Śląska Strefa Gender
ŚLĄSKA STREFA GENDER
Śląska Strefa Gender

Kontakt
Linki
Aktualności
Feminizm
Szukaj

Anna Stolarczyk
Wakacyjne pocztówki
Bogdan Zdanowicz
Marek Przybyła i jeg...
Nauczyciele są ważni
pisarki, poetki ze Śląska, Zagłębia i nie tylko
twórczość


zestawy wierszy
zestawy wierszy

MĘŻCZYŹNI PISZĄ. Mężczyźni z Strefie Twórczości. Proza, poezja, esej.
artykuły

rozmowy, spotkania. o literaturze, życiu, kobiecości
wywiady

recenzje, szkice literackie, noty o książkach
recenzje

OCZKO, czyli STREFA 21 PYTAŃ do doświadczonej poetki/poety
artykuły

literatura genderowa i feministyczna - artykuły, eseje, szkice naukowe, opracowania
artykuły

najciekawsze konkursy, projekty, akcje literackie.
konkursy literackie

Ewa Świąc o książce Ami Sakurai "Koniec niewinności"
Ewa Świąc Braciszek i siostrzyczka w świecie ludzi.
(Ami Sakurai „Koniec niewinności”, Vesper 2006)


Motto: „Niewinność: kiedy się cieszy, cały promienieje.”

„Koniec niewinności” to nie „kolejna powieść o podlotku, który zbyt wcześnie i zbyt intensywnie wkracza na drogę rozpusty”, jak chce Artur Górski. Krytyk WiK odbiera książce wszelkie walory intelektualne, sprowadzając jej odbiór do prostego odczytania nieskomplikowanej i niezbyt oryginalnej fabuły. Można skonstatować, że to kolejna z serii książka, ale byłaby to ocena niesprawiedliwa dla Ami Sakurai, której pisanie, poza powierzchowną fabularnością, ma niewiele wspólnego np. z językowym kiczem prozy Melissy Panarello. Mamy raczej do czynienia z wyimkiem z literatury azjatyckiej, choć odległej klimatem od sennych światów H. Murakamiego. W jej odbiorze bardziej przydatne byłoby doświadczenie nowohoryzontowego kina azjatyckiego. Po obejrzeniu „Kapryśnej chmury” Tsai Ming -Lianga, czy „Samarytanek” i „Bad Guya” Kim Ki-duka, czyta się tę książkę inaczej. Odbiorca przyzwyczajony do tego, że ciało jest ekstremalnością, że można sobie z nim różnorako poczynać, nie będzie doszukiwał się kalkulacji we wprowadzaniu erotycznych rekwizytów. Nie będzie też zatrzymywał się na dosłowności - fabularności, która nie jest po to, by bulwersować, a jedynie środkiem, by powiedzieć coś więcej. Mamy więc motywy, wątki, obrazy, jedne z możliwych: enjo kosai, spotkania ze starszymi mężczyznami, w ramach działalności studenckiej firmy Dymaks, kazirodczy związek rodzeństwa, ciążę, zbiorowy gwałt. Ponad tym jednak trudną historię budowania tożsamości, szukania sensu, potwierdzania sensu życia. I jeżeli nad czymś warto się zastanawiać, przy okazji lektury Ami Sakurai, to nad tym, czy pisarka zmierzyła się z tymi problemami.

Historia jak w baśni, a raczej antybaśni: jest braciszek, siostrzyczka i zło. Coś okrutnego w odwróceniu: wilk, zła czarownica, lodowa wiedźma straszy w domu, nie w lesie. Las wdziera się do domu, przybierając kształt perfekcyjnej, zimnej emocjonalnie matki i słabego, zdominowanego ojca. Podważona zostaje najbardziej bezpieczna, przyjazna przestrzeń. Nie bez przyczyny jedną z obsesji Ami są wędrówki za przestrzenią, szukanie miejsc gościnnych. Jedyną, jaką znajduje, jest przestrzeń intymna, miedzy jednym ciałem a drugim, przestrzeń w ciele brata. Związek między rodzeństwem jest bardzo silny, jak w baśniach. Jest to jedyna dobra relacja, która pomaga przetrwać, trzyma w całości. Więź pogłębiona o relację intymną, staje się więzią androgyniczną, zatem i baśniową, i mityczną. W momentach kryzysowych oboje słyszą swoje głosy, które każą im walczyć o przetrwanie. Tak jest w czasie brutalnego gwałtu na Ami, gdy głos Takui wyzwala w niej siłę do obrony.

Takuja jest chłopcem upośledzonym umysłowo. Dla matki — istotą przegraną, a życie takiej nie ma sensu. Mogłaby, co najwyżej, zaśpiewać mu kołysankę „do synka niewyskrobanego” (trawestując słowa wiersza młodej poetki Mileny Rytelewskiej)1, gdyby to czyniła. W przypadku kolejnego dziecka, matka błędu już nie popełnia. Szuka dawcy spermy, zdrowego, nieobciążonego skazą. Znajduje Dawcę 307. Mamy więc drugi niepewny byt, Ami, dziecko cudzej spermy, w dodatku eksperyment genetyczny (to początki tej odnogi medycyny w Japonii). Dla dziewczyny zabieg ten jest rodzajem aborcji. Ma ona poczucie, że ta prawdziwa Ami została zanegowania u samych podstaw swego istnienia. To co potencjalne w niej nie miało szansy się narodzić, dlatego będzie szukać u brata siebie możliwej, podobnej do niego: ułomnej, okaleczonej. Kontakt fizyczny z Takują jest dla niej sposobem na afirmację tej siebie, której odmówiono życia.

Zatem: antybaśń, braciszek i siostrzyczka, niewyskrobany chłopczyk i wyskrobana dziewczynka. Dorastający Takuja dostaje od matki obrzydzenie i nienawiść, od ojca milczenie. Ostatecznie, po jakiejś sklepowej nieporadności chłopca, urosłej do katastrofy w oczach matki, zostaje przez nią pobity i odrzucony. To moment przełomowy także w relacjach rodzeństwa. Ami odcina się od matki, wybiera brata, podąża za nim, zarówno w sensie psychologicznym, jak i życiowym. Wyraźne tu przemieszczenie „ja” (ważności, wartości,...) na brata — Ami trochę za niego, trochę dla niego wybiera „zło” ze świata. Dla hellingerowców będzie to zapewne moment, w którym Ami przegrywa siebie. Odtąd będzie realizować cudzą fabułę, odsuwając się od swojego życia. Będąc przy tym nie do końca uczciwa, brat, bowiem, nie stanowi dla niej podmiotowości, a cząstkę jej samej, dopełnienie.
Ami nie wykorzystuje szansy na oddzielenie, jaką jest ciąża z Takują. Androgynia okazuje się złudzeniem, gdy pojawia się płód: ciało obce, potworne wręcz, wdzierające się między rodzeństwo. Dziewczyna szuka rozwiązania u Dawcy 307, a raczej szuka potwierdzenia swej decyzji, dziecko bowiem traktuje jako „wcielenie tamtej odrzuconej dziewczynki”. Dawca 307 podrzuca myśl o porządku naturalnym, nieuchronności. Jego głos brzmi fałszywie, mętnie („gdy przyjdzie czas, wszystko stanie się jasne”), jak mało wiarygodny jest on sam, który uczestnictwem w eksperymencie podważył naturę, jej historię.

Świat mrocznej baśni zamieszkują mroczne istoty. Wszystkie postaci powieści są zawikłane psychologicznie, nie ma tu ludzi prostych, szczęśliwych, uporządkowanych. Zwłaszcza mężczyźni budzą niepokój, im zresztą Sakurai poświęca najwięcej uwagi. Spotkanie z mężczyzną, to spotkanie z innym, niezależnie, jaki to rodzaj kontaktu. Tak jest z klientami Dymaksu, tak ze znajomymi, przyjaciółmi. Mężczyźni przypominają hermetycznie domknięte, urzeczowione okazy. Poznawanie ich, to jak dotykanie eksponatu: nie da się, można tylko patrzeć. Paradoksalnie, nawet seks nie zbliża. Ami w swej pracy tylko przesuwa się od obiektu do obiektu, gromadząc wiedzę. Poznaje różne męskie typy, męskie wynaturzenia, skazy, które najwięcej o nich opowiadają. Samo jednak poznanie nie gwarantuje bliskości. Każdy z poznanych mężczyzn stanowi osobność, w której Ami nie potrafi (nie chce?) znaleźć szczeliny. Tak sportretowany męski świat uzasadnia związek z Takują: prostym, lgnącym. A może tylko potwierdza, że nie da się zbliżyć do drugiego, nim nie poskłada się siebie w całość. Mamy kolejny dramat „Końca niewinności”, obok dramatu samego życia, które nie jest dla Sakurai oczywistością, wystarczającym powodem, by istnieć.

Próby uzasadniania życia ofiarą, czy stworzeniem nowego życia brzmią fałszywie. Wyczuwamy tu raczej potrzebę (bardzo ludzką zresztą), szczęśliwego finału. Podobnie jest z zapowiedzią zbliżenia się do Masakiego (jedyna męska postać o cechach nieco bardziej ludzkich), czy przemianą bohaterki. Mamy zakończenie szczęśliwie domykające wątki, rażące sztucznością, które jest tak naprawdę ucieczką od nierozwiązanego problemu. Tym bardziej, że niewiele, fabularnie, zapowiada pozytywny finał. Nie czujemy przybliżania się „dobra”, wszystko raczej zmierza ku katastrofie. Jak mogłoby wyglądać zakończenie, gdyby poprowadzić historię do końca? Można by podążyć śladem terapeutycznym, wyodrębnić dwa byty, nadać im odrębne sensy, doprowadzić do pełni na miarę każdego z nich. Albo zesłać zagładę, wilka, który pożre z kosteczkami, wyalienować bohaterów z każdej, nawet intymnej, przestrzeni. Dwa uczciwe rozwiązania. Jeszcze trzecie możliwe, najbliższe zwyczajności, aczkolwiek zupełnie nieliterackie: dryfowanie pomiędzy, bylejakość.

Im bliżej końca, tym Ami Sakurai bardziej łapie się jak brzytwy tego, co społeczne, powszechne. Podobnie czyni na poziomie języka. W zdania, początkowo brutalne i liryczne zarazem, wdzierają się konwencjonalne metafory. Po raz kolejny wyczuwamy fałsz, pójście na kompromis. Do momentu, w którym autorka opisuje i diagnozuje rzeczywistość, można jej zaufać, gdy zaczyna szukać rozwiązań, staje się nieprawdziwa. Dążenie do ocalenia, ludzkie i naturalne, nie służy, w tym przypadku, jakości literatury. Słabością książki jest autobiograficzność, odejście od niej, dałoby większe możliwości pisarce, mogłaby ona napisać książkę w całości mocną i dobrą.




1. Milena Rytelewska Elegia dla Niewyskrobanej Dziewczynki http://odra.okis.pl/article.php/611


Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.






felietony

użytkownik/czka

Hasło



Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
kliknij TUTAJ.
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

swewa
27/08/2018
od wczoraj nowa zakładka STREFA TEKSTÓW LEKKICH! zapraszamy do współpracy

nalika
17/11/2013
Niepewność dotyka nas wieczorami gdy się ręce do siebie kleją gdy sprawdzamy czy jeszcze zlepia w niepokoju spojrzenia dowcipie nie na temat żalu za grzech niepopełniony rzuca pytania o

swewa
10/11/2013
UWAGA! nowy panel - MĘŻCZYŹNI PISZĄ... Zapraszamy do współpracy smiley

Copyright © 2011
Projekt: Fundacja Feminoteka
system CMS: PHP-Fusion v6.00.300 © 2003-2005
6,672,066 Unikalnych wizyt