dlatego,
że na to zasługują”. („Matka Ewa”).

Znaczenie tego cytatu można też zapisać następująco: mama wierzy, że ludzie nie muszą zasłużyć na to, by ich kochać. Ale to by było zbyt proste (prostackie)? A może po prostu „męskie”?
Ironia, gry słowne, autoironia – poczucie humoru to kolejne cechy tej poezji, te środki (poetyckie – wynikające zapewne z cech osobniczych autorki) narzucają klimat w większej części zbioru. Joanna F. pisze o rzeczach arcypoważnych (o świecie tak trudnym, tak gorzkim) w sposób, które sugeruje lekkość, ale właściwie tylko „lekkość pióra”, a nie traktowania spraw. Naturalny odruch ludzki przy wychodzeniu z traumy to zdobywanie dystansu, a narzędziem najskuteczniejszym jest przecież „obśmianie” (świata i siebie).




#

Czytelnicy mówią: mocne wiersze, tragiczne przeżycia, cała prawda o życiu. A przecież jest w książce jeszcze mnóstwo wierszy o śmierci! Pojawiają się jak słupy milowe na drodze tej opowieści. Tkwią obok utworów rozpamiętujących śmierć samobójczą ojca (i jej skutki). Na pierwszy rzut oka nie łączą się z resztą utworów „fabularnie”. To miniaturki filozofujące, wykorzystujące formę rozbudowanej metafory (czy porównania), a więc utwory alegoryczne (np. „Plan B”). Gry znaczeniowe wykorzystujące prawo paradoksu to inny sposób.

***
Człowiek, gdy się boi,
oddałby wszystko,
żeby przyspieszyć czas,

ale nie ma niczego
do zaofiarowania,

czego czas nie mógłby
zabrać
sobie sam.

Smutki i smuta. Czytelnicy mają rację – to przygnębiająca poezja. Ale nie.
Podmiot liryczny co prawda umiera jeden raz – wiersz „Zwiastun” ale tylko na minutę. Zresztą „śmierć” może być też/tylko teatrem („Przedstawienie”). Autorka żyje. We wspomnieniach, w powrotach do dawno opuszczonych miejsc i ludzi odnajduje i piękno, i uczucia, i „dobrą” prawdę (o życiu). Jak w wierszu „To jest miłość” (Klary chorej na schizofrenię i niewidomego Marka), jak w słodko-gorzkim „Sułtan z Jury”. Jak w wierszu o Szecherezadzie (dzięki któremu zapominamy o femme fatale z „Meddigyniataeh”).

***
Uśmiecham się do ciebie i mówię:
Coś mi się przypomniało.
Lubię, jak tak zaczynasz – odpowiadasz
i rozsiadasz się wygodnie, jakbym była Szecherezadą.

Czuję się niezręcznie, chciałam tylko powiedzieć,
żebyś nie trzaskał tak głośno deską klozetową,
ale nie mam wyjścia, jakby była Szecherezadą.

Bo w gruncie rzeczy poetka bardzo lubi opowiadać w rytmie rubato (kradnąc historie i słowa z rozmów, z lektur czy w końcu z seriali, które nb. uwielbia), ale czyni to poprzez bluesa – ten śpiew z głębi duszy. Z wiersza tworzy (co zauważyła Elżbieta Binswanger-Stefańska) jazzową improwizację. Snuje opowieści i wciąga nas w ich przepastne komnaty, jaskinie, tunele czy tylko plażowe grajdołki. Którzy połkną jej „słowo” – uratują poetkę od „alprazolamum”. Bo „Milczenie jest niczym akt zgonu”.
Ale nie. Ale tak.



Łobez 13.02.2019




-------------
* „Ale nie” cytat z wiersza „Zawsze sobie robię to sama”.
** „Luźne myśli na temat »Rubato« Joanny Fligiel”, czyli jak mógłby wyglądać ten szkic, gdyby pisała go sama Poetka.

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,434,024 Unikalnych wizyt